Polub NaszePanstwo.pl na   

10 kwietnia – wspomnij nieprzeciętnych ludzi, którzy tego dnia odeszli…

  • Kategoria: Polityka
  • Troll
Każdego dnia rodzą się i umierają ludzie. Dlatego też każda data jest czyimiś urodzinami a także rocznicą czyjejś śmierci.
Nie inaczej jest więc z 10 kwietnia. Tego dnia wypada wspomnieć ludzi, którzy dzięki swojej pracy, zdolnościom lub determinacji wyróżnili się ponad przeciętność, a ich życiowe dzieła utrwaliły się na zawsze w dorobku ludzkości.

Pewna data

  • Kategoria: Polityka
  • Derektor
Dotychczas przeprowadzone czynności śledcze nie wykazują na dokonanie czynu zabronionego. – gen. bryg. Krzysztof Parulski.
Jak to, zamach wykluczony? Nasza prokuratura ze stoickim spokojem tak mówi? Oż to ruskie sprzedawczyki. Wcale się nie dziwię, że Pełnomocnik Części Rodzin Ofiar Smoleńskiej Masakry Brzozą Lotniskową tak się oburza. Przecież jeszcze nie mamy wraku! Wraku nam potrza do wykluczenia tej tezy!

Zieeeew... No a czegóż tu się spodziewać, że będą siedzieć cicho i pogodzą się, że to nie było jednak ani troszkę, nic a nic, uknute? Eeeeh... nic nowego, jakieś tam marne podrygi, żeby podgrzać atmosferę przed... którym to? aha, bodajże dziesiątym kwietnia chyba. Taaak, teraz sobie przypominam, 10 kwietnia, bo to na wtedy zaplanowana jest szopka na Krakowskim Przedmieściu.

Wiecie co? Generalnie koło chuja mi to lata, że się zbliża pewna data.

Pod przemożnym uciskiem pijaru

  • Kategoria: Polityka
  • Simon
Niemal wszystko mamy w III Rzeczpospolitej nowe. Kolorowe, lśniące, gładkie, słodkie i do szarości bywszego komunizmu niepodobne (kto pamięta, ten wie). Telenowele, samochody na ulicach, przyyyyyyeśliiczne reklamy co róg i zakręt – po prostu trzeci świat zwany niegdyś PRL, zyskał barwy, niczym wiejska dziewka zbierająca się na przytupanisko do remizy. Może więcej jeszcze w tym usmolonego korka miast różu od jakiegoś Diora, ale tendencja zdaje się być pozytywna.
  Nie mogli i politycy, czując znak czasów, pozostać w tyle. Skoro się zarabia, a karierę tworzy, to człek świadom swych niebotycznych możliwości, ale i drobnych ograniczeń, chętnie zainwestuje w wiedzę i pomoc fachowca. Wszyscy wiemy i mrugamy do siebie ukradkiem, że te zabiegi o wygląd i PR, to takie sobie dla ludu prostego, a ciemnego zagranie – aliści potrzebne, bo choć lud zacny, to raczej z dala w jakichś tam swoich Biedronkach i raczej zza szyb limuzyny, ale jednakowoż siłę głosu ma.
  A proste, toto, a ciemne! Tymiński czarną teczką pokazał, co z tą ludzką mierzwą paroma prostymi zagraniami zrobić można - i z Mazowieckim wygrał. A zabobonne, a łatwowierne: Kamiński z Kurskim w 2005 pustą lodówkę nieskromnie obnażyli i kotka spadającego ze ściany i już, szast prast, PiS o trzy procent wygrało.
  Jak tu nie kuć żelaza, póki gorące? Jeżeli się raz udało lud ciemny w Wehrmacht wrobić, to trza działać dalej. Walić, niczym cepem po oczach, prymitywnymi, a zgrubnymi spotami, atakować hasłami o zdradzie narodowej i bolszewizmie, tłuc do łbów ciemnych, podatnych o sprzedawczykach, zdrajcach, agentach. Otóż i proste, a niekosztowne recepty: napuścić tych na owych, a do patryjotyzmu się odwołać, a do zawiści – a frukta potem zbierać, a punkty sondażowe liczyć, a apanaże rosnące w tempie geometrycznym w sakiewy niespiesznie zbierać.

  A tu nie działa.

  Jakże nie działa? Tuskowi ryżemu działa, jednemu. O ceny cebuli spytał, chytry lisek, w debacie wyborczej – i zadziałało – to jakże nam nie ma zadziałać? Ponoć PO na samym PR jedzie, i chamy jedne, Boże odpuść, nadal u koryta, a nam nie działa? Jakże to tak?
  I tak sobie nasi, pożal się Boże, demiurgowie sceny politycznej, kombinują i klocki ustawiają. Jakżeby tu lud ciemny zapędzić, by łaził tam, gdzie mu się wskaże, a nie w szkodę, niczym ta kobyła.
  Czegóż to już nie mieliśmy! I Polskę „solidarną”; i układ; i inwigilację prawicy; i zdradę okrągłostołową; i Wehrmacht; i agenta Bolka; i mordo ty moja; i płaszczenie się przed Sowietami tudzież nieśmiertelnym pruskim niemieckim imperializmem; i zamach na prezydenta, który nagle z ofiary katastrofy lotniczej stał się „poległym”; i spiski żydokomunistycznoróżówowogejowsko-cyklistycznofeministycznoeuroliberalnych elit; i czego tylko jeszcze lud może pożądać a propos prawdy, która go wyzwoli – i mało, cały czas mało!
  Jakże temu wrednemu Tuskowi PR działa, a nam nie?! Jak może?!
  Nie pomogły spoty Prezesa rozmawiającego z młodzieżą. Nic niemal nie dało złagodzenie wizerunku w 2009 roku. Wysunięcie koncyliacyjnych kobiet – aniołków Kaczyńskiego – sondaże ani drgnęły. Nawet zrobienie z Tuska i Komorowskiego morderców z krwią na rękach wytoczoną z najżarliwszych patriotów i jedynych autentycznych żołnierzy walki z komuną nie pomogło. Ludowi prostemu można sprzedawać, że to wina Wyborczej i Olejnik. Ale wszak kiedyś działało, to cemuj terozki nie działa?!
  A może ceny benzyny? Cukru? Zakupów codziennych? Może udać się ze świtą przyboczną do sklepu, zakupić marchew dorodną, a kabaczka prężnego, a kartofle… eee… choć kartofle to raczej nie, to może kacz… kurczaka znaczy i pokazać ludowi, że drogo. Wszak lud prosty kupił to raz od Tuska, to patrz teraz, ludu niewdzięczny, drożej nawet cebula, niż Tusku mówił! I co ty ludu na to? Prosty, biedny, prymitywny ludu, ty, co w Biedronce kupujesz?
  A lud, paskudny a nieprzewidywalny – nadal sondaże psuje, a ozdrowieńczej metodzie spalenia wszystkiego, co chore, a ustanowienia nowego ładu nie chce słyszeć. A lud pokazuje wała, tworzy obrazki w Internecie, gdzie tańczą pospołu parodie reklam Biedronki z „koszykiem Kaczyńskiego” i niewczesne żarciki z ceny karmy dla Alika. A lud, niczym głupol, po kilku latach rządów woli nadal głosować na gości, którzy mu podnoszą VAT i obrabowują z OFE wbrew umowom społecznym, niźli na Prezesa, który wszak aż tyle obiecać może.

  Ki czort?

  I otóż pozwolę sobie zaproponować zdanie optymistyczne. Uważam, że żyjemy – nazwa zobowiązuje – w dobrym państwie. Może nie administracyjnie. Może nie prawnie. Może daleko jeszcze i długo nie w dobrobycie, ale w jednym cennym dobrze, nieocenionym i godnym pozazdroszczenia.
  Nawołuję do dyskusji na ten temat, bo być może to kontrowersyjny osąd. Aliści uważam, że głównym złożem dobra w Polsce, w obliczu dość szczupłych innych dóbr naturalnych, są sami Polacy.
  Nie przepadam za Polakami ze względów zasadniczych: bardzo nie lubię także siebie. Polacy mają także wredne cechy: zawiść, ponuractwo, skłonność do narzekania – podobnie jak ja, ale też jedno przyznać trzeba, że w roli ciemnego ludu spisują się gorzej, niż średnio.
  Tymiński może i wygrał z Mazowieckim, ale z Wałęsą już nie. Może i uważają nas w Niemczech za złodziei, ale, że istnieją jedne Niemcy, to także nasza zasługa – i to zdaje się większa, niż samych Niemców. Może i zadziałały spoty Bielana, ale w końcu szalony prezes porządził raptem dwa lata. Może i dostaliśmy zbiorowej histerii po katastrofie (dość zrozumiałej zresztą, zważywszy skalę wypadku). Może i wzruszenia większe zaczęły ludźmi targać, niż po emisji „M jak miłość” czy ostatniego heroicznego ataku biało-czerwonych na przeważające siły piłkarzy Wysp Owczych, ale – niespodzianka! – nawet to prezesowi do wygranej nie wystarczyło. Nawet te tygodnie mistrzowskiego grania na emocjach i nerwach, nawet te czułe potrącenia o podstawowe struny w duszy Polaka cierpiętnika, nawet odwołanie się do żalu, litości, odwiecznej krzywdy biednego Narodu i spiskowych teorii nie wystarczyło!
  Może i lud ciemny, ale jakoś jesteśmy w NATO, UE, mamy wzrost gospodarczy nawet w kryzysie i walczymy o pozycję, niczym nieświadomy zagrożeń psiak, o dziwo, z sukcesami. Może i chcą nam sprzedać nienawiść, uprzedzenia, obrzydzenie do własnej przeszłości, zohydzenie własnych osiągnięć z ostatnich trzydziestu lat. Może i chcą nam wtłoczyć do głów, że giniemy, toniemy, splugawiamy się i jesteśmy niegodni, a my wbrew temu mamy rozwijający się kraj i wykorzystywane szanse (oprócz tych zmarnowanych, rzecz jasna). Może w tym tkwi przyczyna, że nie sprawdza się dziś PR czarny, a sprawdza się różowy?
  Czyżby dlatego pan Rydzyk tak namiętnie wzywał do zwiększenia wpłat? Czyżby dlatego szanowny Prezes przełamywał wstręt i osobiście udawał się na zakupy w jakieś ciemne zakątki ponurej rzeczywistości, gdzie istnieją przyziemne rzeczy w rodzaju paragonu, prawa jazdy, koszyka na zakupy i odpowiedzialności za słowo?
  Może ten taniec, dla uwiedzenia ciemnego Luda, jest dowodem na emancypację Polaków od głupoty?

  Oby.

Cenzura II – tak się knebluje demokrację!

  • Kategoria: Polityka
  • Simon
17 marca 2011 r. o godz. 11.20 w Sądzie Okręgowym w Warszawie przy Al. Solidarności 127, w sali 219, odbyła się rozprawa w procesie wytoczonym Jarosławowi Markowi Rymkiewiczowi przez przez spółkę Agora, wydawcę "Gazety Wyborczej". Na rozprawę przybyli liczni wielbiciele Poety.
   J. M. Rymkiewicz w sądzie - galeria

To się moi Państwo porobiło!
Eurokomuniści i masoni kneblują zdrową tkankę Narodu i zmuszają do milczenia patriotyczny trzon tradycji i polskości! A jakże to podłe, jakże przebiegłe – bo sięga po to, co najczystsze i najpiękniejsze!
Rzekł bowiem poeta:
„To co nas podzieliło – to się już nie sklei
Nie można oddać Polski w ręce jej złodziei
Którzy chcą ją nam ukraść i odsprzedać światu
Jarosławie! Pan jeszcze coś jest winien Bratu!
Dokąd idziecie? Z Polską co się będzie działo?
O to nas teraz pyta to spalone ciało
I jest tak że Pan musi coś zrobić w tej sprawie
Niech się Pan trzyma – Drogi Panie Jarosławie”

Nie sklei się, moi drodzy – i głębia oraz celność tej konstatacji są niemal tak porażające, jak ustalenia komisji śledczych; i niemal tak raniące, jak polityka ministra spraw zagranicznych wobec Madame Fotygi. Dobrze jest, kiedy autorytety moralne jasno zakreślają granicę między zgnilizną a zdrową tkanką, między wrogiem a przyjacielem, między obiektem wzgardy i eliminacji a Prawdziwym Polakiem. Nie do poety należy wyciąganie konsekwencji, ach nie – On zbyt uskrzydlon myślą podniebną, On tylko idee, jako te perły przed kadry pisowskie rzuca – a wykonanie może i niedalekie, ale poczekać musi. Na władzy przejęcie. I na zbrojne ramię Prawa i Sprawiedliwości.
Acz gdy sylweta wroga dobrze zarysowana, to i strzelać doń łatwiej – przyznacie? A niech ma za „przemysł pogardy”!
I rzecze poeta jeszcze:
„Polacy, stając przy nim, mówią, że chcą pozostać Polakami [o krzyżu – swoją drogą, jakoś pusto dziś wokół niego, prawdziwi patryjoci jakieś inne zajęcia znaleźli, czy kie licho?]. To właśnie budzi teraz taką wściekłość, taki gniew, taką nienawiść - na przykład w redaktorach ‘Gazety Wyborczej’, którzy pragną, żeby Polacy wreszcie przestali być Polakami.”
Poeta powiedział, że redaktorzy GW są "duchowymi spadkobiercami Komunistycznej Partii Polski".

I na to znalazło się iluś tam nieokrzesanych barbarzyńców, co poecie na Olimpie zawracają dupę, kołysaną weną, niczym obłoczkiem wysublimowanej wielkości, tam, gdzie przemyśliwa o jak najefektywniejszym wieszaniu zdrajców Narodowej Sprawy. A gdy już Tytan Poezji zstąpi na padół obmierzłej codzienności i w chamstwo powszechne wnidzie, nagle odkrywa ze zdumieniem, że go za świętą, przebiałą szatę poetyczną szarpią i w nimb nade łysą czaszką kamulcami rzucają, bydlaki jedne.

Do sądu, no do sądu poszli!

I zaraz też rozległy się wszędy oburzone, a świętym ogniem posłannictwa przejęte głosy Prawdziwych patriotów, Wildsteina, Ziemkiewicza i co znamienitszych weteranów walki z komuną, kiedy to już bezpieczne. Zagrzmiały surmy, zatarabaniły tarabany, zagorzały lica. To jakże to tak: człek prawy rzecze oczywistości, a te glisty, które winny z pokorą krytykę przyjąć, do jakiegoś sądu się odwołują? Cenzurę wprowadzać na wolną myśl i wielkiego ducha!? O oczywistą oczywistość nagle się zdrajcy i złodzieje chcą sądzić? Toż to sromota i ohyda w biały dzień! I to jeszcze z kim – z poetą, co na froncie walki o zdrowie Narodu nie ustaje!

Przebąkuje jakimś tam jeden z drugim redaktorzyna, że obrażony się czuje, bo go tak Poeta nazwał. A przecie Poeta w chwili wolej od obcowania z Muzą wysublimował to, co jakże słusznie wódz i zbawca mówi wprost: kto ma rodzinnie lub rasowo obciążone geny, ten spsowan i nigdy już Prawdziwym Polakiem zostać nie może – trudno i darmo, Komunistyczna Partia Polski zawsze z niego wylezie. I słusznie oraz naukowo mówi pislamska myśl: gdzie wychowanie przez komunistycznych antenatów, tam nie masz ratunku; a już szczególnie, gdy genetycznie jakiś tam semityzm się wkradnie.
Czyż nie jest tak, że wychowany patriotycznie, w polskiej i tradycyjnej rodzinie; zaangażowany w sprawy polskości i walkę z jej złodziejami Jacek Kurski – to widomy przykład kindersztuby i patriotyzmu (mimo małych kłopotów z prawdomównością i wyroków sądowych za to – wszak idea zawsze wymaga zastosowania maksymy „cel uświęca środki” ).
I czyż nie jest tak, że wychowany w kosmopolitycznej, zgniłej, po KPP rodzince podejrzanej konduity Jarosław Kurski, zastępca naczelnego GW, to przykład złego wychowania? Ten Kurski, podlec jeden, spadkobierca KPP i złodziej polskości ma czelność do sądu iść i muzy za nogawki szarpać? Jakieś pretensje do licentia poetica ma?

Widzicie zatem naocznie, jakże daleko posunęła się bezczelność sprzedawczyków w tym biednym przywiślańskim kraju, który jeno wtedy niepodległy, gdy Jarosław premierem, a Macierewicz ministrem (taka patriotyczna sztuczka).
Ale ja biorę stronę Rymkiewicza, Wildsteina i Ziemkiewicza. Mają rację. Wolność i niepodległość. A wolność słowa przede wszystkim. Niech język giętki wyraża to, co – jakże czasem niespodziewanie – pomyśli głowa. Mają chłopaki rację. Dość już obłudy i hipokryzji. W imię wodza zatem – zrzućmy kajdany politycznej poprawności i nie zważajmy na konwenanse – a piszmy poetycko i jakże emocjonalnie, co nam na duszy leży. I niechże ci, o których piszemy – nie idą z tym do sądu, bo pokazują tylko tym swą małość – blokując swobodną ekspresję i wolność opinii.
Zatem, niechże Rymkiewicz, spadkobierca NSDAP, Ziemkiewicz pedofil wyżywający się wyłącznie na wnuczkach Wasilewskiej i Wildstein agent KGB gwałcący staruszki - nie pozywają mnie za te słowa – albowiem zakneblują wolność dyskusji i zabiorą mi prawo do swobodnej ekspresji.

P.S. Nie jest też tak, że zdrowe i patriotyczne siły, całkiem tak w kozi róg zapędzone, bezsilnie przyglądają się kolejnym rozbiorom substancji narodowej między Merkel a Putina. Co to, to nie. Rymkiewicz wezwał młodzież i zdrową tkankę do stawienia się w sądzie. Stawili się, a jakże.
Dziwi to kogoś, że polski sąd, jako polska instytucja, wykazał się zwyczajową w takiej sprawie inercją i brakiem wyobraźni? Do sali na dziesięć osób próbowało wtargnąć dziesięć razy tyle, a czujni i pobudzeni patriotycznie obywatele niemal zadeptali adwokata GW i przestraszyli Panią Sędzię do tego stopnia, że odłożyła rozprawę.

„No sąd sądem, a sprawiedliwość musi być po naszej stronie”

I niech się te poKPPowskie śmieci uczą demokracji, bo jak nie, to za nami kupa młodzieży w beretach stoi. I żaden sąd im nie pomoże, a przyjdzie czas i okoliczność, to może i Rymkiewicz jakieś smaczne wieszanko opisze.


Jak komuś jeszcze mało to tutaj więcej o samym procesie

Łaska pańska – na prawym i sprawiedliwym koniu jeździ

  • Kategoria: Polityka
  • Troll
Trudno zarzucić ś. p. Lechowi Kaczyńskiemu, że nadużywał prezydenckiego prawa łaski. W porównaniu z poprzednikami był zdumiewająco wprost surowy - przez niemal całą swoją kadencję, zakończoną tragiczną śmiercią na krótko przed jej naturalnym upływem, ułaskawił zaledwie 77 osób. Dla porównania - Lech Wałęsa ułaskawił 3454 osoby, Aleksander Kwaśniewski zaś 4288 osób (odpowiednio 3295 i 993 w kolejnych dwóch kadencjach). [Uwaga: liczbę ułaskawień podaję za Wikipedią; w innych źródłach nieoryginalnych spotkałem się z liczbą nieznacznie przekraczającą 200, co i tak jest o rząd wielkości mniej niż w przypadku poprzedników.]

Ta powściągliwość logicznie wpisuje się w linię programową pissu, do której należało m. in. zmniejszenie tolerancji dla przestępczości. Prawo łaski powinno być bowiem stosowane bardzo ostrożnie i przy zaistnieniu szczególnych okoliczności - jak choćby w przypadku głośnego "linczu we Włodowie", kiedy to 3 braci - nie mogąc doczekać się interwencji policji - pobiło na śmierć szaleńca (mającego już kryminalną przeszłość) , który pijany latał po wsi z tasakiem i groził ludziom. Policjanci, którzy zignorowali zgłoszenie, zostali uznani winnymi przestępstwa i dostali wyroki (obaj w zawieszeniu). Trzej bracia dostali wyrok po 4 lata paki, po odsiedzeniu niecałego roku zostali ułaskawieni przez prezydenta Lecha "Melduję wykonanie zadania" Kaczyńskiego.

Kim było pozostałych 74 szczęśliwców, którzy doznali aktu łaski ze strony Słońca Żoliborza? Jakie to fatalne zbiegi okoliczności wepchnęły ich na drogę formalnego konfliktu z prawem, pomimo dobrych intencji? W jakim to niewłaściwym miejscu i czasie znaleźli się ci nieszczęśnicy? Jakie chwilowe słabości położyły się w konsekwencji cieniem na ich życie? To z pewnością fascynujące życiorysy. Spójrzmy na jeden z tych przypadków.

Pewien dżentelmen (fakty cytuję za "Gazetą Wyborczą") przez niemal 8 lat w pełni świadomie rżnął Urząd Skarbowy i Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych (czyli nas wszystkich, albowiem ten urząd jest w całości finansowany z pieniędzy publicznych). Dzięki fikcyjnemu zatrudnieniu niepełnosprawnych wyłudził przez ten czas z PFRON ponad 120 tys PLN a US naciął na drobniaki w wysokości co najmniej 30 tysi. Sprawa trafiła do sądu, wyrok był dość łagodny bo oskarżony nie kręcił i był skłonny poddać się karze, a w dodatku bez szemrania zwrócił cały szmal. Skończyło się więc na niecałych dwóch latach, w dodatku w zawiasach, więc skruszony przestępca paki nawet nie powąchał i jeszcze tego samego dnia po opuszczeniu gmachu sądu mógł jak co dzień pocałować żonę i dzieci na dobranoc. Nie ma to jak sprawny adwokat - w końcu nie biorą kasy za darmo.

Jak ktoś dobrze robi swoją robotę to nie ma powodu, żeby go nie reklamować. Zareklamujmy więc tego sprawnego adwokata - był nim mecenas Marek Dubieniecki - czyli teść Marty Kaczyńskiej.

Rok później nasz biznesmen założył spółkę z synem swojego byłego adwokata - Marcinem Dubienieckim. Trzy tygodnie później został ułaskawiony przez prezydenta i to w dość szczególnym trybie - tzw. "prezydenckim", kiedy to kancelaria prezydencka jest stroną inicjującą proces (zwykle prezydent po prostu składa podpis pod wnioskiem sformułowanym przez Prokuraturę Generalną). Nawet jednak w takim trybie wymagana jest opinia PG (choć oczywiście nie jest ona wiążąca dla Prezydenta). W tym przypadku opinia PG była negatywna.

Poniżej cytat ze strony www.prezydent.pl (czyli oficjanej strony Prezydenta RP):
Akt łaski nie zmienia wyroku sądu i nie podważa winy skazanego. Celem postępowania ułaskawieniowego jest ustalenie, czy po wydaniu prawomocnego wyroku zaistniały w życiu skazanego szczególne wydarzenia[...]
Założenie biznesu z zięciem prezydenta to bez wątpienia jest szczególne wydarzenie - a więc, krytycy i ujadacze - zamknijcie mordy i nie kalajcie kryształowej pamięci najlepszego prezydęta wszechczasów.

A skoro juz przy cytatach jesteśmy - to oddajmy głos samemu zainteresowanemu (cytat za dziełem Łukasza Warzechy "Lech Kaczyński. Ostatni wywiad"):
- Ja uznaję ułaskawienie za środek nadzwyczajny. Może być zastosowany, aby ulżyć komuś w sytuacji, gdy kara wydaje się istotnie nieadekwatna do winy.
- (ŁW) Widzę, że wczytuje się pan w prośby o łaskę.
- W niektóre - tak. Inne odrzucam z góry.

Dawnych wspomnień czar

  • Kategoria: Polityka
  • Troll
Któż z nas nie wspomina z rozrzewnieniem starych dobrych czasów? Chyba większość. Z czasem zapominamy o tym, co było złe, a pamiętamy o tym, co było dobre.

Nieważne, że benzyna była na kartki a poza tym mało kto miał własne auto - na wspaniałe, przyprawiające o szybsze bicie serca randki jeździło się autobusem.

Nieważne, że w TV były tylko 2 programy (a w wielu miejscach Polski dostępny był tylko jeden z nich) - ale byliśmy młodzi i beztroscy i chodziliśmy do kina albo pograć w piłkę.

Nieważne, że system trzymał za mordę i wyjątkowo zachęcał do ześwinienia się - ale dzięki temu niektórzy mieli możliwość sterowania innymi, wydawania im bzdurnych poleceń i wyciągania konsekwencji w razie niesubordynacji (na przykład pozbawienie szans awansu w pracy) - dzięki temu mieliśmy kolorowe, spontaniczne, radosne i tłumne pochody pierwszomajowe! Ech, komu to przeszkadzało...

Ci, którzy szczególnie podatni są na sentymenty, usilnie próbują cofnąć czas. Jak na przykład JM Rektor Uniwersytetu Wrocławskiego.
Cytując za WP:
Rektor Uniwersytetu Wrocławskiego nakazał dziekanom wytypować do udziału w pielgrzymce do Smoleńska przedstawiciela z każdego wydziału uczelni - informuje "Gazeta Wyborcza".
10 kwietnia wyjazd do Smoleńska organizuje działające przy kurii wrocławskie Radio Rodzina. Rektor Uniwersytetu Wrocławskiego prof. Marek Bojarski rozesłał do dziekanów pismo w tej sprawie, w którym nakazuje wytypowanie do udziału w pielgrzymce jednego przedstawiciela danego wydziału.
Wygląda na to, że czasy jednak się zmieniły, bo:
Cytowani przez gazetę dziekani wydziałów nie mają zamiaru podporządkować się tej decyzji. Argumentują, że uczelnia jest instytucją neutralną światopoglądowo, a wyjazd ma charakter religijny.
Na szczęście - ponieważ nius podała wraża, polskojęzyczno-masońsko-semicko-antypolsko-kondominiumistyczna "Gazeta Wyborcza", więc to na pewno wszystko jest nieprawda i ordynarna manipulacja. Czekam zatem (z nadzieją) na sprostowanie.

Cenzura

  • Kategoria: Polityka
  • Simon
W piątek odbędzie się pierwsze posiedzenie parlamentarnego zespołu ds. monitorowania internetu, w tym między innymi portali politycznych. Kto podpadnie posłom może liczyć się z zawiadomieniem do prokuratury. Nowe "ciało parlamentarne" nosi nazwę Zespół ds. Promocji Wolności Przekazu i Poszanowania Zasad Dialogu Społecznego w Komunikacji.
I zaraz wypełzła marsem na me czoło obywatelska troska: to jak to, to teraz red. Sakiewicz będzie pisał na grypsach z więzienia, że Tusk z Komorowskim są kremlowskimi sługusami? Już nie będzie można napisać o prezydencie, że gajowy i dupowaty?
Obudźcie się, prawdziwi patrioci, bo na waszą wolność zamach się tu czyni! Jak to będzie, nie móc napisać, że przyjdzie czas powywieszać sługusów Putina na latarniach? Co się stanie z Gazetą Polską? Kto zapłacze po Naszym Dzienniku, gdy już cała redakcja karnie pomaszeruje do pierdla?
A i gorsze podejrzenia snują się po głowie: bo – Jezus Maryja! – może się chcą, czerwona pajęczyna, do jedynego prawdziwie polskiego medium dobrać?! Może już są zakusy na świątobliwą osobę, jedynego Polski salwatora, tego, co samąć prawdę przedaje na falach eteru – tylko troszkę ciut w ploty, pomówienia i insynuacje zawoalowaną, że do tej pory przyczepić się nie można było. To teraz prawdziwi katolicy będą się musieli tłumaczyć z jakże słusznego tropienia żydów na antenie? To już trzeba będzie rezygnować z wielogodzinnych pogadanek koryfeuszy polskokatolickiej nauki humanistycznej przerywanych życzliwymi pomrukiwaniami ojca prowadzącego? Jej Bohu – a jeszcze się do biskupa przyczepią – co to jakże przytomnie i logicznie zauważył, że Polak winien głosować na Polaka, a Żyd na Żyda.

Ale, zaraz, zaraz – czytam ci ja dalej i oto, co znajduję:
Zespół składa się z siedmiu posłów - sześciu z PiS-u: Andrzeja Jaworskiego, Piotra Cybulskiego, Zbigniewa Girzyńskiego, Zbigniewa Kozaka, Maksa Kraczkowskiego, Leonarda Krasulskiego, Tomasza Latosa, i Kazimierza Smolińskiego. Poseł z PO raczej będzie miał trudności w przeforsowaniu swoich racji.
Yyyyy... Znaczy to PiS wpadł na ten pomysł? Ekhm.. znaczy sprawiedliwy on musi być i prawy. Najważniejsze jest bowiem, w jakim celu co się robi – i każdy jakoś tam od dziecięctwa winien się już nauczyć, że cel uświęca środki. Jeśli bowiem ku rewolucji moralnej i narodowej zastosowane to zostanie – to zaiste, powiadam Wam, dobrym będzie.

A bardziej poważnie.

Na starym SD dyskutowaliśmy niegdyś o zjawisku projekcji. Jak to jest, że prezes Kaczyński z wyrokami sądowymi za kłamstwa, stosujący bez końca starą dobrą szkołę pomówień i krzywdzących niedopowiedzeń bez dowodów – patronuje środowisku gorączkowo węszącemu wszędy kłamstwo i manipulację? Jak to jest, że formacja wyrosła z uwłaszczającego się niegdyś niezwykle barwnie PC – usilnie stara się wmówić populacji, ze wszystkie partie kradną na potęgę, z wyjątkiem PiS? Jak to jest, że przeciętny pislamista łyka bez popitki papkę o wszechobecnej korupcji od partii, która miała najbardziej aferalną koalicję III RP? Jakimże to nietuskowym cudem PiS, fundujący swą propagandę na mitycznym i zaszłym niegdyś inwigilowaniu prawicy – sam czuł się w obowiązku zburzyć ideę POPiS tylko dlatego, żeby prezes miał we władaniu wszystkie resorty siłowe i policyjne; i jak to się psim swędem stało, że powołał CBA i posłuszne sobie IPN, żeby polityków opozycji wywlekać z łóżek i zastraszać? Czy zbiegiem niezwykłej okoliczności i pragnieniem publicznej masowej amnezji wyjaśniać, że zacna owa partyja zawłaszczała wszystkie publiczne media, jak leci i cenzurowała Wiadomości w Jedynce – a teraz jęczy zbolała nad znieprawieniem mediów?
I wreszcie – jak to jest i jakim szalonym paradoksem i zrządzeniem losu – że to akurat prezes Kaczyński narzeka na brutalizację języka polityki i zdziczenie politycznych obyczajów?
Otóż i mamy zjawisko projekcji w pełnej krasie: wytępmy brzydkie i niewłaściwe zachowania, które z takim absmakiem znajdujemy U INNYCH.

Co jakiś czas na forach publicznych pojawia się kolejna niewinna duszyczka i mrugając oczętami zapytuje: a czemuż się tego biednego prezesa czepiacie? Patriota, nie dojada, nie dosypia, proszki bierze – żeby dobrze było. A Wy? Nie ludzie, a wilki! I tak bez argumentów nawet! I komu się wtedy chce wyliczać, że nie o bon moty prezesa tu chodzi, a o realne działania? Kiedy w 2005 roku posłanka Senyszyn z trybuny sejmowej ostrzegała szanownych rodaków przed „kaczyzmem” – miałem to za objaw lekkiej histerii.
Ale potem, gdy minister sprawiedliwości z partii żartobliwie nazywanej prawą i sprawiedliwą skazywał ludzi na konferencjach prasowych, gdy PiS zakładał policję polityczną, by zastosować prowokacje natury kryminalnej wobec współkoalicjantów – troszkę mina mi zrzedła...
A dziś jeszcze piękniej i bardziej kolorowo: szanowny Pan Prezes publicznie w prime time i w jednej z największych telewizji oświadcza, że gdyby rządził, posłałby służby specjalne, by zbadały tych ekspertów lotniczych, co to się wypowiadają w mediach, że to katastrofa była...
Otóż i mamy kolejną pisowską troskę o demokrację – tym, co mają inne zdanie, twarze zamknąć.
Pamiętacie Orwella? Póki co pisowskie Ministerstwo Prawdy ustala, kto NAPRAWDĘ skakał przez płot w stoczni i zajmuje się retuszowaniem Jakubiak z kancelarii LK. Pora na Ministerstwo d/s Wolności Przekazu, które zajmie się cenzurą.
Ja bym upraszał pokornie o to, żeby cenzurę zostawić tam, gdzie jej dobrze. Na forach związanych z Pis, z Gazetą Polską, ND, na forum niezależna. Tam, gdzie prezentowana Prawda jest tak oczywista i podniosła, że niech nie śmią jej brukać jakieś niewczesne wątpliwości.
Ale od nas, rybek, proszę się odp...
Policja polityczna, granie teczkami, napuszczanie na siebie grup społecznych, a teraz cenzura. Wprost nie mogę się doczekać, czym jeszcze uraczą nas dzielni demokraci z PIS. Choć z drugiej strony, to może i dobrze – co prawym i sprawiedliwym przybywa w sondażach, to sami dbają, by ten podejrzany trend niwelować. Na miejscu Tuska posyłałbym Prezesowi kwiaty na Krakowskie Przedmieście, jest duża szansa, że odbierze – ponoć często tam bywa.

Na kłopoty – Bednarski, a na nudę… stenogramy sejmowe

  • Kategoria: Polityka
  • Troll
Nuda. Za oknem szaro. W mediach Smoleńsk odmieniany przez wszystkie przypadki. Jarosław wciąż "po chorobie i w trakcie choroby". Nic się nie dzieje, jak w polskim filmie. Na szczęście jest takie magiczne miejsce, które zawsze dostarczy rozrywki - wystarczy trochę poczytać. To miejsce nazywa się Sejm.
Poniżej przytaczam fragment stenogramu posiedzenia sejmowego z ostatnich dni. To był dla Sejmu pracowity dzień - siedzieli w robocie długo, minęła północ. Wszelkie podkreślenia i wyróżnienia są mojego autorstwa i maja charakter subiektywny.

Przed przeczytaniem skontaktuj się z psychologiem, gdyż lektura poniższego tekstu może wywołać nieprzewidziane reakcje, w tym spontaniczne postawienie kosy na sztorc.

Wicemarszałek Jerzy Wenderlich:
[...]Do głosowania nad uchwałą Senatu przystąpimy w bloku głosowań. Na tym zakończyliśmy rozpatrywanie punktów porządku dziennego zaplanowanych na dzień 19 stycznia br. Informuję, że zgłosili się posłowie w celu wygłoszenia oświadczeń poselskich. Czy ktoś z pań i panów posłów pragnie jeszcze wygłosić oświadczenie?
Nie widzę. Nikt się nie zgłasza.
Listę posłów zgłoszonych do oświadczeń uważam zatem za zamkniętą. Pierwszego uprzejmie proszę pana posła Krzysztofa Tołwińskiego, Prawo i Sprawiedliwość. Jednocześnie ze względu na późną porę chciałbym prosić o możliwie skrótowe wyrażanie myśli; jest już po północy.

Poseł Krzysztof Tołwiński: Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Chciałbym skrótowo, ale niestety nie będzie to chyba możliwe. Muszę zareagować interwencyjnie na wypowiedzi pana ministra Jacka Rostowskiego w punkcie dotyczącym ustawy budżetowej. Rozumiem, że zielona wyspa się podtapia. Rozumiem, że nie ma szans na zatrzymanie zegara Balcerowicza. Natomiast nie bardzo rozumiem, jak pan minister chciał leczyć swoją gospodarkę hormonalną atakiem na nas, parlamentarzystów, bez żadnego powodu, agresywnie, zaczepnie. Zamiast skupić się na odpowiedziach, obrażał parlamentarzystów. Pan marszałek, mimo wielkiego szacunku dla pana marszałka, jednak nie zareagował. Mam nadzieję, że jest pan marszałkiem, a nie osobą zajmującą miejsce w fotelu marszałka, jak pan Niesiołowski.
Chcę jednak przejść do rzeczy ważniejszych i godniejszych. Moje dzisiejsze oświadczenie dotyczy pamiętnej nocy z 22 na 23 stycznia 1863 r., która stała się początkiem zbrojnego zrywu niepodległościowego. Ta noc ziściła marzenia, dążenia części ówczesnego społeczeństwa, które wbrew wszelkim przeciwnościom powiedziało zdecydowanie „nie” moskiewskiej hańbie, niewoli i upodleniu. Zryw ten przeszedł do historii jako powstanie styczniowe. Jak to zwykle bywa z naszymi dziejami, zostało ono ocenione w sposób niejednoznaczny, a także dokonano tego na użytek różnych środowisk, nurtów politycznych. Mylna jest próba określania 1863 r. w matematycznym ujęciu zwycięstwa czy klęski i odpowiedzi na pytanie: Opłaciło się czy nie? Tak jak naród się podzielił w przypadku powstańczej oceny, tak i w tym czasie przed każdym, kto wówczas czuł się Polakiem, postawiono pytanie: Bić się czy nie? Chłodna kalkulacja, czy są szanse, nie istniała. Poszli w las na niewygody, na ciągłe szafowanie życiem, zostawiając domy, rodziny, gospodarstwa, przenosząc to na barki sióstr, żon, matek, młodszych braci, narażonych na zemstę wroga, pomówienia szpicli, dochodzenia. Bagażu osobistych trosk i spraw nie przedłożyli nad dobro ojczyzny. Ileż było w tym odwagi, szczerego patriotyzmu. Walczyli z regularną armią, przeważnie kosami i niewielką ilością broni palnej, a jednak Moskal drżał przed taką zbieraniną. Panowie i wielcy w naszym narodzie nie poszli, nie narażali się. Poszliśmy my, którym ojczyzna była droga. Była to przeważnie zaściankowa szlachta. Szaleństwo? Może jedyne racjonalne rozwiązanie. Pozostawienie narodu w dalszej apatii, w postawie ugodowej, mogło na zawsze przekreślić tych, którzy w beznadziei mają wiarę i upatrują szansy na zwycięstwo. Nie byłoby smaku niepodległości w 1918 r., gdyby ofiary na ołtarzu ojczyzny nie złożyli bohaterowie nocy styczniowej.
Potwierdzeniem znaczenia tego czasu dla przyszłych pokoleń niech będą słowa strażnika idei powstańczej marszałka Józefa Piłsudskiego z 1924 r. Mówił on wówczas: Skutki sięgają tak daleko, że śmiało rzec można, że dziś jeszcze, gdy dziecko na świat przychodzi, jest obciążone rokiem 1863. Udziałem 1863 r. stało się zwycięstwo ducha nad ciałem, materią, niemożnością. Współcześni, oddając hołd poprzez pamięć, czerpią też siłę, wiarę ze skarbnicy dziejów 1863 r. do realizacji dzisiejszych trudnych i niemożliwych zadań stojących przed nami, naszą ojczyzną. Obecnie mamy 148. rocznicę, a w 2013 r. będziemy obchodzić jubileusz 150-lecia wybuchu powstania styczniowego. Należy wziąć pod uwagę to, że ostatnie znaczniejsze rocznicowe uroczystości odbywały się w okresie międzywojennym w 70. rocznicę w 1933 r. i to za sprawą marszałka Józefa Piłsudskiego, który był wielkim adoratorem zrywu powstańczego. Jakoś późniejszym rocznicom nie było dane osiągnąć takiej wymowy i blasku, jak tej 70. Czasy współczesne, okoliczności towarzyszące obecnej wolności oraz poszukiwania naszej tożsamości zobowiązują nas do przeżycia godnie tej przyszłej rocznicy. Stąd tutaj na tej sali ogłaszam inicjatywę powołania komitetu organizacyjnego obchodów 150. rocznicy wybuchu powstania styczniowego przypadającej w 2013 r. Wierzę, że do tej zacnej inicjatywy dołączą niezliczeni potomkowie powstańców z 1863 r., żyjący na tej ziemi i wywodzący się z niej, a także ci, którzy uważają, że nie da się zrozumieć swojego dzisiejszego miejsca w naszym narodzie, w całej Europie bez odniesienia się do tamtych wydarzeń zapoczątkowanych w noc styczniową.
Przed komitetem stoją ambitne zadania, uczczenie tablicami, pomnikami wielu miejsc, które czekają na upamiętnienie. Ponadto musimy przeprowadzić szereg prac badawczych, kwerend archiwalnych, wydać okolicznościowe opracowania, łącznie z przygotowaniem programów edukacyjnych oraz realizacją filmów edukacyjnych i fabularnych. Stosowne informacje, jak na obecny czas przystało, znajdą się w sieci internetowej pod hasłem: komitet organizacyjny obchodów 150. rocznicy wybuchu powstania styczniowego. (Dzwonek) Celem naszej pracy niech się stanie przywrócenie wartości i ideałów, które w noc styczniową powiodły...

Wicemarszałek Jerzy Wenderlich: Dziękuję bardzo panu posłowi.

Poseł Krzysztof Tołwiński: …miłujących ojczyznę ku czynom niemożliwym.

Wicemarszałek Jerzy Wenderlich: Dziękuję bardzo.

Poseł Krzysztof Tołwiński: Panie Marszałku! Przepraszam, jest zasada…

Wicemarszałek Jerzy Wenderlich: Dziękuję panu bardzo. O wygłoszenie oświadczenia…

(Poseł Krzysztof Tołwiński: Zachowuje się pan jak ten pan. Pan mi przerwał.)

Panie pośle, proszę mnie nie obrażać. Proszę nie naruszać regulaminu, nad którym głosowali posłowie. Jako dziennikarz dam panu radę. Sztuką jest pisać krótko. Pan jako poseł wie, że oświadczenia są 5-minutowe. Proszę się nie krzywić. Sztuką jest pisać krótko. Niech postara się pan być w tym mistrzem, dobrze?
O wygłoszenie oświadczenia proszę pana posła Łukasza Zbonikowskiego, Prawo i Sprawiedliwość.