Polub NaszePanstwo.pl na   

Cenzura II – tak się knebluje demokrację!

  • Kategoria: Polityka
  • Simon
17 marca 2011 r. o godz. 11.20 w Sądzie Okręgowym w Warszawie przy Al. Solidarności 127, w sali 219, odbyła się rozprawa w procesie wytoczonym Jarosławowi Markowi Rymkiewiczowi przez przez spółkę Agora, wydawcę "Gazety Wyborczej". Na rozprawę przybyli liczni wielbiciele Poety.
   J. M. Rymkiewicz w sądzie - galeria

To się moi Państwo porobiło!
Eurokomuniści i masoni kneblują zdrową tkankę Narodu i zmuszają do milczenia patriotyczny trzon tradycji i polskości! A jakże to podłe, jakże przebiegłe – bo sięga po to, co najczystsze i najpiękniejsze!
Rzekł bowiem poeta:
„To co nas podzieliło – to się już nie sklei
Nie można oddać Polski w ręce jej złodziei
Którzy chcą ją nam ukraść i odsprzedać światu
Jarosławie! Pan jeszcze coś jest winien Bratu!
Dokąd idziecie? Z Polską co się będzie działo?
O to nas teraz pyta to spalone ciało
I jest tak że Pan musi coś zrobić w tej sprawie
Niech się Pan trzyma – Drogi Panie Jarosławie”

Nie sklei się, moi drodzy – i głębia oraz celność tej konstatacji są niemal tak porażające, jak ustalenia komisji śledczych; i niemal tak raniące, jak polityka ministra spraw zagranicznych wobec Madame Fotygi. Dobrze jest, kiedy autorytety moralne jasno zakreślają granicę między zgnilizną a zdrową tkanką, między wrogiem a przyjacielem, między obiektem wzgardy i eliminacji a Prawdziwym Polakiem. Nie do poety należy wyciąganie konsekwencji, ach nie – On zbyt uskrzydlon myślą podniebną, On tylko idee, jako te perły przed kadry pisowskie rzuca – a wykonanie może i niedalekie, ale poczekać musi. Na władzy przejęcie. I na zbrojne ramię Prawa i Sprawiedliwości.
Acz gdy sylweta wroga dobrze zarysowana, to i strzelać doń łatwiej – przyznacie? A niech ma za „przemysł pogardy”!
I rzecze poeta jeszcze:
„Polacy, stając przy nim, mówią, że chcą pozostać Polakami [o krzyżu – swoją drogą, jakoś pusto dziś wokół niego, prawdziwi patryjoci jakieś inne zajęcia znaleźli, czy kie licho?]. To właśnie budzi teraz taką wściekłość, taki gniew, taką nienawiść - na przykład w redaktorach ‘Gazety Wyborczej’, którzy pragną, żeby Polacy wreszcie przestali być Polakami.”
Poeta powiedział, że redaktorzy GW są "duchowymi spadkobiercami Komunistycznej Partii Polski".

I na to znalazło się iluś tam nieokrzesanych barbarzyńców, co poecie na Olimpie zawracają dupę, kołysaną weną, niczym obłoczkiem wysublimowanej wielkości, tam, gdzie przemyśliwa o jak najefektywniejszym wieszaniu zdrajców Narodowej Sprawy. A gdy już Tytan Poezji zstąpi na padół obmierzłej codzienności i w chamstwo powszechne wnidzie, nagle odkrywa ze zdumieniem, że go za świętą, przebiałą szatę poetyczną szarpią i w nimb nade łysą czaszką kamulcami rzucają, bydlaki jedne.

Do sądu, no do sądu poszli!

I zaraz też rozległy się wszędy oburzone, a świętym ogniem posłannictwa przejęte głosy Prawdziwych patriotów, Wildsteina, Ziemkiewicza i co znamienitszych weteranów walki z komuną, kiedy to już bezpieczne. Zagrzmiały surmy, zatarabaniły tarabany, zagorzały lica. To jakże to tak: człek prawy rzecze oczywistości, a te glisty, które winny z pokorą krytykę przyjąć, do jakiegoś sądu się odwołują? Cenzurę wprowadzać na wolną myśl i wielkiego ducha!? O oczywistą oczywistość nagle się zdrajcy i złodzieje chcą sądzić? Toż to sromota i ohyda w biały dzień! I to jeszcze z kim – z poetą, co na froncie walki o zdrowie Narodu nie ustaje!

Przebąkuje jakimś tam jeden z drugim redaktorzyna, że obrażony się czuje, bo go tak Poeta nazwał. A przecie Poeta w chwili wolej od obcowania z Muzą wysublimował to, co jakże słusznie wódz i zbawca mówi wprost: kto ma rodzinnie lub rasowo obciążone geny, ten spsowan i nigdy już Prawdziwym Polakiem zostać nie może – trudno i darmo, Komunistyczna Partia Polski zawsze z niego wylezie. I słusznie oraz naukowo mówi pislamska myśl: gdzie wychowanie przez komunistycznych antenatów, tam nie masz ratunku; a już szczególnie, gdy genetycznie jakiś tam semityzm się wkradnie.
Czyż nie jest tak, że wychowany patriotycznie, w polskiej i tradycyjnej rodzinie; zaangażowany w sprawy polskości i walkę z jej złodziejami Jacek Kurski – to widomy przykład kindersztuby i patriotyzmu (mimo małych kłopotów z prawdomównością i wyroków sądowych za to – wszak idea zawsze wymaga zastosowania maksymy „cel uświęca środki” ).
I czyż nie jest tak, że wychowany w kosmopolitycznej, zgniłej, po KPP rodzince podejrzanej konduity Jarosław Kurski, zastępca naczelnego GW, to przykład złego wychowania? Ten Kurski, podlec jeden, spadkobierca KPP i złodziej polskości ma czelność do sądu iść i muzy za nogawki szarpać? Jakieś pretensje do licentia poetica ma?

Widzicie zatem naocznie, jakże daleko posunęła się bezczelność sprzedawczyków w tym biednym przywiślańskim kraju, który jeno wtedy niepodległy, gdy Jarosław premierem, a Macierewicz ministrem (taka patriotyczna sztuczka).
Ale ja biorę stronę Rymkiewicza, Wildsteina i Ziemkiewicza. Mają rację. Wolność i niepodległość. A wolność słowa przede wszystkim. Niech język giętki wyraża to, co – jakże czasem niespodziewanie – pomyśli głowa. Mają chłopaki rację. Dość już obłudy i hipokryzji. W imię wodza zatem – zrzućmy kajdany politycznej poprawności i nie zważajmy na konwenanse – a piszmy poetycko i jakże emocjonalnie, co nam na duszy leży. I niechże ci, o których piszemy – nie idą z tym do sądu, bo pokazują tylko tym swą małość – blokując swobodną ekspresję i wolność opinii.
Zatem, niechże Rymkiewicz, spadkobierca NSDAP, Ziemkiewicz pedofil wyżywający się wyłącznie na wnuczkach Wasilewskiej i Wildstein agent KGB gwałcący staruszki - nie pozywają mnie za te słowa – albowiem zakneblują wolność dyskusji i zabiorą mi prawo do swobodnej ekspresji.

P.S. Nie jest też tak, że zdrowe i patriotyczne siły, całkiem tak w kozi róg zapędzone, bezsilnie przyglądają się kolejnym rozbiorom substancji narodowej między Merkel a Putina. Co to, to nie. Rymkiewicz wezwał młodzież i zdrową tkankę do stawienia się w sądzie. Stawili się, a jakże.
Dziwi to kogoś, że polski sąd, jako polska instytucja, wykazał się zwyczajową w takiej sprawie inercją i brakiem wyobraźni? Do sali na dziesięć osób próbowało wtargnąć dziesięć razy tyle, a czujni i pobudzeni patriotycznie obywatele niemal zadeptali adwokata GW i przestraszyli Panią Sędzię do tego stopnia, że odłożyła rozprawę.

„No sąd sądem, a sprawiedliwość musi być po naszej stronie”

I niech się te poKPPowskie śmieci uczą demokracji, bo jak nie, to za nami kupa młodzieży w beretach stoi. I żaden sąd im nie pomoże, a przyjdzie czas i okoliczność, to może i Rymkiewicz jakieś smaczne wieszanko opisze.


Jak komuś jeszcze mało to tutaj więcej o samym procesie

Łaska pańska – na prawym i sprawiedliwym koniu jeździ

  • Kategoria: Polityka
  • Troll
Trudno zarzucić ś. p. Lechowi Kaczyńskiemu, że nadużywał prezydenckiego prawa łaski. W porównaniu z poprzednikami był zdumiewająco wprost surowy - przez niemal całą swoją kadencję, zakończoną tragiczną śmiercią na krótko przed jej naturalnym upływem, ułaskawił zaledwie 77 osób. Dla porównania - Lech Wałęsa ułaskawił 3454 osoby, Aleksander Kwaśniewski zaś 4288 osób (odpowiednio 3295 i 993 w kolejnych dwóch kadencjach). [Uwaga: liczbę ułaskawień podaję za Wikipedią; w innych źródłach nieoryginalnych spotkałem się z liczbą nieznacznie przekraczającą 200, co i tak jest o rząd wielkości mniej niż w przypadku poprzedników.]

Ta powściągliwość logicznie wpisuje się w linię programową pissu, do której należało m. in. zmniejszenie tolerancji dla przestępczości. Prawo łaski powinno być bowiem stosowane bardzo ostrożnie i przy zaistnieniu szczególnych okoliczności - jak choćby w przypadku głośnego "linczu we Włodowie", kiedy to 3 braci - nie mogąc doczekać się interwencji policji - pobiło na śmierć szaleńca (mającego już kryminalną przeszłość) , który pijany latał po wsi z tasakiem i groził ludziom. Policjanci, którzy zignorowali zgłoszenie, zostali uznani winnymi przestępstwa i dostali wyroki (obaj w zawieszeniu). Trzej bracia dostali wyrok po 4 lata paki, po odsiedzeniu niecałego roku zostali ułaskawieni przez prezydenta Lecha "Melduję wykonanie zadania" Kaczyńskiego.

Kim było pozostałych 74 szczęśliwców, którzy doznali aktu łaski ze strony Słońca Żoliborza? Jakie to fatalne zbiegi okoliczności wepchnęły ich na drogę formalnego konfliktu z prawem, pomimo dobrych intencji? W jakim to niewłaściwym miejscu i czasie znaleźli się ci nieszczęśnicy? Jakie chwilowe słabości położyły się w konsekwencji cieniem na ich życie? To z pewnością fascynujące życiorysy. Spójrzmy na jeden z tych przypadków.

Pewien dżentelmen (fakty cytuję za "Gazetą Wyborczą") przez niemal 8 lat w pełni świadomie rżnął Urząd Skarbowy i Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych (czyli nas wszystkich, albowiem ten urząd jest w całości finansowany z pieniędzy publicznych). Dzięki fikcyjnemu zatrudnieniu niepełnosprawnych wyłudził przez ten czas z PFRON ponad 120 tys PLN a US naciął na drobniaki w wysokości co najmniej 30 tysi. Sprawa trafiła do sądu, wyrok był dość łagodny bo oskarżony nie kręcił i był skłonny poddać się karze, a w dodatku bez szemrania zwrócił cały szmal. Skończyło się więc na niecałych dwóch latach, w dodatku w zawiasach, więc skruszony przestępca paki nawet nie powąchał i jeszcze tego samego dnia po opuszczeniu gmachu sądu mógł jak co dzień pocałować żonę i dzieci na dobranoc. Nie ma to jak sprawny adwokat - w końcu nie biorą kasy za darmo.

Jak ktoś dobrze robi swoją robotę to nie ma powodu, żeby go nie reklamować. Zareklamujmy więc tego sprawnego adwokata - był nim mecenas Marek Dubieniecki - czyli teść Marty Kaczyńskiej.

Rok później nasz biznesmen założył spółkę z synem swojego byłego adwokata - Marcinem Dubienieckim. Trzy tygodnie później został ułaskawiony przez prezydenta i to w dość szczególnym trybie - tzw. "prezydenckim", kiedy to kancelaria prezydencka jest stroną inicjującą proces (zwykle prezydent po prostu składa podpis pod wnioskiem sformułowanym przez Prokuraturę Generalną). Nawet jednak w takim trybie wymagana jest opinia PG (choć oczywiście nie jest ona wiążąca dla Prezydenta). W tym przypadku opinia PG była negatywna.

Poniżej cytat ze strony www.prezydent.pl (czyli oficjanej strony Prezydenta RP):
Akt łaski nie zmienia wyroku sądu i nie podważa winy skazanego. Celem postępowania ułaskawieniowego jest ustalenie, czy po wydaniu prawomocnego wyroku zaistniały w życiu skazanego szczególne wydarzenia[...]
Założenie biznesu z zięciem prezydenta to bez wątpienia jest szczególne wydarzenie - a więc, krytycy i ujadacze - zamknijcie mordy i nie kalajcie kryształowej pamięci najlepszego prezydęta wszechczasów.

A skoro juz przy cytatach jesteśmy - to oddajmy głos samemu zainteresowanemu (cytat za dziełem Łukasza Warzechy "Lech Kaczyński. Ostatni wywiad"):
- Ja uznaję ułaskawienie za środek nadzwyczajny. Może być zastosowany, aby ulżyć komuś w sytuacji, gdy kara wydaje się istotnie nieadekwatna do winy.
- (ŁW) Widzę, że wczytuje się pan w prośby o łaskę.
- W niektóre - tak. Inne odrzucam z góry.

Dawnych wspomnień czar

  • Kategoria: Polityka
  • Troll
Któż z nas nie wspomina z rozrzewnieniem starych dobrych czasów? Chyba większość. Z czasem zapominamy o tym, co było złe, a pamiętamy o tym, co było dobre.

Nieważne, że benzyna była na kartki a poza tym mało kto miał własne auto - na wspaniałe, przyprawiające o szybsze bicie serca randki jeździło się autobusem.

Nieważne, że w TV były tylko 2 programy (a w wielu miejscach Polski dostępny był tylko jeden z nich) - ale byliśmy młodzi i beztroscy i chodziliśmy do kina albo pograć w piłkę.

Nieważne, że system trzymał za mordę i wyjątkowo zachęcał do ześwinienia się - ale dzięki temu niektórzy mieli możliwość sterowania innymi, wydawania im bzdurnych poleceń i wyciągania konsekwencji w razie niesubordynacji (na przykład pozbawienie szans awansu w pracy) - dzięki temu mieliśmy kolorowe, spontaniczne, radosne i tłumne pochody pierwszomajowe! Ech, komu to przeszkadzało...

Ci, którzy szczególnie podatni są na sentymenty, usilnie próbują cofnąć czas. Jak na przykład JM Rektor Uniwersytetu Wrocławskiego.
Cytując za WP:
Rektor Uniwersytetu Wrocławskiego nakazał dziekanom wytypować do udziału w pielgrzymce do Smoleńska przedstawiciela z każdego wydziału uczelni - informuje "Gazeta Wyborcza".
10 kwietnia wyjazd do Smoleńska organizuje działające przy kurii wrocławskie Radio Rodzina. Rektor Uniwersytetu Wrocławskiego prof. Marek Bojarski rozesłał do dziekanów pismo w tej sprawie, w którym nakazuje wytypowanie do udziału w pielgrzymce jednego przedstawiciela danego wydziału.
Wygląda na to, że czasy jednak się zmieniły, bo:
Cytowani przez gazetę dziekani wydziałów nie mają zamiaru podporządkować się tej decyzji. Argumentują, że uczelnia jest instytucją neutralną światopoglądowo, a wyjazd ma charakter religijny.
Na szczęście - ponieważ nius podała wraża, polskojęzyczno-masońsko-semicko-antypolsko-kondominiumistyczna "Gazeta Wyborcza", więc to na pewno wszystko jest nieprawda i ordynarna manipulacja. Czekam zatem (z nadzieją) na sprostowanie.

Cenzura

  • Kategoria: Polityka
  • Simon
W piątek odbędzie się pierwsze posiedzenie parlamentarnego zespołu ds. monitorowania internetu, w tym między innymi portali politycznych. Kto podpadnie posłom może liczyć się z zawiadomieniem do prokuratury. Nowe "ciało parlamentarne" nosi nazwę Zespół ds. Promocji Wolności Przekazu i Poszanowania Zasad Dialogu Społecznego w Komunikacji.
I zaraz wypełzła marsem na me czoło obywatelska troska: to jak to, to teraz red. Sakiewicz będzie pisał na grypsach z więzienia, że Tusk z Komorowskim są kremlowskimi sługusami? Już nie będzie można napisać o prezydencie, że gajowy i dupowaty?
Obudźcie się, prawdziwi patrioci, bo na waszą wolność zamach się tu czyni! Jak to będzie, nie móc napisać, że przyjdzie czas powywieszać sługusów Putina na latarniach? Co się stanie z Gazetą Polską? Kto zapłacze po Naszym Dzienniku, gdy już cała redakcja karnie pomaszeruje do pierdla?
A i gorsze podejrzenia snują się po głowie: bo – Jezus Maryja! – może się chcą, czerwona pajęczyna, do jedynego prawdziwie polskiego medium dobrać?! Może już są zakusy na świątobliwą osobę, jedynego Polski salwatora, tego, co samąć prawdę przedaje na falach eteru – tylko troszkę ciut w ploty, pomówienia i insynuacje zawoalowaną, że do tej pory przyczepić się nie można było. To teraz prawdziwi katolicy będą się musieli tłumaczyć z jakże słusznego tropienia żydów na antenie? To już trzeba będzie rezygnować z wielogodzinnych pogadanek koryfeuszy polskokatolickiej nauki humanistycznej przerywanych życzliwymi pomrukiwaniami ojca prowadzącego? Jej Bohu – a jeszcze się do biskupa przyczepią – co to jakże przytomnie i logicznie zauważył, że Polak winien głosować na Polaka, a Żyd na Żyda.

Ale, zaraz, zaraz – czytam ci ja dalej i oto, co znajduję:
Zespół składa się z siedmiu posłów - sześciu z PiS-u: Andrzeja Jaworskiego, Piotra Cybulskiego, Zbigniewa Girzyńskiego, Zbigniewa Kozaka, Maksa Kraczkowskiego, Leonarda Krasulskiego, Tomasza Latosa, i Kazimierza Smolińskiego. Poseł z PO raczej będzie miał trudności w przeforsowaniu swoich racji.
Yyyyy... Znaczy to PiS wpadł na ten pomysł? Ekhm.. znaczy sprawiedliwy on musi być i prawy. Najważniejsze jest bowiem, w jakim celu co się robi – i każdy jakoś tam od dziecięctwa winien się już nauczyć, że cel uświęca środki. Jeśli bowiem ku rewolucji moralnej i narodowej zastosowane to zostanie – to zaiste, powiadam Wam, dobrym będzie.

A bardziej poważnie.

Na starym SD dyskutowaliśmy niegdyś o zjawisku projekcji. Jak to jest, że prezes Kaczyński z wyrokami sądowymi za kłamstwa, stosujący bez końca starą dobrą szkołę pomówień i krzywdzących niedopowiedzeń bez dowodów – patronuje środowisku gorączkowo węszącemu wszędy kłamstwo i manipulację? Jak to jest, że formacja wyrosła z uwłaszczającego się niegdyś niezwykle barwnie PC – usilnie stara się wmówić populacji, ze wszystkie partie kradną na potęgę, z wyjątkiem PiS? Jak to jest, że przeciętny pislamista łyka bez popitki papkę o wszechobecnej korupcji od partii, która miała najbardziej aferalną koalicję III RP? Jakimże to nietuskowym cudem PiS, fundujący swą propagandę na mitycznym i zaszłym niegdyś inwigilowaniu prawicy – sam czuł się w obowiązku zburzyć ideę POPiS tylko dlatego, żeby prezes miał we władaniu wszystkie resorty siłowe i policyjne; i jak to się psim swędem stało, że powołał CBA i posłuszne sobie IPN, żeby polityków opozycji wywlekać z łóżek i zastraszać? Czy zbiegiem niezwykłej okoliczności i pragnieniem publicznej masowej amnezji wyjaśniać, że zacna owa partyja zawłaszczała wszystkie publiczne media, jak leci i cenzurowała Wiadomości w Jedynce – a teraz jęczy zbolała nad znieprawieniem mediów?
I wreszcie – jak to jest i jakim szalonym paradoksem i zrządzeniem losu – że to akurat prezes Kaczyński narzeka na brutalizację języka polityki i zdziczenie politycznych obyczajów?
Otóż i mamy zjawisko projekcji w pełnej krasie: wytępmy brzydkie i niewłaściwe zachowania, które z takim absmakiem znajdujemy U INNYCH.

Co jakiś czas na forach publicznych pojawia się kolejna niewinna duszyczka i mrugając oczętami zapytuje: a czemuż się tego biednego prezesa czepiacie? Patriota, nie dojada, nie dosypia, proszki bierze – żeby dobrze było. A Wy? Nie ludzie, a wilki! I tak bez argumentów nawet! I komu się wtedy chce wyliczać, że nie o bon moty prezesa tu chodzi, a o realne działania? Kiedy w 2005 roku posłanka Senyszyn z trybuny sejmowej ostrzegała szanownych rodaków przed „kaczyzmem” – miałem to za objaw lekkiej histerii.
Ale potem, gdy minister sprawiedliwości z partii żartobliwie nazywanej prawą i sprawiedliwą skazywał ludzi na konferencjach prasowych, gdy PiS zakładał policję polityczną, by zastosować prowokacje natury kryminalnej wobec współkoalicjantów – troszkę mina mi zrzedła...
A dziś jeszcze piękniej i bardziej kolorowo: szanowny Pan Prezes publicznie w prime time i w jednej z największych telewizji oświadcza, że gdyby rządził, posłałby służby specjalne, by zbadały tych ekspertów lotniczych, co to się wypowiadają w mediach, że to katastrofa była...
Otóż i mamy kolejną pisowską troskę o demokrację – tym, co mają inne zdanie, twarze zamknąć.
Pamiętacie Orwella? Póki co pisowskie Ministerstwo Prawdy ustala, kto NAPRAWDĘ skakał przez płot w stoczni i zajmuje się retuszowaniem Jakubiak z kancelarii LK. Pora na Ministerstwo d/s Wolności Przekazu, które zajmie się cenzurą.
Ja bym upraszał pokornie o to, żeby cenzurę zostawić tam, gdzie jej dobrze. Na forach związanych z Pis, z Gazetą Polską, ND, na forum niezależna. Tam, gdzie prezentowana Prawda jest tak oczywista i podniosła, że niech nie śmią jej brukać jakieś niewczesne wątpliwości.
Ale od nas, rybek, proszę się odp...
Policja polityczna, granie teczkami, napuszczanie na siebie grup społecznych, a teraz cenzura. Wprost nie mogę się doczekać, czym jeszcze uraczą nas dzielni demokraci z PIS. Choć z drugiej strony, to może i dobrze – co prawym i sprawiedliwym przybywa w sondażach, to sami dbają, by ten podejrzany trend niwelować. Na miejscu Tuska posyłałbym Prezesowi kwiaty na Krakowskie Przedmieście, jest duża szansa, że odbierze – ponoć często tam bywa.

Na kłopoty – Bednarski, a na nudę… stenogramy sejmowe

  • Kategoria: Polityka
  • Troll
Nuda. Za oknem szaro. W mediach Smoleńsk odmieniany przez wszystkie przypadki. Jarosław wciąż "po chorobie i w trakcie choroby". Nic się nie dzieje, jak w polskim filmie. Na szczęście jest takie magiczne miejsce, które zawsze dostarczy rozrywki - wystarczy trochę poczytać. To miejsce nazywa się Sejm.
Poniżej przytaczam fragment stenogramu posiedzenia sejmowego z ostatnich dni. To był dla Sejmu pracowity dzień - siedzieli w robocie długo, minęła północ. Wszelkie podkreślenia i wyróżnienia są mojego autorstwa i maja charakter subiektywny.

Przed przeczytaniem skontaktuj się z psychologiem, gdyż lektura poniższego tekstu może wywołać nieprzewidziane reakcje, w tym spontaniczne postawienie kosy na sztorc.

Wicemarszałek Jerzy Wenderlich:
[...]Do głosowania nad uchwałą Senatu przystąpimy w bloku głosowań. Na tym zakończyliśmy rozpatrywanie punktów porządku dziennego zaplanowanych na dzień 19 stycznia br. Informuję, że zgłosili się posłowie w celu wygłoszenia oświadczeń poselskich. Czy ktoś z pań i panów posłów pragnie jeszcze wygłosić oświadczenie?
Nie widzę. Nikt się nie zgłasza.
Listę posłów zgłoszonych do oświadczeń uważam zatem za zamkniętą. Pierwszego uprzejmie proszę pana posła Krzysztofa Tołwińskiego, Prawo i Sprawiedliwość. Jednocześnie ze względu na późną porę chciałbym prosić o możliwie skrótowe wyrażanie myśli; jest już po północy.

Poseł Krzysztof Tołwiński: Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Chciałbym skrótowo, ale niestety nie będzie to chyba możliwe. Muszę zareagować interwencyjnie na wypowiedzi pana ministra Jacka Rostowskiego w punkcie dotyczącym ustawy budżetowej. Rozumiem, że zielona wyspa się podtapia. Rozumiem, że nie ma szans na zatrzymanie zegara Balcerowicza. Natomiast nie bardzo rozumiem, jak pan minister chciał leczyć swoją gospodarkę hormonalną atakiem na nas, parlamentarzystów, bez żadnego powodu, agresywnie, zaczepnie. Zamiast skupić się na odpowiedziach, obrażał parlamentarzystów. Pan marszałek, mimo wielkiego szacunku dla pana marszałka, jednak nie zareagował. Mam nadzieję, że jest pan marszałkiem, a nie osobą zajmującą miejsce w fotelu marszałka, jak pan Niesiołowski.
Chcę jednak przejść do rzeczy ważniejszych i godniejszych. Moje dzisiejsze oświadczenie dotyczy pamiętnej nocy z 22 na 23 stycznia 1863 r., która stała się początkiem zbrojnego zrywu niepodległościowego. Ta noc ziściła marzenia, dążenia części ówczesnego społeczeństwa, które wbrew wszelkim przeciwnościom powiedziało zdecydowanie „nie” moskiewskiej hańbie, niewoli i upodleniu. Zryw ten przeszedł do historii jako powstanie styczniowe. Jak to zwykle bywa z naszymi dziejami, zostało ono ocenione w sposób niejednoznaczny, a także dokonano tego na użytek różnych środowisk, nurtów politycznych. Mylna jest próba określania 1863 r. w matematycznym ujęciu zwycięstwa czy klęski i odpowiedzi na pytanie: Opłaciło się czy nie? Tak jak naród się podzielił w przypadku powstańczej oceny, tak i w tym czasie przed każdym, kto wówczas czuł się Polakiem, postawiono pytanie: Bić się czy nie? Chłodna kalkulacja, czy są szanse, nie istniała. Poszli w las na niewygody, na ciągłe szafowanie życiem, zostawiając domy, rodziny, gospodarstwa, przenosząc to na barki sióstr, żon, matek, młodszych braci, narażonych na zemstę wroga, pomówienia szpicli, dochodzenia. Bagażu osobistych trosk i spraw nie przedłożyli nad dobro ojczyzny. Ileż było w tym odwagi, szczerego patriotyzmu. Walczyli z regularną armią, przeważnie kosami i niewielką ilością broni palnej, a jednak Moskal drżał przed taką zbieraniną. Panowie i wielcy w naszym narodzie nie poszli, nie narażali się. Poszliśmy my, którym ojczyzna była droga. Była to przeważnie zaściankowa szlachta. Szaleństwo? Może jedyne racjonalne rozwiązanie. Pozostawienie narodu w dalszej apatii, w postawie ugodowej, mogło na zawsze przekreślić tych, którzy w beznadziei mają wiarę i upatrują szansy na zwycięstwo. Nie byłoby smaku niepodległości w 1918 r., gdyby ofiary na ołtarzu ojczyzny nie złożyli bohaterowie nocy styczniowej.
Potwierdzeniem znaczenia tego czasu dla przyszłych pokoleń niech będą słowa strażnika idei powstańczej marszałka Józefa Piłsudskiego z 1924 r. Mówił on wówczas: Skutki sięgają tak daleko, że śmiało rzec można, że dziś jeszcze, gdy dziecko na świat przychodzi, jest obciążone rokiem 1863. Udziałem 1863 r. stało się zwycięstwo ducha nad ciałem, materią, niemożnością. Współcześni, oddając hołd poprzez pamięć, czerpią też siłę, wiarę ze skarbnicy dziejów 1863 r. do realizacji dzisiejszych trudnych i niemożliwych zadań stojących przed nami, naszą ojczyzną. Obecnie mamy 148. rocznicę, a w 2013 r. będziemy obchodzić jubileusz 150-lecia wybuchu powstania styczniowego. Należy wziąć pod uwagę to, że ostatnie znaczniejsze rocznicowe uroczystości odbywały się w okresie międzywojennym w 70. rocznicę w 1933 r. i to za sprawą marszałka Józefa Piłsudskiego, który był wielkim adoratorem zrywu powstańczego. Jakoś późniejszym rocznicom nie było dane osiągnąć takiej wymowy i blasku, jak tej 70. Czasy współczesne, okoliczności towarzyszące obecnej wolności oraz poszukiwania naszej tożsamości zobowiązują nas do przeżycia godnie tej przyszłej rocznicy. Stąd tutaj na tej sali ogłaszam inicjatywę powołania komitetu organizacyjnego obchodów 150. rocznicy wybuchu powstania styczniowego przypadającej w 2013 r. Wierzę, że do tej zacnej inicjatywy dołączą niezliczeni potomkowie powstańców z 1863 r., żyjący na tej ziemi i wywodzący się z niej, a także ci, którzy uważają, że nie da się zrozumieć swojego dzisiejszego miejsca w naszym narodzie, w całej Europie bez odniesienia się do tamtych wydarzeń zapoczątkowanych w noc styczniową.
Przed komitetem stoją ambitne zadania, uczczenie tablicami, pomnikami wielu miejsc, które czekają na upamiętnienie. Ponadto musimy przeprowadzić szereg prac badawczych, kwerend archiwalnych, wydać okolicznościowe opracowania, łącznie z przygotowaniem programów edukacyjnych oraz realizacją filmów edukacyjnych i fabularnych. Stosowne informacje, jak na obecny czas przystało, znajdą się w sieci internetowej pod hasłem: komitet organizacyjny obchodów 150. rocznicy wybuchu powstania styczniowego. (Dzwonek) Celem naszej pracy niech się stanie przywrócenie wartości i ideałów, które w noc styczniową powiodły...

Wicemarszałek Jerzy Wenderlich: Dziękuję bardzo panu posłowi.

Poseł Krzysztof Tołwiński: …miłujących ojczyznę ku czynom niemożliwym.

Wicemarszałek Jerzy Wenderlich: Dziękuję bardzo.

Poseł Krzysztof Tołwiński: Panie Marszałku! Przepraszam, jest zasada…

Wicemarszałek Jerzy Wenderlich: Dziękuję panu bardzo. O wygłoszenie oświadczenia…

(Poseł Krzysztof Tołwiński: Zachowuje się pan jak ten pan. Pan mi przerwał.)

Panie pośle, proszę mnie nie obrażać. Proszę nie naruszać regulaminu, nad którym głosowali posłowie. Jako dziennikarz dam panu radę. Sztuką jest pisać krótko. Pan jako poseł wie, że oświadczenia są 5-minutowe. Proszę się nie krzywić. Sztuką jest pisać krótko. Niech postara się pan być w tym mistrzem, dobrze?
O wygłoszenie oświadczenia proszę pana posła Łukasza Zbonikowskiego, Prawo i Sprawiedliwość.

Fenomen

  • Kategoria: Polityka
  • Troll
Nie jestem tak bardzo zaskoczony zjawiskiem uwielbienia dla Jarosława. Co nie znaczy, że nie uważam tegoż uwielbienia za zjawisko przekraczające pojmowanie – bo uważam. Tak samo nigdy nie pojmę, jak z nasiona np. dębu wsadzonego po prostu do ziemi i podlanego po prostu wodą potem wyrasta przeogromne drzewo, wagą przekraczające milion razy to nasiono, ze wszystkimi gałązkami, korą, całą strukturą, etc. Owszem, ktoś kto się zna na biologii / botanice może mi wyjaśnić, że to i tamto, struktury komórkowe, itp. – ale ja wtedy zapytam: skąd się wzięły te wszystkie komórkowe cuda, skąd komórka „wie” i tak dalej – rozumiecie? Pewne sprawy, które toczą się wokół nas, tak już spowszedniałe że noszą znamiona oczywistości, w istocie mają swoje korzenie w materii tak skomplikowanej i subtelnej, że aż praktycznie niepojętej. Co nie przeszkadza nam żyć z nimi w zgodzie i z korzyścią; jemy warzywa i owoce, bo są smaczne i zdrowe. Gdyby zacząć się wgłębiać w mechanikę tej banalnej zdawałoby się prawdy, to po chwili czacha zaczyna dymić. Dlaczego są smaczne? No, bo nam smakują. Dlaczego są zdrowe? Ha, ha, nie rób z siebie głupka, przecież nawet dziecko wie, że witaminy itp. No dobrze, ale JAK to się dzieje?

  Po tym przydługim preludium przechodzę do meritum. Jaki jest mechanizm działania religii? Jakie jest racjonalne wytłumaczenie faktu, że ludzie nie idą na wojnę bronić tego, że 2×2=4 (a to jest przecież bezsprzeczna, obiektywna prawda), lecz masowo oddawali/oddają życie za religię? Podczas gdy nikt nigdy nawet przez sekundę nie widział Boga na oczy? A może on nie istnieje? Widzicie, wiara jest właśnie tym, czym jest – wiarą. WIERZĘ, że Bóg istnieje. Nie muszę go nigdy widzieć. Ja wierzę, a ta wiara kieruje moim życiem. Moim życiem nie kieruje tabliczka mnożenia (choć używam jej na co dzień); jeśli przyjdzie taki moment, że przyjdzie mi wybierać między arytmetyką a wiarą – wybiorę wiarę. Czyli – gdy przyjdzie mi wybierać między faktami a wyobrażeniem – wybiorę wyobrażenie (tu uwaga techniczna – forma pierwszej osoby nie oznacza, że mówię o sobie; mówię ogólnie).

  Jaki jest mechanizm tego zjawiska? Nie mam pojęcia; jest co najmniej tak samo nieogarnialny jak fakt, że z maleńkiego nasionka wyrośnie wielkie drzewo albo że woda składa się z dwóch gazów. Ale są to rzeczy, które obiektywnie istnieją wokół nas.

  Nie wiem jaka – ale na pewno bardzo znaczna – część osób popierających PiS to w istocie nie wyborcy, ale WYZNAWCY. Chrześcijanie w starożytnym Rzymie oddawali życie za swoją wiarę – podczas, gdy wystarczyło udawać, że się chrześcijaninem nie jest, a Boga nosić tam, gdzie On czuje się najlepiej – czyli w sercu. I byłoby git, wilk syty i owca cała, że się tak pospolicie wyrażę. Do wyznawcy fakty przemawiają tak długo, dopóki nie stoją w sprzeczności z atrybutami bóstwa.

  Dlatego też odpuśćcie sobie dywagacje typu „jakie argumenty by do nich przemówiły”. Próbujecie wieść rzeczową dysputę niczym Chińczyk z Duńczykiem – każdy we własnym języku. Próbujecie przekonać dumną matkę, że jej dziecko jest brzydkie, głupie i złośliwe.
  To ślepa uliczka.

Morze żenady…

  • Kategoria: Polityka
  • prawdziwy berg
Posiedzenie Sejmu 19.01.2011 robiło wrażenie wizyty w ZOO, gdy szympansy opanowały placówkę i co rusz zamieniają się rolami  ze zwiedzającymi. Wiodąca rola przypada dwóm niezwykłym kobitom: medialnie strzelającej sobie w tyłek bidulce i chłopce roztropce, co to by bardzo chciała (zgarnąć trochę elektoratu PiS).
 A tak poza tym:
 od pierwszych chwil po katastrofie polski rząd musiał "w trybie natychmiastowym podejmować decyzje, które dawały możliwość wygrania prawdy o katastrofie". - Od pierwszych godzin rzeczą kluczową było zastosowanie takich procedur i metod działania, które pozwolą natychmiast przystąpić do kompletowania informacji, dokumentacji, dowodów, poszlak, tak aby osiągnięcie maksimum wiedzy, zdobycie prawdy na temat okoliczności i przyczyn katastrofy było możliwe - zaznaczył premier.
W przedstawionym w ubiegłym tygodniu przez MAK raporcie końcowym, do bezpośrednich przyczyn katastrofy zaliczono m.in. zejście Tu-154M znacznie poniżej minimalnej wysokości odejścia na drugi krąg (100 m), nie zareagowanie na ostrzeżenia systemu TAWS i brak decyzji o odlocie na lotnisko zapasowe. MAK stwierdził też, że żadne z uchybień prowadzących do katastrofy nie obciąża strony rosyjskiej.
Więcej

Żal było na to patrzeć, bo transmisja sobie szła i szła i żenada się pogłębiała. Kaczyński, Kamiński, Macierewicz, zza kadru wcześniej Fotyga, etc., etc., – cały ten psychotyczny szmelc próbował jednego: zakrzyczeć fakty. Skąd te bóle, miśki? Nie chcecie wy sprawdzić, czy prawda was przypadkiem nie wyzwoli? A może?
Mówią, że dobro wraca – a jak zło też? Nie obawiacie się? Brzydkie majstrowanie przy państwie polskim dla swoich doraźnych celów, dla uratowania „mitu założycielskiego”, którego, po prawdzie, wystarczy tylko na mały osiedlowy trawnik, ale zawsze można powiedzieć: jaki lider, taki mit… Warto? Twarz niepotrzebna?
No cóż, nie ukrywam, że powyższe to tyko wstęp do opisu takiej wizji, która mnie znienacka naszła: gdyby obozy polityczne były osadzone odwrotnie w tej katastrofie, a z całością radził sobie premier (Tfu! Tfu! Tfuuuuuuuuuuu!!! – niech zginę ja i pchły moje,  jeżeli to jeszcze kiedyś miałoby być prawdą) Kaczyński ( który podszedł do Putina z miną sugerującą zatwardzenie , oczywiście), to mamy tak:
- raport MAK wskazujący winę decydentów na pokładzie – jedyny słuszny i piękny i zaraz leci klip z odezwą do braci Rosjan i podziękowaniami
- eksperci wskazujący winę tych z PO – stopnie generalskie, ci, którzy maja odrębne zdanie – na Kołymę, w ramach nowych , dobrych stosunków z Rosją.
O reszcie skojarzeń wstyd pisać, ale nie wątpię, że ze względu na swoją klasę, Kaczyński by nie zawiódł.
Ale ponieważ jesteśmy w rzeczywistości sprzyjającej i jest jak jest, mimo iż niedługo pojawi się nowa jednostka chorobowa „fobia smoleńska”, jestem pewna, że na tym chlebie Kaczyński do wyborów nie dociągnie. Amen.

Jestem za, a nawet przeciw – reaktywacja

  • Kategoria: Polityka
  • Troll
W dniu 14 stycznia 2011 roku niejaki Jarosław K. (a. k. a. "Prezes") złożył następujące oświadczenie:
"Klub Parlamentarny Prawo i Sprawiedliwość w przyszłym tygodniu złoży wniosek o wotum nieufności dla Ministra Obrony Narodowej Bogdana Klicha. Powody wniosku są oczywiste. Podstawową przesłanką do odwołania Bogdana Klicha są bezprecedensowe katastrofy lotnicze za czasów pełnienia przez niego funkcji ministra. W jednej śmierć poniósł kwiat polskiego lotnictwa [najpewniej chodzi tu o katastrofę wojskowego samolotu CASA w styczniu 2008 - przyp. Troll], a w drugiej zginął Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Lech Kaczyński oraz 95 obywateli państwa polskiego w tym wielu generałów Wojska Polskiego." (źródło: www.pis.org.pl)
Pierwsza z wzmiankowanych katastrof miała miejsce 2 lata temu, druga - 9 miesięcy temu. Dlaczego więc wniosek o wotum nieufności pojawia się dopiero teraz? Odpowiedź zdaje się być prosta - winę polskiej strony w katastrofie TU-154 wykazuje boleśnie czytelnie dopiero co opublikowany raport MAK; to właśnie według tego raportu strona polska popełniła szereg błędów i zaniedbań, które w końcu skutkowały katastrofą. Wcześniej można było co najwyżej spekulować na temat przyczyn tragedii. Na liście grzechów odkrytych przez MAK są m. in. nieprawidłowości w procesie szkolenia pilotów, a to - upraszczając - jest podwórko MON. Cóż, gdybym był rzecznikiem pissu, to w celu rozwiania wszelkich ewentualnych spekulacji dotyczących intencji i rzeczywistych przesłanek do wniosku o wotum nieufności dla ministra Klicha, tak bym to uzasadnił: "nie mamy wyjścia, bo trudno dyskutować z faktami, ustalonymi w drodze drobiazgowego śledztwa przez kompetentny specjalistyczny organ".

Co jednak ciekawe - dokładnie jeden dzień wcześniej (13.01.2011) ten sam Jarosław K. wygłosił następujące oświadczenie w odpowiedzi na treść opublikowanego raportu MAK:
„Odrzucamy sprawozdanie, jako całkowicie niewiarygodne począwszy od niewiarygodności organów przeprowadzających postępowanie a skończywszy na poszczególnych faktach, w oczywisty sposób nieudowodnionych i nieprawdziwych (…) Potrzebne jest nadzwyczajne posiedzenie sejmu i aklamacyjne odrzucenie raportu przedstawionego przez MAK”– zakończył Jarosław Kaczyński. (źródło: tamże)