Polub NaszePanstwo.pl na   

O nieszczerości Polaków

  • Kategoria: Polityka
  • Simon
Nazwisko Palikot. Marketingowo rzecz biorąc, powinno ono pojawić się w tytule tegoż wpisu, pełzać różowymi wordowskimi robaczkami w każdym akapicie i szczerzyć się wytłuszczeniami. Pojawia się pytanie: co to za zaskoczenie, ten Palikot? Jak on śmie? Co to za hucpa i kabaret? Jak to, dziesięć procent?! W takim bogobojnym kraju?!

A tak to. I nawet nie chodzi o to, że były na tydzień przed wyborami sondaże, które te dziesięć procent dawały (notabene: gdzież ci wszyscy pislamistyczni mędrkowie, dworujący sobie z sondażowni przed wyborami? Warto byłoby ich teraz sprawdzić na barierę wstydu). Zaskoczenie i tak jest. Komentatorzy się pochylają z troską, politycy udają zszokowanych, biskupi zwiększają liczbę zaciągu egzorcystycznego. A sprawa ma się tak, że ten facet, co to zawsze dzwoni do Kuby Strzyczkowskiego w Trójce i mówi „Panie redaktorze, sprawa jest prosta, to jest tak” mógłby mi tylko przyklasnąć.

Według mnie, sprawa rzeczywiście jest prosta: otóż znowu chodzi o tę mimikrę, czy też, jak kto woli ketman, który charakteryzuje Polaków. Jest to jakby odwrotność interpersonalnej komunikacji ze świata anglosaskiego. Pamiętacie, co pisał Głowacki o Polakach (a co wybrzmiewa także w filmie „Szczęśliwego Nowego Jorku”) – że trzeba Polakowi zerwać ponurą mordę? Że w normalnym zachodnim świecie ludzie się uśmiechają i mówią sobie słodkie komunały na powitanie, choćby byli terminalnie chorzy na raka? Natomiast u nas nawet miliarderzy z widokami na prezydenturę spotykają się ze sobą z minami kwaśnymi i ponurymi.

To nie jest tylko powierzchowność, śmiem twierdzić. To wydaje się być trwała, ustalona i uświęcona strategia. Polak bywa zazwyczaj jednostką, która prezentuje publicznie pesymizm, podejrzliwość, zgorzknienie i tragiczną wizję świata. Polak dobrze adaptuje się w środowisku, które jest nastawione antysystemowo, ma we wzgardzie autorytety i szczerze nienawidzi wszelką władzę.

Nie miejsce tu teraz na wyjaśnianie historycznego podłoża tej oczywistej oczywistości – raz, że i tak piszę rozwlekle, dwa – że nie chcę obrażać waszej inteligencji. Bardziej interesujące są implikacje takiego stanu rzeczy. A podstawową implikacją jest tu – moim skromnym zdaniem – postępujący stale rozziew między obiektywnym stanem spraw, a obowiązującym strychulcem komunikacji. Oto my, Polacy, znaleźliśmy się w jakże nietypowej dla nas sytuacji – farciarzy. Wieczni chłopcy do bicia, bite geopolitycznie bidulinki, zyskaliśmy wolność, rozmach, rozwój gospodarczy i stabilizację. Nie to, żebym nie pamiętał o bolączkach dnia codziennego. Ależ, kochani, ja żyję w tym kraju. Polacy, których spotykam, witają się, jak drzewiej, uświęconymi słowami: „Jak leci?” „A, stara bida”.
Polacy wszelkiego stanu nie tylko znają się na piłce, ale także na polityce na tyle, żeby wiedzieć, że absolutnie wszyscy dopotąd rządzący w Niepodległej tylko kradli, a jak coś robili to źle. Wszyscy zdają sobie sprawę ze stanu rzeczy, który brzmi mniej więcej tak, że jest źle, a będzie jeszcze gorzej.

Będąc Anglikiem czy inszym Niemcem zapytacie jak to możliwe? Jak to jest możliwe, że kraj przeżywa prosperity niewidzianą od trzystu lat, bezrobocie spada, jest ciągły wzrost gospodarczy nawet w kryzysie, minimalna płaca rośnie, a Polacy między sobą nie ustają w krzepiących zapewnieniach, że będzie tylko gorzej, i to już się tylko do grobu zostało kłaść.

Otóż, moi drodzy, to jest właśnie ta wielowiekowa mimikra. Której nie wyzbędziemy się jeszcze długo. Nie będziemy się przesadnie chwalić osiągnięciami czy statusem materialnym, tylko będziemy narzekać na przychody. Nie pochwalimy dobrego kroku administracji - bo ta z założenia jest obca. Z nieufnością odniesiemy się do nakazu i zakazu, choćby był na znaku drogowym. I będziemy narzekać, narzekać, narzekać.

Zapytacie, co to ma wspólnego z Palikotem? Niby nic, ale jednak wszystko.
Otóż mimikra wobec władzy posunięta jest tak dalece, że Polacy pilnują się nie tylko wobec władzy centralnej czy samorządowej. Pilnują się także wobec własnych małych wspólnot, czy sąsiada.
I tak, gdzieś na jakiejś głębokiej, tradycyjnej wsi, dziarski wąsaty Polak, odklęczawszy swoje na komunii córki czy bratanicy, pocałowawszy w surdut księdza dobrodzieja, wypiwszy w czasie pokomunijnego przyjęcia, nagle zabłyśnie perorą, która wprawiłaby w pąsy zażenowania zażartego antyklerykała.
Otóż i Polak, przywykły do mimikry wobec wszelkiej władzy – nie bez racji identyfikując proboszcza jako rodzaj władzy, której szczególnie nie warto się narażać – oficjalnie będzie Palikotem oburzony.

A nieoficjalnie?

No to jakie zaskoczenie?

Nawiasem mówiąc mamy tu zarazem wyjaśnienie paradoksu drugiej kadencji Tuska. Jakże ten naród, który tak ciągle narzeka razem i z osobna, jak to coraz gorzej mu się wiedzie, wybiera do władzy tych samych ludzi?

Wyjaśnijcie mi, bo może się mylę – ale czy o taką właśnie nieszczerość chodzi?

Komentarze  

 
Simon
#81 Simon
23 października 2011, 02:16
@Astrid

Że zacytuję klasyka:
"Niewinni nie mają się czego bać."

M. Kamiński

Mam nadzieję, że jesteś uspokojona:))))))))))) )))))))
Zacytuj
 

Dodaj komentarz

Zarejestruj się, aby nie mieć ograniczeń w komentowaniu:
- nieograniczona ilość znaków (niezarejestrowani mają limit do 1000)
- możliwość korekty swojego komentarza przez 5 minut od momentu publikacji
- możliwość wstawiania obrazków bezpośrednio w komentarzu (przycisk)
- możliwość oceny komentarzy innych użytkowników
- brak zabezpieczenia antyspamowego CAPTCHA, czyli wysyłasz bez podawania kodu z obrazka

Kod antyspamowy
Wygeneruj nowy, bo nie mogę się rozczytać