Polub NaszePanstwo.pl na   

Wspólny Front

  • Kategoria: Polityka
  • Simon
             

            No i nadchodzi zima, proszę państwa. „Widzisz Bożenko, Wszystkich Świętych i już święta zaraz…” Ale jest umiarkowanie zimno, wszystkich grzeje przecież nieocenione poczucie humoru u naszych drogich rządzących. Rollercoster dobrego samopoczucia, karuzela śmiechu – niechże ją kto wreszcie zatrzyma, bo nie wyczymie!
Kasa w NBP przelewa się przez brzegi, jak treść żołądkowa po kolejce górskiej, inflacja rzuca nami w górę, niczym szalona huśtawka, każdy dzień pełen fajerwerków głupoty, jakich nie widywano od późnego średniowiecza, a stado rządowych pajaców z przyklejonym do fałszywych facjat urzędowym optymizmem zaczyna straszyć bardziej, niż clowny z filmu „To”.
Codziennie umiera po pięćset osób, dusząc się wodą we własnych płucach – czyli pewnie ze trzy razy tyle cierpi koszmar walki o życie. Rząd nie podejmie z tym walki, albowiem z badań sondażowych mu wynikło, że ludzie nie chcą obostrzeń i mogłoby spadać w słupkach. To może uda się przeczekać. Lepsze codziennie pięćset trupów, niż trzy punkty w sondażach mniej. Czyli już oficjalnie wiadomo, że rządzą nami nie tylko kretyni i złodzieje, ale także niestety już i zbrodniarze. I nadal do nich nie trafia, jak bardzo umiejętnie i cierpliwie kręcą bat na włąsną dupę…
A w mediach festiwal antyszczepionkowych trolli, aluminiowej folii i płaskoziemców, od których treść żołądkowa… itd., itd… Mają finansowanie: żeby kłamali w sieci i mediach, sypią im już forsę ze wszystkich stron. Aby nie spadło w sondażach.
To mnie chyba najbardziej ostatnio przeraża: ilość głupoty skoncentrowanej w ludziach; głupoty aktywnej, agresywnej, przebojowej, bez sumienia.
Nieoceniony Fiutin także się stara: skoncentrował przy granicy z Ukrainą już prawie sto tysięcy żołnierzy i tradycyjnie bydlę płacze po mediach, jak to Ukraina chce go napaść… Zelenski dostał informację od wywiadu (pewnie amerykańskiego), że Fiutin z  Łuką, poza wszystkimi innymi brudnymi zagrywkami, wynajęli najbogatszego oligarchę ukraińskiego, Rinata Achmetowa, żeby zrobił na Ukrainie pucz.
A nasz drogi rząd, zauważywszy, że rozrzucanie socjalu napędziło inflację i doprowadziło do horrendalnych podwyżek cen energii i paliw, postanowił obniżyć te ceny, dorzucając… socjalu. Nie ściemniam. Poważnie.
Co w takiej poważnej sytuacji jest najbardziej palącą potrzebą?
Wprowadzenie rejestru ciąż.

Jak to mawiają: kto urodził się w Polsce, ten się w cyrku nie śmieje.

              Skoro już nam zatem tak ciepło, przyjmijmy z wdzięcznością jeszcze jeden wesoły, rozgrzewający promyczek! Dziś zaśpiewa nam do kobzy, piły i dud, optymistycznie rozjaśniony, silny mocną, brutalną urodą mężczyzny po przejściach, marszałek Terlecki! Nie przejmujcie się, że nazywa was kretynami – to najnowszy sznyt pisiej elity i salonów. Brawa! Maestro, słuchamy!

 
Hazard


Polacy po świecie dość są z tego znani,
Że lubią ryzyko, drapiąc się, gdzie nie swędzi;
Może nawet w Zimbabwe w szkole pokazani:
(Jak Bambo bywał w naszej) – naród na krawędzi!

Sto tysięcy zgonów wywołuje dreszcze,
Dziura w budżecie równa piekielnej otchłani;
Polacy, jak pijani, wrzeszczą na to: „Jeszcze!”
Wypierpol, cięcie funduszy – jawnie mają za nic.

Piętra tego burdelu coraz bardziej płoną,
Lecz przy szefie tej klęski wiernie będziem stali.
No bo przecież, jak Polak, to z góry wiadomo,
Że kiepska to zabawa, kiedy się nie pali.

Tak nudno jeszcze niedawno, że aż na rzyganie…
A gdzie dreszcze emocji? Przecież nie zginiemy!
Ktoś tam drogi budował, ciepła woda w kranie.
A przecież w katastrofie my w pełni żyjemy!

Aby zatem raz znowu, jak zawsze wzorcowo,
Kosztów nie szczędząc żadnych, a mieszcząc się śmiało,
Rozpierduchę uczynić omalże wzorową,
Stawiamy w niej najlepszego na jej chorym czele.

Małostkową w zawiści postać intrygancką,
Co ludzi jak swe narzędzia traktuje ryczałtem,
Knującą wciąż za plecami innych elegancko,
Nie wskazującej tchórzostwa żadnym coming outem…

Specjalistę takiego, co budzi potwory
I ciągle z powodzeniem naród na się szczuje:
A kiedy wojna u granic – diament ten jest chory
I na wszelki wypadek nic nie podpisuje…

Popatrzże gawiedzi – nuda minęła jak sen:
Polexit, inflacja, kobiety mrące w katuszy,
Kryzys graniczny, armia bez sprzętu, także, tego, ten…
…teraz rozrywki doznacie aż po same uszy!

Trening pokoleń, geny – i oto nerwy ze stali:
Brawury to są oznaki, czy raczej jednak szaleństwa?!
Żeśmy ekstrawagancko ten koszmar sobie wybrali
Akurat wicepremierem… do spraw bezpieczeństwa!

No i kto teraz powie, że dupa nas wiecznie nie swędzi?!
Ach, jakże my, Polacy – lubimy żyć na krawędzi!


             Pan poseł nomen Janusz omen Kowalski zabłysnął był uniesieniem, jak to w rozmowie na antenie doradca premiera, profesor Horban, groził mu nożem. Horban stwierdził, że nóż mu się w kieszeni otwiera, kiedy słucha antyszczepionkowej folii. W tym posła Kowalskiego, który razem z posłanką Siarkowską (ta jest akurat na pewno głupia, tu nie ma podejrzeń o cynizm) pojechał sobie do domu dziecka, aby odkryć tam potworny spisek szczepienia dzieci… za zgodą opiekunów prawnych. Reakcja Horbana, jako lekarza i człowieka myślącego, skądinąd słuszna, a użyty idiom dalece za łagodny. Ale nie dla orła intelektu, alboli tyż cynizmu, jakim jest Kowalski.
Skądinąd coraz częściej zastanawiam się, na ile te wszystkie pisie politruki są naprawdę głupie, a na ile wyrachowane. Sam nie wiem, co byłoby gorsze – bo raz mi wychodzi, że nie sposób być aż tak głupim – a innym razem, że nie można być aż tak niemoralnym!
No cóż, dzięki ci dobra zmiano: odkrywasz przed nami następne szczyty ludzkich możliwości, wcześniej nawet nie podejrzewane…

Maestro! Następny numer:

 
Tajemnica państwowa
(napisane pod niesłabnącym wrażeniem poczynań posła Janusza Kowalskiego, który albo genialnie udaje idiotę, albo idiotycznie wierzy w swój geniusz)


Czas „dobrej zmiany”, „nowego ładu”,
Pchanych nam w gardła już bez żenady -
Władza dostarcza licznych przykładów
Postaci jędrnych aż do przesady.

Człowiek tak patrzy i kalkuluje:
Jak to już blisko do dna zostało?
A wciąż rekordy biją te szuje,
I w tej gnojówce głębi im mało…

Wszelkie granice tak przekroczone,
Że coraz częściej pytać ochota
O te postacie z Jarkiem sklejone –
„Czy to jest cynik, czy to idiota?!”

Jeden drukując forsę tonami
Nad pełną kasą pieje peany,
Z dworem inflacją zadowolonym:
Czy to jest bałwan, czy bandzior cwany?

Drugi za burdel w ciągłym pożarze,
Co przez lat tyle zechciał majstrować,
Nosem metrowym od kłamstwa wskaże:
Winni Tusk, Biden i Merkelowa.

Z kolejnym równie przekonującym:
Byle nie było to po godzinach,
Przez dyktat Unii publicznie mrącym –
Mamy w nich głupca, czy sukinsyna?

Kto za rozsypką armii zaś stoi
I parówkami za spiski łapał?
Czy to półgłówek i paranoik,
Czy może jednak dość sprytna gapa?

Oto następnej sekret persony:
Chętnie z szefami partii się spotka…
…lecz wpierw wyłączy im mikrofony.
Może to jednak słodka idiotka?

Inna, niebożę, jaźń ma znów zrytą:
W gejów, szczepionek, skrobań opresji;
Czy prosię sprytnie drąży koryto,
Czy psychiatrycznych trzeba tam sesji?

Nie do zliczenia, palce tu po nic:
Do „dobrej zmiany” lgnie to jak muchy;
Banda mafiosów, czy też gamoni?

Pod gejowego władzą Jaruchy?

No, gratulacje, wyborcy mili!
Z waszych głosowań problem jest ninie:
Czy rządzi nami banda debili,
Czy to są raczej sprzedajne świnie?


Dajmy chwilkę odsapnąć naszemu marszałkowi, łyknąć szklankę wody, powąchać kle… soli trzeźwiących, bo coś marnie wygląda – a my w tym samym czasie zajrzyjmy w najnowszy rebusik.
Uwaga: lelija jest dodana, jako symbol rozwiązania zagadki. Ten święty mąż – dodajmy mąż niejednokrotny – jest tak w łaski błogosławionym, że nawet dla Świętego Kościoła pozostaje dziewicą, a jego dorosłe już dzieci, jak się okazało, były niepokalanie poczęte. O jakiegoż to błogosławionego młodzianka chodzi?



Dla tych, którzy odgadli, nagroda. Oto tona kostki brukowej i krużganek oświaty ufundowane 11 listopada przez znanego intelektualistę, Bąkiewicza. Odbiór własną ciężarówką, bez paszportu kowidowego, bo przecie zaraza to ściema, ale estetycznie ogolona czaszka mile widziana. Na życzenie raca w krzyż.

O, marszałek się ożywił, coś tam wciągnął chyba… bigos, czy coś… A zatem pora na gwóźdź programu pod tytułem:

 
Wspólny front – granica


„Patrioci” kraju tego ozdobą,
Tym wciąż karmieni, co wódz ma w planie;
Wprost zachwyceni bezbrzeżnie sobą
W pogardzie zwykli mieć innych zdanie.

Tępe wytwory mdłej propagandy,
Na samodzielność mózgi zbyt kuse,
Więc każdą mają krytykę bandy
Zdradą, herezją, spiskiem, zakusem.

Wróciły czasy buców nadętych,
Diagnozujących polskość filutów,
Dziejową misją bardzo przejętych –
By wszystkim słomę wepchnąć do butów.

Wróciły czasy biernych, lecz wiernych,
Co kradną w ramach ścigań „układów”;
Tym bezczelniejszych, bardziej pazernych,
Im mniej w nich wiedzy, a więcej jadu.

Czasy wróciły rewolucyjne,
Gdy politruków czujność oznacza
Mus moralności znowu partyjnej:
Grzebią w sumieniach i cudzych gaciach.

Jak się spodziewać więc należało,
Przy takich rządach, elektoracie,
Się nieuchronnie wszystko zesrało.
Co do ruiny – właśnie ją macie.

Budżet w drebiezgi, Wenezuela,
Na Covid więcej umiera coraz,
Po dyplomacji nie ma co zbierać;
Płonie granica – Polska jest chora,

Więc apelują te gęby tłuste,
Co do tej nędzy doprowadzili –
Puste sumienia, spojrzenia puste –
Byśmy się z nimi towarzyszyli…

Lecz delikatni tak – wiecie sami,
Opluć zdążyli większość narodu,
Zwąc ludzi zacnych kraju zdrajcami,
Wszystkich mądrzejszych mierżąc do spodu.

Jakże z historii to dobrze znam!
Jedność przez trupy, przez zło sanacja;
Kto nie jest z nami, ten przeciw nam!
A wódz nad wszystkich i jego racja!

Niech się więc łudzi, kto chce być w błędzie,
W swym interesie snują obłudę:
Jedności z nimi żadnej nie będzie,
Mamy być tylko ich „ciemnym ludem”.

Chcą teraz rozmów, tak zatroskani,
Witek dialogu nęci konsumpcją;
Sekunda dłużej z mikrofonami?
Ale nie z tobą. Nie z reasumpcją!

Pyzaty narciarz z miną zbolałą
Wzywa dziś wszystkich – i wszystkie stany,
Łże, jakby na nas mu zależało,
Ale my nie z nim. On dla wybranych…

Troska się premier solidarnością,
Choć listę wrogów uaktualni:
Może i kłamie z lekką przykrością,
Ale nie do nas – bo my „totalni”.

Drogo pan Jacuś liczy swe wdzięki;
Sprośna „dziewica” w kościele klęka:
Nie ma sumienia i łże od ręki,
Ale nie z nami. My nie od Żenka.

Nie będzie także czułości zatem –
Wybuchy z dupy nie w naszych planach –
Z agentem Kremla, albo wariatem,
Bo to nie z nami na rozum zamach.

Z rumianym Berią też nie po drodze:
Na co z zapiekłą nam iść podłością?
Wiemy, że sądził by on nas srodze:
Bezprawiem i niesprawiedliwością.

Nie z waszym Kujdą i Piotrowiczem,
Nie z waszym wodzem, co się zowie;
Z jego orkiestrą dzielących syczeń -
My wszak sort gorszy… My wszak wrogowie…

**

Historia bardzo kapryśna bywa,
A bez odwołań jej przyszłe sądy:
W swoich wyrokach niesprawiedliwa
I wzmacniająca stare przesądy.

Putin i Łuka mają ją w nosie,
Bo co im jeszcze może zaszkodzić?
Czarne i tak jest ich dusz pokłosie,
Cóż potwór może dobrego zrodzić?

My ponoć gramy w odmiennej lidze?
Zawsze skrzywdzeni i pełni racji?
Więc za granicę czemu się wstydzę,
Za przemoc nagą w swej demonstracji?

Pójdzie w świat obraz – on już tam idzie! –
Z ludźmi w potrzasku, zamarzłych trupów;
Cóż, że to Baćka w morderczym widzie
Chce politycznych za zbrodnię łupów?

Cóż, że jest prawda po naszej stronie,
Gdy my działania mu ułatwiamy:
Nurzając we krwi cywilnej dłonie
W jego scenariusz przecież zagramy!

My, nie wpuścimy swych dziennikarzy,
A Łukaszenka w zbrodnie nas wplata;
A Putin z tego kotlet wysmaży,
Co jeszcze zemdli nas po stu latach.

Można by bardziej humanitarnie -
Ale bezwzględność lepiej przeraża –
Z Frontexem działać bardziej realnie,
Ale to punktów mniej da w sondażach…

Lecz to nie idzie na konto Jarka,
To wszystko wpełza na konto NASZE!
Warto, by kiedyś potomek sarkał:
„Swojej legendzie napluli w kaszę”?!

Żal naszych przodków takiej obrazy,
Aby Polacy bandytyzm kryli;
Że „wypełniali tylko rozkazy”
Kiedyś przed światem się tłumaczyli…

Naprawdę warto twarz swą utracić
I w podejrzane bawić się sprawki,
Żeby Obajtków wille opłacić
I żeby Jarek miał swe zabawki?!
KURTYNA

Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze