Polub NaszePanstwo.pl na   

Nowe szaty cesarza



Jestem tak szczęśliwy, że aż nic mi się nie chce. Jak tu układać kolejne wodewilowe wieczory, jak zapraszać sławy, w jaki sposób zmusić się do pracy, kiedy żyje się w raju? Oglądałem ostatnio TVP.
No, dosłownie i w przenośni -  już nie ma co poprawiać.
No chyba, że ma zgniłym tak zwanym „Zachodzie”, rują i poróbstwem słynnym. Ostro nam tam ostatnio zazdroszczą.
A będzie jeszcze lepiej kiedy, dzięki mądrej dalekowzroczności jedynie słusznej partii, oraz jej sojuszniczych przybudówek – nadejdzie wreszcie ten deszcz forsy, zwany Funduszem Odbudowy.
Ale skoro ja nie mam siły, niech śpiewają ci, co aż rwą się przed szereg, aby uszczęśliwić lud pracujący miast i wsi.
Dzisiejszy program zaśpiewają zatem ci, co aż drepczą z niecierpliwości przed Wielkim Marszem, ci, co aż rwą się przed szereg, by uszczęśliwić ludzkość, ci, co nie zważając na diety, prą ku szczęściu wolskiej ludzkości.
A zatem tak oto, minimalnym wysiłkiem, jak to w raju, prezentuję Państwu:
Połączony Chór Posłów Lewicy i Posłów Polskiej Zjednoczonej Prawicy Rzeczpospolitej, tak pięknie  połączonych społeczną wrażliwością!
Na początek porywająca jednoaktówka dla spragnionych wrażeń, pod tytułem:

 
Ideologia


Padają tu i ówdzie
Żywotne postulaty,
Że partie bez idei
Spisać należy na straty.

Obiektem drwin i kpinek
(I pewnie tak zostanie)
Jest dbanie przez rządzących
O ciepłą wodę w kranie.

Cóż będzie nas podniecać?
My jesteśmy Polacy!
Przecie nie pragmatyka.
Organizacja pracy.

Niż jakieś tam Holendry
Z innej jesteśmy gliny:
Nużącą przyziemnością
Niestety się nie trudnimy.

My od czego innego.
My od idej i cierpień;
Od „Chrystusa narodów”.
Z klęski my siły czerpiem.

Chociaż czasem coś śmierdzi,
Dziura w kanalizacji,
Nie będziemy się babrać:
My od chrystianizacji!

Od teorii spiskowych
I od wrogów odwiecznych;
Od zakusów na godność
I od ofiar „koniecznych”.

My od meczów o honor,
Szańców, dziewic, husarii.
Nie tam, za inwestycje…
…będziem za symbol marli!

Od Matki Boskiej żądamy
Na częstochowskim wale,
Cudów, łaski, opieki!
Od siebie roboty wcale.

Wyklęci, zdradzeni o świcie,
Bredzący, niczym pijani:
„Lewactwo”, „prawactwo”, „Żydzi”…
Moralnie zawsze  wygrani.

Z fiksacją na punkcie płodów,
Do gardeł się sobie rzucamy;
W obrazy religijnej
Kraju wciskając ramy.

A do bazylik nas wiodą
Drogi z dziurą na dziurze:
Wisi na sznurkach i dykcie
Obrotowe przedmurze.

Apele, trąby, pomniki!
A trawnik przez psy osrany.
Ekshumacjami trucheł
Wyborca podjarany.

Więcej idei! Więcej!
Ideologia nas scali!
**
Czy wyście wszyscy, ludzie,
Ze szczętem powariowali?!

KURTYNA


Przepraszamy za usterki. Połowa chóru właśnie sobie poszła, ponieważ powyższa jednoaktówka za jednym zamachem obraziła uczucia lewicowe, prawicowe, centrowe i religijne. Zanim zmontujemy z reszty tłum, ściągając fachowców z TVP, posłuchajcie proszę tęsknej dumki na półtorej serca śpiewanej w roli statystki przez Edytę Chmurniak (zwróćcie uwagę na kunsztowne wokalizy w przecinkach!):


 
Przystawki


Widział kto kiedy by raki
Same do wrzątku skakały?
Aby swe szyje kurczaki
Chętnie pod topór dawały?

Widział prosiaki kto kiedy
Wesoło do rzeźni truchczące?
Sarny, kozły, cielaki
Na rożen raźnie skaczące?

Modelek grupę gorących
Gwałtem kloszarda nęconą?
Bogaczy błagających,
Aby ich okradziono?!

Kurę, dającą na gryzka
Udko swe tłuste lisowi?
Szczupaka, co w pysk hak wciska,
Uprzejmy sam się odłowić?

Z tych obserwacji banalnych
Obfitość wynika palantów:
Wciąż tylu ma potencjalnych
Kaczyński koalicjantów!

KURTYNA


No cóż, a teraz do konkretów. Sztuka, arie, libretta… Ale przecież nie bądźmy naiwni, prawda? Teraz trzeba klienta ściągnąć, wyznaczyć target, dać dobry kontent, a na zachętę bonus.
I oto jest. Nagroda za rozwiązanie tradycyjnego już dla naszych wieczorów jebu… rebusika, hm, przepraszam. Kłaczek.
A otóż i ona: ni mniej, ni więcej, tylko komplet przystawek przygotowany przez magister praw Julię Przyłębską (szszszsz… NIESŁABNĄCE brawa)
No tak, mam szczęście, bo o taką nagrodę nic nie robiłem. Ale Prezes wszystkich prezesów obiecał, szepnął słówko i bidulka robiła przystawki do rana… Przy okazji narobiła też pasztetu, ale to na inną okazję.


Sami widzicie: warto się starać? No chyba!
Zmierzcie się więc z poniższym kalamburkiem i wyślijcie na adres szefa rady ministrów odpowiedź: o jakiegoż to rozczulającego kanapowca chodzi?




Cykady grają, czerwiec wschodzi, Fundusz Odbudowy rozpala partnerki. Ogólnie rośnie, duch się pręży, stalowa wola narodu wykuwa wzwód potencjalności. A wszystko pokryte leciutką mgiełką oddechu madame Holeckiej, niczym fikuśną truskaweczką na sprężystym torcie.
Zatem zakończmy, nie chwaląc się – jak zwykle – szczytem szczytów, czyli wiekopomną prawicowo – lewicową odą (wolska specyfika!) pod tytułem:

 
Nowe szaty cesarza
(ballada o Funduszu Odbudowy, przewodniczącemu Czarzastemu dedykowana)


Wskutek zarazy mór gospodarczy.
W Unii zebrały się tęgie głowy,
Iż zwykła pomoc już nie wystarczy,
Więc uchwaliły plan odbudowy.

W Polsce radosne rządu Figury:
Rządzić najprościej za pożyczone.
Szastać nie swoim nieskory który?
Kiedyś ktoś spłaci! Będzie spłacone…

Styl PRL-u zdolnych kopistów:
Przytulić forsy wagonów parę
Od tych zboczonych imperialistów
I je przeputać onym za karę.

Już Danielowi Mati fafluni,
Głosik swój łamiąc w wiadomym stylu:
„Mamy siedemset miliardów z UE!”
„No dobra, chłopie! Ale na ilu?”;

Lecz żarty na bok: toż bez kozery,
Nadzieja kraju nagłej sanacji!
Posłów rządowych samogwałt szczery,
Pośród podobnych poślic sensacji.

Po telewizjach szparko latają
Ci kieszonkowi, pomniejsi zbawcy;
Wielbią swą partię – się uwielbiają,
Bo, co spieprzyli – skleją, łaskawcy…

Za taką kasę, to, coś tak czuję,
Więcej cnej partii jeszcze być musi:
Polskę się nową całkiem zbuduje,
Szczęśliwszą nawet od Białorusi!

Dworków się mnóstwo naremontuje,
Aby patriotom rosła spuścizna,
Szlak obajtkowy turyzm promuje:
Ile tych dworków – nikt się nie wyzna…

Znów nastawiają kloców kacyki,
Wrócą, wraz z Żenkiem, stare splendory:
Obok solarnej w dachach techniki,
Szkła tłuczonego we ścianach wzory.

Koni arabskich wprost będzie mrowie,
Rówń mazowiecka w Dubaj się zmieni:
Dbają o rozpłód dyrektorowie,
Partii mądrością wszak osadzeni.

Może sam premier powiększy zasób
Ziemi ojczystej niepoświęconej,
Laskę biskupią czciwszy w dwójnasób,
Po czym przepisze grunta na żonę?

Wyrosną wieże – złote, a tanie,
Dość efektowne, bo będą w parach;
To nie austriackie tylko gadanie:
Państwowych banków szef się postara.

W pleń z Żeromskiego szklanych standardów,
Bo już nie zbraknie na nie gotówki
(Cuda inflacji! Mrowie miliardów!)
A w nich hot-dogi, sosy, parówki…

Ileż to misiów słomianych będzie!
W jachty nie będziem już nigdy słabi.
Popłyną głosić w świecie orędzie,
Że są patrioci… gdzieś w Abu Dhabi?

W trosce o „prawdę” i o „rzetelność”
Głębsza w tytuły Obajtka studnia,
Będą niezłomnie szerzyły wierność
Temu, co dzielnie spał do południa.

Horda talibów z Ordy Iurisa
Też dość dostanie na swoje płody.
Mają brać ruble? No kto to słyszał?!
Czas demaskować dzikie Zachody!

Tadzio, bidula, też coś przytuli,
Bo geotermii ochłódła farsa;
Chętnie podatnik za cuda buli:
Radiomaryjna krucjata Marsa!

Pomników mamy ciągle zbyt mało.
Martyrologii gdzie stawiać znicze?
Kupować w hurcie by się przydało,
A już szczególnie takie lotnicze.

Jacek na szczujnię sporo dostanie,
Aby nie knuła morda zdradziecka.
Pietrzak, Świerzyński – to nie jest tanie!
Jeszcze krąglejsza będzie Holecka…

A na komisje tego, owego?
Inicjatywy, spółki, fundusze?
Na rozwój konta co partyjnego?
Na comiesięcznych promocję wzruszeń?

Na Ostrołękę, przekop i Turów,
I za dwójmorze, za tromtadrację;
Za utrzymanie partyjnych knurów,
I by Antoni drogi miał rację.

Odszkodowania, zatargi, spory:
Wstał Ziobro z kolan, a to kosztuje.
Za nieodbyte jakieś wybory,
Za kukły w radiu, w zarządach szuje.

A co zostanie – mała różnica
Między łaknieniem nowej „elity”,
A tym, co z górką się napożycza –
To na „czternastek” wyborcze kity.

By nie urwało się Eldorado,
Aby suweren nie brał do głowy,
By dalej dymać się dało stado –
Taki to w skrócie „Plan Odbudowy”.

Rządzi tym dziaders jak swą własnością,
Kraj mu zabawką dla podłych chuci,
Bruka i niszczy z tą ciekawością:
Ilu przekupi? Ilu pokłóci?

Czas serwilistów nadszedł parszywy,
Przyzwoitości brak i odwagi:
Przez stanowiska, forsę i wpływy
Nie ma kto wrzasnąć, że król jest nagi…

Do tylu ciągle za wolno trafia,
Że to ich przyszłość rwie się na sztuki.
Niech się buduje kraj, a nie mafia!
Lub płacić będą i nasze wnuki.

No i tyle. Panie Zenku, gdzie klucze? No, ostatni gasi światło. Że jak? Nie, jutro nie. Pojutrze też nie. Że nie ma? A przecież dowozili… Co też pan, bez żartów, nic z tego nie będzie. Kiedy?
Mój Boże.
NIE WIEM.
 

Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze