Polub NaszePanstwo.pl na   

Faktury

  • Kategoria: Polityka
  • Simon

Otóż i marazm tego roku. Płakać w maseczkę się chce.COVID, sraty taty, wszystko odłożone, nikomu się nic nie chce, wszyscy pracują zdalnie, to i największy teatr świata najmniejszego portalu świata nieco podupadł. Ponad miesiąc bez przedstawienia! Upraszamy o wybaczenie i datki, najlepiej w brylantach…
Z tą sytuacją zapragnął zawalczyć pan Zenon M., niszowy wykonawca trudnego kierunku w sztuce, jakim jest disco polo. „Mam dość marazmu” - rzekła nam niegasnąca gwiazda przecen w Media Markt i jedyny powód uśmiechu Jacka Kurskiego. A także muza tego: pewnym razem o piątej rano w E36 nówka sztuka nieśmigana igła i z różą w zębach: „Chcem zawalczyć o trudnom publiczność”

Co niniejszym panu Zenonowi, no Zenkowi, no Zeńciowi, Zeniuchnie, puci puci naszemu, niniejszym umożliwiamy. A zatem, zapalcie tealighty i race i słuchajcie, bo mistrz już nastroił gitarę:
 
ŚPIEWOGRY XXXIX
pt.: „Wigilijne rozmowy, czyli jak gęś rozmawiała z prosięciem”

Występują:

- wyimaginowany i niemożliwy do pomyślenia rzecznik praw dziecka (licentia poetica) – Mikołaj Kargul – (Rz),
- dziennikarka – (Dz)

Dz: Rozmawiamy z panem rzecznikiem praw dziecka, Mikołajem Kargulem. Dzień dobry.
Rz: Szczęść Boże.
Dz: Ostatnio dużo słychać w mediach o pańskich odkryciach w kwestii tak zwanej „ideologii LGBT”…
Rz: A dlaczego „tak zwanej”? Pani redaktor, to nie jest żadna „tak zwana” ideologia – to brutalny wytwór cywilizacji śmierci, jak najbardziej realnej!
Dz: Ale pan twierdzi, że widział tabletki na zmianę płci w dziecięcych plecaczkach.
Rz: Tony tego były, proszę paniĄ, tony.
Dz: Nikt tych rewelacji nie potwierdza…
Rz: Widzi pani, jacy są zastraszeni? A wyślij pani teraz Dżessikę do szkoły –a wróci Mrówomir. Albo, dziewczynka, która wraca z – Boże wybacz – peni… chu… męskim narządem rozrodczym. Albo chłopczyk z chłopczykiem. Tfu! Proszę paniĄ…
Dz: Ale przecież tabletką nie da się zmienić płci.
Rz: To pani tak twierdzi. Kiedyś też ludzie myśleli, że Ziemia jest kulą. Ale nauka jest bezlitosna, psze pani. Mnie kiedyś żona przez pomyłkę dodała do zupy estragon i – wiem, że trudno w to uwierzyć – przez dwa tygodnie byłem daleko mniej męski, chłopa… znaczy żona potwierdzi.
Dz: Estrogen chyba?
Rz: Wiem, co mówię, na KUL-u byłem prymasem. A muszę bronić dzieci przed lewacką ideologią dżender, która nie podoba się Bogu Najwyższemu.
Dz: Skąd pan wie, co podoba się Bogu, a co nie?
Rz: To proste. Pan Bóg, jak sama pani słyszy, jest płci męskiej. Stworzył człowieka na swe podobieństwo. Pani popatrzy. No, proszę, bez nieśmiałości! Trochę uniosę rąbek… Widzi pani? Jestem normalnym męskim mężczyzną, to kto ma wiedzieć, co się Bogu podoba, jeśli nie ja? I w dodatku noszę muszkę i raz rozmawiałem osobiście z Jego Świątobliwością kardynałem Dziwiszem!
Dz: Co powiedział?
Rz: „O. Mucha.”
Dz: A pan?
Rz: No nic. Pierdolnąłem packą. Ale potem gabinet przejął Jędraszewski, ta packa może nadal tam jest. Pani sobie wyobrazi. Relikwia w zasadzie.
Ale ja wiem, jak jest i jak być powinno. Pan powiedział: czyńcie sobie Ziemię poddaną. A dzieci, to, proszę paniĄ, jest surowiec daleko źle wykorzystywany A tylko dzieci najbliżej świętości wiedzą, jak dać się wykorzystać dla pomyślności Ojczyzny. Żadne tabletki tu nie pomogą! To zboczenia jakieś. Ale, zapewniam panią, ja się zboczeniom dokładnie przyglądam! Te rozwiązłe kobiety… smycze… efeby… Ale, ale, wracając do tematu: wiem, do czego zdolne są lewackie środowiska. Przyjaciel od serca mi powiedział. Ostatnio znalazłem w szafce na medykamenty witaminę C lewoskrętną – wyobraża sobie pani? Blisko było do nieszczęścia… Wyrzuciłem na razie wszystkie tabletki, bo moja delikatna płeć mi odpowiada – i leczę siebie modlitwą. A dzieci i żonę batożeniem, po świtaniu i przed zmrokiem, przy świecach z sadła poświęconego knura. W ten sposób nie zatracają poczucia normalności i nie dadzą sobie wmówić, że się nie pluje za lewe ramię. Tfu! Na psa urok…
Dz: Dziękuję za rozmowę i życzę dalszych sukcesów.
Rz: Bóg zapłać.

Zenonie, Zenonie, czy nabrałeś oddechu? A zatem łap za fujarę z Media Markt i zawódź tęsknie:

 
ŚPIEWOGRĘ XL
pt.: „Agresywna reklama”


To: Mr. Jan Kanthak

Dear Sir

Pragniemy wielce podziękować za pański nieoceniony wkład w dobro turystyki naszego pięknego miasta. Dzięki pańskiej łaskawości tysiące nowych turystów trafia dzień w dzień do słynnych sklepów rzeźniczych dla gejów w San Francisco!  Paróweczki idą, jak świeże bułeczki. Postanowiliśmy wysłać szanownemu panu nowe odznaczenie: laska na dwóch brylantach. Mamy nadzieję, że w znanej z europejskiego ducha Warszawie, przy jej wieży Eiffla i piramidzie, pańskie wysiłki nie ujdą naszemu zapałowi płazem. Bij nas pan, jak w lokalach warszawskich! Butem, knutem, bo jesteśmy zepsutem! Sorry… poniosło… ale kolega z Warszawy tyle opowiadał… Co to my… Acha! Jesteśmy bardzo zobowiązani i tą dyplomatyczną drogą chcielibyśmy wyrazić panu dozgonną wdzięczność. Wysyłamy zatem w ramach uznania breloczek do kluczy, na którym istnieje wizerunek naszego pięknego Miasta nad Zatoką, a także jednego Mistrala i jednego śmigłowca podwodnego pana Macierewicza.

Yours Sincerely
Boards of Supervisors
Of the City San Francisco


Prawda, że imponujące? Ale czegóż się spodziewaliście: wybraliśmy specjalistów, to podziwiajmy specjalistów!

Coś mi chodzi po głowie… Jedna pani w tramwaju, jak chciałem zamknąć okno, powiedziała: jesteś pan… zaraz, zaraz… przypomnę sobie… Mam! Rebus!
A oto on:




Poznajecie tego pana, jedną trzecią słynnej trupy KAKAO?

Kto poznał, ten zgarnie nagrodę: słynny, a podpadły dobrej zmianie aktor, Janusz Gajos, w stroju Juranda idącego do Canossy…tfu!... Szczytna – dostarczy oryginalny strój chu… znaczy strój Rachonia, zanim został chu…, znaczy strój Rachonia, zanim przebrał się za chu…
Ogarnijmy. Spokojnie. Dostarczy strój konsekrowanego narzędzia jednej płci do tworzenia potomstwa.
Gumowy, Waterproof.

Zadowoleni? Nie?
Nic nowego w końcu…
A zatem teraz clou programu: zostańcie do końca, żebyśmy zdążyli oczyścić kieszenie w szatni. A oto:

 
Faktury



Ależ ta Polska nam wypiękniała!
Spójrzcież: toż lśniąca świeżością cała!
Z ruin kraj wzniesion błyszczy jak nowy
W rok już zaledwie dobrej budowy.

Aż łzę wyciska metamorfoza:
Wobec Europy taktyczna poza.
Wszak potentatem w druku prześlicznych
Polska koszulek jest patriotycznych.

O! Idzie madka ze swym bombelkiem
Eksponowawszy walory wszelkie,
Torbą zamachy wyczynia chwackie,
Bo niesie Sebie w niej „Podkarpackie”.

Seba bez pracy rok piąty w domu,
Bo poznać na nim nie ma się komu.
Że też na jego kchalim…ukhwa..kfali,
Fikacjach, się nie poznali!

Zapala madka więc papieroska,
Jest znowu w ciąży – więc jest beztroska:
Znów pan Kaczyński sięgnie portfela
I kaski nowej im poprzydziela.

Co prawda wszystko coś podrożało…
Ale On odda, gdy będzie mało.
Ta wredna prukwa, ta sędzia z miasta,
Wsadziła Sebę, bo była kasta!

A teraz wreszcie Seba u siebie.
Że „asfaltowi” czasem przyjebie,
Już się nie czepi ta gnida mała:
Tak wypiękniała nam Polska cała!’

Już nam to branie euro obrzydło,
Słusznie się nimi brzydziła Szydło.
My już zmądrzeli – se poradzimy.
Najwyżej eksport pyry zwiększymy.

**

Mimo więc wzruszeń ja zapytuję:
Ile ten obraz cudny kosztuje?
Wiem, ja oglądam TVP, ale:
Liczą orgazmy, a kosztów wcale

Mam więc wrażenie, niejasne, wiecie,
Że coś nas nieco wkrótce przygniecie.
Mam też ja lęk ten, może przesadny:
Może i dobry wujek jest władny
I za jarkowe i  inne cuda
Z jego portfela płacić się uda.

Lecz coś mi mówi w duszy po cichu,
Lepiej zawczasu zapobiec lichu:
Kalkulatorki i będzie z górki;
Pobilansujmy: zróbmy fakturki –

Nie żeby zaraz goli i nadzy (ha, ha… ha),
Chociaż dość długo już PiS przy władzy…
A przecież Prawo i Sprawiedliwość
Płaci za siebie! Tam jest uczciwość!

**

Ponad cztery miliony leżą jak na dłoni
Strat w hodowli arabskich pod Janowem koni;
Ponad pięć milionów wydać też się zdarza,
Na dziwne maseczki dziwnego narciarza.

I respiratory, których, jak wiadomo,
Jak Antkowi śmigłowców - wciąż nie dostarczono.
(Ci handlarze bronią całkiem niepoważni,
Żeby się z Szumowskim tak otwarcie drażnić;
I to za głupie dwieście milionów
Tak się handryczyć?! Po co to komu?)

Siedem i pół bańki - to za limuzyny,
Dla Beatki, Antka i chybkiej Dudziny
(Śpieszy się notablom, coś się rozbić może,
Na stok chociaż zdążą; w Tadzia młyny boże)

Antoni się śpieszy, ma misje dziejowe:
Ponad dziesięć baniek… ile to na głowę?
Musi wszak kosztować historyczna misja:
Ile za to parówek wysadzi komisja?

Acz nie wszystko pcha się w historyczne racje:
Oto sam pan premier śni modernizacje
I kolejne dziesięć milionów szybuje
Do stoczni za stępkę. Stocznia zasługuje.

Gdyby się tak z groszem przesadnie liczono,
Nie lądowałby w Wawie potężny Antonow,
Za milionów dwadzieścia nie mógłby przytargać
Testów, co bez atestów, lecz na chwałę Jarka.
(Siedemnaście milionów poszło już albowiem
Na testy, co się zepsuły. Jak? To się nie dowiem)

Budżetu kolejne nic nie nadweręża
Dwadzieścia pięć milionów, co na szkołę męża.
Że mąż byłej premier, przyznacie mi rację:
Zacna szkoła być musi i jej konotacje.

Jeszcze dwadzieścia siedem. Nikt chyba nie powie,
Że możemy przepłacić za tak cenne zdrowie;
Choć Antoni oddany Opatrzności Bożej,
Od pogańskich Turków test sześć razy drożej…

Gdy sprzedać nie chcecie banku za złotówkę,
Czterdzieści milionów trzeba na łapówkę;
Nadzór finansowy, to nie byle ciapy:
Szef ma mniej zarabiać niźli dwórki Glapy?!

Drogie są usługi, fakt to oczywisty,
Kiedy więc przychylność chcesz mieć egzorcysty.
Niech on z Ministerstwa twojego dostanie,
Ze Sprawiedliwości… a… z pięćdziesiąt baniek.

Czasem też i Partii trzeba na waciki,
Na nic oburzenia, na nic zatem krzyki:
To się należało, a więc (w nawias biorę,
Kolega od SKOK-ów został senatorem.
To lojalny kolega, dobrej zmiany słucha,
Za sześćdziesiąt pięć baniek i tak słaba fucha)

O, to to! Lojalność! Właśnie ona spina
Do działań propaństwowych ministra Sasina:
Siedemdziesiąt milionów ślicznie przemielone…
Ile to za kartę? Ile to za stronę?

Państwo chętnie płaci, już tak nie dziaduje,
Właśnie wstało z kolan, zaraz się odkuje;
Ot tak, sto milionów poszło z PFN-u,
Na słomiane misie i na Edka menu.

Nie ma się co czepiać Mariana kamienic.
Niech chłop se dorobi, dla bystrości źrenic:
Nagle to NIK ujrzał przetarg byle jaki,
Sto piętnaście baniek byle jak pod Jakim.

Idą też pieniądze na cele pobożne,
Bowiem, jak to mówią szacunki ostrożne,
Sto dwadzieścia milionów do żwawości wzrusza
Błogosławion biznes ojca Tadeusza
(A zapłacić chętnie każdy chyba gotów,
Kiedy cała wieczność jest tu stopą zwrotu!)

Że prywatny? Lecz święty! I nic wam do tego!
Radzę też nie zaczepiać żony Szumowskiego,
Ani brata. Sto pięćdziesiąt milionów na cele
Rodzinnego zbliżenia. Czy to jest tak wiele?

Bo rodzina podstawą, oraz jej spuścizna.
Pół miliarda zatem Czartoryskim przyzna
Na fundację, za obraz, Gliński bez krępacji.
Prawidłowo – jest obraz, a nie ma fundacji.

To jest państwo potężne! Nie da innym…eee… łupy…
Jak dwa miecze sterczą betonowe słupy:
Za miliard pomniki, że mogło być więcej,
W szczerym polu po nic w słodkiej Ostrołęce.

Miliard dwieście milionów nie wróci z Get Back’u
Miliard trzysta promesy dla „Srebrnej” chłopaków;
Chociaż jedno i drugie wam pięknie wyjaśni,
Telewizja, bo także dwa dostała właśnie.

Jeśli chodzi o SKOK-i: przedsięwzięcie prawe,
Bogobojne i słuszne, dla Partii łaskawe –
Takie - świat zepsuty - kończą czasem stratą.
BFG już wybulił pięć miliardów za to.

To w ogóle dobrze, gdy są patriotyczne
Również komercyjne przedsięwzięcia liczne:
PKO z Aliorem „repolonizacja”,
Osiem miliardów w plecy. Prawilna sanacja.

A cóż źle pójść może? Aktywa państwowe
Mają dla pomnożenia sasinową głowę:
Miliardów straci osiemdziesiąt ledwie –
Sukces i ta głowa potężne obedwie.

Ale co tam z tego. Kasy mamy w bród!
Już nam nie zagraża kasy nagły spód:
Obligacje rządowe Glapcio emituje,
Sto miliardów cieplutkich właśnie się drukuje.

Starą dziurą vatowską wielkie oburzenie,
Ją to ponoć Tusk kopał, pchając w swe kieszenie.
Ta nowa jest prawa. Sprawiedliwa w treściach;
Miliardów już wynosi ponad sto dwadzieścia.

Nikt się nią nie martwi, to dziura Kalego:
Wczoraj była złodziejstwem, ale dziś – nic z tego;
Może ciut mafia vatowska użarła na torcie,
Co ją byli znaleźli w finansów resorcie.

A to przecież nie wszystko – mrówczy ruch spółeczek,
Jeszcze wszak synekurki małżonków, dziateczek,
Jeszcze partyjka Ziobry – jak szczyt klimatyczny
(Błotem łatająca swój kodeks etyczny?)

Loty Kuchcińskiego, że się należało,
Karczesia wypłaty, willę dlań też małą;
I te wszystkie cudne przez zapobiegliwych
Kryte biznesiki, prawych, sprawiedliwych…

To tak można długo, a pięć lat to tylko,
Obdarujcież mnie zatem swej uwagi chwilką,
Spójrzcie na fakturki, bo pytanie wraca:

**
CZY SIĘ „DOBRA ZMIANA” ABY NAM OPŁACA?

Przez ten socjal ludzie jakby podurnieli:
Klimat trochę za chłodny dla Wenezueli:
Kmińcie jeden z drugim, bo nadchodzi bieda;
Sklepowa drze zeszycik i więcej już nie da…

Dodaj komentarz

Zarejestruj się, aby nie mieć ograniczeń w komentowaniu:
- nieograniczona ilość znaków (niezarejestrowani mają limit do 1000)
- możliwość korekty swojego komentarza przez 5 minut od momentu publikacji
- możliwość wstawiania obrazków bezpośrednio w komentarzu (przycisk)
- możliwość oceny komentarzy innych użytkowników
- brak zabezpieczenia antyspamowego CAPTCHA, czyli wysyłasz bez podawania kodu z obrazka

Kod antyspamowy
Wygeneruj nowy, bo nie mogę się rozczytać