Polub NaszePanstwo.pl na   

Wydarzenia - listopad I.

  • Kategoria: Polityka
  • Taurus
Po wyroku Trybunału Konstytucyjnego dotyczącym niezgodnego z konstytucją sposobu ustalania kwoty wolnej od podatku a tym samym niekonstytucyjności obowiązującej kwoty 3091 złotych pojawiły się liczne komentarze na ten temat. Większość z nich przyznaje rację Trybunałowi, że powinna być ona  przynajmniej na poziomie minimum egzystencji, które corocznie wylicza IPiSS. Problem jest jednak w tym, że IPiSS ustala wiele minimów egzystencji dla osób znajdujących się w różnych sytuacjach życiowych. Inne jest więc ono dla osoby żyjącej samotnie od osób żyjących w rodzinach dwu, trzy, cztero ….. (itd.) osobowych, inne dla emerytów i osób pracujących, inne dla dzieci w różnym wieku, ….. A powinno się je też pewnie różnicować jeszcze dla osób mieszkających na wsi i w miastach, pracujących i bezrobotnych, chorych i zdrowych, itd., itd., itd. Które więc minimum egzystencji należy przyjąć za adekwatne? Proponuję, żeby przyjąć to, które obowiązuje dla naszych posłów, czyli 28622 złote, bo ci nasi wybrańcy zaczynają płacić podatek dopiero po przekroczeniu tej kwoty. Dobrze, że mamy Trybunał Konstytucyjny, bo jeden z najbardziej żywotnych dla nas tematów zaczyna być wreszcie dyskutowany.

George Friedman, założyciel i szef amerykańskiego think tanku Stratfor kolejny raz zapowiada, że Polska będzie znaczącą potęgą w regionie. Swoje przewidywania opiera na dwóch faktach – słabości Rosji oraz bardzo silnym uzależnieniu gospodarki niemieckiej od eksportu. Niemcy eksportują obecnie – wartościowo -  więcej, niż połowa ich PKB. Będą na tym korzystały tak długo, jak długo inne gospodarki będą w stanie taki eksport wchłaniać. Gdy się to skończy, znajdą się w sytuacji Japonii przed kilkudziesięciu laty, z której nie wykaraskała się do tej pory. Polska jest gospodarką mniejszą ale bardziej stabilną i pełni rolę przywódczą (w swoim regionie) w kontekście sytuacji na Ukrainie. Dlatego ma szanse, zdaniem Friedmana na osiągnięcie pozycji regionalnej potęgi.
George Friedman nie jest jedyną osobą, przewidującą dla nas świetną przyszłość. Według Global Business Policy Council (GBPC), zrzeszającego elitarne grono kilkudziesięciu prezesów największych korporacji światowych Polska znajdzie się w gronie siedmiu krajów wytyczających ścieżki rozwoju rynków wschodzących. Pozostałe kraje to Chiny, Malezja, Chile, Peru, Meksyk i Filipiny, wszystkie z rejonu Pacyfiku. Wypada pewnie cieszyć się z takich prognoz. Przewidywania są jednak tylko przewidywaniami, opierają się na aktualnych osiągnięciach krajów i obecnej dynamice pozytywnych zmian, mogą się więc spełnić albo nie. Co zrobić, żeby Polska nie zaprzepaściła swojej szansy? Czy oddanie pełnej władzy jednemu politykowi, który nie sprawuje oficjalnie żadnego państwowego urzędu i de facto nie ponosi za nic odpowiedzialności, dobrze nam wróży na przyszłość? Jeżeli prezydent, premier, ministrowie i czołowi  urzędnicy urzędów centralnych będą osobami przez niego osobiście mianowanymi, a on będzie nimi sterował jak kukiełkami, to czy może z tego wyrosnąć cokolwiek dobrego?

Agnieszka Radwańska wygrała Turniej Masters w tenisie ziemnym, moim ulubionym sporcie, chociaż zaczęła ten turniej słabo. W półfinale i finale była po prostu fantastyczna. Lubię jej grę – jest prowadzona z polotem, kunsztownie i  kombinacyjnie, bez nadmiaru elementów siłowych. Ogromne gratulacje, pani Agnieszko.

3 listopad. Za oknami nadal jesień. Dziennikarze przebierają nogami, bo nie wiedzą jaki będzie skład przyszłego rządu. Co więcej, typowana na premiera Beata Szydło jest na urlopie a skład jej gabinetu ustala JPZ ze swoimi najbliższymi zausznikami. PIS mówi, że nie ma to być gabinet autorski premiera, tylko gabinet PIS – u. Co to znaczy? Można to rozumieć w ten sposób, że poszczególni ministrowie będą mianowani przez JPZ i jemu też będą tak naprawdę podlegali, podobnie jak sam premier. Nasz przyszły władca absolutny będzie więc sterował prezydentem, premierem i poszczególnymi ministrami indywidualnie, wyznaczając im zadania i pociągając za sznurki, jak w teatrzyku lalek. Będzie to przypadek szczególny. Nawet Marian Krzaklewski, sterujący premierem Buzkiem z tylnego siedzenia nie miał takiej władzy. Mimo to doprowadził AWS do kompletnej katastrofy. Trudno przypuszczać, że Kaczyński tego nie pamięta. Jeżeli jednak, mimo tej nauczki, decyduje się na taki system rządzenia, to albo strasznie się przecenia, albo ma w zanadrzu jakiś nowy, iście szatański plan. Zobaczymy!!!

W szale wydarzeń politycznych zginęła gdzieś dyskusja o warunkach pracy, umowach śmieciowych, itp., istotnych dla kraju sprawach. W związku z tym przypomnę cytat z jednej z francuskich gazet, dotyczący tych spraw – „Polska to kraj, gdzie człowiek wydaje dwa razy więcej, niż zarabia, gdzie przeciętna pensja nie przekracza ceny trzech par dobrych butów, gdzie jednocześnie nie ma biedy, a obcy kapitał pcha się drzwiami i oknami. To kraj, w którym cena samochodu równa się trzyletnim zarobkom a mimo to trudno znaleźć miejsce na parkingu, ….. Polacy! Jak wy to robicie?” To tak a propos szarej strefy w Polsce. PARP opublikował raport z którego wynika, że na czarno pracuje w naszym kraju ponad milion obywateli. Czy można się więc dziwić, że ZUS, służba zdrowia i wiele innych dziedzin jest niedoinwestowanych? Że oficjalne zarobki Polaków sobie a ich poziom życia i odkładane oszczędności sobie? We „Wspomnienia - październik III” pisałem o poziomie zatrudnienia na umowach cywilno-prawnych i opiniach na ten temat. Dobrze to koreluje z raportem PARP.

Premier Miedwiediew zapowiedział, że od początku przyszłego roku zaostrzone zostaną sankcje ekonomiczne w stosunku do Ukrainy. Wynikać to ma z jej decyzji o wprowadzeniu w życie umowy stowarzyszeniowej z UE a także z faktu, że Ukraina przyłączyła się do sankcji antyrosyjskich, wprowadzonych przez Zachód. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Ilość żywności wwożonej do Rosji ulegnie kolejnemu zmniejszeniu, co spowoduje jeszcze większy wzrost jej cen w tym kraju – kolosie na glinianych nogach.                  A „Wiedomosti”, jeden z ich czołowych dzienników pisze, że Polska nawet w małym stopniu nie odczuła negatywnie rosyjskiego embarga na polską żywność. Z pewnym ubolewaniem przyznaje, że nasz eksport w zakresie żywności rośnie nieprzerwanie, że rosyjskie embargo było impulsem do poszukania przez Polaków innych rynków zbytu, bardziej dochodowych od rosyjskiego i że ogromna wielkość rynku rosyjskiego okazała się mitem. Mołodcy!!! Na słuszne stwierdzenia nigdy nie jest za późno. A ile to było sadzenia się, wybrzydzania na jakość, krytykowania. Jedno jest pewne – w przyszłości import żywności z Polski nie będzie już dla Rosjan tak tani, jak kiedyś.

Wygląda na to, że dostawy ropy z Arabii Saudyjskiej do Polski, które rozpoczęły się we wrześniu, mogą zostać zdecydowanie zwiększone. Lotos kupił tam 100 tysięcy ton po cenach – podobno – znacznie niższych niż w Rosji, w listopadzie zaś na dostawy z tego źródła oczekuje PKN Orlen. Do Polski nie importowaliśmy dotąd ropy arabskiej, chociaż mamy terminal o dużej przepustowości w Gdańsku. W roku 2014 zaimportowaliśmy jej natomiast ponad 29 milionów ton z Rosji, płacąc za to ponad 54 miliardy złotych. Wyraźne ograniczenie importu ropy z Rosji byłoby znakomitą odpowiedzią na nałożone przez nią embargo dla polskiej żywności. Zobaczylibyśmy wtedy, kto na tym lepiej wychodzi.

Zmarł Czesław Kiszczak, były szef MSW, człowiek silnie współodpowiedzialny za stan wojenny, za śmierć górników z kopalni Wujek, za tajemnicze zejścia z tego świata około stu opozycjonistów, za śmierć księdza Popiełuszko i kilku innych księży, za zniszczenie dokumentów obciążających ludzi komuny i za wiele, wiele jeszcze innych przestępstw. Człowiek, który nigdy nie służył Polsce, służył za to obcemu mocarstwu, które Polskę okupowało, było jej nieszczęściem. Przeżył – ten łajdak – 90 lat. W takich chwilach mówimy z reguły „niech mu ziemia lekką będzie” i staramy się sięgać do czynów pozytywnych zmarłego. W tym przypadku dosyć trudno jest zmusić się do takiego odruchu.

Z emisją tego odcinka „Wspomnień” zamierzałem poczekać aż do ogłoszenia składu nowego gabinetu rządowego, które było zapowiedziane na dzisiaj. Ta „wiekopomna” chwila jednak się opóźnia. Mówi się teraz, że będzie to poniedziałek albo później. Szefostwo PIS ma bowiem mnóstwo obowiązków propaństwowych, jak choćby wspólne oglądanie nowego filmu o Bondzie w jednej z ambasad.  Co zrobić? Skoro Bond jest ważniejszy od spraw państwowych, te ostatnie muszą poczekać. Niektórzy twierdzą, co prawda, że „wybory to nie bilet do władzy, tylko nakaz przejęcia odpowiedzialności”, ale pewnie się mylą. W rzeczywistości doszło podobno do rozdźwięków w opiniach zauszników JPZ co do powołania na ministrów Antka i Zbynia. No cóż … poczekajmy, a „Wspomnienia” wysyłam.

Komentarze  

 
sunset
+1 [1] #81 sunset
2 grudnia 2015, 17:56
wiesz... FFA* to i może jest ale FB nia do pobicia :)
tyle lizania dupy, że pisdęt już nigdy nie będzie musiał się myć :)
a ile zakłamania?! przecież nie o Polskę im chodzi, tylko o władzę, którą Kaczyński tak kocha.
 

Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze