Polub NaszePanstwo.pl na   

Nie róbcie WSI

            Zdaje się, że zbliża nam się koniec naburmuszonego „prawa” i pretensjonalnej „sprawiedliwości”. Pewnie nie jutro i nie za miesiąc, ale wyraźnie rysuje się już przed nami zmierzch tego politycznego projektu. Nie będzie to oczywiście koniec osobliwego światopoglądu, czy też – ujmując rzecz inaczej – formacji umysłowej. Znajdzie ona zapewne w przyszłości jakieś inne środki przaśnego wyrazu – nowy Tymiński, Lepper czy Kaczyński prędzej czy później się znajdzie. A i Rydzyk nie ostatni raz zaryczan. Ale PIS zaczyna nam powoli grawitować w stronę czarnej dziury, co i tak uważam za niezmiernie późny efekt tego, ile owa partia zdążyła przez lata nabroić w zbiorowej świadomości Polaków. Niemniej, zważywszy na ostatnie wypadki, kolaps wydaje się już być nieuchronny; to tylko kwestia czasu.
Dopóki bowiem istnienie PIS opierało się na bez mała religijnej wierze weń jej wyznawców, żadne krzyki ni płacze nie potrafiły wiernych przekonać, że białe jest białe, a czarne – czarne; i że w ogóle istnieje coś takiego, jak szarość; zatem owa zacna partyja mogła wyprawiać Bóg wi co, a w sekciarskiej świadomości być ostoją rozsądku i stałości. Ot, taki bonus, który przychodzi bóstwu wraz z totemami – ślepa wiara.
Ale koniec PISowi przyniesie nie zbiorowy akt apostazji;  bo nie po to się wierzy, by przestać i zrezygnować z mniemanej nagrody, imitującej wieczną (takie tam, wiecie: boska sprawiedliwość i wodzowskie prawo tu na Ziemi). Koniec PISowi przyniesie podcięcie jego materialnego i administracyjnego bytu.

             Jeśli bowiem uwikłała się w jednoznaczne afery gospodarcze, polityczne i kryminalne, to nic jej już nie uratuje – sądy, prokuratury i więzienia zrobią swoje. Pomimo lamentów, iż „sprawiedliwość jest po naszej stronie” istnieją w Polsce spisane prawa, których się ostatecznie obejść nie da, jakby się państwa nie miało za wrogie, niewłaściwe  i nieistotne. I wyznawcom pozostanie wierzyć partii… która przestanie istnieć albo całkowicie zmieni przywództwo.
No i proszę, dzieje się to tak prędko, że aż trudno uwierzyć. Ciągnący się od lat emocjonalny szantaż, że gdy kto czegoś chce od PIS, to ubek i resortowe dziecię, przestanie działać przy gołych aferach kryminalnych. Szantaż udawał się długo, bo odwoływał się nie do rozumu, a do namiętności. Ale, gdy szambo wybiło, już się nie da smrodu zdusić.
A jakaż w tym ironia losu, że partię jedynie słusznego prawa i jedynie nieomylnej sprawiedliwości zatapia to właśnie, z czym ona poprzysięgła walczyć? Że ją niszczy to właśnie, czego obsesyjnie szukała u innych, to, co było jej modus operandi?

Pamiętacie szafę Lesiaka? Inwigilację prawicy? Pamiętacie obsesję PC, a potem PIS a propos służb, agentów, teczek, policji politycznych, prowokacji? Tę wieczną obawę, że gdzieś tam jakieś ciemne układy pociągają za niewidoczne sznurki, a wszyscy jesteśmy manipulowani?
Kiedy się w coś takiego wierzy i tworzy się z takiej wiary ontologiczny fundament bytu politycznego, to i nie dziwota, że można wreszcie samemu pokusić się o usprawiedliwienie i wykorzystanie metod, którym przypisywało się taką omnipotencję.
No i tworzy się WŁASNĄ policję polityczną, stosuje się WŁASNE areszty wydobywcze i robi się prowokacje tam, gdzie jeszcze nie było przestępstwa, żeby niszczyć przeciwników, politycznych lub biznesowych.
Bo skoro agentura fundamentem bytu, to czemu nie założyć własnej, słuszniejszej i lepszej? Czemu nie oprzeć swojej polityki na obmowie, szantażu, haku, prowokacji?
Aliści, jak się okazało, ten skrzywiony obraz świata odbił się nieuchronną czkawką tym, którzy na nim chcieli budować swą – jakże przecież patriotyczniejszą od innych – potęgę.
Wierzyli w teorie spiskowe, a one się zwykle nie trzymają kupy. Wierzyli w skuteczność „układów”, a „układy” bywają nielojalne i dziurawe. Wierzyli w szczelność spisku, a ludzie nie potrafią utrzymywać tajemnicy. Wierzyli w skuteczność manipulowania łatwowiernością – a ciemnego ludu okazało się być za mało.

I oto Mariusz Kamiński został skazany za to, o co wiecznie PIS oskarżała innych: za bezpodstawną prowokację i używanie służb do rozgrywek politycznych. How sarcastic, isn’t it?
PO nie była zbyt wylewna w punktowaniu PISu, a jej politycy w krytykach pozostawali zazwyczaj dość umiarkowani. „Polityka miłosci” to się nazywało – nic dziwnego, że elektorat PIS-u pienił się, jak pasta do zębów: łacno taką miłością doprowadzić do białej gorączki. I nic dziwnego, PIS to dla Platformy prawdziwy dar niebios; nie byłaby pewnie pierwszą w III RP partią, która dwukrotnie pod rząd wygrała wybory, gdyby nie PIS. Z taką opozycją zaiste rządzi się łatwiej. Aż za łatwo, co grozi degeneracją, jaką usłyszeliśmy u „Sowy i przyjaciół”.

Ale sąd osądzi. Bo od tego jest. Jakże ironicznie brzmi teraz, po latach, zdanie, które wracało za niesławnej koalicji: "Ci, którzy nic nie zrobili, nie mają się czego obawiać". Chyba nie tylko ja się domyślam, że tym razem tego zdania od zwolenników PIS nie usłyszymy i to z grubsza wiadomo, z jakich pokrętnych powodów…
Teraz mści się uproszczony, spiskowy obraz rzeczywistości, utworzony na wyborcze potrzeby pislamskich lemingów. Ten obraz, który tak był do znudzenia przemaglowany, iż uwierzyli w niego w końcu i jego twórcy.
Nie wystarczy bowiem założyć, kupić czy zawłaszczyć gazety albo telewizje. Trzeba jeszcze umieć je prowadzić. Najwyraźniej Michnik czy Walter to potrafią, a Wildstein z Karnowskimi nie. Nie wystarczy wierzyć w spisek mediów, by samemu taki spisek utworzyć: bo paradoksalnie media i opinia publiczna okazały się odporne na manipulacje tam, gdzie pislam w potęgę manipulacji święcie wierzy.
Nie wystarczy pozakładać spółki, parabanki i biznesy. Trzeba jeszcze umieć nimi zarządzać, kontrolować je i rozwijać.
Najwyraźniej znienawidzone Kulczyki i Solorze to potrafią, a Zalewski i Bierecki – nie.
Nie wystarczy też wygrać wybory, choćby nie wiem pod jak państwowotwórczymi hasłami. Trzeba jeszcze umieć współpracować z koalicjantami, znać się na rządzeniu i administracji, a także umieć podjąć odpowiedzialność. Jak się okazało, nawet Leszek Miller robił to daleko lepiej, niż Kaczyńscy.
Nie wystarczy wreszcie oprzeć całą działalność na gierkach i intrygach. Trzeba jeszcze coś zdziałać. Nawet pod górę, nawet powoli, czasem na opak, ale coś robić. Mówiąc prostolinijnie: czasem zbudować jakiś kawałek drogi trza, a nie tylko omawiać kolejny etap intryg z Lepperem u Rydzyka.
I tak oto PIS stała się ofiarą systemu, który sama wytworzyła. Namalowała piękny landszafcik, na którego podobieństwo sama się skroiła. A że obrazek niepiękny, to i PIS mi nie żal.

Zaczną się teraz oczywiście zwyczajowe opluwania prokuratorów i sędziów o „lewactwo” i „resortowość”. Ale nic to nie pomoże w przypadku, gdy są dowody i goły kodeks karny lub cywilny. Wtedy sędziowie już nie mogą wydawać wyroków uniewinniających, choćby nie wiem jak przepracowywano na nich sprawdzone klisze programowanej nienawiści. I proces potoczy się dalej, nomen omen, wśród wrzasków urażonej niewinności i porównań osób świadomie łamiących prawo własnego niepodległego kraju – do „żołnierzy wyklętych”.
 
 


             Nie oznacza to jednak, że tonącej łajby nie będą próbowali utrzymać na wodzie ci, co w niej jeszcze siedzą. A żwawiej tam wiadra podawać, wylewać, wylewać, wylewać!
Zbliżają się wybory prezydenckie, więc choć już po pas w wodzie, zaczną się teraz tonący szamotać, łapiąc, kogo się da, by po nim na suchsze miejsca wyleźć. A przy wyborach padło na Komorowskiego, więc – dalejże mu na łeb włazić, za nogawki łapać, może wlazłszy na niego coś przyschnie i się na powierzchni utrzyma?
I mamy teraz obraz żałości i rozpaczy. Aferze ze SKOKami, przy której ta rywinowska, co to zmyła SLD, to małe miki, pislam próbuje postawić tamę zastruganym patyczkiem. To nie senator PIS winny wyprowadzenia olbrzymiej kasy na prywatne konta i strat 3 mld złotych z Bankowego Funduszu Gwarancyjnego. Wszak on tylko SKOKami zarządzał. To Komorowski z WSI winien, bo… sfotografował się z dwoma jej byłymi funkcjonariuszami. Furda, że zatrudnili ich w SKOKach ludzie związani z PIS. Furda, że Komorowski tylko sfotografował się na premierze filmu, której ci panowie (wraz ze SKOKiem Wołomin) byli sponsorami. Furda, że Komorowski za prezydentury sfotografował się pewnie z paroma tysiącami ludzi. Grunt, że wodę na gwałt trzeba wylewać dziurawym wiadrem.
Wygląda to jednakowoż coraz bardziej żałośnie.

W ogóle, wątek Komorowski – WSI jest w wykonaniu pisowskiej propagandy godzien przemyśleń, jako wzorcowy przykład podłości, które tak tę partię przeżarły, że w końcu ją samą topią.
Bo cóż my tu mamy? Czy to nie te same narzędzia, w których skuteczność PIS tak bezapelacyjnie wierzy, których tak panicznie zawsze się obawiała, a które do innych bytów politycznych z taką lubością stosuje? Czy to nie ta, ukochana przez Macierewiczów tego świata trójca: dezinformacja, manipulacja, propaganda?

Dezinformacja, bo stopniowo tworzy się zdeformowany obraz świata. Jak łatwo dajemy się wszyscy wciągać w narrację szaleńca? Mała skaza, małe kłamstewko, leciutkie nagięcie rzeczywistości, bogoojczyźniane zadęcie w dmuchaniu nieistotnej pierduty – finalnie urastają do fundamentalnych prawd, a my to bezrefleksyjnie przyjmujemy, jako racjonalny opis świata. Bo wywrzeszczany z przekonaniem i pewnością siebie.
Ale czy będziemy jeść szkło, bo namawia nas głośno do tego ktoś bardzo przekonujący? Czy to nie zbyteczna kurtuazja? Kiedy tracimy moment na powiedzenie: puknij się młotku w czoło, szkła się nie jada?
Wojskowe Służby Informacyjne są teraz przyjmowane w powszechnym mniemaniu jak gorsze od UB i SB razem wziętych. Ich byli oficerowie, to ponoć zdrajcy, którym zwykłe podanie ręki mogłoby bezpowrotnie skazić „prawdziwego Polaka”. Hola, hola! Nie za szybko z tą potoczystą opowieścią o walorach smakowych szklanki? Nie za łatwo przyjęliśmy ten punkt widzenia? Czy to nie jest tak, że daj palec, a wezmą ci rękę?
Wszak WSI zostały utworzone już w WOLNEJ POLSCE. Jej funkcjonariuszy poddano w tej niepodległej Polsce dwukrotnej weryfikacji, z tego, co wiem. Mimo to, zgoda, strzeżonego Pan Bóg strzeże, może coś się tam przemknęło. Budujemy więc nowe służby, sejm zdecydował – Roma locuta, causa finta.  Ale gdzie tam, królowie złoci – toż nie po to było WSI, żeby je rozwiązywać, tylko żeby o konieczności rozwiązania trąbić! A teraz dekadami rozwodzić się nad szkodliwością tych służb i kto to się z ich członkami sfotografował lub może się sfotografować w przyszłości.
Być może nie każdy funkcjonariusz miał świetlaną przeszłość – a, jak wiadomo, by nie być lewakiem i komunistą nie wystarczy urodzić się po PRLu – musi cię jeszcze sam Prezes polubić. Wtedy już możesz być nawet prylowskim sędzią, skazującym dysydentów – grunt, że Prezes patriotę rozpoznał.
Ale, po prawdzie, cała kadra polskiego wywiadu wojskowego została wrzucona do wora z napisem „zdrajcy” i kopnięta w zad. Kadra pracująca już dla wolnej Polski. Bo paru starszym panom źle przechodzącym okres przekwitania było to akurat na rękę.
A myśmy ten punkt widzenia kupili tak bezrefleksyjnie, że wystarczy usłyszeć, że prezydent ma kontakty z ludźmi WSI, by się szczerze zatroskać upadkiem moralności świata tego.
 
Manipulacja – albowiem się nami manipuluje całkiem sprawnie. I proszę, jakoś daje radę nawet bez tefałenu! Jakie to groźne, że Komorowski sfotografował się z ludźmi pracującymi niegdyś w WSI. Którzy musieli zmienić pracę, bo ich w podzięce kopnięto w niewymowne – bez planu, ładu i składu, żeby tylko pan Macierewicz mógł pobawić się nowymi zabaweczkami. I to ma być mrożąca krew w żyłach wiadomość?
To ja mam dla pislamskich lemingów wiadomość dużo gorszą – kto wie, może sami jeszcze na to nie wpadli. Otóż Komorowski współpracował z funkcjonariuszami WSI znacznie bliżej. Ale uprzedzam: nie czas jeszcze na orgazmy. Bronisław Komorowski był MINISTREM OBRONY NARODOWEJ, więc trudno oczekiwać, by w tej pracy spotykał się był z gospodyniami z kółek gospodyń wiejskich (jak być może, o ironio, często czyni to teraz).
Głosował jako jedyny z PO przeciw likwidacji WSI? A jak miał głosować, skoro niedługo przed tym był szefem tych ludzi i pokładał w nich zaufanie? Niewątpliwie naiwnością byłoby oczekiwać, że za ten odruch przyzwoitości PIS Komorowskiego pogłaszcze – ale robienie z niego spadkobiercy tradycji esbeckich to jest właśnie to, czego można się było po tej partii spodziewać.
A jeszcze się sfotografował, Mater Deus!

No i jak takiej partii ma być żal? Przecież to w jej szeregach wymyślono określenie: „przemysł nienawiści”, pewnie jako kolejną chorą projekcję, która niczego nie opisuje lepiej, niż swoich twórców.
 
Propaganda – teraz trzeba szybko i dużo krzyczeć: Wołomin, WSI, Wołomin, WSI, Komorowski, WSI, Wołomin, Komorowski (bo wszak pewnie był też parę razy w życiu w Wołominie nieprawdaż?) – a w myśl pislamskiego obrazu rzeczywistości ciemny lud kupi. Jak się dużo i głośno będzie powtarzać, to kupi. No, musi kupić. Jak, nie kupi? Kupi.

A figę. Woda coraz wyżej.

Komentarze  

 
Belfer
+2 [2] #1 Belfer
5 kwietnia 2015, 09:44
Ciemny lud kupi. Ciemnego ludu jest +/- 20%. Ciemny lud umiera, ale też nowy się rodzi. Ten nowy nie będzie może wgapiał się w Kaczyńskiego, ale w Korwina. Jeden ch***.
Statystyka mówi, że liczba idiotów w każdym społeczeństwie jest mniej więcej stała.

Jedno się zmieni. Ci dzisiejsi to właściwie tęsknią za PRLem. Bo dobrze już było, oni byli zamożni i byli elitą, a teraz są nikim. Nawet jak im dobrze to źle, bo inni też mają dobrze. Kaczyński, Lepper to tylko ersatz Gierka i Jaruzelskiego. Przyjdą następni, młodzi i będą wierzyli w Korwina, a potem w innego manipulanta. Ale będzie to tak podobne, że nawet trudno będzie ich odróżnić od moherów dzisiejszych.
Konkurencji intelektualnej z amebą nie wygrają, ale na drużynę polityczną się nadadzą.
 
 
Haji
+2 [2] #2 Haji
5 kwietnia 2015, 17:02
Ciekawi mnie, że cicho jest o Ziobrze. Myślę, że zwolennicy korwina w większości zdrowieją, gdy sami zaczynają pracować i żyć na własny rachunek.
 
 
Belfer
+2 [2] #3 Belfer
5 kwietnia 2015, 22:46
Korwin kokietuje szczyli. Przekaz dosłowny jest nieco inny, a metaforyczny inny. Ten metaforyczny mówi, że społeczeństwo to ciemna masa, którą utrzymywać trzeba w posłuchu religią, policją i wojskiem. Wolność i prawa są dla wybranych. Jak szczyl jest jeszcze w gimnazjum to wydaje mu się, ze będzie tą elitą. A jak już idzie do roboty, to zaczyna dostrzegać to, że Korwin go w ch*** zrobił. ;)
 
 
Taurus
+3 [3] #4 Taurus
6 kwietnia 2015, 16:52
Niedługo kolejna rocznica Smoleńska. Może PIS pozwoli wystąpić Antkowi? Okrutnie za nim tęsknię. To niesprawiedliwe, żeby taki wybitny człowiek nie mógł działać swobodnie, ku zadowoleniu swoich zwolenników i radości wielu innych. Program 10 kwietnia jest podobno wypełniony po brzegi - dwie Msze, dwa wystąpienia Prezesa, sporo "rozrywki" na scenie, postawionej koło pałacu prezydenckiego, przemarsze, ..... nawet orkiestra podobno będzie. Celebra w całej pełni, z hukiem i przytupem. Kto by tam myślał o wyciszeniu, żałobie, przygnębieniu.
Brakuje mi nie tylko Antoniego. Coś mocno wyciszył się Duda Myślę o Andrzeju, bo Piotra jakby całkiem gdzieś wymiotło - nikt nie strajkuje, jaja sobie robi, czy co? Brakuje mi też sondaży prezydenckich co dwa dni. Czyżby Dudzie spadło? Dziennikarze jacyś ugrzecznieni, nic nie słychać na temat paneli dyskusyjnych kandydatów, nawet bucików kandydatki Ogórek nie pokazują. Nuda po prostu, panie dzieju.
 
 
sunset
+3 [3] #5 sunset
6 kwietnia 2015, 21:11
hehe :)
masz rację:)
obawiają się, że na ich wypowiedzi mogą spowodować PYTANIA, a te są (niemile widziane) :P
 
 
Baca
+2 [2] #6 Baca
6 kwietnia 2015, 21:56
Koniec PiS nie będzie tak prosty jak zachód słońca. Jeśli przerżną kolejne wybory, to będzie choćby nikła szansa na kolejnych.
Jeśli nawet sam Prezes –Słońce zajdzie, to zostaną tłumy wiernych. Wtedy zaczną się lać między sobą w trosce o Polskę i schedę. Część poczuje okazję, by wreszcie zostać samcem alfa, część będzie szukać nowego pana, część popadnie w odrętwienie. Wielu zejdzie do podziemia – przynajmniej we własnym mniemaniu. Ale nadal będą aktywni.
Kaczyński sprawił, że zakompleksieni poczuli się dowartościowani, małostkowi urośli, podejrzliwi uzyskali pewność. Zrób miernotę generałem, a zobaczysz tyrana – tak chyba wyraził się kiedyś Bonaparte. A jeśli miernota zostanie majorem? Bodaj sierżantem?! Bodaj bulterierem prezesa!
Czy FB nagle zacznie myśleć logicznie. Nigdy! Przecież on sam jest ucieleśnieniem logiki. Tak to kiedyś sam określił.
Ale pojawi się kolejny Tymiński – Kaczyński i ludzie pójdą za nim jak w dym. Ludzie lubią proste rozwiązania i tu zgadzam się z Jackiem Kurskim.
 
 
Haji
+3 [3] #7 Haji
7 kwietnia 2015, 14:31
Po świętach g..o walnęło w wentylator za sprawą rmf-u i stenogramów z kabiny tutki. Nie wiemy ile jest w tym prawdy, ale jeśli prawdziwe jest tylko 50%, to jawi się obraz kompletnego burdelu i stada odwiedzających i naciskających na pilotów tupolewa. Rzecznik Mastalerek jak zwykle w formie.
 
 
Simon
+4 [4] #8 Simon
7 kwietnia 2015, 15:45
Ja się zgadzam, że jak skończy się Kaczyński, to przyjdą inni zagospodarować te 30% wyborców - nazwijmy to tak - "nietypowych" (nie chcę upraszczać, ale część z nich ma zacne intencje, tylko są wykorzystywani przez naiwność. Zresztą, w jakimś stopniu wszyscy jesteśmy wykorzystywani).
Ale będzie lepiej o tyle, że się, daj Boże, nieco ten elektorat rozproszy. Nie będzie tej sterowalnej, niebezpiecznej masy. A Kaczyńscy, co by o nich nie mówić, mieli niestety na tyle charyzmy, że nawet Rydzyka trzymali w szachu (Złapał Kozak Tatarzyna, a Tatarzyn za łeb trzyma).

Jak dla mnie, to może być tych "Polsk Plus" i "Konwentów Świętej Katarzyny" nawet i z tysiąc.
 
 
Simon
+4 [4] #9 Simon
7 kwietnia 2015, 16:13
"Haji
7 kwietnia 2015, 14:31
Po świętach g..o walnęło w wentylator za sprawą rmf-u i stenogramów z kabiny tutki."

Pewnie mało kogo te stenogramy zaskakują, wszak od razu było większość wiadomo. Ale ich siła rażenia teraz, po tym, co przeczytałem, wydaje się spora. Antoni już pewnie nie będzie mógł patrzeć na parówki.

Nie podoba mi się jednak moment - przed wyborami. Takie zagrania, z przeciekami do prasy, to może lepiej było by zostawić PIS. A ja tu czuję śmierdzącą metodę, którą zastosował ktoś z PO. Za czymś takim nie przepadam, niezależnie od tego, kto to robi, toi są zagrania nie fair.
 
 
Haji
+3 [3] #10 Haji
7 kwietnia 2015, 16:17
@Simon
Też mi nie pasuje czas. To powinno wypłynąć 4 lata temu. Pytanie tylko, kto to wypuścił.
 
 
Belfer
+3 [3] #11 Belfer
7 kwietnia 2015, 17:50
Nie kto to wypuścił, ale dlaczego przez tyle lat informacje dawkowano powoli i niejako pod przymusem. Jakoś nie chce mi się wierzyć w ten natłok idiotów we wszystkich komisjach od Anodiny po Macierewicza, którzy nie wiedzieli, ze mają do dyspozycji nagrania gorszej jakości niż z podłej empetrójki. Mam inną koncepcję.
Od pierwszych minut po katastrofie wiadomo było, że z tego powodu piloci byli pod szczególną presją, ponieważ prezydent, który spóźnił się pół godziny na lotnisko, za wszelką cenę chciał zdążyć na transmitowane w telewizji uroczystości.
Jednak od samego początku osoby odpowiedzialne za wyjaśnianie przyczyn katastrofy, począwszy od tych na samych szczytach władzy, postanowiły cenzurować informacje na temat katastrofy, kierując się dość dziwnie pojmowaną troską o dobro rodzin ofiar i społeczną ocenę osób, które zginęły w katastrofie.

Pierwsze fragmenty stenogramów, które przedstawiono polskiemu społeczeństwu, kończyły się krzykiem z kokpitu: „Jezus Maria!”, wkrótce potem raport rosyjskiej komisji Anodiny, zawierający również stenogramy z rozmów prowadzonych w kokpicie, ujawnia całkiem inne zakończenie lotu. Ktoś postanowił upiększyć rzeczywistość. To stara metoda. Pierre Cambronne na propozycję poddania się podczas bitwy pod Waterloo miał odpowiedzieć: „Gwardia umiera, ale nie poddaje się”. Naprawdę odpowiedział: „Merde!”, ale jak pięknie brzmi legenda.
Więcej na moim blogu, niestety tutaj tylko mogę pisać komentarze.
 
 
Simon
+1 [1] #12 Simon
7 kwietnia 2015, 20:34
@Belfer

"Więcej na moim blogu, niestety tutaj tylko mogę pisać komentarze."

?
 
 
Simon
+1 [1] #13 Simon
7 kwietnia 2015, 20:35
"?" w sensie "Dlaczego"?
 
 
Belfer
+1 [1] #14 Belfer
7 kwietnia 2015, 21:17
Coś się spier... i jak zapiszę tekst, to go przestaję widzieć i już nie mogę go opublikować. A obecna administracja niby to naprawiała, ale dalej to nie działa. Wygląda na to, że problem dotyczy wyłącznie ustawień mojego konta. Szkoda mi czasu na kolejne próby, tym bardziej, że ostatnio to w ogóle rzadziej pisuję niż kiedyś. :)
Jeśli powstało wrażenie, że jakiś spisek, że hel rozpylony na mnie, to nie... problem ma sądzę charakter techniczny. A to najgorsze problemy. :D
 
 
sunset
+2 [2] #15 sunset
7 kwietnia 2015, 21:44
ja sądzę, że to raczej genialny hacker FB/PP Cię załatwił ;-) hehe
a tak na poważnie... sprawdź co poniektóre ustawienia swojego kompa.... tez może wpływać.
 
 
Simon
+2 [2] #16 Simon
7 kwietnia 2015, 22:25
Pewnie wyważam otwarte drzwi i nie dodam nic nowego, ale czy zaznaczasz na dole, w polu wyboru dziedziny - "polityka"? Bez tego mnie też nie szło od pewnego momentu.
 
 
Belfer
+1 [1] #17 Belfer
7 kwietnia 2015, 23:20
"Coś" się naprawiło. Nie wiem dlaczego i co. Od jakiegoś czasu mam nowy system, więc to nie była wina jakichś ustawień w moim kompie. Zresztą próbowałem wcześniej na rozmaitych systemach i przeglądarkach. Ale potem sobie odpuściłem na dość długi czas.
Dodałem tekst, który już wcześniej opublikowałem na blogu, bo nie mam nic świeżego w zanadrzu, ale się poprawię.
 
 
Belfer
+1 [1] #18 Belfer
8 kwietnia 2015, 10:09

A to w ramach kampanii wyborczej. Trzeba promować lewicę. :D
 
 
Belfer
+1 [1] #19 Belfer
8 kwietnia 2015, 10:10
 

Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze