Polub NaszePanstwo.pl na   

Recenzja

      
      Trudno dziś o udany debiut literacki. Malkontenci powiedzą, iż zawsze było trudno.  To prawda, jednak niegdyś bywało to z innych powodów, niż obecnie. Dziś mamy problem głównie z plagą nadmiaru: piszą wszyscy, piszą o wszystkim i piszą wszędzie. Literatura zaczyna zatem zarazem tracić swój sens w powszechnym nadmiarze, jak i jednocześnie jakość, w zalewie dyletanctwa i pośpiechu.

       Tym bardziej zauważyć należy debiut jeśli nawet nie wybitny, to przynajmniej bardzo udany. Bartosz Wycior jest co prawda w pewnych kręgach autorem już znanym. Nie tworzył dotąd pełnowymiarowych powieści, ale, posłuszny panującej modzie, publikował krótkie teksty w Internecie i wydawnictwach niszowych. Stąd koneserzy znają jego dwa najbardziej udane opowiadania: „Stąd do miałkości” i, szczególnie, „Aeeeyuo1248ouuyiieo§eoui”, bowiem w tym drugim przekazał Wycior ważkie treści wyrzekając się całkiem spółgłosek.
Niemniej „Inwazja” jest pierwszą tak obszerną pracą Wyciora.

     Czymże zatem jest „Inwazja”? Na pierwszy rzut oka powieścią science – fiction lecz myliłby się ten, kto jej ważkie przesłania chciałby zamknąć w wąskim getcie literatury pulpowej. Zatem moralitet? Gorzkie rozliczenie ze światem, wątki autobiograficzne? Zapewne wszystkiego po trochu; co i dobrze, bo znać po tym rękę klującego się pisarza.

Gdzieś daleko, na planecie KP429, ląduje pierwsza międzygwiezdna wyprawa ludzkości. Cel eksploracji wybrano nieprzypadkowo: leży wystarczająco blisko, odkryto tam formy inteligentnego życia, a – jak gorzko zauważa Wycior – „[…] obfite złoża surowców nie były powodem, dla którego wzbraniano by się szczególnie przed zburzeniem spokoju tubylców.”
Główny protagonista, John Darrow, jest komandosem, który ma wraz z innymi marines chronić wyprawę przed miejscowymi niebezpieczeństwami. Owszem, znać tu liczne klisze fabularne, ale, jak się dalej okazuje, Wycior rozgrywa je iście po mistrzowsku.
Obszerną połać lądu, na której wylądowała wyprawa, zajmuje lud Maa’vi. Tak się złożyło, że Maa’vi żyją na bezkresnych równinach, które obfitują w poszukiwane surowce naturalne, w tym płynny minerał – maanę. Jak stwierdza Darrow: „Od biedy dałoby się to pić, tylko kac straszny – ale bardziej nadawało się to na paliwo.”

       Maa’vi zaprezentowali się ludziom jako lud miłujący pokój i walczący w imieniu całej planety o zaprowadzenie wszędzie cywilizowanych standardów i społecznej sprawiedliwości. Już dawno wyrzekli by się przemocy i broni, gdyby nie ich wrażliwe sumienie, nie pozwalające patrzeć spokojnie na cierpienie innych ludów.
Ludzie, rozumiejąc humanistyczne przesłanie niebieskich tubylców, z ochotą dołączają do tej czy owej wyprawy humanitarnej, by poczynić obserwacje kulturowe, a także, niejako przy okazji, tu i ówdzie mały odwiercik próbny.
Darrow, jako wzorowy wojskowy, jest początkowo impregnowany na głębsze obserwacje. W prowadzonym videoblogu zapisuje wrażenia w rodzaju: „Znowu katar sienny, kicham, aż dupa boli” albo „Wczoraj w pokera dwie stówki”. Trud opisania naturalnych cudów planety, zwanej przez miejscowych „Zeemą”, spoczywa więc na narratorze.
Nie znaczy to jednak, że Wycior uczynił z Darrowa postać papierową! O nie, od czasu do czasu rysuje nam niby mimowolnie, z mistrzowskim pociągnięciem, cienką kreską – postępującą duchową ewolucję bohatera.
„Dziś znowu strzelałem z blastera do Khrrvów. Śmiesznie podskakują, gdy im łeb rozp*erdala. Ale potem mnie też łeb rozbolał.”
Nic dziwnego, że Darrow zaczyna się w końcu orientować, iż z Maa’vi jest coś nie tak.

Opiewając wolność dla całej tubylczości, żyją w skrajnie ocenzurowanej rzeczywistości, blokując przed własną opinią publiczną wszelkie niepożądane treści. Kultywując rzekomo ideały braterstwa i równości, żyją równocześnie w silnie zhierarchizowanym systemie, w którym każdy wyższy szczebel hierarchii ma władzę absolutną nad niższymi szczeblami, a we władzy tej czyni wyłom jedynie przekupstwo.

Mieniąc się ludem pokojowym i nadto skłonnym do nadmiernej pobłażliwości – są równocześnie uzbrojeni po zęby w dość toporne, ale wydajne środki zagłady. Co jednak najciekawsze: przedstawiciele ludu Maa’vi potrafią w niezwykle twórczy sposób zawiesić prawa logiki. Wierzą w to, że uciekający się do nich garnie; że zjadany zjada i że tracąc, bogacą się. I jest to umiejętność masowa, opanowywana już przez nieletnie osobniki. Bodaj czy nie tu Wycior najbardziej przeraża wizją obcego.

Na czele Maa’vi stoi zazwyczaj najsilniejszy samiec; samiec alfa, chciałoby się powiedzieć – czyli ten, który na żądanie może zjeść każdego innego Maa’vi. Stanowi to pewne zaskoczenie dla naukowych członków wyprawy: dochodzi do leksykalnych nieporozumień, gdy wydaje się, że słowo „silny” jest w języku Maa’vi inaczej rozumiane. Gdy bowiem delegacja Ziemian staje przed „Najsilniejszym”, natyka się na osobnika o bladej niebieskości, wątłym grzebieniu męskości, przeciętnego wzrostu jak na miejscowe warunki, o kaprawych oczkach w nieco tępawej twarzy i dość miernych możliwościach komunikacyjnych. Rychło okazuje się jednak, że siła „Najsilniejszego” nie brała się z cherlawych mięśni, prężonych jedynie na propagandowych obrazkach, ani nawet z mniemanej atrakcyjności seksualnej - a z intryg, które mistrzowsko potrafił prowadzić. Pochodząc z centrum najwyższego szczebla władzy, czyli z Koalicji Gnębiącej Biedę, przeszedł w niej, wzorem licznych uśmierconych już poprzedników, trudną, niebezpieczną i wieloletnią ścieżkę kariery. Darrow orientuje się szybko, że Koalicja to nic innego, jak najzwyczajniejsza policja polityczna; a krzepa „Najsilniejszego” nie była wyznaczana przez umiejętność spożycia postawniejszych Maa’vi, ale raczej przez to, jak w drodze mozolnych intryg potrafił zmusić innych, by spożywali zbędnych bliźnich za niego.

       Trwa właśnie kampania wyzwalania Khrrvów. Komandosi Darrowa biorą w niej udział u boku Maa’vi, jako siły ekspedycyjne bratniej ludzkości w walce o pokój. Przejmująca jest scena, w której, po zdezintegrowaniu całej wioski Khrrvów, że żywy się nikt nie ostał, dzielny marines rozmawia z kapłanem Maa’vi, Opoop’em.

„ – Komu zagrażali ci Khrrvowie?
- Samym sobie zagrażali, synu, samym sobie…
- Ale mieliśmy ich wyzwolić od ucisku? Kto ich uciskał?
- Sami siebie niemożebnie uciskali, o niemądry Ziemianinie…
- Jak to?
- Czy w innym wypadku wezwali by nas na pomoc?
- A wezwali?
- Oczywiście, że wezwali. Czy nie słyszałeś, nierozsądny, co w swej niezmierzonej mądrości przemówił Najsilniejszy? Że wezwali.
- Ale jak to tak mogli się sami uciskać?
- Och Ziemianinie, to źle postawione pytanie – czub męskości Opoopa nabrzmiał zirytowanym fioletem – pytaj raczej, jak mogli się nie uciskać? Padli w istocie ofiarą własnego rozkładu moralnego: tam, gdzie wszystko wolno, dzieją się rzeczy straszne! Oni zatracili we wszystkim miarę; ani porządnego władztwa nie mieli, ani w Wielką Boginię naszą dość gorliwie nie wierzyli, a co zepsucia nasiali, co nierządu! Niech ci wystarczy, Ziemianinie, że ze zjadania się nawzajem zgoła zrezygnowali, choć to święte i naturalne prawo Zeemi. Niech ci do wyobraźni i to przemówi, że nie tylko dwie płcie się parzyły, jak obyczaj nakazuje – ale i trzecią w te bezeceństwa wciągali, a i – zgroza mnie ogarnia przez wzgląd na Wielką Matkę – czasem się parzyli w tej samej płci! To jakże nas mieli o wyzwolenie z tego poróbstwa nie błagać?!”

I inny jeszcze głos, tym razem Pliivi, także jednej z Maa'vi: "Ach, śmieszny cudzoziemcze! Tak, zjadamy w tej wojnie Khrrvów, ale czyś ty ślepy, że nie widzisz, jak bardzo chcą być zjadanymi? Jak bardzo nam będą w przyszłości dziękować?"

       Dalsze wypadki relacjonuje Wycior z wprawą dojrzałego twórcy powieści sensacyjnych. Kolejne zwroty akcji, szaleńcze pościgi, zaskakujące wątki – nie przyćmiewają jednak psychologicznej głębi przeżyć bohaterów.

Nie mogę w recenzji zdradzić zbyt wiele, dodam wszakże już tylko, że „Inwazja” wciąga swą fabułą od pierwszej do ostatniej strony, i choć to zaleta, to jednak nie najważniejsza. Nie jest istotne, czy Ziemianie, wracając z ładunkiem maany, spodziewają się za plecami statku Maa’vi, którzy w swej niezmierzonej szczodrobliwości postanowili wyzwolić także Ziemię; czy też, przeciwnie, Ziemianie zostali gruntownie wyzwoleni już na obcej planecie. Można też przeboleć pewne fabularne klisze, które są tu chyba usprawiedliwione przewrotną formułą powieści – choć nic by się zapewne nie stało, gdyby tubylcy, miast być niebieskimi czy zielonymi, byli chociażby czerwoni.

Istotny jest raczej mistrzowski klimat, stworzony przez Wyciora: oto dotknął on innego i niesamowitego zarazem. Zarysował coś, co jest nowatorskim i, nie waham się tego stwierdzić, dotknął czegoś całkiem Nieznanego, obcego ludzkiej mentalności.
Tak to początkujący autor pokazał nam niebywałą tożsamość, jaką może posiadać diametralnie obca i niezrozumiała logicznemu Homo Sapiens kultura. To, że istota inteligentna może wierzyć w przeciwne sądy na ten sam temat w tym samym czasie oraz uprawiać na szeroką skalę propagandę wyłączenia władz poznawczych w wybranych obszarach rzeczywistości, to jest dla istoty myślącej nie do pomyślenia. Tym bardziej potrafi przerazić i tym bardziej prosi się o wyrazy uznania dla niesamowitej wyobraźni autora.
I wszystko to uczynił Bartosz Wycior nie ruszając się z fotela – bo przecież najdalej mógł zalecieć na inny kontynent.

Polecam. Dziewięć na dziesięć gwiazdek.
 
Bartosz Wycior, „Inwazja”; Wydawnictwo „Partyzantka słów”, Warszawa 2014, 246 stron, oprawa miękka, cena 35,50.
Tematy: Ukraina

Komentarze  

 
Pan Prezes
-2 [2] #1 Pan Prezes
7 sierpnia 2014, 13:48
Czy jest tu lekarz wojskowy?! Jeśli jest, to proponowałbym zastosować metodę znaną z armii austro-węgierskiej: lewatywę! Lewatywę – bo to dobrze robi na głowę!

m.neon24.pl/.../
Zacytuj
 
 
Belfer
+1 [1] #2 Belfer
8 sierpnia 2014, 16:36
Zerżnięte z Komorowskiego, wstydź się faderku...
Zacytuj
 
 
Xavras Wyżryn
+2 [2] #3 Xavras Wyżryn
16 sierpnia 2014, 21:28
KONWÓJ TROJAŃSKI
Zacytuj
 
 
Baca
+1 [1] #4 Baca
16 sierpnia 2014, 22:42
Xavras Wyżryn napisał:
KONWÓJ TROJAŃSKI

Faktycznie.
Mam pytanie - strzykawki z polonem to pomoc humanitarna czy już nie?
Zacytuj
 

Dodaj komentarz

Zarejestruj się, aby nie mieć ograniczeń w komentowaniu:
- nieograniczona ilość znaków (niezarejestrowani mają limit do 1000)
- możliwość korekty swojego komentarza przez 5 minut od momentu publikacji
- możliwość wstawiania obrazków bezpośrednio w komentarzu (przycisk)
- możliwość oceny komentarzy innych użytkowników
- brak zabezpieczenia antyspamowego CAPTCHA, czyli wysyłasz bez podawania kodu z obrazka

Kod antyspamowy
Wygeneruj nowy, bo nie mogę się rozczytać