Polub NaszePanstwo.pl na   

Wizyta w Sejmie

      
       Szalenie się denerwowałem, jadąc do Polski. To był mój debiut jako korespondenta międzynarodowego i, prawdę mówiąc, miałem ogromną tremę.
Kiedy szef zadecydował, że to właśnie ja mam tam jechać, trudno było mi ukryć rozczarowanie. Korespondenci dzielą się na wygodnisiów i ciekawskich – wygodnisie lubią być w z dawna cywilizowanych miejscach, w rodzaju Paryża, Hagi czy Brukseli. Jeśli już mają jechać dalej, to ostatecznie tam, gdzie drinki z palemką i hotel z klimatyzacją, do Tunezji albo Egiptu. Ciekawscy rękę by sobie dali ująć za egzotykę – za pierwszy lepszy kraik ogarnięty wojenną pożogą, Birmę jakąś, coś z Dalekiego Wschodu – byle dziwnie, byle daleko. Trudno mi było bez doświadczenia zdecydować, do której grupy sam należę, bo, z jednej strony, nie lubię, jak mi zawieszenie w Mercedesie na polnych drogach urywa, ale z drugiej znowu strony uwielbiam dzikie wypady do Schwarzwaldu z moją Helgą, czasem nawet tam, gdzie nie mają garażu pod dachem.
Liczyłem zatem na los, który za mnie rozstrzygnie tę przynależność, a ten spłatał mi tak okrutnego figla!

Polska?

Mogą tam nie mieć dobrego Rieslinga, zatem trudno być wygodnisiem. Zdałem sobie sprawę, że choć Polska jest w UE od tylu dziesięcioleci, a w dodatku, jak się właśnie dowiedziałem, graniczy z nami – to ja o niej praktisch nic nie wiem.
Nic a nic.
Zatem egzotyka?
Ale to przecież w granicach Unii!
No, obłęd jakiś.
Zostało mi tylko robić dobrą minę do złej gry. Postanowiłem przed wyjazdem spotkać się z moim poprzednikiem, Klausem Milewsky, żeby go, tak profilaktycznie, wypytać.
- Stary, nic się nie bój. Standard życia znośny, trzydewizję mają, jeść i pić bez obaw możesz wszystko, choć czasem dziwnie wygląda. Wurst nawet lepszy, piwo niezłe, na wódkę uważaj. Nasza ma 38, a ich 40%. Niby nic, a się zdziwiłem parę razy. I nawet nie próbuj po ichniemu mówić, mają taką mowę, że będą cię bez przerwy w maliny wpuszczać, żeby ci tylko język w supeł związało. Osobliwie śmieszy ich stary dowcip z niejakim Gzjegozem, nie pytaj, udawaj, że śmieszne.  Ale pamiętaj, niczemu się nie dziw, bo w tym kraju WSZYSTKO jest możliwe.
 
XXX
 
      A teraz stoję, z bez mała uczniowską tremą, przed gmachem polskiego parlamentu. Czekam na mojego cicerone, od pół godziny czekam. Miał być o 13.00, więc czekam od 12.55. Boże, coś mu się stało! Może nie żyje? Może…
- Witam, serdecznie witam na polskiej ziemi! Jak podróż?
- Świetnie, świetnie. Kozinsky.
- Klajn. Cieszę się, że to właśnie ja będę mógł oprowadzić pana po sejmie.
- Bardzo mi miło. Swoją drogą, nieźle pan mówi po niemiecku?
- Ach, było się tu i ówdzie… swego czasu… stare dzieje… Ale proszę, proszę przodem. Na początek proponuję pokrzepić się w sejmowej restauracji, pan pewnie po podróży zmęczony…
- A, nie odmówię, faktycznie, najwyższa już pora na lunch…
 
XXX
 
- Jak nazywa się ta restauracja?
- „U Przyjaciół”. Kiedyś „sejmowa” się nazywała. Ale teraz w nazwach wszystkich lepszych restauracji tak czy siak przyjaźń występuje, i to tak jakoś od 2014.

Do stolika niemal bezszelestnie zbliżył się kelner, by podać menu.

- Co pan nam poleci?
- Szef kuchni poleca dziś znakomite słuchaweczki w sosie własnym, ecouteurs en sauce, a na drugie poszeptywanki w brokułach panierowane duszonymi plotusiami - chuchotant dans le brocoli pané potins compote.
- Poproszę. A dla pana ?
- Eee... może ja wezmę... głośniczki podsmażane na kabelkach saute, średnio wypieczoną pogłoskę i wtyczki z szumkami.
- Wino ?
- Ooooo, do lunchu biorę zawsze białe wytrawne Vinoveritas, polecam panu, i nawet niedrogo tu za butelkę biorą.

Kelner oddalił się, zgięty wpół w służbowym ukłonie.
 
- Dziwne nazwy potraw tu macie, powiem panu…
- Aaa, to tradycja taka. Niech się pan nie martwi, kabelki, to makaron; dobra, włoska pasta. Ale, ale, widzi pan tam, stolik przy oknie? Poseł Hofman. Tak, ten sam, który ostatnio zasłynął zakładaniem mikrofonów pamięci Wassermanna w Parlamencie Europejskim.
O, a tam, po drugiej stronie, minister Steinhof. Z Wunderlichem siedzi. Także, wie pan, taka rada na przyszłość – w restauracjach spotka pan wszystkich i wszystkiego się dowie.
- A ten poseł Hofman, to myślałem, że z PE? A on z polskiego sejmu?
- A z europejskiego, jak najbardziej z europejskiego, tylko tu musi interesów pilnować, żeby się nagrało dla trzydewizji, co trzeba.
- A z jakiej on frakcji?
- Konserwatyści.
- O, to zupełnie, jak ode mnie poseł, Schimanek, zna pan? Bo drugi z moich okolic, Stodolsky, to jest u liberałów.
Ale wie pan co? Strasznie mi głupio, taka wpadka na początek, dyktafonu zapomniałem, spróbuję to wszystko zapisać. Jakby pan był tak miły spotkać się ze mną jutro, nagrałbym parę słów…
- Po co?
- Zawsze to pewniej…
- Nie, no ja wiem, ale długopisem tu szrajbać, to nie w dobrym tonie jest, Herr Kozinsky. Krzywo na to patrzą, bo to wiadomo, co kto zapisze i jak usłyszy? Spokojnie, nagranie ja panu udostępnię.
- Jak to? Pan nagrywa naszą rozmowę?
- No, jakżeby nie? A zresztą, nawet gdyby mój sprzęt zawiódł – a, ha, ha, ha, zdarza mi się to niezmiernie rzadko – za drobną opłatą dostanie pan nagranie od obsługi sali. To dobra restauracja, szumów nie będzie.
- Że co? Obsługa sali nas nagrywa?
- A jak inaczej? Ach, pan zdziwiony, bo pierwszy raz w Polsce! Muszą nagrywać, żeby klientela do konkurencji nie poszła.
- Ale jak to tak? Myślałem, że swobodnie porozmawiamy?!
- A któż nam broni swobodnie rozmawiać? Niech się pan odpręży, wzajemne zaufanie i współpraca czynią cuda.
- Przecież to niemożliwe! I politycy chodzą do takiej restauracji? To już bym wolał w toalecie politykę robić!
- Już panu mówiłem, konkurencja nie może być gorsza. To wyścig technologiczny – teraz dostaniesz pan odsłuch kierunkowy, sorround i z efektami disco na życzenie, a robiony z trzystu metrów. Nawiasem mówiąc, z toalet też.
- Z toalet?!
- A czemu nie? Transparentność życia politycznego dobrem najwyższym. Zresztą, nawet moda się na to zrobiła, celebryci się z podsłuchem nie rozstają, celebrytki dyktafon w brylanciki za podwiązką noszą. Wszyscy poważni ludzie dają odczuć, że są podsłuchiwani i to nie przez byle kogo, nie jakiś tam "Głos Pcimia". Byle cieć chce być na podsłuchu.
- To niesamowite! Pierwszy raz widzę, że można robić politykę całkowicie jawnie! Ale to musi być potwornie obciążające dla psychiki! I co z prawami obywatelskimi?
- Spokojnie, spokojnie. Wszystko po kolei. Co do praw obywatelskich, nasz model demokracji jest na nie bardzo uczulony. Konstytucja mówi wyraźnie: „Każdy ma niezbywalne prawo być podsłuchanym i nagranym”
Co do psychiki – drogi panie, nie bądźmy naiwni, polityka, to nie zawód dla słabeuszy…
- Ale jak tę politykę robić? Jak się dogadywać, stanowiska obsadzać, nastroje sondować, zaufanie budzić? Tak jawnie?!
- A kto powiedział, że jawnie?
- Sam pan powiedział, że nawet w toaletach…
- I cóż z tego? Od czego ludzka wynalazczość? Widzi pan, jak tam sobie otwarcie deliberują wicepremier Miller z posłem Wernerem? Jak głośno rozprawiają, jak się rubasznie śmieją, jak głos w serdecznościach podnoszą?
- Faktycznie, głośni prawie tak, jak u nas w Monachium na Oktoberfest.
- A widzi pan. Żeby się dobrze nagrało. A jak pan sobie tego nagrania odsłucha – to cuda w nim będą, powiadam panu, cuda! Żarliwa troska o dobro kraju i obywateli, szczere zaangażowanie w sprawy obywatelskie; a co tam będzie dobrych intencji, to się w decybelach nie zmierzy. Czysty zysk u wyborców, proszę pana. A najlepszy witz jest taki, że oni teraz właśnie rozmawiają, jak przekręcić hakiem konkurenta z innej partii do Urzędu Telekomunikacji, bo jeden z nich chce zięcia wstawić.
- A skąd pan wie?
- Tylko niech się pan nie powołuje na mnie, jako na źródło. Bo tu od lat pracuję.
Oooo, to już będzie któraś z kolei generacja szyfrów otwartym tekstem! Teraz, panie Kozinsky kochany, jak się chce w Polsce politykę uprawiać, trzeba mieć łeb jak sklep!
- I oni się nawzajem rozumieją?
- Czy rozumieją? Między wierszami, to oni by zjedli i mnie i pana, obsmarowali nam teściowe, a żony wyrzucili z pracy, a wszystko bez popicia, w parę minut i uśmiechając się nam w oczy. I nawet byś pan o tym nie wiedział, bo słuchałbyś pan wykładu o dobru wspólnym albo ustawach proekologicznych. Taki szyfr mają, skubani.
- Ale jak? Jak? Po co?
- I więcej jeszcze panu powiem, to jest jak wyścig zbrojeń.
- Mein Gott…
- Tak, tak. Bo i dziennikarze się u nas szybko uczą, analizy językoznawcze robią, deszyfrantów zatrudniają. Lingwista i kryptolog, to teraz najbardziej popłatne i poszukiwane profesje. To i szyfr się zmienia. Teraz, w erze permanentnego podsłuchu, najważniejsze jest pełne zaufanie.
Ha, samo słowo „zaufanie” zmieniło znaczenie. Nie tylko ono zresztą. Wraz z zaprowadzeniem powszechnego zaufania wytrzebiliśmy także korupcję. Słowo „korupcja” znaczy teraz, ni mniej, ni więcej, tylko jednoczesną erupcję co najmniej dwóch wulkanów. Jak pan sam widzi – słowo praktycznie bez zastosowania.
O, proszę, Miller z Wernerem wstają od stolika! O, jak się kordialnie uściskają, jak się uśmiechają, jak sobie z dzióbków piją!
- Znaczy, że deal ubity?
- Przeciwnie. Nie dogadali się i właśnie się od sku*wysynów wyzwali. Ale, choćbyś pan znał polski, jak, nie przymierzając, ja – i tak byś pan tego nie usłyszał.
- Niewiarygodne!
- Prawda? Wyborne to Vinoveritas… Przejdziemy się może po budynku?
 
XXX
 
    Juergen Kozinsky szedł korytarzami u boku Klajna krokiem niepewnym, rozglądając się trwożnie na boki.
Gdzie by nie rzucił okiem, tam spostrzegał kamery i mikrofony.  Niby nic dziwnego w budynku parlamentu, ale czemu poutykane w bukiety na stołach, wystające zza obrazów na ścianach, przyklejone taśmą do lamp, uwieszone u zdobionych klamek? Lekko nieprzytomny, zapragnął kawy. O, proszę, nawet jest automat, wrzucamy dwa euro i oto… w plastikowy kubek leje się parująca cappuccino, w rytm wesoło błyskającego na ekraniku napisu: „RECORDING”.
      Coś zaczęło Kozinsky’emu świtać, że w tym kraju pisać korespondencje, to tak łatwo nie będzie.
Nagle usłyszał jakiś hałas za automatem. Zajrzawszy, zdziwił się nieco, widząc z dziewięcioletniego może malca, siedzącego w kącie i rozcierającego brudnymi piąstkami łzy na zapłakanej twarzy.
- Panie Klajn, panie Klajn!
- Tak?
- A co to dziecko tu robi?
- Hej, chłopczyku, czemu tu siedzisz?

Nieufnemu spojrzeniu kaprawych ocząt towarzyszyło wilgotne smarknięcie.

- Bo ja… bo ja… z wycieczki uciekłem – temu wyznaniu o fundamentalnej wadze towarzyszył wyraźny  wydech ulgi.
- Ale dlaczego?
- Bo wszyscy się ze mnie śmiali. I Dżesika, i Kevinek i Patriszia. I nasza pani też.
- A czemu się śmiali?
- Bo ja mam na imię Maciuś. Po tatusiu. I za to, że się śmiali, skasowałem im wszystkie nagrane podsłuchy z komórek. No i się wściekli tak, że się schowałem.
- A wiesz chociaż, dokąd poszli?
- Tak. Do Izby Haków.
- Panie Klajn, co to jest ta Izba Haków? Wszystkie pańskie tłumaczenia rozumiem albo wydaje mi się, że rozumiem, ale to chyba idiom jakiś?
- Nie, nie, Izba Haków, to taka izba pamięci najlepszych wałków , na jakie politycy kiedyś nacięli konkurentów. Posłuchaj Maciusiu, musisz znaleźć swoją panią. A jak masz na drugie?
- Trybson.
- No widzisz? Nie jest tak źle!

Kozinsky ledwo zdążył się odsunąć, gdy korytarzem nadbiegła istna furia. Chwyciwszy Maciusia za ucho, powlokła go za sobą.

- Gdzieś ty się włóczył! Czekaj ty, już ja ojcu wszystko przekażę! My od dziesięciu minut na galerii w sali obrad, a ty, Bóg jeden wie, gdzie się podziewasz! Uch ty, matka też się dowie!

Gdy znikli za drzwiami na galerię, Kozinsky zapytał:

- Można wchodzić w czasie obrad?
- Nie zawsze, ale czasem tak. Zresztą, nas wpuszczą, z moim identyfikatorem, to nie problem.

Gdy znaleźli się na galeryjce, lekko skołowany Kozinsky rozejrzał się po konserwatywnym, tradycyjnym wystroju Sali.
Marszałek stuknął laską marszałkowską, a z głośników popłynęło w kierunku obradujących:

- PANIE SŁUCHAWKI I PANOWIE PODSŁUCHY!

Komentarze  

 
Pan Prezes
-2 [2] #1 Pan Prezes
10 lipca 2014, 10:35
Namęczył się chłop.
I cóż powiedzieć.
Powtórzę za klasykiem:
Chuj, dupa i kamieni kupa.
Zacytuj
 
 
Taurus
+2 [2] #2 Taurus
10 lipca 2014, 13:43
Cytat:
Powtórzę za klasykiem: Chuj, dupa i kamieni kupa
Ja też posłużę się klasykiem - "Cham chamem na wieki wieków ... amen!"
Zacytuj
 
 
Belfer
+1 [1] #3 Belfer
10 lipca 2014, 14:10
Jak widzę te przebłyski inteligencji father bossa, to domyślam się, kogo miał na myśli minister Sienkiewicz. ;)
Zacytuj
 
 
unregstred
+1 [1] #4 unregstred
10 lipca 2014, 19:53
Cytat:
I cóż powiedzieć. Powtórzę za klasykiem:
Hej gUrol jo ci gUrol, spod samiuśkich tater, hej w dupie mom brodera, fadera i mater,
Hej słonko mi zaświci, pUjde do somsiada, hej! spole mu chałupe i nie żol mi dziada!
Łuuuuuchuuuuu!!!
Zacytuj
 
 
unregstred
+1 [1] #5 unregstred
10 lipca 2014, 20:02
Wy tu o pierdołach a katotaliban atakuje. Kto nie wierzy w to, że tylko PAMBUK daje życie i zdrowie i tylko PAMBUK może je odebrać won do szamba. Czekam teraz kiedy czarni i ich pisowskie kundle zaczną palić na stosach genetyków, biologów, kosmologów, elektryków, informatyków, pilotów, kierowców (nie mylić z ormowcami) i pracowników stacji benzynowych - wszyscy oni są WROGAMI kościoła pofszehnego i nieomylnego.
Zacytuj
 
 
Belfer
+1 [1] #6 Belfer
11 lipca 2014, 10:35
Oj tam, oj tam! Profesór Chazan przecież tylko dbał o powiększenie elektoratu PiS, bo kolejne dziecko bez mózgu to elektorat idealny.
A serio - cała awantura wokół Chazana i robienie z niego męczennika za wiarę ojców to przygrywka do wpisania go na listy wyborcze. Będzie startował do senatu. Tak ćwierkają wróbelki w Warszawce. ;)
Zacytuj
 
 
Taurus
+2 [2] #7 Taurus
11 lipca 2014, 10:50
Cytat:
- Szef kuchni poleca dziś znakomite słuchaweczki w sosie własnym, ecouteurs en sauce, a na drugie poszeptywanki w brokułach panierowane duszonymi plotusiami - chuchotant dans le brocoli pané potins compote. - Poproszę. A dla pana ? - Eee... może ja wezmę... głośniczki podsmażane na kabelkach saute, średnio wypieczoną pogłoskę i wtyczki z szumkami.
Widzisz, Simon, to samo miałem na myśli pisząc „Olać podsłuchy!!!”. Podsłuchiwanie zrobiło się dziecinnie łatwe a tym samym trudne do wykrycia. Pewnie musimy pogodzić się z tym, że możemy być inwigilowani w każdym miejscu i o każdej porze. Podsłuchy, Internet, ….., staliśmy się osobami publicznymi (bardzo nie lubię tego słowa) albo też podmiotami do wykorzystywania.

Teoretycznie możemy się bronić stosując różnego rodzaju anty-podsłuchy, czyli zakłócanie ale to spowoduje wysyp urządzeń, które będą anty-anty, potem anty-anty-anty, itd. Możemy też sami wykluczyć się z życia publicznego i zamknąć we własnej skorupie, chyba jednak nie o to chodzi. Doszliśmy do etapu, w którym każde, kolejne wybory wygra ta partia, która zdobędzie większe haki, czyli podsłuchy. Pomyślunek, programy gospodarcze i społeczne, dotychczasowe osiągnięcia przestają się wtedy liczyć.

Jest jednak światło w tunelu. Sondaż CBOS, przeprowadzony już po wybuchu afery, daje wyrażne prowadzenie PO. Czyżby przeciętni ludzie byli znacznie mądrzejsi od polityków i dziennikarzy? Jest oczywiste, że nadużywanie inwigilacji spowoduje w Narodzie odruchy wymiotne. Oby, i oby stało się to jak najprędzej.
Zacytuj
 
 
Baca
+1 [1] #8 Baca
11 lipca 2014, 20:26
[quote name="Taurus" Pomyślunek, programy gospodarcze i społeczne, dotychczasowe osiągnięcia przestają się wtedy liczyć..
Myślę, że nie jest tak źle. Zgorzkniali poszukiwacze sensacji uzyskają nowe możliwości, ale ci co mają nawyk myślenia, nie dadzą się ponieść tym możliwościom. Wszystko będzie po staremu. No bo spójrzmy na pewien znamienny fragment zdarzeń po podsłuchach.
1. W zacisznym kąciku, dwaj panowie podpiwszy sobie nieco, wyluzowali się i użyli słów nieparlamentarnych. Ktoś to nagrał.
2. Kaczyński, człowiek niezłomnych zasad, chorobliwie uważający na nieskazitelne maniery, komentuje tą prywatną rozmowę w trakcie parlamentarnej debaty, definiując maniery tych panów jako dresiarskie, knajackie itd.
3. Pani, cnót wszelakich, której moralność jest dziewiczo nieskazitelna, profesor belwederski, daje się ponieść emocjom i wykrzykuje na cały Sejm RP słowa powszechnie uznawane za nieparlamentarne. Dresiara?!
4. Słowa tej pani radośnie powtarzają tłumy zwolenników.
Podsumowanie - nic się nie stało. Nic, a nic. Wszystko jest po staremu.
Może kiedyś (proste technicznie) nagrają jak Tusk sikając, puszcza bąka. Wtedy Pawłowicz obrzyga sejmową mównicę. I to też nic się nie zmieni. Może tylko Kaczyński przyjdzie z wachlarzem.
Zacytuj
 
 
Belfer
+1 [1] #9 Belfer
11 lipca 2014, 23:17
Cytat:
Sondaż CBOS, przeprowadzony już po wybuchu afery, daje wyrażne prowadzenie PO. Czyżby przeciętni ludzie byli znacznie mądrzejsi od polityków i dziennikarzy?
Pierwsze sondaże pokazywały zwycięstwo PiS, ale ludzie szybko stwierdzili, ze te nagrania to nie bomby, ale niewypały, że w sumie poza k*** i ch*** nie ma nic szokującego, a przecież wszystkie k*** i ch*** to już od przedszkola znamy i używamy.
Zacytuj
 
 
Pan Prezes
-2 [2] #10 Pan Prezes
14 lipca 2014, 11:12
Te sondaże są za słabe, dlatego szykuje się kolejna afera, taśmy są dużo bardziej wstrząsające.
Szczegóły we Wprost.
wprost.pl/.../...
Potem możemy już liczyć na 40% poparcia dla PO.
Zacytuj
 
 
Pan Prezes
-2 [2] #11 Pan Prezes
14 lipca 2014, 11:23
CBOS - ośrodek badania opinii publicznej w Polsce działający od 1982 roku. Powołany w 1982 roku przez pułkownika Stanisława Kwiatkowskiego, doradcę generała Jaruzelskiego. Do 1990 roku pod kontrolą Urzędu Rady Ministrów. Obecnie formalnie jest fundacją nad którą nadzór sprawuje Prezes Rady Ministrów. CBOS, trzeba przyznać o mało chwalebnym rodowodzie i po dziś dzień budząca kontrowersje co do prognoz instytucja nadzorowana przez Premiera, niekiedy prześmiewczo nazywana Centralnym Biurem Okłamywania Społeczeństwa.
PS
Cytat:
ale ludzie szybko stwierdzili, ze te nagrania to nie bomby, ale niewypały, że w sumie poza k*** i ch*** nie ma nic szokującego, a przecież wszystkie k*** i ch*** to już od przedszkola znamy i używamy.
Belfer to socjolog jakiś czy co?
Zacytuj
 
 
Pan Prezes
-2 [2] #12 Pan Prezes
14 lipca 2014, 11:35
Bartłomiej Sienkiewicz w szczerym wyznaniu o "Państwie polskim istniejącym tylko teoretycznie" na Taśmach Prawdy miał powiedzieć, że "PiS w sondażu CBOS ma 43 % poparcia".
CBOS nigdy takiego sondażu nie opublikował, skąd więc Sienkiewicz miał te dane?
Zacytuj
 
 
Pan Prezes
-2 [2] #13 Pan Prezes
14 lipca 2014, 12:42
A tak się robiło sondaże za komuny:
www.youtube.com/.../
Czy kto widzi różnicę?
Zacytuj
 
 
Belfer
+1 [1] #14 Belfer
14 lipca 2014, 17:43
Cytat:
Powołany w 1982 roku przez pułkownika Stanisława Kwiatkowskiego, doradcę generała Jaruzelskiego.
Przecież ceniłeś Jaruzelskiego...

Cytat:
Bartłomiej Sienkiewicz w szczerym wyznaniu o "Państwie polskim istniejącym tylko teoretycznie" na Taśmach Prawdy miał powiedzieć, że "PiS w sondażu CBOS ma 43 % poparcia".
Nie rób się głupszy. W rozmowie jest wyraźnie poczynione założenie "jeśli".
Zacytuj
 
 
unregstred
+1 [1] #15 unregstred
15 lipca 2014, 20:14
Pan Prezes napisał:
A tak się robiło sondaże za komuny

Na linki ormowca z NT nikt nie klika!
A teraz bosy, mściwy i wredny frajer bosy (były ormowiec i zomowiec) nas nawraca na PIS, czyli BRUK, HUMOR, KACZYZNA.
- Bruk - bo "wielbicele" PIS-u to margines społeczny i ekonomiczny.
- "Chumor" - bo stary, zacofany, ciemny dziad bez konta, bez karty, bez prawa jazdy, znajomości obsługi komputera, bez podstawowej wiedzy o internecie, który nigdy w życiu nie był prywatnie za granicą (a jedyny obcy język jaki zna to polski) - zwany prezesem chce mi zaoferować swój "intelekt" i prosić o moje zaufanie w "naprawianiu" (obcego mu, ale mnie NIE) państwa?
Zacytuj
 
 
unregstred
+2 [2] #16 unregstred
15 lipca 2014, 20:15
(cd)
- Kaczyzna - bo "prezes" jest WŁAŚCICIELEM partii PIS i może robić z resztą tzw. ( i słusznie zresztą ) "członków" co chce. A że gnój jest wredny i mściwy to robi z tym robactwem to, co im się należy.
I niech się "prezes", jego spółka PIS i ormowiec z NT bujają.
Zacytuj
 

Dodaj komentarz

Zarejestruj się, aby nie mieć ograniczeń w komentowaniu:
- nieograniczona ilość znaków (niezarejestrowani mają limit do 1000)
- możliwość korekty swojego komentarza przez 5 minut od momentu publikacji
- możliwość wstawiania obrazków bezpośrednio w komentarzu (przycisk)
- możliwość oceny komentarzy innych użytkowników
- brak zabezpieczenia antyspamowego CAPTCHA, czyli wysyłasz bez podawania kodu z obrazka

Kod antyspamowy
Wygeneruj nowy, bo nie mogę się rozczytać