Polub NaszePanstwo.pl na   

Parada oszustów

Prawo i Sprawiedliwość to partia ideowa. Podczas wielu lat istnienia partii wielokrotnie podkreślał to zarówno Jarosław Kaczyński, jak i wielu innych polityków tej organizacji. PiS obiecywał wyższe standardy moralne i polityczne, wielokrotnie też jednoznacznie opowiadał się po stronie Kościoła Katolickiego i wskazywał jako swych patronów przedwojenne autorytety polityczne.

Przypomnijmy kilka charakterystycznych cytatów:

Wniosek jest jasny: musimy być twardą opozycją. Tylko że ta twardość musi być przemyślana. Na pewno nie będziemy próbowali przewyższać Platformy w knajackich atakach, bo to jest po prostu niemożliwe. Nie mamy zresztą ludzi w typie Niesiołowskiego, Nowaka czy Grupińskiego. Ja też nie bardzo nadaję się na Tuska – nie wychowałem się jednak na podwórku, jak on sam to przyznaje, ale w trochę lepszych miejscach. Mam więc pewne opory przed łganiem w żywe oczy. Musimy być twardą opozycją także dlatego, że obawiam się, że media zaniechają swojej funkcji kontrolnej wobec nowej władzy.

W dzisiejszej Polsce stosuje się powszechnie goebbelsowską metodę „Kłam, kłam, a coś z tego zostanie”. Jest to zasada groźna dla demokracji, bowiem tam, gdzie niknie związek między słowem a rzeczywistością, tam i demokracja zaczyna działać źle.

Wystarczy opisać jedno posiedzenie, fragment jednego posiedzenia Sejmu, kiedy przewodniczył marszałek Komorowski, usłyszeć jego mentorsko-rezonerski styl, żeby uznać, że Bóg nie obdarzył go cechami, które są potrzebne, aby wypełniać tę funkcję dobrze.

A jak wygladała praktyka PiS w zakresie dochodzenia do władzy, sprawowania władzy i wreszcie teraz pozostawania w opozycji parlamentarnej. Jak PiS przestrzega wysokich standardów moralnych, które deklaruje?

Przed wyborami w 2005 roku Jacek Kurski "ujawnia", że dziadek Donalda Tuska był w Wermachcie. Nie wspomniał o tym, że dla Kaszubów nie była to kwestia wyboru. Niemcy traktowali ich formalnie jako obywateli swojego państwa i powoływali do wojska. Na dodatek Kurski kłamie, że dziadek Tuska był ochotnikiem. Formalnie Kurski zostaje zawieszony w PiS, ale trwa to bardzo krótko i w rezultacie, po zwycięskich dla PiS i Lecha Kaczyńskiego wyborach, polityk ten nie ponosi żadnych konsekwencji.

Drugim przykładem etyki praktycznej PiS jest korupcja polityczna prowadzona przez wiceprezesa Adama Lipinskiego. Usiłował on przekupić Renatę Beger z Samooborony oferując za przejście do PiS stanowiska państwowe.

Jednym z ministrów rządów był Wojciech Jasiński, którego rola wcześniejsza w tworzeniu imperium finansowego partii Kaczyńskich - Porozumienia Centrum, jest ważna, a działalność biznesowa nie do końca jasna.

Kolejna ciemna karta to dawny peerelowski sędzia Kryże, który znany jest z wyroku skazującego opozycjonistę Bronisława Komorowskiego. Okazało się, że w znanej ze standardów moralnych partii, teen peerelowski aparatczyk znalazł swoje miejsce.

Charakterystyczne jest też powołanie tzw. Zespołu Macierewicza i ludzie, którzy w nim podjęłi działalność.

Zastępcą Macierewicza w tym zespole jest Stanisław Piotrowicz, kolejny obok Kryżego aparatczyk PRL. W stanie wojennym był prokuratorem oskarżającym w sprawach politycznych. Oznacza to, ze musiał być wyjątkowo dyspozycyjny.

Jeden z ekspertów zespołu profesor Rońda kłamał w sprawie dowodów dotyczących katastrofy w Smoleńsku. Jak się okazało, wiele lat temu pisał ogromnie krytyczne listy na temat polskiej prawicy do tygodnika "Nie".

Kolejny ekspert pochodzący z USA Chris Cieszewski, przed swoim wyjazdem na początku lat osiemdziesiątych był tajnym współpracownikiem SB.

Sam zaś Antoni Macierewicz znany jest z opublikowania tzw. listy Macierewicza. Była to lista, która miała zawierać nazwiska znanych osób ze świata polityki, które współpracowały ze służbą bezpieczeństwa PRL. W praktyce okazało sie, że na tej liście umieścił wrogów politycznych swoich i braci Kaczyńskich. Znalazł się tam Wiesław Chrzanowski, wówczas szef partii, do której należał Macierewicz. Sad później potwierdził jego niewinność. Drugą ze znanych osób, był prezydent Wałęsa, on także znalazł się na liście bezpodstawnie.

To tylko najbardziej znane dowody na to, że PiS i Jarosław Kaczyński z moralnością i etyką niewiele mają wspólnego i że w partii oraz wśród wspólpracowników tolerowane i wykorzystywane są osoby podejrzanej konduity.

Żadne krzyki i płacze nas nie przekonają, że białe jest białe, a czarne jest czarne.

To freudowskie przejęzyczenie najlepiej oddaje sens działalności tej partii i samego prezesa.

Komentarze  

 
Belfer
#1 Belfer
5 grudnia 2013, 13:28
Kochani, ktoś niedawno pytała, czy możemy zrobić coś konkretnego, a nie tylko wrzucać linki, fotki i dowcipy o PiS. Myślę, ze możemy.
Ostatnie fochy Jarosława Kaczyńskiego doprowadziły mnie do białej gorączki, za kogo się ten chamowaty kurdupel uważa, za nadprezydenta? króla Polski? Uważam, że warto zaprotestować. Napisać, iż nie chcemy, żeby prezydent traktował Kaczyńskiego w sposób szczególny i pozwalał mu się czuć ważniejszym niż wszystkie władze Polski. Jeśli list napisze wiele tysięcy osób, zrobi się z tego akcja, która pokaże, że sprzeciw jest powszechny.
List można wysłać przez stronę:
www.prezydent.pl/kontakt/
Każdy to musi zrobić indywidualnie i jawnie, aby taki list był ważny.
List można napisać samemu lub skorzystać z mojego listu, który umieściłem tutaj:
belfer.one.pl/.../...
Im szerzej taka inicjatywa się rozejdzie tym większa szansa, ze specjalne traktowanie Kaczyńskiego wreszcie się skończy.
 
 
Taurus
+1 [1] #2 Taurus
5 grudnia 2013, 14:16
Na portalu wp.pl przeczytałem wywiad z prof. Władysławem Bartoszewskim, który wszystkim gorąco polecam. Jaka szkoda, że mamy tak mało obywateli tej klasy, tak zasłużonych, doświadczonych i mądrych. Kudy tam do niego jakimś profesorskim wypierdkom, zgrywającym się na patriotów. Do pięt nie dorasta mu większość naszych polityków, zapyziałych, zadufanych w sobie karłów, myślących głównie o mamonie i własnych profitach a nie o Rzeczypospolitej i jej przyszłości.

Dużo zdrowia i wielu lat życia panie Władysławie.
 
 
father boss
-1 [1] #3 father boss
5 grudnia 2013, 17:16
Cytat:
Kochani, ktoś niedawno pytała, czy możemy zrobić coś konkretnego, a nie tylko wrzucać linki, fotki i dowcipy o PiS. Myślę, ze możemy.
No zatkało mnie. Halo, halo, tu ziemia belfer.

Cytat:
Jaka szkoda, że mamy tak mało obywateli tej klasy, tak zasłużonych, doświadczonych i mądrych. Kudy
Boże, słyszysz to i nie grzmisz.
 
 
Belfer
#4 Belfer
5 grudnia 2013, 18:38
Drogi Father Boss,
nie grzmię, bo sądzę, że Polacy sami sobie dadzą radę z Kaczyńskim.

Bóg
 
 
Baca
+1 [1] #5 Baca
5 grudnia 2013, 23:48
1. Zgadzam się z Belfrem. Cóż jednak zrobić ze zwolennikami PiS, którzy nie zechcą płacić na Komorowskiego. Szef opozycyjnego klubu może, ale nie musi iść na zaproszenie Prezydenta. Wyborcy to ocenią.
2. Kaczyński uwielbia krecią robotę. W Kijowie chyba nie je i nie śpi. Ma drań wyczucie, choć to ograny i stary chwyt : Europa i świat patrzą na Ukrainę, wśród demonstrantów rej wodzi Kliczko. Jest znany na całym świecie. Wszystkie obiektywy na Kliczkę. A kto wygląda Kliczce spod pachy? No, kto?! Podupadający polityk chce złapać drugą młodość.
Inna sprawa, że pod Kliczką wygląda śmiesznie, jak nigdy. Kliczko na każdym zdjęciu jest inny. Kaczyński jak goryl, zero mimiki, rozbiegane oczka.
Komorowski jeśli chciałby wyrwać Kaczyńskiego spod Kliczki, musiałby wymyślić duuuużą kiełbasę.
3. Sądzę, że pisanie listów do Prezydenta, bardziej potrzebne będzie gdy będzie się wahał, oczekiwał wsparcia. Warto wtedy Go wesprzeć. Osobiście nie idę do akcji gdy to ja coś chcę. Raczej wtedy gdy mój interlokutor coś chce. Tak jest efektywniej.
4. Można mieć nadzieję, że coś się poprawi w stosunkach Kaczyńskiego z Prezydentem. Warto więc wstrzymać oddech przed rozmowami. Może nasza akcja już będzie zbędna.
5. Ale znam Kaczora. "Faceta przerosła sytuacja. Pogubił się! Zaprosił mnie, bo oczekiwał dobrej rady. Zaleciłem mu dymisję."
5A. I wtedy z własną łopatą i wiaderkiem węgla stanę pod paleniskiem Prezydenta RP. To nie mój, to NASZ Prezydent.
 
 
Belfer
#6 Belfer
6 grudnia 2013, 22:55
Warto jeszcze coś do dać do tematu:
W 2001 roku to właśnie Piotrowicz, wówczas szef Prokuratury Rejonowej w Krośnie, oczyścił z zarzutów księdza pedofila z Tylawy. Stwierdził, że ksiądz dotykał dotykał dziewczynki, bo miał "zdolności bioenergoterapeutyczne "… Trzeba było przeniesienia sprawy do innej prokuratury, by do sądu trafił w końcu akt oskarżenia.
Cytat z: natemat.pl/.../
Jednym słowem dyspozycyjność nabiera nowych znaczeń. Władcy PRL dobrze wytresowali tego pieska.
 

Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze