Polub NaszePanstwo.pl na   

O tym, jak pewien młody człowiek nie został pisarzem sci - fi.


Bardzo przepraszam za obszerność, ale to jest opowiadanie:)

 

Wysiadając z tramwaju urwał sobie obcas. „Noż kurwa mać!” Można oszaleć. Najpierw wybiło w łazience, potem Wiolka ze swoim testem, że dwie kreski, promotor palant i jeszcze teraz to.
Lazł w tej śniegowo błotnej brei i mówił sobie: będzie dobrze. Będzie dobrze. Zobaczysz. Jak jest źle, to dobrze będzie.
Takie zaklinanie rzeczywistości.
Przed hotelem Forum dyżurujące kurwy, jak zwykle. Choć i tu odmiana obyczajowa: już nie brały tylko waluty. Odmiana dziejowa. Tak, wielkie miasto, Warszawa, psia jej mać.
Zawsze starał się kultywować w sobie wolnego ducha. „Wolny duch” oznaczał ni mniej, ni więcej jak to, że przeważnie nie miał pieniędzy, za to duże pokłady godności. Zaiste, daleko łatwiej jest pogardzać splendorem świata tego, do którego dostępu się nie ma.
Wszedł zatem, z tym nieszczęsnym, urwanym obcasem, do recepcji – tak godnie, jak pozwalały okoliczności. I tak wiedział, że determinacji nie starczy na wiele: jedno chłodne spojrzenie doświadczonego recepcjonisty; pogardliwy uśmieszek panienki przy barze – i niechybnie znajdzie swoje miejsce. Godne, ale zalęknione i cokolwiek wycofane.
Rezygnacja to nie jest to, co powinno mu dzisiaj towarzyszyć. Ale jak pozbyć się wiernego towarzysza, wspólnika, kolegi w podróży, co to nigdy nie opuści, a zawsze ma worek pełen dobrych rad?
Zatem kibel, Wiolka, obcas.
Od recepcji do baru wlókł się już swoim zwykłym, zrezygnowanym krokiem. Gdy się siada przy stoliku w Forum z portfelem, takim jak ten, to się ma wyłącznie godność osobistą. A tej może nie starczyć wobec presji nieprzyjaznego świata.
- Pan sobie życzy?
Taaaak… Życzy sobie… Ferrari i małej wyspy na Pacyfiku… a póki co gorączkowe obliczenia, po raz setny zresztą, nie wyłączając tych w tramwaju – kiedy zje następny obiad po dzisiejszym spotkaniu?
- Wodę mineralną. Niegazowaną.
- Proszę bardzo.
Przysiągłby, że kelner oddala się w sposób pogardliwy. Nie wiedział, jak to, skubany, robi – ale pogarda biła z każdego kroku.
„Nie myśl o głupotach. Nie myśl o głupotach.”
Po co zaprzepaścić szanse, tak niewiele się ich nadarza. Sam Redaktor zaprosił go na rozmowę, i to nie byle gdzie, do Forum. Co z tego, że wszyscy widzą, że ma te głupie dwadzieścia tysięcy w portfelu – wiadomo co im wiadomo gdzie – on przeczytał całego Goethego i wie, kto to był Hegel. Godność, godność.
- Pańska woda.
- Dziękuję.
Jezu, żeby tylko przyszedł. Ile można pić trzysta mililitrów kranówy za równowartość trzech obiadów? Nie, nikt nie zwraca na niego uwagi – a on i tak swoje wie. Te wszystkie panienki na wysokich, barowych stołeczkach, przy pepsi – one go widzą nie widząc. Ta pogarda boli bardziej, niż urwany obcas.
Tektura przeklęta.
- Witam, witam! Znalazł Pan miejsce na parkingu?
Parkingu? Dobre sobie. Korpulentny Redaktor w dobrze dobranym garniturze jowialnie rozkłada ramiona w geście powitania dla nowego adepta sztuki.
Chciał wstać godnie, bo godność, moi drodzy, to w takim miejscu jedyna droga przetrwania, jeśli ma się wyłącznie tramwaj.
Ale oczywiście zerwał się z miejsca za wcześnie, przewrócił krzesełko, zabełkotał, wychwycił pogardliwe spojrzenie którejś panienki kątem oka – i już rozpaczliwie szukał ratunku w uścisku ręki Redaktora…
- Pan siada, siada… zamówił Pan coś?
- Ja… tak mam… wodę mam… zdrowie, wie Pan, i…
- Eeeeech, też byłem studentem, się Pan nie krępuje, wiem, jak to jest. Koniaczku?
- Ależ…
Nie wiadomo kiedy zmaterializował się przy nich kelner. Nie było go, a jest. Puf! – straszny, a fascynujący wpływ autorytetu – nie było w kubiku powietrza faceta, a nagle jest i gnie się w ukłonie.
- Dwa koniaczki, Panie Zenonie. Dla mnie i mojego młodego przyjaciela.
Redaktor, to nie była osoba, którą można sobie było lekceważyć. Metr pięćdziesiąt w kapeluszu, śmieszny kaszkiet, absurdalne, siwe wąsiki, małe, opuchłe obliczątko – cholera wie, ze zmęczenia, czy z alkoholu – demiurg młodych debiutujących. Jedno jego słowo – i drżały posady świata. Gdyby stać było kogo na niesmak, to być może by go miał. Ale z urwanym obcasem nie urąga się nadziei. Godność jest dla wszystkich. Niesmak nic nie kosztuje. Ale kosztuje nadzieja.
- Pan się zastanawia, czemu prosiłem o spotkanie, zamiast wymienić się listami?
Ot, jak siedzi. Jak u siebie. Temu się obcasy nigdy nie urywają. Jak nic nie przyjechał żadną Charade i żadna panienka nawet na niego nie spojrzy, dziwnie taksując wzrokiem. Tak, on tu jest u siebie. W starym, dobrym Forum, u Pana Zenka.
- Eeee… To nie tak… Ja wiem, że poświęca Pan swój czas, żeby…
- Ależ dajmy spokój tym ceregielom. Mam pięćdziesiątkę na karku, więc mam ten przywilej, że mogę zaproponować przejście na „ty”. Zgadza się Pan?
- Ależ oczywiście, to dla mnie wielki za…
- Ok. To słuchaj, chłopie. Mam nie za dużo czasu i musimy się zmieścić w jakiejś godzince, zatem ja będę głównie mówił, jeśli ci to nie przeszkadza?
- No n…
- A zatem, ceniąc czas twój i mój przejdę od razu do rzeczy. Siedzę w tym interesie od dwudziestu pięciu lat. Uwierz mi, różnie bywało. Do lat osiemdziesiątych, to była prosta fucha. Nie napracowałem się, jeśli wiesz, o co chodzi. Kręgosłup i wyczucie, ot co – i to wszystko. Ale parę lat temu się zmieniło. Nie każdy w tym kraju załapał, że teraz już trzeba zarabiać. A ja tak.
Nie rozmawiam z zasady z autorami krajowymi. Po co?
- Ale przec…
- Wiesz, miałem mówić?
- Przepraszam.
- Koniaczki, Panie Prezesie.
- Dziękuję.
- Proszę.
- Co to ja… Acha, nie rozmawiam z autorami krajowymi. Wiesz dlaczego?
I co teraz? Pewnie nastał czas, by powiedzieć coś mądrego. Ale jakże to, kiedy tramwaj, but i mineralna się skończyła i widoki na następną niewielkie, bo portfel chudy?
- Dlatego, że nie ma na to teraz rynku. Wiesz, chłopie – teraz nie jest czas na rodzimych autorów… Panie Zenku, Panie Zenku, stały zestaw! Zjesz coś?
- Nie, ja dziękuję, nie jestem głodny.
Poniewczasie zdał sobie sprawę, że z takiego oświadczenia drwią już nawet nie panienki przy barze, ale nawet ściany.
- Panie Zenku, dwie setki i zestaw do tego.
- Się rozumie, Panie Prezesie.
- Otóż, kochany, czasy nie są od tego. Nie da się upchnąć rodzimego autora za żadne skarby. Teraz jest czas na Mastertona i Kuntza. To są goście! Samymi okładkami robią mi dobrze. Teraz na papierze odblaskowym rzucisz kawałek piersi i się sprzeda. Seks, zbrodnia, kolorowa okładka. Ale ty synu nic z tego nie masz.
Pięć sekund. Pięć najdłuższych sekund w życiu. I w te pięć sekund rachunek. Seks? Śmiechu warte, Wiola zaświadczy. Zbrodnia? Może, jak zamorduje producenta swoich butów albo promotora. Kolorowa okładka? Niczego bardziej w życiu nie pragnął – a oznaczało to mniej więcej tyle, że niczego w tym rodzaju nie dostanie. Każdemu to, na czym mu najmniej zależy – a co najbardziej – zażalenia do niesprawiedliwego porządku świata.
- Ale ja jestem przewidujący. Dziwisz się? - (tak, jakby mógł się dziwić czemukolwiek w takim miejscu) – otóż jestem przewidujący. Może dlatego robię w tym interesie tyle lat. Nikt mi nie wierzy, ale ja wiem. Teraz idą Grahamy i Mastertony, a za lat pięć, dziesięć – pójdą rodzimi autorzy.
- Ale, jeśli chodzi o wartość artyst…
- Jesz? Jesz, czy nie jesz? Bo to dobre jest. Ostatnio sprowadzili kucharza z Wietnamu, dobry jest, spróbuj… Co to ja…
- Że rodzimi autorzy.
- Tak, no tak. Właśnie. Rodzimi autorzy. Nie chcę cię zniechęcać, człowieku, ale w tej chwili jesteś niestety niesprzedawalny. Choćbyś pisał epokowe dzieła, z takim nazwiskiem możesz równie dobrze od razu swoimi tekstami tapetować ściany. Większości polskich autorów zalecam, by wzięli pseudonim, jak Joe Alex swego czasu… ale to też marnie działa, bo nadpodaż jest tego badziewia.
Pora na odwagę. Ostatnia szansa. Koniak wypity, więcej pewnie nie będzie, Bóg jeden wie, kiedy znowu będzie w Forum…
- To po co mnie Pan zaprosił?!
Aaaach, kocica. Pochyla się nad Redaktorem niedbałym ruchem i koniuszkiem języka muska go w czubek ucha. Redaktor mruży oczy, niczym kot z Cheshire.
- Aaaa, to Mariolka. Poznaj Mariolkę.
Wstaje od krzesła, stuka obcasami i całuje w rękę. W połowie między stuknięciem a pocałunkiem wie, ze gdzieś tam  nastąpił proceduralny błąd. Mariolka śmieje się rzęsiście, słonecznie, a nogi ma takie i zapach – że gdzie tam Wioli do niej… a potem nachyla się nad Redaktorem i sączy mu w ucho teatralnym szeptem: „Nie przesadź, staruszku”
I odchodzi, a jedyne, co zostało z całego foyer hotelu Forum, to kołysanie bioder.
- Oj, lubi cię młody, lubi. Mariolka nie jest z tych, co zwraca uwagę na byle kogo. Czasem lubi sobie porozmawiać, to filolożka, jest, wiesz? Lubi intelektualistów, weź sobie okulary jakieś spraw, bo to działa. Panie Zenku? Jeszcze po setce!
- Ale ja…
- Prowadzisz?
- No nie, ale…
- Nie kryguj się, jesteś autorem, należy się.
Wypluł to „autorem” jakoś tak półgębkiem, kątem ust, dziwnie, pogardliwie, że od razu chce się tę setkę wypić.
- Wiesz, nie lubię nowobogackich. Otworzyli McDonalda -  jakie tam sceny były! Szanować się trzeba. Zaprosiłem cię, Młody, bo jestem jakieś parę latek w tym interesie. Mastertony przeminą i będzie trzeba rodzimego autora. Czytałem to twoje – pióro masz. Masz otrzaskanie z warsztatem, trzymasz napięcie, dobrze dzielisz tekst na porcje. Teraz nie ma szans żeby ci coś wydać, ale mam jakieś takie wewnętrzne przekonanie, że robisz pismactwo i robisz dobrze. I to dość szybko. Widzisz, ludzie się nudzą i nastanie zapotrzebowanie na rodzime teksty, które nie będą tylko o Solidarności i Katyniu, wspomnisz moje słowa. A ja potrzebuję myśleć z wyprzedzeniem.
- Ale mój tekst…
- Ach, twój tekst.
Redaktor przeciągnął się w krześle, aż skrzypnęły mu stawy. Zerknął w lewo, w prawo, westchnął i pochylił się nad stolikiem.
- Wiesz, jak już przechodzimy do rzeczy. Od razu z grubej rury: nie wiem, czy to jest dobra powieść, czy zła. Takich ocen dokonują czytelnicy – a zdziwiłbyś się, co się sprzedaje. Ale za długo pracuję w tym interesie, żeby nie zwietrzyć szans. Teraz jesteś, niczym padlina: śmierdzisz z daleka, i twój tekst, jakby nie był genialny, śmierdzi szeleszczącym nazwiskiem. Ale ja wiem, że będzie niedługo zapotrzebowanie na takich, jak ty, zatem zaprosiłem cię tu, żebyśmy sobie pogadali, jak dobry wujek z bratankiem albo siostrzeńcem albo kimś tam kimś tam.
- Czyli moja powieść się Panu nie podoba?
- Panu? Przestań, jestem odporny na te drażliwości, tyle lat czytania tekstów… Otóż problem polega na tym, ze twoja powieść jest do dupy, ale ty nie.
- Jak mam to rozumieć?
- To nie wiesz?
- No, nie wiem.
- Zabawne, jak ci pisarze, co to chcą wnikać w tajniki ludzkiej natury, tacy tępi są na własne losy… Panie Zenku, Marlboro.
Po dwóch setkach zaczynało być mu wszystko jedno. Albo wszystko za jedno. Albo na jedną kartę. Schudł ostatnio i alkohol ostro działał.
- Ale masz do mnie jakiś interes?
- Otóż mam… Jak tak naciskasz, to powiem – masz warsztat i umiejętności w trzymaniu napięcia, których nie mogę zaprzepaścić. Umiesz pisać, Młody, i ja to widzę i to jest jakiś prognostyk na przyszłość. Wiesz, ja cię mogę zatrudnić, jako korektora w piśmie satyrycznym, a potem się zobaczy… Ale nosa mam. Ty mi będziesz za jakąś dekadę dobre rzeczy pisać. Ale teraz, to nie tylko, że niesprzedawalne, ale głupie w dodatku.
- Głupie?
- Ano, głupie. Porozmawiamy o tej twojej powieści?
„Na nic innego nie czekam bardziej”
- No.
- Co to jest za tytuł?
- Starałem się nie być dosłowny…
- „Zdradzeni o świcie”? To może od razu damy sierp i młot na okładkę? Nie, kochany, kochany, nie – martyrologia, to nie moja działka. Owszem, sprzedaje się, ale coraz słabiej. Tendencja spadkowa. Jak chcesz sadzić taki tytuł na wstępie, to tracisz jakieś dwadzieścia pięć procent czytelniczej cierpliwości. Że to brzmi, jak brzmi – pompatycznie – to jedno, ale że od razu mogiły, groby i totalitaryzmy na myśl przychodzą, to nie, to nie, to się nie sprzeda.
- No, to nie jest jakiś fetysz, zawsze moż…
- Cieszę się, ze jesteś elastyczny. Nie chcę, żebyś miał wrażenie, że poprawiamy tę powieść do wydania. Nie jest na tyle dobra. Ale uwierz mi, nie spotykam się tu z każdym autorem marnej powieści. Mariolka! Mariolka!!! Spotykam się!? No, sam widzisz, nie spotykam się. Zatem tytuł tytułem, chcę cię tylko naprowadzić na odpowiedni ślad, bo ta twoja powieść – to nie obraź się – bzdet jest. Ale masz talent, chłopaku, i ja chcę ci pokazać, co robisz źle.
„Nie krępuj się, do jasnej cholery, jakże bym cię obił i zerżnął Mariolkę i to najchętniej w tym samym czasie”
- Podstawowa sprawa: piszesz powieść sci – fi.
- Powieść futurystyczna.
- Zwał, jak zwał. W przeszłość, przyszłość czy teraz – czytelnik chce chociaż odrobiny rozsądku.
- Rozsądku?
- Prawdopodobieństwa. Probabilistycznej możliwości. Szansy zaistnienia.
- Ale to jest powieść fantastyczna o przyszłości!
- I to znaczy, że przestaje tam działać siła grawitacji, a kobiety rodzą uchem?! Weźże się człowieku, pozbieraj – nawet opowieść fantastyczna musi być cokolwiek prawdopodobna – inaczej, to jest deus ex machina – czyli maszynka do robienia grafomanii! Tak  nieprawdopodobnej, że nikt nie będzie jej czytał. Ale mniejsza tam, porozmawiajmy o szczegółach. Dlaczego twoi bohaterowie mają inicjały: „x”, „y”, „z”?
- Chciałem, żeby to uniwersalnie brzmiało.
- No i masz uniwersalne gówno. Nie obraź się, ale tak się pisało w poprzedniej dekadzie. Wiesz, totalitaryzm, Kafka, te sprawy,. Obywatel „x”. To się przeżyło. Tak się pisało w drugim obiegu albo u Sowietów. U nas już nawet Kisielewski się zdobył na przeróbki nazwisk.

No a weź jeszcze - to nie chodzi o prawdopodobieństwo, że bracia bliźniacy zdobywają w Polsce władzę. Sam ten pomysł dyskwalifikuje tę powieść. Może w Stanach było by to możliwe, ale w Polsce?! O odrobinę krytycyzmu wnoszę! Bliźniacy u władzy? Jeden jako premier,  a drugi, jako prezydent? Z kogo głupka chcesz robić?
- No, taka socjologiczna licentia poetica…
- Taaa… jasne… I muszą się nazywac „x” i „y”? a może mieliby jakieś ludzkie imiona?
- No, nie wiem…
- Jakieś takie zwyczajne, dajmy na to, jak my. Jak ci na imię?
- Jarosław.
- A ja Leszek. I co, nie było by lepiej? A zresztą, może być jakiekolwiek, niechby Antoni, Maciej, Andrzej, Tadeusz – a jak już masz inklinacje do dziwactw, to nie wiem -  może Donald? Idźmy dalej. Jak się nazywa ta ich futurystyczna partia? „Prawo i Sprawiedliwość”? Wybacz, ale to infantylne. Może od razu „Partia Dobrych Ludzi”? Wiesz, partie mają zazwyczaj w nazwie ludowość, demokrację albo inne takie rzeczy, ale w przyjętym nieinfantylnym schemacie. To nie lata dwudzieste i ministerstwo prawdy – weź się, chłopie wysil! „Prawo i Sprawiedliwość”?! Toż to drwina z inteligencji czytelnika.
- Nie możesz wiedzieć…
- Ach, nie mogę, no nie mogę. Nie rozbrajaj mnie. Idźmy dalej: trop założycielski – Wałęsa agentem SB.
- No i?
- Panie Zenku, jeszcze po lufce! Eeeeech…. Nie lubię rozmów z młodocianymi literatami…. Jakby to ująć… To za łatwe jest, Jarek. Za pospolite. Takie postawienie spraw na głowie. Ja wiem, że w literaturze zabieg, że mężczyźni stają się nagle kobietami, a grawitacja zaczyna działać odwrotnie – to ustalone chwyty, ale, nie obraź się - na opisanie czegoś takiego, to Joyce’a trzeba. Daruj sobie Wałęsę agenta.
- To może chociaż żona go znienawidzi?
- Danka? Dobra, idźmy dalej, choć nie wiem, gdzie dojdziemy w ten sposób. Może byś raczył zrobić murzyna prezydentem USA, a papieżem Niemca, może po Hitlerjugend? Człowieku, są jakieś granice, w których może się poruszać powieść, choćby i SF, żeby nie budzić pustego śmiechu nad nieudolnością autora…
- Ale wiesz, że to tylko swobodna futurystyczna wariacja na temat ludzkiej natury?
- Swobodna to i może. Ale nazbyt swobodna. Co ci strzeliło do głowy, wpakować tyle znanych postaci i wybić je w katastrofie lotniczej?
- Dramaturgia.
- Gówno tam, a nie dramaturgia. Żebyś tak chociaż ich uśmiercił nad Niemcami albo Francją. Ale w Rosji?! I to jeszcze w rocznicę obchodów Katynia?!
- Ale chodziło mi o zbiorową psychozę, która…
- To se rób jakąś bardziej prawdopodobną psychozę. Wiesz, ja wydaję takie gnioty, że gdyby moja Babcia, świętej pamięci, przeczytała – to nie spałbym spokojnie. Ale ty robisz coś takiego? Katastrofę lotniczą u Ruskich, gdzie ginie za pomocą polskiego bałaganu prezydent…
… - i wszyscy dostają kota.
- Nie, no ja rozumiem, że dostaliby kota, ale raczej ze śmiechu. Polski bałagan opisałeś dobrze – ale nie uwierzę – i uwierz mi – statystyczny czytelnik także nie uwierzy, że polski samolot rządowy rozbija się tam gdzieś we mgle, na jakimś podrzędnym lotnisku, o którym mało kto słyszał, z całym składem establishmentu. Przecież to jest rozwiązanie beznadziejne dramaturgicznie.
- Dlaczego?
- Bo z niego same nonsensy wynikają.
- Dlaczego nonsensy?
- Że tego „x” na Wawelu chowają to zgrabne. Pasuje do narodowej histerii. Ale, że z Rosjan zrobią sprawców – to już wybacz, idiotyzm.
- Ale ja nie twierdzę, że Rosjanie, to sprawcy.
- Wiem, wiem. Tylko, że poczucie takie. Ale, reasumując: bliźniacy u władzy, jeden wsiada do samolotu, rozbija go idiotyzm – wszyscy dostają na tym tle kota, a drugi bliźniak oskarża Rosjan o morderstwo – czy ty dobrze rozumiesz termin sci-fi?
- Nawet nie wiem, co to jest.
- To widać. Nagromadzenie nieprawdopodobieństwa jest nonsensowne. Co jeszcze? Papież abdykuje?! Wiesz, to nawet byłoby zgrabne narracyjnie gdyby nie narastanie nieprawdopodobieństwa. Piszesz, że powstaje komisja sejmowa i ona zajmuje się na poważnie hipotezami że rozpylony hel, że działa elektromagnetyczne, że wybuchy na skrzydłach…
- Ale to ma potęgować klimat paranoi…
- Ja wiem, że paranoja jest wszechobecna, ale nie aż tak. Chcesz wmówić czytelnikom, że posłowie na serio zastanawiają się w parlamentarnej komisji, gdzie umiejscowiono ładunki wybuchowe w samolocie, który był w zasadzie dla rosyjskich władz obojętny?
- To nie chodzi, czy był obojętny…
-… ale nie szanujesz inteligencji czytelników. Mają brać na poważnie to, że powstaje komisja sejmowa, która tworzy i unicestwia drzewa, umiejscawia wybuchy tam i ówdzie, zaprzecza badaniom wraku ściągając specjalistów od dendrologii z Australii, którzy na oficjalnych konferencjach rozwijają transparenty: Katyń – katastrofa?! To nie jest powieść SF, to jest nieracjonalny bełkot.
I jeszcze twierdzisz, że jest cała gromada dziennikarzy, którzy zakładają pisma ogólnopolskie tylko po to, żeby te surrealizmy rozważać. Dają swoje nazwiska. Wiarygodność. Toż musieliby zmieniać pracę co dwa miesiące! Jaki normalny człowiek by to robił?
Choć przyznam, że postać posła Kacierewicza zarysowana nieźle – widziałem w ostatnich wydaniach dzieł „rozliczeniowych” charakterystyki postaci, które pasują, jak ulał. Ideologia prymatem, zróbmy z aktorki łagiernika, bo nie dała dupy – ale nie za piętnaście lat w Polsce! Toż to się kupy nie trzyma!
 
Wyszedł  z Forum biedniejszy o oszczędności, ale bogatszy w doświadczenie.
 Odtąd będzie pisał powieści wyłącznie realistyczne i dobrze umotywowane społecznie

Komentarze  

 
prawdziwy berg
-1 [49] #1 prawdziwy berg
17 lutego 2013, 11:11
Taaa Simon. Ja też uważam, że ten scenariusz został już dawno napisany. Pod okiem nadredaktorów, starych wyjadaczy. Nie na darmo bracia rozpoczęli karierę aktorską od dźwignięcia księżyca. Potem poszło...
Zacytuj
 
 
Froggy
-2 [50] #2 Froggy
17 lutego 2013, 11:35
Ubawiłem się - świetny tekst :)
Zacytuj
 
 
Belfer
-4 [50] #3 Belfer
17 lutego 2013, 11:37
Gratulacje. Doskonały tekst.
No i słuszne spostrzeżenie. Rozwój wydarzeń na świecie (nie tylko w Polsce) czasem idzie w takim kierunku, że kilka lat wcześniej nikt by się tego nie spodziewał.
Zacytuj
 
 
father boss
+2 [54] #4 father boss
17 lutego 2013, 17:21
Na początku chciałem cię zganić, bo znowu myśl mnie naszła, że Simon musi mieć nie równo pod sufitem, skoro znowu chciało mu się płodzić przydługie dyrdymały . Wiadomo, ,że nikt tego nie przeczyta, a lemingi myśląc "Simon swój chłop" z pewnością tekst pochwalą, nawet nic nie rozumiejąc.
Otóż ja, mając trochę wolnego czasu, Simona tekst postanowiłem zbadać i przetrawić.
A więc rzecz się ma tak.
Jakiś mniejszego sortu pismak umawia się w luksusowej restauracji na rozmowę z jakimś innym znamienitym pismakiem. Może to być Urban, może Lis. No i ta Mariolka? Ni chu,chu nie wiadomo jaka jest jej rola. Zjawia się ni z gruszki ni z pietruszki. Pokazuje dupę. I odchodzi, a jedyne, co zostało z całego foyer hotelu Forum, to kołysanie bioder. I po co to?
Ale mniejsza z tym.
I to facio sugeruje SF. Antoni, PiS, bliźniacy u władzy, jeden wsiada do samolotu, rozbija go idiotyzm – wszyscy dostają na tym tle kota, a drugi bliźniak oskarża Rosjan o morderstwo – czy ty dobrze rozumiesz termin sci-fi?

Ale wczesniej w tym SF:
Cytat:
Może byś raczył zrobić murzyna prezydentem USA, a papieżem Niemca, może po Hitlerjugend? Człowieku, są jakieś granice, w których może się poruszać powieść, choćby i SF, żeby nie budzić pustego śmiechu nad nieudolnością autora…
i przy tym
Cytat:
Katyń – katastrofa?! To nie jest powieść SF, to jest nieracjonalny bełkot.
Tak, że Simon wszystko wspaniale współgra, tylko głupie lemingi nie załapały, skoro biją ci brawo.
A może się im odmieniło?
Zacytuj
 
 
Simon
+1 [53] #5 Simon
17 lutego 2013, 18:57
@fb, Słońce ty moje.

Jak się zabiera kto do naprawiania samochodu, to musi mieć odpowiednie narzędzia. Jak kto leczyć zamierza prostatę, nie będzie tego robił młotkiem. Kiedy chcesz naprawić pralkę, nie idziesz z tym do zegarmistrza.

Analogicznie jest z działalnością intelektualną: do takich działań także trzeba mieć odpowiednie narzędzia.
Co do interpretacji słowa pisanego ja już pomijam narzędzia konkretne, typu znajomość rodzajów ekspresji, typów tekstu, itd., itp. Nudne to wszakże i nie o tym był twój słodki post. Poza tym waga i jakość mojego tekstu nie usprawiedliwiają wytaczania aż tak ciężkich dział. Ot, madrygałek.
Są jednakowoż narzędzia bardziej ogólne. I tak, warto przy analizie interpretowanego tekstu dysponować inteligencją, poczuciem humoru i sceptycyzmem.

A, jakbyś nie był słodko nieporadny, braknie ci wyraźnie wszystkich trzech cech.
Zatem "lemingi", jak to raczyłeś określić, dysponują zazwyczaj:
- inteligencją; zatem widok tekstu dłuższego niż strona A4 nie budzi w nich przerażenia, bo potrafią czytać ze zrozumieniem nie wysuwając przy tym jęzora - zatem twoje zastrzeżenia co do czytelnictwa u "lemingów" mam za nieco chybione - to nie ta strona polityczna potrzebuje wiadomego radia, by coś zrozumieć;
- poczuciem humoru, zatem zazwyczaj potrafią rozróżnić przewrotność czy bawienie się konwencją. Ja rozumiem, że do postaci nieskomplikowanych trafiają wyłącznie proste, jak cep, agitki - ale osobniki z poczuciem humoru lubią być czasem dwuznaczne lub drażnić się z innymi . Innymi słowy: to, że ty bierzesz wszystko wprost, nie oznacza, że robi tak reszta populacji - nie rozumiesz dowcipu - nie rozumie reszta, itd. Ale jeśli uważasz, że pisząc o abdykacji papieża udowodniłem zarazem prawdziwość twierdzeń Macierewicza - niech Bóg broni, abym cię od tego odwodził. Nawet lepiej - pisz stosowne egzegezy - osobniki tu zaglądające zazwyczaj mają wspomniane trzy cechy, będzie z czego drzeć łacha.
- Sceptycyzmem. Otóż ja nie piszę tych tekstów po to, by wszyscy, którzy je czytają, się z nimi zgadzali czy utożsamiali. Chęć, żeby wszyscy myśleli, tak jak ty - to gdzie indziej - inna partia, inny wódz. Ja na przykład doceniam zabawne i inteligentne teksty zwolenników PIS, problem w tym, że tak ich niewiele - powód? Patrz brak podanych cech u osobników chorych na ideologię. Nawet, jak mieli, musieli sobie amputować:)
A w związku z tym, żem sam sceptyczny, zakładam, że sporo ludzi czytając mój tekst ma do jego wartości merytorycznych sporo zastrzeżeń - i Bogu dzięki!

PS: W sumie wiem, jakiego pokroju osobą jesteś, więc obsikiwanie terenu nawet mnie nie zdziwiło. Że walnąłeś unlike przy wszystkich komentarzach - czego się spodziewać innego po pewnych osobnikach w ZOO, jak nie tego, że nie tylko wsadzą, ale jeszcze wyciągną i publicznie obliżą? Co i gdzie, pozostawiam wyobraźni. ale uciecha dziatwy wymaga, by zawsze na podorędziu był odpowiednio prymitywny egzemplarz:)
Zacytuj
 
 
Belfer
-3 [55] #6 Belfer
17 lutego 2013, 18:58
@father boss:
Jak zwykle nie zrozumiałeś. Nie szkodzi, nam to nie przeszkadza.
Ale jak byś chciał spróbować, to hint: rzecz dzieje się ładnych parę lat wstecz.
Zacytuj
 
 
Simon
-2 [52] #7 Simon
17 lutego 2013, 19:00
Acha, aby nauczyć cię w praktyce tego, o czym Rydzyk i inni poganie machający krzyżami wciąż trąbią, a nie mają pojęcia - zamierzam dać ci to, na co, za przebrnięcie przez tak długi tekst i pocenie się nad postem, niewątpliwie zasługujesz.
Czyli sprawiedliwość i miłosierdzie.
Ode mnie dostaniesz za swój post pięknęgo, tłustego lajka. Bardzo lubię odzew ludzi, o których pisuję - czymże byłby najskromniejszy choćby rechocik bez zainteresowanych stron?
Zacytuj
 
 
Simon
-2 [52] #8 Simon
17 lutego 2013, 19:08
@Belfer

Myślisz, że nawet tego nie wyłapał?

Nieee, nie może być aż tak...
Chociaż...

Ja zrozumiałem go inaczej - widzi niebożę, że protagonista autora powieści nabija się z pislamskich tez tworząc nieprawdopodobieństwa, jednakowoż istniejące w przyszłości faktycznie. I to ma usprawiedliwiać resztę nieprawdopodobieństw - łącznie z wiadomym rzekomym zamachem. Ale na to, że to też dowcip, jeno starający się być głębszym (intertekstualnym, tfu!, niechże już zgrzeszę tym paskudnym żargonem krytycznoliterackim) - to już nie wpadł, bo nie ma poczucia humoru.

Podobno poczucie humoru wymaga inteligencji (choć nie tylko!), ale kto tam to wie na pewno...
Zacytuj
 
 
father boss
+3 [59] #9 father boss
17 lutego 2013, 20:39
Znaleźli się intelektualiści, he,he. Ale kto z kim przystaje, takim się staje. Nie mam pretensji do siebie.

PS
Simon tu nie ma obsikiwania. Po miałbym się trudzić. Ty zaś wyczerpująco odpowiedziałeś. Więc chwała ci za poważne potraktowanie. Przecież nie musiałeś.
Zacytuj
 
 
Simon
-1 [53] #10 Simon
17 lutego 2013, 21:33
Ano znaleźli się, że zacytuję: "he, he". :D

Niewyczerpana skarbnico rozrywki.
Zacytuj
 
 
Belfer
+4 [54] #11 Belfer
17 lutego 2013, 21:52
Chyba jednak nie załapał. ;)
Zacytuj
 
 
Astrid
-1 [55] #12 Astrid
18 lutego 2013, 10:34
Simon, twój świetny i przezabawny tekst jeszcze dobitniej mi uświadomił jak surrealistyczne jest życie polityczne w Polsce, jak w obłąkanym kraju żyję. Śmiech ugrzązł w gardle... _cry_
Zacytuj
 
 
father boss
-8 [54] #13 father boss
18 lutego 2013, 11:09
@Astrid
A mogłabyś jaśniej. Co takiego w tym tekście było zabawne?

Co do tego, że żyjemy w obłąkanym kraju, jak najbardziej się z Tobą zgadzam.Jaki by temat nie ruszyć, to trudno nie stwierdzić, że żyjemy w domu wariatów. Simon nie musiał się wysilać.

Acha. Skoro śmiech ci ugrzązł, uważaj, żebyś się nie udusiła.
Zacytuj
 
 
Astrid
-1 [53] #14 Astrid
18 lutego 2013, 11:27
Father, zabawna jest konwencja tego opowiadania - to że nasze prawdziwe życie polityczne wygląda jakby było napisane przez szalonego pisarza z bujną wyobraźnią. Chyba to nie jest trudno zrozumieć?
Czy jest taki drugi kraj na świecie, gdzie dwóch upiornych bliźniaków narobiłoby podobnego bałaganu, po którym będzie wiele lat sprzątania?

P.S. Dzięki za unlike. :D
Zacytuj
 
 
father boss
-4 [56] #15 father boss
18 lutego 2013, 13:32
No i przy okazji papież abdykuje. A wcześniej zaliczył Hitlerjugend. Taka sama fikcja jak z kaczorem. Tylko śmiać się do rozpuku. Bo świat wg Simona to tylko SF. Albo matrix. I się właściwie tez z tym zgodzę.
Zacytuj
 
 
Belfer
-2 [50] #16 Belfer
18 lutego 2013, 14:31
@Astrid:
Dialog nie ma sensu. Każdy zwyczajny człowiek uśmieje się z tej konwencji literackiej i zauważy, że nasz świat współczesny zaskakuje nas bardziej niż najbardziej szalona powieść fantastyczna. Pod koniec lat osiemdziesiątych zastanawialiśmy się ze znajomym, ile lat jeszcze będzie dogorywał komunizm. Obaj byliśmy zdania, że jeszcze przynajmniej dwadzieścia, a może trzydzieści lat.
Jeszcze osiem - dziesięć lat temu, oglądając amerykańskie filmy z gatunku political fiction (z prezydentem o czarnej skórze) śmialiśmy się, że upłynie ze sto lat zanim Amerykanie wybiorą Murzyna, a dwieście zanim wybiorą kobietę.
Przed śmiercią papieża Jana Pawła II były też dyskusje o abdykacji. Wszyscy wiedzieli i widzieli, ze nie był w stanie sprawować swej funkcji. Wszyscy mądrzy specjaliści udowadniali, ze to niemożliwe. Niektórzy wynajdywali rzekome przepisy prawa kanonicznego,które tego zabraniają. Inni powoływali się na barak precedensów. Dziś okazuje się, ze jednak to jest możliwe.
Wałęsę krytykowaliśmy prawie wszyscy jako kiepskiego prezydenta, ale jak wyrzucone z jego kancelarii dwa kurduple robiły z niego agenta, to wszyscy znacząco pukali się w głowę. Nikomu by wtedy nie przyszło do głowy, że PiS zrobi z tego cały "historyczny" przemysł wydawniczy.
Prezydent i premier bliźniak? Sam pamiętam w 2004 roku, gdy już wiadomo było, że będą wybory i że wygra prawica, jak rechotaliśmy na jakimś spotkaniu towarzyskim z takiej możliwości. Każdy uważał, ze Polacy nie dadzą się tak omamić i nie wybiorą tej partii. A wybrali.
Tekst Simona każe nam się zastanowić, czy nie powinniśmy z większym dystansem traktować "niemożliwego". Jednak dialog z father bossem nie ma sensu. On nic z tego tekstu nie skapował. Kompletnie.
Najlepszy dowód, ze ten kraj jest porąbany to fakt, ze polski przedsiębiorca (czyli father boss) mając w firmie Neostradę, kilkanaście razy rozłącza się, aby postawić minus nielubiaanym dyskutantom na stronie internetowej. Zamiast coś tam wytwarzać, handlować, prowadzić usługi, facet siedzi w kanciapie i rozłącza Neostradę, aby zmienić IP. Gdyby tak robił nastolatek, chcąc punktować (na plus lub minus) rozbierane zdjęcie koleżanki na fotka.pl, to OK. Młodość, głupota, nadmiar wolnego czasu. Ale to robi gość rzekomo koło pięćdziesiątki.
O tempora o mores.
Zacytuj
 
 
father boss
-8 [52] #17 father boss
18 lutego 2013, 22:52
Taki linuksowiec i mysli że mondrala. Naprawdę belfer są prostsze sposoby niż ci się wydaje.
Ale nie przyszło ci do głowy, że mam po prostu dużo więcej sympatyków niż ty.
Taki stary chłop a wierzy w teorie spiskowe.

PS
Dokładniej przeanalizuj logi, jak ci się chce. I sprawdź z jakiego IP dostałeś przed chwilą minusa.
Zresztą tobie to się wszystko z neostradą kojarzy. Już nie pamiętasz jak swego bloga przed ruskimi blokowałeś.
Zacytuj
 
 
Belfer
#18 Belfer
18 lutego 2013, 23:11
@father boss:
Mnie nie interesują szczegóły. Chodzi o sam fakt, że staremu grzybowi przychodzą do głowy gierki na poziomie niedorozwiniętego gimbusa. A czy zmiana IP, czy zmiana proxy, czy zmiana czegokolwiek to nieważne.

Nie masz zwolenników, reprezentacja przygłupich pisowców w internecie jest podoba jak w prawdziwym świecie.
Zacytuj
 
 
father boss
#19 father boss
19 lutego 2013, 08:51
Jeszcze raz pochyliłem się nad tekstem Simona. I naszło mnie takie olśnienie. Ten teks można całkiem poważnie odebrać. Brakło tylko właściwego tytułu.

Jak mogłeś Simon, nie dać taki głupi tytuł. To rodzi różne spekulacje. Ludzie przez grzeczność starają się schlebiać. Chwalą, doszukują się satyry. Belfer zrobił jakieś odkrycia al'a Wałęsa. No biedak nie wie, że oprócz niego wszyscy wiedzą, że Wałęsa był agentem. No, ale Belfer jest ze Słupska.

Mniejsza z tym.
Tytuł opowiadania Simona powinien brzmieć.
"Ten Years After - Przychodzi leming do Michnika."

I proszę! Jak się satyra udała Simonowi. Teraz nawet Belfer będzie wiedział na czy stoi.
Tylko wyciąłbym tę scenę z obcasem na początku.

PS
Taka historyjka mnie się przypomniała. Jak to niektórzy czasem artystów się nie docenią.
Może artysta jednak powinien swoje dzieło w jakiś sposób oznaczyć, dać wskazówkę.

W Holandii, a konkretnie w Rotterdamie, jest sporo rzeźb różnego kalibru ustawionych w mieście, na zieleńcach, w środku fontann i pomiędzy wieżowcami. Taki zwyczaj. Artyści niekiedy obdarowują miasto swoimi dziełami, często abstrakcyjnymi i dosyć sporych gabarytów. Kiedyś ustawiono gigantyczny metalowy, bodaj kwiat, z pordzewiałych kawałków blachy i czegoś tam jeszcze, całkiem nie daleko magistratu, na zieleńcu pomiędzy dwiema jezdniami. Było uroczyste odsłonięcie, miejscowi notable etc.
A rano dzieła nie było.
Okazało się, że pracujące nocą służby oczyszczania miasta usunęły żelastwo, jako nielegalnie porzucony złom....


:-| :) :D
Zacytuj
 
 
Baca
-2 [40] #20 Baca
19 lutego 2013, 20:14
Dziś 19 lutego urodziny Władysława Bartoszewskiego.Pozwol iłem sobie wkleić stosowny komentarz w poprzednim wątku. Dziś byle kurdupel może wrzeszczeć - jestem patriotą! W cieniu Bartoszewskiego jest przecież bezpiecznie.
Zacytuj
 
 
Froggy
-4 [40] #21 Froggy
20 lutego 2013, 08:37
Po przeczytaniu tytułu myślałem ,że to artykuł o Ziemkiewiczu :)
Zacytuj
 
 
Simon
+9 [27] #22 Simon
23 lutego 2013, 03:20
PORNOGRAFIA

(bardzo przepraszam, jeśli się powtarzam. Ale ludzka głupota jest tak samo niezbywalna, jak moja własna. Wszak jestem człowiekiem

#20 baca
19 lutego 2013, 20:14
Dziś 19 lutego urodziny Władysława Bartoszewskiego.Pozwol iłem sobie wkleić stosowny komentarz w poprzednim wątku. Dziś byle kurdupel może wrzeszczeć - jestem patriotą! W cieniu Bartoszewskiego jest przecież bezpiecznie.


#21 Froggy
20 lutego 2013, 08:37
Po przeczytaniu tytułu myślałem ,że to artykuł o Ziemkiewiczu

www.blogpress.pl/node/15836

No i co ja mogłem z tymi wszystkimi danymi zrobić? Olać? Kopnąć w kąt narzucającą się koincydencję? Usunąć z pamięci?

Powiecie: po co zajmować się Ziemkiewiczem? Ot, żyje sobie gdzieś tam chłop, snuje te swoje bajki – jako i my tutaj, chleb kupuje i mleko, czasem ziemniaki przypali – na co nam ten temat?
Ano z banalności zła jest ten temat. Tak, tak, Hanna Arendt, nieprzypadkowo – choć to pewnie „żydowska trauma”.
Patrzę ja sobie na Ziemkiewicza, jak na niezwykły zasię okaz. Większość z nas porządkuje sobie rzeczywistość według przyswojonych klisz i stereotypów – obraźcie się, bądź nie, ale mózg ludzki ani nie ma czasu, ani możliwości, żeby porządnie ogarnąć całą rzeczywistość. Zatem posługuje się skrótami, uproszczeniami, najprzyswajalniejszym kodem. Rzeczywistość sobie upraszcza. Zielone – idź. Śmierdzi – nie wchodź.
I pewnie w normalnych państwach normalny obywatel z normalnym mózgiem nawet nie zauważa, że tak to działa.
Ale ot, weźmy sobie wstawmy za „x” – czyli normalne państwo – Polskę lat ostatnich - i oto, czary mary – jaki mózg normalny? Jaki obywatel?
Otóż żyjemy w czasach nieskrępowanej i żywiołowej dewaluacji rozumu. Sam jeszcze nie rozgryzłem do końca, na czym zjawisko polega – ale objawowo to jest tak, że coraz mniejsza ściema robić z siebie bałwana. W telewizji przechodzą rzeczy, na które Sokorski czy krwawy Szczepański nie mogli by spojrzeć nawet jednym okiem – na tzw. „Zachodzie” miazmaty może byłyby i zgniłe - gdyby u nas zgniłe nie bardziej. Reality show, w którym się „ciurkają?” Na odwyrtkę, tak nazad i okrągło? MTV, dla czternasto - , szesnasto- i dwudziestolatków? Pieprzenie sformatowane?
To ma być bezwstyd i pornografia? Mały to kisiel, małe piwko i małe miki do tego, co nam odstawiają rodzimi pornografowie.
Otóż dają nam wgląd nie w swoje organy płciowe: nie pokazują nam rozwarć i członków w akcji, jak to od stu lat modne – jeno pokazują nam bezwstydnie pornografię własnego umysłu: nagość głupoty; bezwstyd hipokryzji; dewiację, szaleństwo i pogardę – a wszystko we ładnym garniturku, sterylne, w błyszczących opakowaniach – by zdrowie psychiczne udawało.
Matka z córką? Ajatollah z osłem? Kaczyński z Tuskiem?
Nie ma tak chorego układu, który równałby się temu. Wszak jest niezmienny od wieków. Stały. Niby błądzący po obrzeżach, a zawsze w centrum uwagi.
Układ chorobliwej nienawiści.
Nienawiść cierpliwa jest. Nienawiść niewybaczająca jest. Nienawiść trwała jest. Bez nienawiści bylibyśmy, jako te kamienie szlachetne, brzęczące. A po co nam za dużo walorów?
Kto chciałby być ideologiem?
Eeee, widzę, że jest małe zainteresowanie dla tematu.
Taka np. prostytutka, to jest osoba, która oddaje ciało za pieniądze.
Taki np. ideolog, to jest osobnik, który oddaje ciało, duszę, pomysłowość i intelekt idei – choć często również za pieniądze, ale o tym – sza!
Nie wiem, jak tam obcowanie płciowe – żony muszę spytać (i obawiam się surowych recenzji – ot, życie) – ale co do idei – jego wartość jest zazwyczaj dyskusyjna, jeśli się jeszcze ideologiem nie jest. Niemniej mniej dyskusyjne wydaje się być pieprzenie międzypłciowe, miast intertekstualnego. Ale cóż z tego – skoro wciąż tylu chętnych, by się oddać?
Und da liegt Hund begraben. Nawet prosty pastuch się odsunie od ogrodzenia pod napięciem, gdy kopie prądem. Uczymy się, że parzy, ziębi i robi złe kuku.
Ale jesteśmy tylko ludźmi: nie możemy się w te kilkanaście, dzieści, dziesiąt lat nauczyć wszystkiego. Niektórzy uczą się szybciej, inni wolniej, inni jeszcze wcale. Ale są też i tacy, którzy zdobywają podziw współczesnych.
Wydają powieści. Książki piszą. Programy w telewizji mają. Nawet ideologami chcą zostać. Ale tak jakby nie nauczyli się trzymać z dala od pastucha. Oddać się chcą.
„Historia magistra vitae est”. Keine „est”, żadne „est”, Wot durak – kakije „est”?!
Masz oto środkowoeuropejczyka. Człowieka, który wydał kilka powieści. Faceta, który posługuje się w miarę zbornie na ogół zrozumiałym językiem w mowie i piśmie – i oto, posądzasz go o rozsądek. Ale nic bardziej błędnego!
Otóż może sobie gościu pisać powieści (a niechby i fantastyczne), może sobie mieć lekkie pióro (choć nie takie, jak moje - wtręt redaktora); może sobie przekładać literki idei tam i nazad, jak w tetrisie.
Powiem więcej: z takim słownictwem, możliwościami twórczymi i działalnością- ten gość musi być, tfu! - że wyrażę słowo do ideologicznego sprawdzenia – niesprawdzony!
OTÓŻ W TYM MOMENCIE I W TYM MIEJSCU STWIERDZAM, ŻE RAFAŁ ZIEMKIEWICZ JEST IDIOTĄ, KTÓRY SZKODZI TEMU KRAJOWI, WSZYSTKIM JEGO OBYWATELOM, A TAKŻE ICH INTERESOM. ROBIĘ TO OFICJALNIE I WCALE SIĘ Z TYM NIE KRYJĘ: OTÓŻ RAFAŁ ZIEMKIEWICZ JEST IDIOTĄ – Z WYBORU ZAPEWNE, ALE KTÓŻ GO WIE?
JEŚLI RAFAŁ ZIEMKIEWICZ ZECHCE UDOWODNIĆ MI SĄDOWNIE, ŻE NIE JEST IDIOTĄ – SŁUŻĘ DANYMI OSOBISTYMI.
A teraz – być może przedwczesne nieco – uzasadnienie:
1) Bycie ideologiem. Paradne. Oto w miarę podobno wykształcony człowiek zechciał użyć bez obrzydzenia słowa „ideolog”. Zakładam, że Pan Rafał Ziemkiewicz zakończył z powodzeniem przynajmniej szkołę podstawow ą. Tam się dzieciom wyjaśnia w miarę przystępnych słowach, gdzie się lokuje rasistowskie perwersje.
Otóż niemal stulecie praktycznych ćwiczeń i dwustuletnie bez mała ćwiczenia praktyczne w różnych zaiste warunkach klimatycznych wykazały umiarkowaną użyteczność ideologii.
2) Ja tam nie wiem, jaką Michnik ma traumę. Z tego, co wiem, urodził się po wojnie. Panie Ziemkiewicz – nos? Czy aby nie za garbaty? Odsyłam do Mrożka – pewnie za garbaty.., Lubisz gnębić ludzi za krew? Toś chwacki ideolog! Nie wiem, jaki tam z Michnika Żyd – ale wiem, jaka padlina jest z tych, co to rozważają… Eeeech, tyle intelektualnych starań, i stajemy się oblesiem? Nie, nie stajemy się – byliśmy się.
W ideologii wcielonego diabła a.k.a. „michnikowszczyzna” – zapewne możliwe. SA, SS, KGB, GRJ, NKWD – ależ bądź ideologiem, młody człowieku! Kto ci broni?

BĄDŹ IDEOLOGIEM! NIECHŻE WSZYSCY ZOBACZĄ! CI, CO WIEDZĄ, NAWET NA CIEBIE NIE SPLUNĄ – A CI, CO, NIE WIEDZĄ – DOWIEDZ Ą SIĘ.
Oto i ich wieloletnie starania. Kraj jakim jest, takim jest, – a tu, weź – Ziemkiewicz – szlachetny Enkawudzista.
Jakby tam sobie nie szło – wrogi element wytropi. Nie po to zgłębiał historię A WCALE JEJ NIE ROZUMIAŁ, żeby ENKAWUDZISTA Ziemkiewicz: rasowy, patriotyczny, czy obaj? Zważywszy na „ideologiczne” zacięcie – oba terminy do użycia – nie stropił wroga!
To nie o to chodzi, niebożątko, żebyś był be.
Chodzi o to, żeś nic nie zrozumiał. Jak zwykle.
Zacytuj
 
 
father boss
-9 [31] #23 father boss
23 lutego 2013, 12:34 Zacytuj
 
 
Simon
+8 [30] #24 Simon
23 lutego 2013, 16:44
Czym Antoni Macierewicz tłumaczy hałas przy nagłym ruszeniu samochodem?

Spiskiem opon :)
Zacytuj
 
 
Simon
+13 [27] #25 Simon
23 lutego 2013, 16:57
I dla równowagi, żeby nie było zbyt jednostronnie:

joemonster.org/.../...
Zacytuj
 

Dodaj komentarz

Zarejestruj się, aby nie mieć ograniczeń w komentowaniu:
- nieograniczona ilość znaków (niezarejestrowani mają limit do 1000)
- możliwość korekty swojego komentarza przez 5 minut od momentu publikacji
- możliwość wstawiania obrazków bezpośrednio w komentarzu (przycisk)
- możliwość oceny komentarzy innych użytkowników
- brak zabezpieczenia antyspamowego CAPTCHA, czyli wysyłasz bez podawania kodu z obrazka

Kod antyspamowy
Wygeneruj nowy, bo nie mogę się rozczytać