Polub NaszePanstwo.pl na   

Jeszcze o związkach partnerskich

  • Kategoria: Polityka
  • buldozer
Ostatnio wywiązała się tutaj ciekawa dyskusja o związkach partnerskich. Całe szczęście, bo ten portal powoli umierał. Pociągnijmy ten wątek, może ożyje.

Uwazam, że problem związków partnerskich jest postawiony od tzw. "dupy strony". Dyskusja wygląda tak, jakby to same związki stanowiły cel. A tak przecież nie jest. Istotne jest to, jakie ułatwienia takie związki mogłyby przynieść niektórym ludziom, nie uszczuplając przy tym wolności i praw pozostałych ludzi.
Należy więc zacząć od tego, jakie postulaty stawiają zwolennicy związków. Są to:
1. Sprawy majątkowe - np. kwestia dziedziczenia, możliwie bez podatku
2. Sprawy dotyczące leczenia i pochówku
3. Sprawy dotyczące ulg podatkowych, przewidzianych dla małżeństw (wspólne rozliczanie PIT)

Może o czymś jeszcze zapomniałem. Ale z tych spraw jedynie punkt drugi zasługuje na uwagę. Kwestie dziedziczenia można załatwić zawierając odpowiednie umowy kupna (np. mieszkanie można kupić wspólnie, dokonując podziału udziałów, a dziedziczenie można załatwić testamentem). Kwestie podatkowe to osobna sprawa, ja uważam, że podatek od spadku należy w ogóle znieść. To samo dotyczy punktu 3 - jestem zwolennikiem podatku liniowego, który w ogóle wykluczy sens wspólnego rozliczania się.

Tak więc, jak już powiedziałem, punkt 2 wydaje się najistotniejszy, gdyż stanowi realny problem dla osób niespokrewnionych i nie będących w związku małżeńskim.

Otóż więzi rodzinne tworzy się (z prawnego punktu widzenia) albo poprzez odpowiedni akt prawny, albo poprzez pokrewieństwo krwi. Tak więc krewnymi - z prawnego punktu widzenia - są mąż i żona, rodzice i dzieci,  oraz rodzeństwo. Akt małżeństwa wprowadza między dwoje niespokrewnionych ludzi prawnie zdefiniowaną więź rodzinną. Podobnie działa akt adopcji. Dziecko mające innych biologicznych rodziców uznaje się za dziecko rodziców przybranych, ze wszystkimi związanymi z tym skutkami prawnymi. Tak więc dwoje niespokrewnionych ludzi może stać się rodziną albo w drodze małżeństwa (jeśli są różnej płci i nie ma do tego innych przeszkód), albo w drodze adopcji (co stwarza relację rodzic-dziecko).

To, czego brakuje w tym systemie, to "ubratowienie" albo "usiostrzenie" niespokrewnionej osoby. Konkretnie chodzi mi o to, aby dwoje dorosłych ludzi mogło dobrowolnie zawrzeć zwiazek, jaki istnieje pomiedzy rodzeństwem.  Ze wszystkimi tego konsekwencjami prawnymi (a więc np. prawo do spadku, informacji medycznej itd.). Jeśliby więc zdefiniować związek partnerski jako odpowiadający relacjom, jakie istnieją pomiędzy rodzeństwem, to uzyskalibyśmy coś, co jest związkiem luźniejszym niż małżeństwo, nie ograniczającym prawa do zmiany partnera (a więc nie wymagającym rozwodu lub jego odpowiednika) a jednocześnie dającym pełne prawa, jakie ma osoba spokrewniona. Tak zdefiniowane związki partnerskie miałyby, myślę, szansę uzyskać akceptację konserwatywnej części sejmu.

Komentarze  

 
Baca
+1 [11] #1 Baca
31 stycznia 2013, 19:56
Istotne jest to, jakie ułatwienia takie związki mogłyby przynieść niektórym ludziom, nie uszczuplając przy tym wolności i praw pozostałych ludzi.
Właśnie! W tym sensie Gowin wypowiedział bzdurę.
 
 
Belfer
-1 [9] #2 Belfer
31 stycznia 2013, 20:52
Problem w Polsce stanowi sposób postępowania ludzi. Jeżeli nie ma przepisów, które mówią, że z ofiarą gwałtu trzeba postępować z taktem, nie obwiniać jej o gwałt, zapewnić intymność badania, itp. itd, to policjanci będą zadawać pytania w rodzaju: "dlaczego pani poszła bez stanika", dlaczego nie założyła pani spodni", "a dlaczego pani go zachęcała".
Dzieje się tak dlatego, że funkcjonariusz państwa w genach ma zakodowane, ze on jest władzą, a obywatel to śmieć. Trzeba funkcjonariusza wziąć za pysk przepisami, bo inaczej czuje się królem. Taka spuściznę dostaliśmy po czasach zaborów, okupacji i PRL, gdy państwo było tworem obcym i narzuconym.
W innym kraju być może nawet nie byłoby potrzeby wprowadzania ustawy o związkach partnerskich, bo odpowiednie ułatwienia byłyby kwestią poszanowania godności innych, szacunku dla ludzi i urzędnicy sami potrafiliby ułatwiać ludziom życie. Ale nie u nas. U nas będę utrudniać, bo mogą.
Znanymi jest przypadek pewnej mamy, która poszła po dziecko do przedszkola. Dziecko nosiło nazwisko taty. Mama (choć ślubna) zachowała własne z powodów zawodowych. W nowych dowodach nie ma już wpisanych dzieci. Akurat była inna "pani" w przedszkolu, która nie znała mamy. No i legitymowanie nic nie dało, a wręcz podwyższyło stan podejrzliwości czujnej "pani". Mama została pod drzwiami, pani zaczęła telefonować do dyrektorki itp. itd.
A przecież wystarczyłoby zawołać dziecko i bez uzewnętrzniania podejrzeń przyjrzeć się jego reakcji. Maluch nie dałby sobie wmówić obcej baby zamiast mamy. A tak powstała bardzo nieprzyjemna sytuacja i strata czasu, bo "pani" chciała zostać "władzą" i okazać urzędową czujność.

PS. To traktowanie państwa ma swoją drugą stronę, wciąż łatwo nam przychodzi oszukiwać państwo.
 
 
buldozer
+1 [11] #3 buldozer
31 stycznia 2013, 21:39
@Belfer Masz rację, poczucie władzy, które pozostało nam po PRL-u wciąż się tli w ludziach. Za PRL-u "władzą" dysponowałą nawet ekspedientka w sklepie mięsnym albo hydraulik (słynny skecz kabaretu Dudek!). Kapitalizm trochę przywrócił proporcje, ale mentalność ludzi pozostała. Niestety, obawiam się, że jeszcze nam przyjdzie trochę się z tym pomęczyć.
 
 
Simon
-2 [8] #4 Simon
2 lutego 2013, 01:19
Pozdrowienia!

Przepraszam, że się nie udzielałem ostatnio - ale byłem w takiej głuszy, że przez bez mała pół roku prawie nie miałem internetu.

Wracam i błagam: niechże ten portal nie umiera:) Tak rzadko spotyka się ludzi, którzy mają coś do powiedzenia z sensem...

Co do meritum wątku: jestem przeciw związkom partnerskim.
A oto dlaczego:
Kiedy cztery żółwie A'tuin wydały ze swoich trzewi olbrzyma, a tenże powił ze swych lędźwi Ziemię i wszelkie życie - nastały czasy chaosu i niepewności. Ale potem przyszły walki pojawiających się ad hoc gigantów z olbrzymami - i w wyniku tych walk powstały góry i oceany. I podczas kiedy Giganci rozdzielili niebo i ziemię, a Olbrzymi poezję i prozę, pojawiła się bogini małych stworzonek, która rzekła: "nie będziesz li miał na uwadze związków partnerskich."

Jak nie wierzycie, sami sprawdźcie: Święta Księga Śródziemia wśród Śródmorza, wersja islamsko - katolicka.
Sami rozumiecie, że w tym świetle jakiekolwiek administracyjne ułatwienia dla nieznanych mi osobiście obywateli - przegrać muszą z moimi abstrakcyjnymi przekonaniami, opartymi na pięknych i ponadczasowych legendach:)

Jeśli kiedykolwiek podjąłbym próbę chociażby rozważenia możliwości czegoś takiego, jak "związek partnerski" - śmiertelnie obraziłbym Boginię Małych Stworzonek, a co za tym idzie, Wielkiego Żółwia Atuin (bo zdaje się, że ze sobą sypiają - ale nie pytajcie mnie o techniczne szczegóły), tego z tyłu i po prawej. On jest właśnie od tych spraw...

Zatem będzie lepiej, jak stworzę wiele niedogodności obcym sobie ludziom, jak ich obrażę, jak zamknę im możliwości ułatwienia sobie życia i załatwienia pewnych spraw w godności i poczuciu sensu - albowiem nie mogę ich przedłożyć ponad skorupę Atui'n.
Chyba to rozumiecie?
 
 
prawdziwy berg
-3 [7] #5 prawdziwy berg
2 lutego 2013, 11:06
Czekaj , czekaj Simon. Rozumiem, rozumiem, ale lekceważenie i stwarzanie trudności to funkcja ciągłą i absorbująca. Nie ma gdzieś przepisu, żeby to całe barachło wpakować na dziurawy statek i...? Słabo czytam, to pytam.
No i witaj. Przedarłeś się do cywilizacji na dłużej? Długo szedłeś?
 
 
Simon
+1 [5] #6 Simon
2 lutego 2013, 13:42
@prawdziwy berg

Z tą "głuszą: to taki przyciężkawy żarcik był. W stylu tego:
Jedzie sobie dwóch szanownych obywateli rosyjskich pociągiem, gdzieś het, na Syberii. I jeden pyta drugiego uprzejmie:
- A dokąd to bogi niosą?
- Ano do Charkowa samego.
- A skolka eto kilometrow budziet?
- Uuuuu, grażdanin, a ze dwa tysiące stąd jeszcze. A wy gdzie się udajecie?
- A, ja, to do Paryża!
- A skolko eto kilometrow?
- No, ze sześć tysiączków, jak nic.
- Nu, wot, kakaja głusza!

A tak faktycznie siedzę póki nieco bardziej na zachód, w kraju pono cywilizowanym, w którym dostawcy internetowemu - bagatela! - podłączenie mnie na stałe zajęło błahe... dwa miesiące.

Zaiste - swego nie znacie, cudze chwalicie:)

- Czekaj , czekaj Simon. Rozumiem, rozumiem, ale lekceważenie i stwarzanie trudności to funkcja ciągłą i absorbująca. -

To nie wiesz, ile wysiłku są w stanie włożyć ludzie w bezinteresowną złośliwość i szkodzenie innym? Czasem, to aż pojęcie ludzkie przechodzi, ile mrówczej krzątaniny i gorliwych zabiegów trzeba, by tylko kogoś udupić; ot tak, dla zasady, żeby za bardzo nie wyrastał. I nie mówię już o mega przykładach z historii, jako zapisu ciągłego rżnięcia się, i to raczej w tym bardziej ponurym znaczeniu - dla powodów w bliższym wejrzeniu tak błahych, że w zasadzie na historię gatunku wypada patrzeć z dużym zawstydzeniem Nawet drobiażdżki są słodkie, dlatego często szukam takich rodzynków na piekielni.pl. Sam bym czasem nie wymyślił w najśmielszych marzeniach, jak się można wysilić, by komuś zaszkodzić dla zasady:)

Co do rasizmu, homofobii, szowinizmu i innych takich kwiatków - mam ja swoją socjobiologiczną teorię, ale nie chcę tu przynudzać...

Pozdrowienia!
 
 
prawdziwy berg
#7 prawdziwy berg
2 lutego 2013, 21:55
No popatrz Simon, jakbyś mówił o Włoszech albo Hiszpanii.

Masz rację, że dla niektórych to jedyny sport jaki uprawiają, ale zawsze mnie dziwiło, że nie umierają w końcu z nudów. Ja tam wolę radykalne rozwiązania.

Wywal tu swoją teorię chętnie się dowiem skąd pochodzi homo PiSkus.

A tak w ogóle to:
"- Jesteśmy dumni i szczęśliwi. Zrobiliśmy pierwszy krok w kierunku zmiany prawa - mówi w rozmowie z BBC francuska minister sprawiedliwości Christiane Taubira. - Zamierzamy uchwalić prawo, które da każdemu obywatelowi wolność do decydowania o wyborze swojego partnera - dodała."
No proszę, minister i minister SPRAWIEDLIWOŚCI
 
 
Belfer
-2 [8] #8 Belfer
2 lutego 2013, 23:57
Co do internetu w cywilizowanych krajach. Pozwolę sobie na dygresję. Mój kolega w cywilizowanym kraju zmienił mieszkanie. No i oczywiście znalazł dostawcę i zamówił "wiaderko internetu". Sprawdzam, jest gniazdko ethernetowe, komputer dostaje IP, no to doskonale. Admin tylko coś tam wpisze do firewalla, klepnie enter i będzie hulało. Mijały dni i tygodnie, a telefony do firmy dawały tylko wiadomość: "mamy bardzo dużo pracy, proszę czekać". W rezultacie trwało to miesiąc.
Szczyt olewania klienta i niekompetencji. I to nie była Polska.

Co do małżeństw homoseksualnych, to cóż, ja po prostu jestem chyba za stary. Koleżanka prawdziwy berg zrugała mnie kiedyś za seksizm, to teraz chyba dostanie mi się za pisizm. ;)
Ale dla mnie to o jeden most za daleko.
 
 
Astrid
#9 Astrid
3 lutego 2013, 00:22
@ Simon
Ja Cię ładnie proszę, zrób nam tę przyjemność i koniecznie przedstaw nam swoją socjobiologiczną teorię. Pękam z ciekawości. :)

@ Belfer
Z czym właściwie masz problem? Tak jak na co dzień nie zauważasz homoseksualistów w życiu publicznym, tak samo nie zauważysz małżeństw homoseksualnych. To nie jest w porządku, gdy czyjeś uprzedzenia negatywnie wpływają na życie innych.
 
 
Belfer
-1 [7] #10 Belfer
3 lutego 2013, 01:26
Astrid napisał:
To nie jest w porządku, gdy czyjeś uprzedzenia negatywnie wpływają na życie innych.

Cała masa czyichś uprzedzeń niegdyś wpływała na moje życie, więc zdaję sobie sprawę. Jednak jestem zdania, że nazwa małżeństwo powinno być zarezerwowana dla związku kobiety i mężczyzny.
Choćby dlatego, żeby uniknąć takich problemów o jakich czytałem. W Szwecji był poważny problem, bo ten, czy ów pastor nie chciał udzielać ślubów homoseksualistom. Nie jest ważne, jak się to skończyło, ważne, ze w ogóle do tego doszło.
Wiadomo chyba wszystkim, że nie jestem zwolennikiem religii, ale nie można w imię równości przesadzać. Kościoły mają prawo nie uznawać związków homoseksualnych.
 
 
prawdziwy berg
-1 [9] #11 prawdziwy berg
3 lutego 2013, 10:19
Ależ niech nie uznają na zdrowie!
Syndrom psa ogrodnika jest dokładnie zdiagnozowany i opisany.
Tu chodzi o instytucję cywilną i niestygmatyzowanie ludzi z jakichkolwiek powodów.
Każdy kościół i religia, czyli wyznawcy, mają problem z tą wredną miłością bliźniego - ich założyciel nagadał bzdur, totumfaccy zapisali, a teraz wierni mieliby nie móc w nikogo rzucić kamieniem? Jakiś koszmar!
 
 
Simon
+1 [5] #12 Simon
3 lutego 2013, 13:49
@Astrid

Ja rzecz jasna mogę to napisać, pytanie, czy Tobie będzie się chciało przez to brnąć?:)
Nie chcę tu zaśmiecać forum, to wrzucam linka.

simon01.blox.pl/.../...
 
 
Baca
-1 [9] #13 Baca
3 lutego 2013, 16:54
Simon napisał:

wrzucam linka.

Przeczytałem. B. ciekawe. Gdy idę lasem, a z naprzeciwka idzie grupka hałaśliwych młodzianów, odczuwam lęk. Jednak gdy błądziłem od trzech dni po lesie, odczuwam radość.
Nasze reakcje na obcych zależą od sytuacji w jakiej się znajdujemy i od odruchów nabytych lub atawistycznych. Ale chyba tylko my umiemy upatrywać korzyści ze spotkania z nieznajomymi. 30 - 40 tys. lat temu wygryźliśmy neandertalczyków, bo nauczyliśmy się wymieniać informacje z obcymi sforami. Przy okazji pojawiła się mowa lub kontakty z obcymi wymusiły powstanie mowy.
"Skąd masz taką dzidę?" - "Powiem ci jak pokażesz, jak zszyłeś te skóry".
Kontakt z obcym to pewne ryzyko, ale i możliwość korzyści. To nas odróżnia od mrówek i neandertalczyków. Odczuwam pewną wyższość, gdy ktoś nie umie dojrzeć potencjalnych korzyści z obcowania z innymi.
Dlatego nie czuję sympatii do "P"rezesa. Poza tym jest dziwnie mały, zwarty, niewywrotny. I mruk.
 
 
Simon
#14 Simon
3 lutego 2013, 20:05
@baca

Zgoda co do korzyści z wymiany doświadczeń - to właśnie między innymi powoduje większą konkurencyjność państw wielonarodowych.

Co do przykładu z lasem - jednak bym się nie zgodził. Pobłądziwszy w lesie zakładasz mimo wszystko, że spotkasz ludzi cywilizowanych, mówiących zrozumiałym językiem i wyposażonych w telefony komórkowe. Innymi słowy - niewielka jest szansa, że spotkasz "prawdziwych obcych".

Ja jednak apelowałbym do wczucia się w nieco inną sytuację - nazwijmy ją tak, Robinsona Cruzoe. Jego pierwszym odruchem z zobaczenia odbicia pięt na piasku wcale nie była radość - bo on miał szanse spotkania prawdziwych obcych. Nieobliczalnych.

Tak więc - korzyści ze spotkania z nieznajomymi, jak najbardziej, ale z wystarczającym wsparciem i z zabezpieczeniem drogi odwrotu:)

Czyż nie dlatego zgadzamy się oddawać takie obszary wolności instytucjom, by nas broniły przed prawdziwymi lub wyimaginowanymi zagrożeniami? No i proszę bardzo - oto wznoszący się pod niebiosa potężny krzyk, także z mównicy sejmowej: niechże nas państwo przed tymi zdziczałymi gejami broni :D
 
 
Simon
+3 [7] #15 Simon
3 lutego 2013, 21:15
@belfer

- Co do małżeństw homoseksualnych, to cóż, ja po prostu jestem chyba za stary. Koleżanka prawdziwy berg zrugała mnie kiedyś za seksizm, to teraz chyba dostanie mi się za pisizm. ;)
Ale dla mnie to o jeden most za daleko. -

Bardzo długo myślałem podobnie, jak Ty. Do niedawna nawet, ale zmieniłem zdanie i powiem Ci, dlaczego.

Ale nie oznacza to oczywiście, że chcę Ci włazić z butami do poglądów, do których masz pełne prawo - chciałem Ci tylko przedstawić swój punkt widzenia.
W dodatku może to troszkę musztarda po obiedzie, bo w większości powtórzę zasadnicze tezy artykułu buldozera, z którym się zgadzam.
Co do oskarżeń o pisizm: rozumiem sarkazm, ale wydaje mi się, że to właśnie "lud smoleński" żąda stuprocentowej wierności "jedynie słusznej", a jakże odrażającej "prawdzie". Ludzie przywykli do wymiany poglądów powinni zakładać, że w przeróżnych kwestiach mogą się drastycznie różnić - i nie należy w związku z tym od razu wyzywać się od lewaków, lemingów czy moherów:) Także, chyba na tym portalu chyba możesz być spokojny - no, przynajmniej za siebie ręczę:)

Po pierwsze wydaje mi się, że mieszasz niepotrzebnie dwa porządki: otóż czym innym jest polityka państwa, a czym innym praktyki związków wyznaniowych i kościołów. Nikt chyba nie jest aż tak oderwany od rzeczywistości, aby żądać udzielania ślubów homoseksualnych przez KK. Mało tego, wydaje mi się, że KK nie może takowych związków błogosławić, ani uznawać za ważne.
Ale na tej samej zasadzie Kościół nie uznaje wyłącznie ślubów cywilnych, rozwodów czy konkubinatów - ale nikt z tego powodu nie rozważa ich zniesienia, prawda? Bo czyniło by to z nas państwo wyznaniowe. Ale i w drugą stronę: nikt przytomny nie będzie żądał, by wbrew swojej doktrynie KK nagle zaczął udzielać i honorować rozwody.

Zatem przypuszczam, że twój przykład z pastorem dotyczy jakiegoś "silnie reformowanego" kościoła protestanckiego, co to wiesz: kobiety biskupami, itd., itp.

A co do zasadności samych związków partnerskich: początkowo postrzegałem je jako parodię i prowokację. Po zadaniu sobie pytania - po co one komu - dochodziłem do wniosku, że jeno, by burzyć porządek społeczny - i w związku z tym kojarzyły mi się wyłącznie z niesmacznym żartem. Wiesz; dwóch panów młodych a jeden w sukni albo żarciki, że czemu by się nie żenić z tosterem. Ale potem zacząłem słuchać argumentów drugiej strony. I muszę Ci powiedzieć, że po prostu mnie przekonali.
I tu należałoby powtórzyć tezy buldozera.

Otóż, jeśli zjawisko przesuwa się z pola "parodia", na pole "administracyjne załatwienie niesprawiedliwości" - to nie widzę powodu, by rozwiązaniu nie przyklasnąć. Sprawy dziedziczenia, wspólnego dorabiania się majątku, spadkowe, informacji medycznej - to są poważne i solidne argumenty, by dawać ludziom homoseksualnym jakąś możliwość usankcjonowania związku. KK tego robić nie może, a katolicy homoseksualiści nie mogą wstępować w takie związki pod groźbą wykluczenia ze wspólnoty - i to jest dla mnie równie oczywiste, jak wykluczanie rozwodników. Takie są prawa kanoniczne. Nie widzę w tym też nic oburzającego.
Ale nie widzę też powodu, by prawo kanoniczne rządziło państwem laickim. Jeśli kto nie jest katolikiem, a chce prawnie usankcjonować związek z drugą osobą - to czemu nie, skoro upraszcza mu to w wybitny sposób życie? Przypominam, że w liberalnej demokracji administracja jest od upraszczania życia obywatelom, a nie utrudniania; oraz od poszerzania pól osobistej wolności, miast ich kurczenia.

Póki zatem nikt mnie nie zmusza do uczestniczenia w świeckich ceremoniach zawarcia takiego związku - nie widzę w nim nic złego: mnie on nie może zaszkodzić, natomiast komuś w istotny, prawno - administracyjny sposób może pomóc. Nie znajduję więc żadnych logicznych przesłanek, by ludziom takiego prawa żądającym prawa tego odmawiać.

Podnosi się czasem kwestię, że małżeństwo jest zawierane w celach prokreacyjnych. To znów oczywiste rzutowanie spojrzenia wyznaniowego, a i to z przesadą - albowiem, gdyby to była prawda, państwo, ale także i KK nie powinno udzielać ślubów osobom bezpłodnym...

Inna, często podnoszona kwestia - także i tu przez buldozera w sprawie punktów 1 i 3 - to inne możliwości prawnego załatwiania wspólnych spraw, niż związek partnerski. Ale ten argument jest obrotowy: skoro bowiem tak patrzeć na sprawę, to i heteroseksualnym małżeństwo cywilne po nic, skoro także można spisywać stosowne umowy. A zatem, skoro ułatwia się życie osobom hetero - nie widzę powodu, by państwo miało tu być niesprawiedliwe wobec osób homo.

I wreszcie rzecz ostatnia. Piszesz, że jesteś za stary... Rozumiem twój punkt widzenia i sam mam niejednokrotnie tego rodzaju obiekcje. Choćby estetyczne: trudno mi bez mrugnięcia okiem spojrzeć na pocałunek homoseksualistów. Ale, moim zdaniem, są to kwestie pewnych uprzedzeń i wychowania, które nie powinny mieć wpływu na administracyjną praktykę państwa neutralnego światopoglądowo, o ile nie ma być to państwo niesprawiedliwe, bądź nierówno traktujące obywateli.
Jestem sobie w stanie wyobrazić przemiłą staruszkę z lat 50tych, o wielkim sercu i gorliwą chrześcijankę, w jakimś południowym stanie USA, pełną empatii i pozytywnych uczuć - która za nic nie wsiadłaby z osobą czarną do autobusu, bo tak ją wychowano i miała to za najnaturalniejsze w świecie.
Czasem po prostu jesteśmy wychowani w takich uprzedzeniach, że już nie jesteśmy w stanie nie tylko ich zdekonstruować, ale nawet w sobie wytropić. Co nie przeszkadza, że obiektywnie pozostają uprzedzeniami.

I tak wolnomyśliciel Wolter, zwolennik idei rewolucji francuskiej - pisał o Żydach tak, że i w Stuermerze można by po wiekach zamieścić. Ale nie był wtedy w stanie tego uprzedzenia wyabstrahować.

Rozumiejąc zatem twoje obiekcje natury kulturowej - apeluję o zastosowanie przesłanek rozumowych: mnie przekonały logiczne argumenty.

Pozdrawiam
 
 
Belfer
-3 [7] #16 Belfer
4 lutego 2013, 00:30
Cytat:
Nikt chyba nie jest aż tak oderwany od rzeczywistości, aby żądać udzielania ślubów homoseksualnych przez KK.
Otóż w Szwecji ktoś był. Czy nawiedzeni wyznawcy sekty smoleńskiej nie mają swoich odpowiedników po tęczowej stronie mocy?
Cytat:
Wiesz; dwóch panów młodych a jeden w sukni albo żarciki, że czemu by się nie żenić z tosterem.
A jak muzułmanie zechcą w tej Francji usankcjonowania przez państwo wielożeństwa? W sumie to by było nawet logiczne.
Cytat:
Rozumiem twój punkt widzenia i sam mam niejednokrotnie tego rodzaju obiekcje. Choćby estetyczne: trudno mi bez mrugnięcia okiem spojrzeć na pocałunek homoseksualistów.
Moja koleżanka - z ogólniaka jeszcze - mawiała, że woli dwóch gejów niż dwie lesbijki. Pytana dlaczego, odpowiadała, że ze względu na podobieństwo zainteresowań. Ale mi nie o to chodziło. W ostatnich latach sporo bywałem za granicą i te widoki mnie nie gorszą, ani nie powodują dyskomfortu. Ba, najprzyjemniejszym pubem w Londynie jest pub dla gejów na Hampstead.
Z tego względu mogę powiedzieć, ze nie mam raczej takich uprzedzeń, tak samo jak kompletnie nie mam żadnych uprzedzeń rasowych. Natomiast wciąż wydaje mi się, że małżeństwo to powinno być coś więcej niż "związek dwóch osób". Chociaż jako rozwodnik, to mam małe uprawnienia, by o tym gadać. :)
 
 
prawdziwy berg
-2 [8] #17 prawdziwy berg
4 lutego 2013, 08:43
Simon, to za dużo skromności, że ukryłeś swój tekst pod linkiem w komentarzu. Opublikuj proszę, bo jest niewidoczny, a interesujący! I ma wydźwięk rysunku Mleczki - jak to jeden facet opowiada, że w zasadzie to jest tolerancyjny, ale jakby wziął to całe barachło za mordę...
 

Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze