W mojej poprzedniej notce zwróciłem uwagę, że w świetle analizy wykonanej przez pozostającego poza wszelkim podejrzeniem sowietologa amerykańskiego, Rosja ciągnie niewatpliwie profity z konfliktu społecznego, narastającego w Polsce wokół katastrofy smoleńskiej. Dla każdego racjonalnego analityka ataki na rząd ze strony PiSowskiej opozycji, oskarżenia o zdradę, mataczenie, udział w zamachu, stanowią duże osłabienie dla Państwa Polskiego. Całkiem możliwe jest wywołanie tą droga kryzysu rządowego i dojście do władzy populistów, którzy doprowadzą do izolacji Polski w Europie a nawet na świecie. A wtedy Rosja powie jak wilk z bajki Krasickiego: "słabyś, smacznyś i w lesie".


Tak przeprowadzona analiza prowadzi do następującego wniosku: albo Jarosław Kaczyński jest rosyjskim agentem wpływu, albo tzw. "pożytecznym idiotą". Tertium non datur. Niestety, teza ta nie odbiła się głośnym echem na łamach Salonu24, gdzie również umieściłem tę notkę, a który, jak można by przypuszczać, skupia na swych łamach niemal samych prawdziwych Polaków, głębokich patriotów, którym dobro Ojczyzny leży na sercu. Tymczasem dziwna cisza wokół tego tematu nastała, nie licząc kilku, dość idiotycznych komentarzy. Tym bardziej to zastanawiające, że przeciez spiskowe teorie cieszą się na tych łamach ogromną popularnością, a teza, że Kaczyński jest ruskim agentem jest o niebo bardziej prawdopodobna niż teza, że w Smoleńsku dokonano zamachu. O ile bowiem obie te tezy nie są udowodnione, o tyle ta pierwsza ma przynajmniej jakieś logiczne uzasadnienie.

Tymczasem napływają nowe wiadomości, które rzucają światło na niejasne powiązania rodzinne Prezesa. Oto okazuje się, że jego rodzina pochodzi z Rosji! Tak przynajmniej twierdzi słynny Raport Nowaka:


"Rajmund Kaczyński, urodzony w Grajewie z matki Franciszki ze Świątkowskich, zrodzonej w Grenowce koło Odessy, z rodziny do Naczelnego Prezesa Sadu Wojskowego z okresu stalinizmu, pułkownika armii czerwonej Wilhelma Świątkowskiego – tez urodzonego w tej samej Gronowce. Sami bracia Kaczyńscy podają, że przodkowie Rajmunda Kaczyńskiego po mieczu byli wysokimi oficerami arami carskiej.

Co to oznacza? Jedno! Nie mógł on być Polakiem, bo ci byli na ogół albo prawie zawsze – wyznania katolickiego. W imperium Rosyjskim obowiązywał od polowy XIX wieku carski ukaz, który zakazywał piastowania wysokich urzędów przez Polaków wyznania rzymsko- katolickiego oraz Żydów mojżeszowego wyznania. Identyczna sytuacja dotyczyła innych wysokich posad, np. dyrektora stacji kolejowej. Zatem funkcja oraz imiona zarówno Rajmund jak i Wilchelm wskazują na to, że mogli to być Żydzi wyznania ewangelickiego. Nic dziwnego. Zarówno w Polsce zaborowej jak na wschodzie Europy było całe mnóstwo takich haskalizowanych (Haskala) Żydów." *


Tak więc, jeżeli to prawda, niejasne podejrzenia zaczynają się krystalizować. W świetle powyższego jasnym się staje dziwna, jak na żołnierza AK kariera, jaką po wojnie zrobił Rajmund Kaczyński pod rządami komunistów. Wiadomo przecież jaki rodowód mieli funkcjonariusze NKWD, którzy bez litości mordowali AKowców. Tymczasem Rajmund Kaczyński spokojnie żyje w luksusowej willi na Żoliborzu i dostaje pracę na uczelni!

Ktoś może powie, że świnia jestem, czepiając się ojca Kaczyńskich. Ale przecież czerpię z dobrych wzorców: wszak to sam Prezes wyrzucał dziennikarzom Gazety Wyborczej PPR-owski rodowód ich rodziców. Może  więc niech teraz konsekwentnie sam się wytłumaczy z tych wątpliwości? Jesli treści zamieszczone w Raporcie Nowaka są nieprawdziwe, niech wytoczy proces o obronę dóbr osobistych. Jeśli zaś tego nie zrobi, potwierdzi wątpliwości, jakie rodzą się wokół jego rodzinnych korzeni. I ta pajęczyna niejasnych powiązań postawi go w Kręgu Daleko Idących Podejrzeń.


* Źródło: www.raportnowaka.pl