Polub NaszePanstwo.pl na   

Po co Kaczyńskiemu Gliński?

  • Kategoria: Polityka
  • buldozer

Wielu komentatorów politycznych zachodzi w głowę co chce osiągnąć Kaczyński proponując prof. Glińskiego na premiera. Logicznie rzecz biorąc wystawił go na odstrzał - prof. Gliński spotyka się z ostracyzmem w Sejmie, jest traktowany lekceważąco. Nikt nie bierze go na poważnie. Niepowodzenie profesora jednak odbija się na reputacji samego Kacyzńskiego, do którego w opinii publicznej przylgnęła opinia wiecznego loosera. A teraz dojdzie do kolejnej porażki. Jeśli kandydatura prof. Glińskiego zostanie formalnie zgłoszona w Sejmie, to dojdzie do głosowania, w którym tylko PiS go poprze, pozostałe partie opozycyjne wstrzymają się od głosu. Koalicja wygra stosunkiem głosów 230:150. Do społeczeństwa dojdzie prosty przekaz: Kaczyński znowu sromotnie przegrał. Jeśli kandydatura w ogóle nie zostanie zgłoszona, to Kaczyński się ośmieszy. I tak źle i tak nie dobrze.

Czy z tej afery mogą jednak wyniknąć jakieś korzyści dla PiS? wielu komentatorów łamie sobie głowę, aby wskazać choć jedną. Wymienia się "zmianę wizerunku", "nawiązanie dialogu ze środowiskiem akademickim", "rozkołysanie sceny politycznej", itd. Wszystkie te niby-korzyści są bardzo watpliwe. Zmiana wizerunku to rzecz, która Kaczyńskiemu już się nie uda. Miał niepowtarzalną szansę po katastrofie smoleńskiej, ale ją zaprzepaścił. Dialog ze środowiskiem skademickim PiS prowadzi od dawna, mając wiernych sympatyków w tym gronie. Nie zwiększa to jednak jego szans wyborczych. A co do rozkołysania sceny wyborczej, to pewne odrzucenie votum nieufności przez koalicję spowoduje, że scena polityczna będzie stabilniejsza niż kiedykolwiek.

Trudno podejrzewać Kaczyńskiego o braki w logicznym myśleniu i umiejętności przewidywania przyszłych wydarzeń politycznych. Po co więc wpakował się w tę aferę?

Kaczyński obecnie nie walczy z Tuskiem, walczy z opozycją. Stawia sobie za cel zdobycie pozycji jedynego oponenta Tuska. Zdaje sobie sprawę, że pogłębienie się kryzysu spowoduje wysadzenie z siodła Tuska i Platformy. W przyszłych wyborach stanie więc pytanie o to, kto ma być nowym premierem. Kaczyński nim nie będzie, choćby PiS wygrał wybory. Po prostu po roku 2007 wszyscy na scenie politycznej wiedzą, że z Kaczyńskim nie warto wchodzić w spółkę, a wygrana PiSu, dająca samodzielne rządy jest bardzo mało prawdopodobna.

Szansą dla Kaczyńskiego jest więc powrót do PO-PiSu.  Chodzi o rozbicie Platformy i zbudowanie koalicji PiS z prawym skrzydłem PO. Aby to się powiodło, trzeba zaproponować premiera, który łączy oba te środowiska. Są tu dwa nazwiska: Jan Rokita i Zyta Gilowska. Z tej dwójki stawiałbym na Jana Rokitę, który ma porachunki z Tuskiem, a jednocześnie wciąż wielu przyjaciół na prawym skrzydle PO. Jednocześnie jednak ma on w opini publicznej opinię dziwaka i osoby niezrównoważonej, co pogłębia jeszcze wizerunek jego żony, promowanej przez PiS w parlamencie, ku niezwykłej uciesze gawiedzi. Jan Rokita nie jest więc osobą, która mogłaby zagrozić Kaczyńskiemu i jego dominacji na prawicy, czy choćby nawet założyć własną partię konserwatywną. Może natomiast być premierem przejściowym, który weźmie odwet na Tusku.

I taki był plan. Zawiodły dwie rzeczy: po pierwsze kandydat na premiera się o coś zbiesił na Kaczyńskiego. Trudno się domyślać o co, w każdym razie zmienił nagle zdanie i wycofał się z gry. Po drugie, przyboczni Kaczyńskiego przedwcześnie ogłosili ten plan, stawiając Prezesa w trudnej sytuacji, gdyż nie mógł się już wycofać. Przyznanie, że potencjalny kandydat odmówił współpracy Kaczyńskiemu byłoby przecież klęską PR-ową. Kaczyński się zapewne wściekł i kazał swoim przybocznym natychmiast znaleźć wyjście z sytuacji. Zaczęła się łapanka na kogokolwiek, kto zechce wziąć na siebie choć część odium kompromitacji, która nieuchronnie zagrażała Kaczyńskiemu i jego środowisku. A trzeba pamiętać, że ludzie ci, z racji swych kompleksów,  są niezwykle wyczuleni na własną śmieszność. I tak znaleźli Glińskiego, człowieka o zapewne nieco przerośniętej ambicji, któremu schlebiało zainteresowanie ze strony polityków. Zapewne w w zamian za uwikłanie swego nazwiska w tej aferze obiecano mu miejsce na liście wyborczej. Ma on za zadanie poudawać trochę, że poważnie myśli o utworzeniu rządu a potem wziąc na siebie odpowiedzialność za porażkę tego pomysłu politycznego.

Nie należy więc szczególnie łamać sobie głowy nad sensem tego kroku Prezesa. To jest jedynie odprysk nieudanej operacji politycznej. Próba zminimalizowania sktutków negatywnych, a nie szukanie jakichkolwiek korzyści.

Kaczyński stoi przed trudnymi wyzwaniami. Zdaje sobie sprawę, ze na prawicy nie jest już sam. Marsz w Warszawie był tak liczny dzięki dobrze zorganizowanym zwiazkowcom z Solidarności oraz oddziaływaniu mediów Ojca Rydzyka. Sam PiS nie jest w stanie zebrać nawet kilku tysięcy osób na manifestacji. Powstał więc triumwirat: Duda, Rydzyk, Kaczyński - i to Kaczyński jest tu najsłabszym ogniwem. Będzie funkcjonował tak długo, jak długo pozostali partnerzy uznają go za pożytecznego. Jednak w każdej chwili może on w tym związkowo-kościelno-politycznym triumwiracie  zostać wymieniony na innego polityka - na przykład Ziobrę. Akcja, którą zaplanował w parlamencie, miała pokazać, że jest równorzędnym partnerem dla tych dwóch pozostałych, że potrafi zrobić coś i odnieść sukces, w przeciwieństwie do słabego Ziobry.  Niestety, znowu się nie udało, a jego pozycja w triumwiracie cały czas słabnie.

Komentarze  

 
Belfer
+2 [2] #1 Belfer
3 października 2012, 14:38
W zasadzie z tekstu wyłania się jedno wyraźne - choć niezadane pytani - kto poprze Kaczyńskiego? Na czyje poparcie liczy PiS w nadchodzących wyborach i jak chce te wybory wygrać. Oczywiście niektórzy zadają pytanie - czy w ogóle chce wygrać? Może po prostu chce sobie zapewnić dożywotnią posadę w sejmie, wchodząc tam po karkach zwolenników teorii zamachu.
Zostawmy jednak tę wersję. W końcu politycy chyba chcą wygrywać. Czy Kaczyński chce odebrać komuś elektorat i komu, i - ważne - w jaki sposób. Bo oczywiście te marsze i sojusz z Dudą i Rydzykiem to tylko sposób na pokazanie, że prezes jeszcze nie umarł, a przynajmniej, że trup nie śmierdzi jeszcze zbyt mocno.
Sojusznikiem PiS są i będą zawsze wszyscy niezadowoleni. A w trudnych polskich warunkach oni są i to dość liczni. Nie wszyscy wybiorą PiS, część pójdzie za SLD i Palikotem. Zatem dla PiS ważne jest, by zwiększać liczbę niezadowolonych. Kawałek tortu dla prezesa będzie wtedy większy.
Sojusznikiem prezesa jest również kryzys. Kryzys powoduje, że dzieje się coraz gorzej, a ci bogatsi kombinują, jak by się na kryzysie wzbogacić kosztem biedniejszych. Czyli? Wzrost bezrobocia, wyprowadzanie zysków za granicę, kombinacje z podatkami, coraz większa skala biznesmenów-oszustów. Biedniejsi widzą, ze dzieje się źle i żyje się trudniej, ci rozsądniejsi nie pójdą głosować na PiS, wystarczy, ze nie pójdą wcale.
Sojusznikiem prezesa staje się też Tusk ze swoim gabinetem. Od jakiegoś czasu mam wrażenie, że postanowili zabawić się w grę pod tytułem "spieprzmy wszystko, co jeszcze jakoś się trzyma".
PiS nie musi już wygrać. Wystarczy, że Platforma przegra.
Zacytuj
 
 
Froggy
#2 Froggy
3 października 2012, 19:15
Bo prezes już nie chce grać w pierwszej lidze.

Opcja Top drugiej ligi pociąga go bardziej
Zacytuj
 
 
Belfer
+1 [1] #3 Belfer
4 października 2012, 12:46
To chyba nie ten problem. Prezes już dawno nie gra nawet w drugiej lidze. Prezes - skoro już te piłkarskie porównania robimy - nie gra w żadnej lidze. On teraz jest przywódcą kiboli i usiłuje wpływać na wyniki. Ale kibole są dziś nijacy, rozbito ich.
Problemem jest to, że Tusk ze swoimi chłopcami też już nie gra w pierwszej lidze. Na mój gust to każdy z nich gra do innej bramki. Coś im się kompasy popsuły.
W rezultacie mecz może wygrać kiepski zawodnik przez przypadek.
Zacytuj
 
 
Kelle
#4 Kelle
12 kwietnia 2021, 06:37
I gotta bookmark this internet site it seems extremely helpful very beneficial.


My blog: shaboxes.com: shaboxes.com/.../augustaogg
Zacytuj
 

Dodaj komentarz

Zarejestruj się, aby nie mieć ograniczeń w komentowaniu:
- nieograniczona ilość znaków (niezarejestrowani mają limit do 1000)
- możliwość korekty swojego komentarza przez 5 minut od momentu publikacji
- możliwość wstawiania obrazków bezpośrednio w komentarzu (przycisk)
- możliwość oceny komentarzy innych użytkowników
- brak zabezpieczenia antyspamowego CAPTCHA, czyli wysyłasz bez podawania kodu z obrazka

Kod antyspamowy
Wygeneruj nowy, bo nie mogę się rozczytać