Polub NaszePanstwo.pl na   

Druga fala pesymizmu, część druga (druga odsłona drugiego aktu)

Cóż jeszcze znaczy słowność w dzisiejszych czasach? W czasach pośpiechu, ciągłej pogoni, łapania pięciu srok za ogon naraz i nadganiania?

Kto jeszcze w ogóle zwraca uwagę na dewaluację obietnicy i przysiąg?
Skoro tak łatwo wybaczamy rzeczywistości, ze nas bez przerwy oszukuje - to i już nikt nawet nie mruga okiem, że go wystawi sąsiad, znajomy, szef czy żona. A oczekiwanie na jakąkolwiek słowność u polityka, czy choćby na to, by nie zmieniał zdania w sprawach fundamentalnych dwa razy w tygodniu – to już brewerie są jakieś i kaprysy godne niedojrzałego dziecięcia, co to życia nie zna.

Zatem rzucanie słów na wiatr stało się czymś w rodzaju narodowego sportu – bo im bezczelniejsze, tym większe osiągi przynosi. Tako i ja sam nie jestem od tego grzechu wolny, co niniejszym potwierdzam, posypując głowę popiołem ze spalonych bławatków.

Pisałem o drugiej fali pesymizmu i że chętnie wyjawię swoje zdanie na temat - z czegóż ona mianowicie i dlaczegóż, moim zdaniem – choć inna sprawa, czy się komu chciało czytać będzie. Aliści, będąc ciekaw zdania innych obecnych, czekałem na komentarze – i się doczekałem, za co jestem bardzo wdzięczny. Ale potem wypadało coś napisać, bo co to to, jak to to, tak palnąć i zostawić? Naciągnąć ludzi na zwierzenia i sobie pójść? To jest właśnie robienie z gęby cholewy.

Zatem, chciał, nie chciał – trzeba i wyrazić swoje zdanie, choćby obchodziło ono tylko właściciela. W istocie z biegiem lat przekonuję się, że jest tak w 99% przypadków, gdyż ludzie zwykli do siebie MÓWIĆ, natomiast nie mają kompletnie zwyczaju ROZMAWIAĆ. Niemniej jestem, gdzie jestem – i po komentarzach widzę, że tu ludzie reagują na siebie nawzajem, choćby i agresywnie.

Zatem, wracając do rzeczy i nie przedłużając: pytanie brzmiało, o ile pamiętam, mniej więcej tak: skoro jest nieźle, dlaczego jednocześnie jest tak źle, skoro mamy rosnące PKB, olbrzymie dotacje z Unii, wskaźnik rozwarstwienia wcale aż tak bardzo nie rośnie, rozkręcającą się gospodarkę i wskaźniki pnące w górę – dlaczego jęczenia biedniejącego ludu zewsząd się rozlegają; dlaczego tylu spotkanych ludzi autentycznie zaczyna się bać o byt i dlaczego nie ukoiły nas nawet Mistrzostwa Europy W Piłce Kopanej?

Ha!

A otóż i moja skromna odpowiedź, która zapewne jest fragmentaryczna, nieobiektywna, nieadekwatna i z której do woli można się śmiać. W istocie sam jestem zażenowany jej prostotą, przywodzącą na myśl wiejskie filozofowanie chłopka-roztropka: ale jeśli rzeczywiście nie mam racji, nie wątpię, że znajdzie się ktoś godny, kto da mojemu zdaniu odpór!

Za drugą falę pesymizmu odpowiada bowiem moim zdaniem ni mniej, ni więcej, tylko  rewolucja w strukturze gospodarki dziejąca się na naszych oczach, a jakby niepostrzeżenie. Zaiste, pod tym względem podzielam zdanie wyrażone w dyskusji pod poprzednim wątkiem: media się tabloidyzują, do rangi naczelnej i maglowanej godzinami wiadomości urasta dziecko zostawione na lotnisku – a tu obok nas umiera cały świat, meteoryt zmiata dinozaury, trzęsie się ziemia – i nikt nic o tym, cicho, głucho, o Grycankach więcej słychu.

Spotkałem się oto z wiadomością, że w ubiegłym roku, na ok. 100 tys. osiedlowych sklepików spożywczych zamknęło się 25 tys. Jedna czwarta! A proces ten przyspiesza. Wiem to ze swojej zawodowej praktyki. Nie mogę podać źródła tej wiadomości o liczbie zamkniętych sklepów albowiem je po prostu zapomniałem, proszę ją zatem traktować, jako niesprawdzoną, ewentualnie sprawdzić samemu (leniuszek ze mnie, oj).

Niemniej pewne zjawiska wydają się być oczywiste: widzimy falę wyrastających wszędzie jak grzyby po deszczu i mutujących w spotworniałe kolonie biedronek, lidlów, realów, leclerców, centrów handlowych – i w ogóle całego tego dyskonciego i lukrowanego tałatajstwa. Ja dodatkowo miałem okazję uczestniczyć w ciągu ostatniego roku w mało widowiskowych, cichych, ale jakże licznych i przejmujących pogrzebach małych firm handlowych.

Proszę zrozumieć moją rezerwę: nie chcę  w tej chwili twierdzić, ze dysponuję jakimiś niepodważalnymi, twardymi danymi, zdolnymi opisać zjawisko w wartościach do piątego miejsca po przecinku. Ale, uwierzcie mi, dla osoby zajmującej się handlem zjawisko jest po prostu szalenie nagłe i nieobliczalne w zasięgu.

Pamiętam, ze po transformacji ustrojowej Polakom potrzeba było bodajże pięciu lat tylko, by sfera prywatnej przedsiębiorczości zaczęła stanowić źródło ok. 80% PKB. Zważywszy jednak na to, że nie byliśmy doliną krzemową ani wtedy, ani nie jesteśmy nią nadal – należy na trzeźwo, choć być może już z lekką paniką, zastanowić się nad strukturą prywatnej przedsiębiorczości w Polsce.

A jest niestety moim zdaniem tak, ze zbyt duży jej procent, to handel średni i mały. Handel, który właśnie spektakularnie zaczął umierać, o czym na razie nie usłyszymy w zalewie wiadomości o nieuczciwych biurach podróży i przeróżnych lokalnych potworach z Loch Ness, pożerających własne dzieci ku uciesze brukowców.

Nie, nie chcę tu wykazywać tej rozkosznej naiwności ludzi z tęsknotą za PRL, która każe im wierzyć, że zjawisko mogą załatwić ci, co rządzą – oby tylko kraść przestali. Że da się zabronić, uregulować, usprawnić i nakazać. I że, Panie, jak ci złodzieje pójdą, to przyjdą następni – a tu trzeba ludziom coś dać wreszcie, panie tego, no.

Otóż nie da się zabronić i uregulować. Otóż handel osiedlowy umrze, niemal równie nagle, jak swego czasu umarła RWPG. To normalne zjawisko, które kraje zachodnie mają już szczęśliwie za sobą. I uważam, że dzieje się to na naszych oczach. A skoro handel osiedlowy, to małe sklepiki w olbrzymich ilościach – to i liczba osób zagrożonych ich upadkiem jest spora: albowiem nie tylko o właścicieli tu chodzi, ale także o ich rodziny.

Liczba ludzi w takiej sytuacji jest naprawdę olbrzymia -  w dodatku są to ludzie, dla których źródłem utrzymania są kontakty z klientami i obracanie się w miejscowej społeczności oraz środowisku lokalnej plotki.

Ich nastroje zatem są kolportowane sprawniej, niż myśl Ojca Dyrektora – a w sytuacji, w jakiej się znaleźli, nie mogą to być nastroje szampańskie. Szczególnie w perspektywie hamowania gospodarki, które się właśnie zaczęło i kolejnych kłopotów na rynku pracy. A trudno sobie wyobrazić, by człowiek który od trzydziestu lat zajmuje się handlem na skalę mikroprzedsiębiorstwa, był nagle poszukiwanym pracownikiem.

Jeśli dołączymy do tego potwornie rozrośniętą biurokrację i fiskalne obciążenia godne średniowiecznego arabskiego księstwa – pesymizm rozpełzający się wraz z waleniem się tradycyjnego handlu jest dość oczywisty, a jego skala będzie zapewne rosnąć.

Żebyście kochani nie myśleli, że ja zawsze taki niesumienny – udałem się, jako Wasz ekskluzywny korespondent, potwierdzić, jak się sprawy mają, na miejscu. Bo łatwo rzucać stereotypami, a potem się dowiadywać, że nieprawda, pudło, humbug i znęcanie się młotkiem nad kotkiem.

Skoro zatem widziałem, co się dzieje z krajowym handlem od dwóch lat – i skoro twierdzę, ze przechodzimy właśnie, niestety zbyt gwałtownie, proces, który kraje Zachodu mają już za sobą – wybrałem się to sprawdzić osobiście. Dla Naszego Państwa wszystko, zwłaszcza, że szanowny Dyrektor postawił bilety na pierwszą klasę, a potem mam lecieć na Florydę (chociaż zastanawia mnie, ze jak dzwonię do niego na komórkę, to coś tak mówi: „Tu Amber Gold, Derektor niestety nie może odebrać telefonu, proszę czekać na połączenie z konsultantem”). Potwierdzam zatem, że:

- w Stuttgarcie i okolicach w zasadzie nie ma osiedlowego handlu spożywką czy chemią – możecie liczyć tradycyjnie co najwyżej na piekarnię;

- obciążenia fiskalne wobec przedsiębiorców, pomoc ze strony państwa, brak skomplikowanych przepisów, a także ogólne nastawienie urzędników nie na darmo plasują Polskę w nieco innym miejscu drabiny ewolucji kapitalistycznej.

I tyle. Chętnie bym poczytał, czy to ma, Waszym zdaniem, jakieś ręce i nogi – i czy w odpowiedniej liczbie oraz miejscu. Ja natomiast, z racji spracowania, udaję się właśnie na zasłużony odpoczynek w ręce tajskiej masażystki miejscowego pięciogwiazdkowego hotelu w nadziei, ze doceniacie me trudy i jednocześnie w bólu, że Was tu nie ma.

PS: Zawsze oczywiście można się nie męczyć, nie czytać, nie kombinować, nie komplikować sobie życia. Bo to i ponure i psuje pokój ducha. Za dużo myślący panikarze są zazwyczaj nieszczęśliwi, a pogodni faceci o krótkich i płaskich czółkach mają potem taką słabość, że jeszcze biedaków lemingami nazywają – bo i po cóż się bawić w niuanse, jak wystarczy słuchać wodza – oto najwyższa miara wolności! Najlepiej szukać odpowiedzi prostych, takich, które da się bez zbytniej szkody wypowiedzieć między pięćdziesiątką, a śledziem.

I aby nie wysilać zbytnio mózgów wybierających tę wersję, na wypadek, gdyby Błaszczak z Hofmanem byli zbyt zajęci, by zadekretować, co trzeba Myślec, jak się chce myśleć samodzielnie, oto gotowiec: Zapomnijcie, żeście tu kiedykolwiek coś czytali, wszystko, to i tak wina Tuska.



Komentarze  

 
Belfer
+2 [2] #1 Belfer
12 sierpnia 2012, 20:57
W sumie to jedno mogę potwierdzić na pewno - z moich obserwacji w kilku miejscach (Barcelona, Londyn, Kopenhaga, Malme i kilka innych miast i miasteczek w Danii, Szwecji oraz Holandii) wynika, że lokalne małe sklepiki to głównie piekarnie i warzywniaki (w których też dostaniemy trochę słodyczy i napojów). Handel ogólnospożywczy przejęły średnie markety w rodzaju Netto (Dania, Polska, Szwecja, UK), Lidl lub nasza Biedronka, które skutecznie wypierają z rynku gigantów w rodzaju Auchan, Real itp. W UK np. Tesco funkcjonuje głównie w charakterze lokalnych minimarketów, a nie jako hipermarkety.
Co ciekawe, te sklepy w rodzaju Biedronki stają się coraz lepsze. Nie ograniczają się tylko do najtańszego towaru, ale zaczynają dbać o jakość. Najlepszym przykładem jest duńskie Netto, w którym dostaniemy tanio całkiem niezłe delikatesowe produkty.
Na moim lokalnym poligonie poznawczym właśnie padają delikatesy BOMI na rzecz niedalekiej Biedronki i Lidla, na rynku nieopodal przeważają dziś warzywniaki, dość dobrze się trzymają sklepiki z nabiałem (masło, mleko, sery i twarogi, oraz rozmaite mleczne produkty) z lokalnych wytwórni, piekarnie oraz małe sklepiki mięsne. To ostatnie jest zrozumiałe, bo część wybrednych klientów nie chce jeść masowej produkcji z plastikowego mięska. Typowe ogólnospożywcze znikają.
Ale czy to właśnie jest powodem pesymizmu w narodzie? Tego nie wiem. Może to raczej 28 miesięcznica "zamachu" i zdrada arcyduszpastucha Michalika?
Zacytuj
 
 
Simon
#2 Simon
13 sierpnia 2012, 19:45
Dzięki Belfer za informacje -uważam, że najlepiej je mieć właśnie z pierwszej ręki, a nie z - choćby nie wiem jak świętojebliwego radyja, czy nie wiem, jak polskiej gazety (110 %polskości, czyli cukru w cukrze).

Ale przyznam Ci się, że Twoja ostatnia propozycja mnie zaskoczyła - faktycznie, tego nie wziąłem pod uwagę:)
Zacytuj
 
 
Troll
+2 [2] #3 Troll
14 sierpnia 2012, 08:35
Podzielę się z Wami supertajną wiadomością: to syn Tuska pomagał matce Madzi z Sosnowca w zbrodni!

Odkrył to pewien znany polityk o inicjałach A.M. - niestety, nie mogę zdradzić jego pełnych personaliów, bo podobnie jak 46 milionow Polaków mam telefon na podsłuchu.


Czuwaj.
Zacytuj
 
 
Belfer
#4 Belfer
14 sierpnia 2012, 14:46
@Troll:
A to syn-tuska nie był madzi-mamą? ;)
Zacytuj
 
 
euro-hill-billy
#5 euro-hill-billy
15 sierpnia 2012, 07:41
Nie martwcie sie, "Nie Lekajcie Sie"...tak jest prawie wszedzie.
forexlive.com/.../...

Glownym tematem linku jest, ze rzad hiszpanski po uzyskaniu dofinansowania (przez banki hiszpanskie) chce przedluzyc okres pomocy dla ludzi, ktorzy utracili prace.
Szczegolnie druga z wypowiedzi jest warta tlumaczenia, gdyz to wypisz, wymaluj Polska.

Myślę, że chcą je (swiadczenia) przedluzyć poniewaz ludzie, ktorzy utracili prace nie są odpowiedzialni za powstaly dlug.
Czy wiecie, że istnieją miasta z 2 burmistrzami i każdy z nich zarabia 70 000 € rocznie? gdzie wynagrodzenie zasadnicze w Hiszpanii wynosi 800 € miesięcznie.
Czy wiecie, że burmistrz Madrytu ma 1500 osobistych doradców i każdy doradca zarabia 50 000 euro rocznie?
Czy wiecie, że w Hiszpani jest flota 30 000 samochodów służbowych?
Czy wiecie, że Hiszpania posiada 450 000 polityków (kazdy z wynagrodzeniem zasadniczym 40 000 € rocznie) a Niemcy o podwójnej liczbie ludnosci tylko 150 000 polityków z wynagrodzeniem zasadniczem 25 000 €.
Czy wiecie, że w Hiszpanii sa szpitale bez elektryczności, ktore byly ukonczone kilka miesięcy temu?
Czy wiecie, że Hiszpania ma 17 mini krajów (autonomicznych regionow) zwanych CCAA z ich premierami, rzadami, prezydentami i spędza na to 50% dochodu narodowego?
Hiszpania ma płatne autostrady a politycy chcą zrobić kolejne, bezplatne, ktore by byly równoległe do do tych istniejacych? Dlaczego po prostu nie zrezygnowac z oplaty za te, ktore juz istnieja a budowac nowe tylko po to aby byly za darmo? Korupcja i lobbizm w najgorszym wydaniu.
Czy wiecie, że Hiszpania ma 4000 spółek publicznych i w 100% pracownicy tych spolek to przyjaciele, rodzina i dziwki polityków? Czy wiecie, że Hiszpania nie potrzebuje wiecej niz 400
takich spolek?
Czy wiecie, że politycy regionu Galicja wybudowali stołówkę dla VIPow i członków parlamentu za ostatnie miliony, ktore mieli na wydatki publiczne?
Czy wiecie, że hiszpańscy politycy sa odpowiedzialni za budowe 80% nowych lotnisk i portow lotniczych ktore nikomu nie sluza, zyskujac (politycy) i tracac (budzet) przy tym miliony euro?
Czy wiecie, że Hiszpania ma 3 miliony urzędników, a wystarczyloby jedynie 500.000? 90% z nich spoza konkursow na stanowiska, po prostu z politycznego nadania?
Czy wiecie, że przcietni Hiszpanie zaczynają kupować broń palna na czarnym rynku... na nowa, przyszła rewolucje gdyz, az tak są zmęczeni swoja polityczna kasta.
Jedyny problem Hiszpanii to politycy,smierdzace, oslizgle pasożyty na ciele wielkiego kraju a nie jego przecietny obywatel.
W czasie wyborow powszechnych nie mozna wybierac nikogo innego jak tylko ludzi z list partyjnych z gory ustalonych i zamknietych (hello!!! "demokratyczna" Polsko). Partie polityczne same sie juz powybieraly przed wyborami, a demokracja i tzw wolne wybory to fikcja i klamstwo.
Zacytuj
 
 
euro-hill-billy
#6 euro-hill-billy
15 sierpnia 2012, 07:48
W Francji "Netto" to poddywizja sieci "Inter Marche" i sprzedaja taki sam produkt jak "Lidl" a czesto nawet nawet gorszy. Na pewno nie zobaczy sie tam bioproduktow.
Zacytuj
 
 
Belfer
#7 Belfer
15 sierpnia 2012, 09:56
"Netto" to firma duńska. Być może we Francji jest jakieś inne "Netto" - nie wiem, mało znam Francję.
Zacytuj
 
 
father boss
-3 [3] #8 father boss
18 sierpnia 2012, 13:27
Jak nie wina Tuska jak tak.
Dzięki Platformie obecnie istnieje układ, który ma zapewnioną bierność sądów i prokuratury, a także życzliwość premiera.
Przykład:
Jak to jest możliwe, że osoba z dziewięcioma, niemająca zezwolenia na handel złotem, mogła działać swobodnie przez kilka lat. Dowodów na działanie PO w układzie jest nadto.
Np. przekrętas odbierał podziękowania od prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. współpracował z synem premiera. Wsparł produkcję filmu o Lechu Wałęsie.
Po postawieniu zarzutów delikwent opuścił gamach prokuratury. Jako środek zapobiegawczy zastosowano wobec niego jedynie poręczenie majątkowe, zakaz opuszczania kraju i zatrzymanie paszportu.
Takie sytuacje nie do pomyślenia były by za Jarosława.
Oczywiście wg GW winny Pis, bo za mało się wypowiada w mediach na temat w/w sprawy.
Zacytuj
 
 
Belfer
+3 [3] #9 Belfer
18 sierpnia 2012, 13:52
Tak father boss, wiemy. Za Jarosława Doda dostałaby dwa lata łagru, a nie wyszłaby wolno z sądu. Marcin Plichta dostałby 12 lat jak Chodorkowski i byłoby dokładnie jak w Rosji.
Właśnie z tego powodu Jarosława nie wybraliśmy.
Zacytuj
 
 
father boss
-3 [3] #10 father boss
18 sierpnia 2012, 21:26
To u nas są łagry?
Dlatego, że Jarosława nie wybraliście to macie tak dobrze. Nie potrzeba Plichty. ZUS jest dużo większą piramidą finansową.
Zacytuj
 
 
Winonah
+1 [1] #11 Winonah
19 sierpnia 2012, 00:22
Z tego co pamiętam to od paru lat mamy sądy i prokuraturę niezależne od rządu. Właśnie po to by nie było politycznych spraw sądowych, i w drugą stronę, by nie było świętych krów.
Jarosławopodobni o wszystko oskarżają Tuska bo im się w głowie nie mieści, że coś może "działać samo" bez popychania ręką wielkiego brata, partii etc.
Nie twierdzę, że sądy działają dobrze, często działają tragicznie i dużo tu do zrobienia, ale nie metodą rozkazów odgórnych, bo to nie te czasy, partia już nie steruje ręcznie, a oskarżający zachowują się jakby żyli w czasach zapyziałego komunizmu (baaardzo charakterystyczna cecha całego PIS i tym podobnych).
Niestety rak powiązań różnistych toczy cały ten kraj, na każdym szczeblu, o czym pisaliśmy już wcześniej i nie jest to robota jednej tej czy innej partii.
Zacytuj
 
 
Winonah
+1 [1] #12 Winonah
19 sierpnia 2012, 00:33
A jeszcze co do tematu sklepików. No sorry ja jakoś żalu nie czuję. Wokół mojego bloku jest sklepik na sklepiku. Wszystko ogólnospożywcze. Jakoś żaden nie upada, mimo, że w moim, niedużym mieście jest 2xBiedronka, Lidl, Kaufland i Carrefour, na jedyne około 40 tys mieszkańców.
Za to ceny w tych małych sklepikach są często z kosmosu, przy jakości tej samej (często dokładnie tych samych producentów). Jak to jeszcze działa nie wiem i nie bardzo rozumiem jak utrzymują się 4 sklepy ogólnospożywcze, warzywniak i mięsny w sumie na 100m tego samego chodnika.
Moim zdaniem nie ma obaw o małe sklepy - wystarczy by mądrze wybrały asortyment. Niech będzie np prawdziwy nabiałowy ale taki z dużym wyborem i dobrych produktów, nawet droższych ale wiedzmy za co płacimy. A u nas kolejny sklepikarz otwiera piąty sklep spożywczy z marnym wyborem i płacze, że nie wyrabia i że jemu się należy.
Kurcze jak mnie wkuuuu... jak ktoś mówi "mi się należy".
Dobra, rozpisałam się i trochę chaotycznie wyszło.
Zacytuj
 
 
Simon
+1 [1] #13 Simon
19 sierpnia 2012, 18:24
@Winnoah

Ja też nie uważam, że się "należy", zatem te sklepy będą upadać - choć być może nie wszędzie. Także uważam, że ratunkiem dla takich podmiotów jest specjalizacja albo wynalezienie niszy rynkowej (tudzież pracowanie po nocy) - choć to i tak dla niewielu.

Mam za to nieco inne zdanie co do cen z kosmosu:)

Otóż nie twierdzę, że jest tak w stu procentach przypadków - ale myślę, że w 90% pewnie tak: otóż te ceny nie są "z kosmosu" - i mało tego, zazwyczaj i tak, dzięki konkurencji, są ustawione na krawędzi opłacalności.
Klienci porównują ceny z marketu z cenami z małego sklepu - i dochodzą do wniosku, ze mały sklep z nich zdziera, właściciel się dorabia fortunki, a ceny są zawyżone.

Ale to porównanie chybione i to z kilku powodów:
- po pierwsze, duże sklepy zaopatrują się często u producentów, co zmniejsza marżę,
- po drugie, duże sklepy i sieci sklepów kupują większe ilości towaru, czyli mają mniejszą cenę jednostkową,
- po trzecie, duże sklepy stają wobec producentów i hurtowni w pozycji silniejszego, i dzięki temu negocjują ceny zbijając je z kolei na krawędź opłacalności producenta,
- po czwarte wreszcie, koszty ZUS, podatków, kasy fiskalnej, księgowości, transportu, itd., itp. - są w sklepiku osiedlowym wyższe w stosunku do całości obrotów.

Pewnie jest jeszcze sporo przyczyn, których tu nie wymieniam. Zatem, kiedy ja widzę ceny w sklepiku osiedlowym, nie zastanawiam się, jaki z właściciela krwiopijca - i czy przypadkiem nie oszalał:) Ja po prostu wiem, ze on kupuje towar w hurcie czasem drożej, niż duża sieć handlowa ma już na półce.

Tak to już jest, ze czasem niektóre rzeczy są ukryte - i, że tak powiem, nie narzucają się percepcji:) Rozmawiałem kiedyś ze znajomym, który narzekał, że u niego na osiedlu jest sklepik, który, nie dość, że drogi, to jeszcze nie przyjmuje płatności kartą do 20 zł - i że to brzydka praktyka.

Ale on nie wiedział, że:
- obsługa kart płatniczych jest w Polsce horrendalnie droga (bodajże najdroższa w Europie) - nie jestem pewien, bo dawno się tym nie interesowałem - ale chyba oscyluje w granicach 2% - 2,5% sumy transakcji,
- ceny na niektóre towary - nazwijmy to tak, "pierwszej potrzeby", są w Polsce sztywne i ustalane odgórnie (ot, taki to i quasikapitalizm) - a marże na nich śmiesznie małe
- i teraz hipotetyczna sytuacja: wchodzisz do takiego sklepiku, kupujesz papierosy (chyba coś około 3% marży) i kartę do telefonu (podobnież). Od kwoty sprzedaży potrącany jest koszt obsługi karty i nagle może się okazać... że sklep dopłacił do zakupów. Tadam!

Nie wszystko jest takie oczywiste, jak się czasami wydaje:)

Dlatego jestem zwolennikiem jasnych kapitalistycznych zasad: równe prawa, równe obowiązki, a jak coś ma wisieć, to i tak nie utonie...
Zacytuj
 
 
Belfer
#14 Belfer
19 sierpnia 2012, 19:44
Cytat:
ceny na niektóre towary - nazwijmy to tak, "pierwszej potrzeby", są w Polsce sztywne i ustalane odgórnie (ot, taki to i quasikapitalizm)
Zaraz zaraz, bo przyleci father boss i będzie mówił o tych winach Tuska. Kto niby ustala odgórnie te ceny?
Zacytuj
 
 
Simon
#15 Simon
19 sierpnia 2012, 20:12
Belfer, pierwszy przykład z brzegu - papierosy - a tego sprzedaje się naprawdę dużo. Jest odgórnie ustalona marża - i jak się o tym dowiedziałem, to myślałem, że śnię - ale NIE WOLNO LEGALNIE sprzedawać papierosów w niższej cenie, niż ustalona:

rynekfmcg.com.pl/.../

forumprawne.org/.../...

(choć to wątki dość stare - to jeśli się coś zmieniło, to zapewne na gorsze. Zwróć też uwagę na typowo po polsku wprowadzone drakońskie kary - w Polsce, im przepisy śmieszniejsze czy głupsze, tym sankcja bardziej niewspółmierna. Dobrze, ze nie kara śmierci od razu, ze coś taniej sprzedajesz od konkurencji:))

Podobne regulacje dotyczą tych wszystkich kart, wydruków i doładowań - ale to już nie dziwne, bo na zasadzie umów zapewne.
Zacytuj
 
 
Belfer
#16 Belfer
19 sierpnia 2012, 23:02
Cytat:
pierwszy przykład z brzegu - papierosy
Kiepski przykład. Tu nie chodzi o jakieś regulowane ceny, ale o akcyzę. Cena wyliczana jest w związku z tym, ale można papierosy sprzedawać drożej i większość to robi. W teorii mógłby ktoś w sklepie sprzedawać po 8 zł paczkę kupioną po 10, ale takich głupków nie ma.
Zdaje się, ze w związku z alkoholem są również jakieś obostrzenia, no i z paliwami również.
Ale nie ma to nic wspólnego z gospodarką sterowaną, w niej chodziło o ustalanie cen maksymalnych, a nie minimalnych.
Co do kart doładowań itp. to już są zasady wprowadzone przez operatorów, ale są łamane i to bezkarnie na Allegro. Ale to nie zalicza się w żaden sposób do regulowanej gospodarki.
O ile ja wiem, to ceny w rolnictwie są pod kontrolą państwa, a to ze względu na dopłaty unijne. Czasami w razie potrzeby państwo skupuje zboże do rezerw i tam ustala ceny. Które z reguły nie są niższe niż te do uzyskania na rynku.
A na marginesie to rzuć ten "towar pierwszej potrzeby" ;)
Zacytuj
 
 
father boss
#17 father boss
19 sierpnia 2012, 23:16
Belfer no co ty!
Jakże to może być wina Tuska. To tylko ten niedobry Jarosław stwierdził, kupując w osiedlowym sklepiku, że ceny za Tuska wzrosły dwukrotnie. A Tusk tego nie zauważył, bo codziennie wraz z rodziną robi zakupy w Biedronce.
wiadomosci.gazeta.pl/.../...
PS
Ten cytat jest dobry:
- będziemy szukali wszystkich dostępnych metod, aby ceny nie były efektem wulgarnej, bezczelnej spekulacji
Jeszcze powinien dodać:
- a rękę podniesioną na Platformę - utniemy.
Zacytuj
 
 
Winonah
#18 Winonah
20 sierpnia 2012, 02:31
No cóż, powiem może brutalnie dla niektórych, ale ja jestem klientem i dla mnie lepiej jest jak jest taniej i nie bardzo mnie obchodzi co sklepikarz musi zrobić a czego nie, bo ja i tak pójdę tam gdzie taniej, chyba, że zwabi mnie do sklepu coś innego niż cena. I mnie jakoś kłopoty sklepikarza nie rozczulają. Skoro nie może sprzedawać konkurencyjnie do hipermarketu niech punktuje czym innym - np. wyborem (oczywiście wąskiej specjalizacji bo ogólnorozwojowo nie będzie konkurencyjny) i tu są możliwości przede wszystkim, obsługą itd. Da się, tylko trzeba chcieć a nie obrażać się na konkurencję, bo ta będzie zawsze, nie taka to inna. I dobrze, że jest.

Father boss Jarka nie przytaczaj bo jego show sklepowy był tak żałosny, że ręce i spodnie opadają. Na dodatek wybrał najdroższe bodaj delikatesy w całej Warszawie, więc obraz był z gruntu fałszywy. Niedawno był jakiś reportaż z drogiej dzielnicy Warszawy, z którego wynikało, że ceny niektóre sklepikowe są ustalane specjalnie zawyżone, bo mieszkańcy wtedy czują się elitą, że ich stać - taki śmieszny efekt.
Poza tym mamy zdaje się od ładnych paru lat jakiś rodzaj kapitalizmu i Tusk cen nie ustala.

Simon daruj ale papierosy dla mnie są artykułem zdecydowanie ostatniej potrzeby a nie pierwszej. W moim przypadku nawet jakby kosztowały 100 razy drożej miałabym to gdzieś bo nie palę, nie popieram palenia i NIENAWIDZĘ jak ktoś przy mnie pali.
Ceny alkoholu też mam w .. .

Co do kart płatniczych, także nie specjalnie mnie rozczula, że jest jak jest. Wiem, że dla sklepu są to operacje kosztowne. Nie mam nic przeciwko, że w małym sklepie kartą można płacić powyżej jakiejś sumy, tyle, że najczęściej używam pieniędzy w plastiku więc najwyżej nie wejdę do takiego sklepu, albo kupię więcej. Sprawą prowadzącego ten sklep wtedy będzie oszacować kiedy więcej traci - kiedy opłaca haracz visie czy komuś tam, czy kiedy nie ma klienta wcale. Zapewne malutkiemu warzywniakowi się nie opłaca wprowadzić płatności kartą i nikt się na to nie obraża.
Zacytuj
 
 
Winonah
#19 Winonah
20 sierpnia 2012, 02:48
A zaraz jeszcze za chwilę ktoś wyjedzie z cenami benzyny - że niebotycznie droga itd. Owszem jest droga, a jak światowa polityka się nie uspokoi, może być dużo gorzej. Ale nie ma co panikować.
Po pierwsze te ceny nie rosły do tej pory aż tak jak się wydaje. Przekroczenie 5zł to była granica psychologiczna dlatego zajęło baaardzo długi czas (a potem z górki ;) ). I wcale nie było takie szokujące jak się wydaje. Ja jeżdżę samochodem codziennie, dojeżdżam do pracy. Robię od 60 do 100 km średnio każdego dnia. Pamiętam, że latem 2005 benzyna podskoczyła do 4.75 - za Jarka. Potem nieco spadła. A potem mamy "trochę" szybszy wzrost tego roku.
Jednak śmieszą mnie porównania cen z roku 1995-97 z obecnymi, które robią niektórzy wskazujący jak jest "źle", "tragicznie" itd. Bzdura! Wtedy cena benzyny oscylowała koło 2 zł (raczej poniżej), ale wtedy za jedną pensję mogłam kupić 250l (jeździłam wtedy peugeotem z 70l bakiem więc jedno tankowanie leciało 1/3 zarobków), gdybym teraz zaczynała pracę z załóżmy pensją netto 1500 kupię za 6 zł za litr dokładnie tyle samo.
Zacytuj
 
 
father boss
#20 father boss
20 sierpnia 2012, 07:39
Oczywiście pani Winonah, że Tusk decyduje o cenach.
Może sobie pani przypomni kto oznajmił, że podnosi VAT na 23%. Czy to czasem nie był pan Tusk?
Co do cen paliw, kiedy Polska nie była jeszcze w Unii Europejskiej, nie musiała dostosowywać wysokości akcyzy na paliwa do unijnych dyrektyw, które regulują minimalną jej wysokość. W 1997 roku litr benzyny bezołowiowej kosztował 1,54 zł, VAT procentowo był taki sam (22 proc.), a akcyza wynosiła zaledwie 0,66 zł na litrze, czyli teraz jest prawie 2,5 raza wyższa (wzrost o 0,905 zł na litrze).
Co do dawnych czasów, liczy się nie, ile czego można było więcej kupić, bo np. dzisiaj za jedną pensję kupię 3 tel. plazmowe, a w 1997 ledwo na jeden 21 cali mnie było stać.
Po prostu dzisiaj drenuje się kieszenie społeczeństwa na artykułach pierwszej potrzeby.
Zacytuj
 
 
Belfer
+3 [3] #21 Belfer
20 sierpnia 2012, 10:49
Cytat:
Po prostu dzisiaj drenuje się kieszenie społeczeństwa na artykułach pierwszej potrzeby.
Dla mnie papierosy i alkohol nie są artykułami pierwszej potrzeby.
Co do benzyny - owszem może i 97 roku litr kosztował 1,54, ale zarobki były dużo niższe. I jakoś te porównania sam prowokujesz.
Jeśli za jedną pensję możesz kupić 3 telewizory (zakładam nawet te najtańsze) to musisz mieć miesięcznie przynajmniej 6 tysięcy netto. Wniosek jest prosty. W Polsce jest dobrze, skoro najbardziej narzekający ma taką pensję.
Zacytuj
 
 
father boss
-1 [1] #22 father boss
20 sierpnia 2012, 14:01
To, że ja mam, to nie znaczy, że nie obchodzą mnie ci co nie mają.
Powinieneś się o tym domyślić. Przecież popieram PiS. A do tej pory to jedyna prorodzinna i probywatelska partia.
Zacytuj
 
 
Belfer
+1 [1] #23 Belfer
20 sierpnia 2012, 15:15
Cytat:
To, że ja mam, to nie znaczy, że nie obchodzą mnie ci co nie mają.
Skoro ty masz, to znaczy, że rząd jest dla ciebie dobry. Pozwala ci na takie zarobki. W PRL w najlepszym okresie już by ci jakiś domiar dowalili.
A jeśli ci, którzy mają mniej - jak ja - nie narzekają, to czep się tramwaja. Ja nie chcę by ktoś w moim imieniu decydował jaki ma być rząd. :P
Zacytuj
 
 
Winonah
+3 [3] #24 Winonah
20 sierpnia 2012, 15:56
Jak to fajnie się filozofuje jak się nie umie za grosz liczyć.
Father boss ośmieszasz się porównując właśnie ceny bezpośrednio a nie procentowo w stosunku do jakiegoś odnośnika. Takie postępowanie jest dezinformacją. Tak to możesz bajerować babcię od znanego radia a nie mnie.
Najpierw weźmy ten vat. Vat liczymy od ceny netto, czyli załóżmy produkt kosztuje 2 zł (jak smsy do znanej stacji radiowej), był vat 22% i koszt 2,44, przy vat 23% mamy 2,46, produkt kosztujący 1000 zł netto z vat 22% kosztuje 1220 a z vat 23% 1230. To jest ta straszna gradacja cen i ten powód skoczenia Jarkowego cukru o 50%... To że niektórzy podwyżkę vat uznali za dobry pretekst do zbicia kapitału to jest już inna para kaloszy. A to, że rząd Jareczka w ciągu 2 lat rozp... tę rezerwę, którą mu zostawił rząd poprzedni i jeszcze zmniejszył na chwilę akcyzę (pod publiczkę) powodując mniejszy wpływ do kasy państwa to parka kaloszy następna.
Wróćmy do benzyny i Twoich dziwnych wyliczeń..
Obecna akcyza jest taka sama jak w styczniu 2005, a więc nie jest zwiększona tylko wróciła do poprzedniego stanu, natomiast w roku 2004 była większa niż dziś i to sporo.
zakładając cenę 1,54 i akcyzę 0,66 to masz akcyzę 42% ceny benzyny netto, zakładając obecną cenę benzyny 5,6 i podaną przez Ciebie akcyzę (2,5 raza 0,66 = 1,65) to wychodzi 29,5% ceny ... Więc kiedy była wyższa? Jak już coś piszesz to pisz z sensem i zgodnie z prawdą, bo póki co się mylisz, albo celowo wprowadzasz w błąd.
Dodatkowo obecnie cena baryłki ropy jest wysoka, nie chce mi się sprawdzać dokładnie ile kosztuje ale niedawno to było koło 110$ a było już powyżej 140$, w roku 1995 baryłka ropy kosztowała 10$.
Zacytuj
 
 
Winonah
+1 [1] #25 Winonah
20 sierpnia 2012, 16:13
I mały dopisek znowu.. zaraz mnie tu ukarzą za spam..
PIS prorodzinna i proobywatelska partia? Śmiech na sali przez łzy.
Owszem frazesów pełna gęba, jak przychodzi co do czego to najważniejsze jest kopanie dołków pod wszystkimi wokół i całkowicie pod publiczkę durne akcje typu becikowe, no i oczywiście ręczne sterowanie wszystkim czym się tylko da.
Poza tym szef partii "proobywatelskiej" nie powinien "tu jest Polska" mówić z ambony do stada moherów spod R. i wszystkich mających inne zdanie stawiać "tam gdzie ZOMO", a przez kilka miesięcy po objęciu rządów, wiadomego radia używać jako państwowej rozgłośni.
Osobiście czuję się obrażona i obrażana notorycznie przez tą partię i tego pana.
W zasadzie tu się nie powinno używać nazwy partia tylko sekta.
Zacytuj
 
 
father boss
-3 [3] #26 father boss
20 sierpnia 2012, 17:56
Cóż, są baby, którym nic i nikt nie dogodzi.
To w końcu podniósł ten Tusk ceny, czy nie?
A jakąż to rezerwę pozostawił rząd SLD.
Sprawdź se nieszczęsna kobieto jaki był np. wzrost gospodarczy w Polsce w nast. latach w procentach i kto rządził.
2005 ->3.3
2006 ->6.2
2007 ->6.7
2008 ->5.0
2009 ->1.8
Jak to fajnie się filozofuje jak się nie umie za grosz liczyć.
VAT to nie wszystko
Oto co zrobił rząd PO z DT na cele
- podwyżki podatku akcyzowego na olej napędowy i papierosy.
- likwidacja ulgi na internet
- kradzież środków z OFE
- kradzież emerytur (7 lat pracy kobiet, 2 lata pracy mężczyzn )
- spowodowanie likwidacji lokat lokat jednodniowych wolnych od podatku belki.
I wiele innych.
Tera se policz mondra kobieto, czy to tylko te 10 zł. ci zabrali.
Twój drugi wpis to nie tylko spam, to typowe studium zachowań stadnych osobników, całkowicie bezwolnych kreatur, wpędzającą Polskę, poprzez swoje polityczne wybory, w najczarniejszy okres w jej historii.
PS
Co mi tu wyjeżdżasz z akcyzą z 2005. Ja podałem rok 2007, jak było z Jarosława.
Jak przystało na partie prorodzinną i proobywatelską, było dużo taniej.
Zacytuj
 
 
Simon
#27 Simon
20 sierpnia 2012, 20:12
Belfer

Nie. Przykro mi. Nie chodzi o akcyzę.

Uważam, ze na wolnym rynku żadna regulacja nie jest stosowna. Jest mi obojętne, czy urzędas ustala cenę maksymalna, czy minimalną - i tak czyni szkody.

I nie obraź się - ale jeśli to nie jest regulacja cen, to nie wiem, co nią jeszcze może być.
Zacytuj
 
 
Simon
#28 Simon
20 sierpnia 2012, 20:14
#18 Winonah napisał:
No cóż, powiem może brutalnie dla niektórych, ale ja jestem klientem i dla mnie lepiej jest jak jest taniej i nie bardzo mnie obchodzi co sklepikarz musi zrobić a czego nie, bo ja i tak pójdę tam gdzie taniej, chyba, że zwabi mnie do sklepu coś innego niż cena. I mnie jakoś kłopoty sklepikarza nie rozczulają. Skoro nie może sprzedawać konkurencyjnie do hipermarketu niech punktuje czym innym - np. wyborem (oczywiście wąskiej specjalizacji bo ogólnorozwojowo nie będzie konkurencyjny) i tu są możliwości przede wszystkim, obsługą itd. Da się, tylko trzeba chcieć a nie obrażać się na konkurencję, bo ta będzie zawsze, nie taka to inna. I dobrze, że jest.

Oczywiście, że tak. Sama racja, sto procent cukru w cukrze. Dlatego małe sklepy upadają i tyle.
Zacytuj
 
 
Simon
#29 Simon
20 sierpnia 2012, 20:20
Acha, Belfer, Winnoah...

Bardzo jestem zbudowany tym, że papierosy nie są dla Was artykułem pierwszej potrzeby. Tak trzymać! Co nie zmienia faktu, ze populacja naszego wesołego kraiku nie ogranicza się, niestety do waszych szlachetnych osób:) Jeśli rozumiecie, co mam na myśli.

Sam nie palę - ale jestem w stanie dokonać ten kolosalny wysiłek umysłowy - i wyobrazić sobie, że dla całkiem sporej liczby osób papierosy - to JEST artykuł pierwszej potrzeby. Mogę się na to obrazić, tupnąć nóżką, względnie udać się na krucjatę antynikotynową - niemniej rzeczywistości nie zmieni to ni na jotę.

Apeluję, by do opisywania otaczającej nas rzeczywistości stosować głównie miarę rozsądku, a nie emocji, choćby nie wiem, jak szczytnych.

Do emocji odwołuje się wiara, a niechby i pislamska - apeluję o dystans:)
Zacytuj
 
 
Winonah
#30 Winonah
20 sierpnia 2012, 22:15
father boss - wypraszam sobie pisanie per baba, i nieszczęsna kobieta, moja płeć ma się do tematu jak pięść do nosa.
Nie chcę pisać co myślę o tobie bo szkoda słów i nerwów.

Wzrost gospodarczy ma to do siebie, że NIGDY nie jest zasługą obecnego rządu, a zawsze tych rządów, które były kilka lat wcześniej oraz różnych czynników zewnętrznych od Polski niezależnych więc psu na budę twoje wypisywania, że za krótkiego smutnego epizodu Jarka akurat był wzrost. Jego zasługa w tym taka sama jak moja i twoja.
Co do twoich podpunktów:
- o akcyzie była już mowa, a ty dalej swoje
- likwidacja ulgi za internet nie specjalnie mnie wzrusza, a i tak nie dotyka "najbiedniejszych" o których niby walczysz (jak rzeczywiście biedny to nie stać go na internet), jeśli o mnie chodzi zlikwidowałabym wszelkie ulgi bo to są tylko wytrychy dla kombinatorów
- OFE - nie mam złudzeń i nigdy nie miałam, że prędzej czy później jeden rząd czy następny coś tu wykombinuje, pis też łapki do ZUS wyciągał: jaki to cud Boży sprawił nadwyżkę w ZUS, która poszła na durną świątynię opatrzności bożej (prawidłowa nazwa świątynia mamony) zresztą niezgodnie z prawem?
- wiek emerytalny/emerytury - cała ta konstrukcja prędzej czy później musi runąć bo mamy niż demograficzny. Jedno ale, moim zdaniem trzeba było zdjąć absolutnie wszystkie przywileje emerytalne a nie kazać jednym pracować 7 lat dłużej, gdy inni po 15 latach, w moim wieku mogą sobie bimbać i żyć z moich pieniędzy, albo brać kasę i jeszcze dorabiać
- lokaty jednodniowe mnie nie interesują, nie jestem biznesmenem i tak nie mam co na nie włożyć, to jest problem tych co mają kasę.

Simon sorry za emocje, ale co do papierosów mam swoje zdanie i nie będę żadnego palacza nigdy żałować, że płaci więcej.
Zacytuj
 
 
Belfer
#31 Belfer
20 sierpnia 2012, 22:53
Cytat:
I nie obraź się - ale jeśli to nie jest regulacja cen, to nie wiem, co nią jeszcze może być.
Nie obrażę się, to jest regulacja cen, ale przywoływanie tego w kontekście sklepów i quasi-kapitalizmu jest trochę demagogiczne. Nie jest to tak, że jakoś sobie coś tak głupiego polskie rządy wymyśliły.
W Szwecji jest jedna jedyna państwowa sieć sklepów z alkoholem, ceny są ustalane odgórnie. W Norwegii przed Bożym Narodzeniem ubiegłego roku zabrakło masła. Rząd uznał, że obywatele jedzą masła za dużo i nie zezwolił na import (oczywiście obywatele mogli je sobie sami przywozić, jadąc do Danii lub Szwecji). Nic dziwnego, że tam właśnie pojawił się Breivik. ;)
Papierosy i alkohol obłożone są akcyzą w całej Europie i nawet w oazie kapitalizmu USA chyba też.
Jeśli małe sklepiki padają to raczej nie przez papierosy. U mnie na rynku jest trafika i jakoś nie pada, od lat się trzyma. A obok sporo małych spożywczych ogólnych - są i znikają.

Cytat:
Simon sorry za emocje, ale co do papierosów mam swoje zdanie i nie będę żadnego palacza nigdy żałować, że płaci więcej.
Palacze to patrioci. Utrzymują nas. ;)
Sam długo paliłem i wiem z doświadczenia, że to najgłupszy nałóg na świecie. ;)
Zacytuj
 
 
Winonah
#32 Winonah
20 sierpnia 2012, 23:46
Cytat:

Palacze to patrioci. Utrzymują nas. ;)
Sam długo paliłem i wiem z doświadczenia, że to najgłupszy nałóg na świecie. ;)
A dzięki bardzo za taki patriotyzm ;)
Moi rodzice są palaczami, truli mnie wiele lat paląc w domu, w samochodzie, jeśli (tfu na psa urok) umrę na raka płuc będzie to ich między innymi patriotyczna zasługa (tak jak wielu innych palaczy, którzy mają gdzieś zdrowie swoje i innych), więc nie mam litości.
Dla mnie papierosy mogą sobie kosztować i 200 zł za paczkę, może parę osób się wtedy opamięta i przestanie truć siebie i innych.
Leczenie palaczy czynnych i biernych z poważnych chorób też kosztuje podatników, więc nie wiem czy jakby dobrze policzyć byłoby tak różowo.
Zacytuj
 
 
fred
#33 fred
22 sierpnia 2012, 16:56
;|
Zacytuj
 

Dodaj komentarz

Zarejestruj się, aby nie mieć ograniczeń w komentowaniu:
- nieograniczona ilość znaków (niezarejestrowani mają limit do 1000)
- możliwość korekty swojego komentarza przez 5 minut od momentu publikacji
- możliwość wstawiania obrazków bezpośrednio w komentarzu (przycisk)
- możliwość oceny komentarzy innych użytkowników
- brak zabezpieczenia antyspamowego CAPTCHA, czyli wysyłasz bez podawania kodu z obrazka

Kod antyspamowy
Wygeneruj nowy, bo nie mogę się rozczytać