Polub NaszePanstwo.pl na   

Druga fala pesymizmu

Jeśli nie chce się zebranym walić po klawiaturze latem, to będę bydlę i wywołam temat.
Może się mylę, ale to takie moje gdybanie, które aż prosi się o komentarz. Otóż moim zdaniem właśnie uderza w nas fala pesymizmu, nieracjonalnego, nie na miejscu, ale za to w pełni umotywowanego. Spójrzmy na sprawę, jak ten  wredny księgowy, który poza cyferkami ludzkich losów nie widzi i widzieć nie chce. Co mamy po stronie wpływów?
Otóż mamy:
- stabilną pozycję geopolityczną,
- rosnącą pozycję Polski w Europie,
- za sobą udaną prezydencję,
- dodatni wzrost gospodarczy i błyszczenie pod tym względem na tle kryzysowej Europy,
- udane Mistrzostwa Europy w piłce nożnej,
- wykorzystywanie niebagatelnych dotacji z UE na rozwój cywilizacyjny i infrastrukturalny,
- i jeszcze wiele wiele innego dobrego.
Super, nie? Aż sam się śmieje do własnego odbicia w lustrze, bo jeszcze nikogo z lekarstwami nie było, to się śmiać mogę.
A więc:
- pozycja strategiczna i geopolityczna Polski – gut,
- gospodarcza – recht,
- wizerunkowa - wunderbar!


Zatem? Dlaczego taki płacz i lament?


Wykonywałem już w życiu wiele zawodów, a większość z nich, ku mojemu ubolewaniu, wiązała się ze stałym kontaktem z dużą liczbą ludzi. Na różnym poziomie ogłady i eksperiencji.
W związku z takimi kontaktami mam tam jakąś osobistą skalę interpersonalnych doświadczeń, którą radbym skonfrontować z waszymi przemyśleniami.
Otóż, do pewnego momentu, pesymizmem wiały osoby przyciężkie w myśleniu. Stałe i magicznie odpędzające złe duchy ludowe zawołania, typu „za PRLu było lepiej”, czy też „złodzieje Polskie rozkradli, Żydy jedne”, to był folklor, stały tyrolski margines tłuczenia się po gębach w tańcu, bez którego gwiazdka będzie smutna, albo w ogóle jej nie będzie.
Ale cóż to? Nagle spotykam bardzo wiele sensownych osób, co to mi tym pesymizmem wionąć zaczynają.
I zaczynam się zastanawiać.
PKB rośnie. Bezrobocie  na w miarę stałym poziomie, złotówka stabilna, a na arenie międzynarodowej same spektakularne ekscesy. Więc skąd ta klątwa, kassandryzm, niemożność i ciężki kac mentalny, że jest źle i lepiej  nie będzie?


Otóż i moje zaproszenie do dyskusji. Ja tylko pytam, a w razie czego, tylko sprzątam. Swoją teorię mam i ciekaw jestem, czy ktoś z Was ma podobne odczucia? Zatem nie będę wykładał kawy na ławę, bo i też nie upieram się, że mam rację, ale zapytam dwojako:
Czy też zauważacie nadchodzącą falę pesymizmu?
oraz
Skądże ona?


Za wkład w dyskusji wdzięcznym będąc obiecuję, że jak co najmniej dwie osoby napiszą w tym względzie swoje zdanie, to i ja wyłożę swoją teorię, ku strapieniu obecnych :)
I jeszcze gratis, za darmo, marketingowo, w placemencie i bez żadnych dodatkowych kosztów obietnicę, że lepiej będzie. Nieużywaną. Adresowaną na szczęściarza, który ją dostanie. Błyszczącą nowością. Nówkę, nie śmiganą.

Komentarze  

 
ZERRO
+1 [1] #1 ZERRO
2 lipca 2012, 14:57
To proste. Tak, jak niegdyś angielskim bankierom, w dupach nam się od tego dobrobytu poprzewracało! ;)
(tzn. piszę w imieniu pesymistów, oczywista)
 
 
mk
#2 mk
2 lipca 2012, 18:23
ZERRO, mosz chopie recht, jak mawiaja moi znakomici Koledzy z zakamuflowanej opcji. Rosjanie maja takie powiedzeni - "ot zhyra sbiesilsia". Cos w tym jest....
 
 
Astrid
+2 [2] #3 Astrid
2 lipca 2012, 18:44
PKB wprawdzie rośnie, ale to się nie przekłada na poprawę stopy życiowej Polaków, z których większość żyje skromnie od pierwszego do pierwszego i teraz w dodatku doszły problemy ze wzięciem kredytu, bo banki zaostrzyły kryteria. W Polsce brakuje zrównoważonego rozwoju, racjonalnych reform, które by pomogły zbilansować finanse publiczne, ograniczyć marnotrawstwo i przesunąć środki na działania prorozwojowe, by gospodarka dostała kopa. Ale na to potrzeba męskich decyzji, nie wystarczy tu polityka ciepłej wody w kranie. Nie inwestuje się w dzieci, zupełny brak wsparcia dla rodzin, nie buduje się mieszkań komunalnych, co trzeci dzieciak na głodnego zasuwa do szkoły itd., ale za to na kler zawsze znajdą się pieniądze. Młodzi mówią o sobie, że są zapomnianym pokoleniem, bo nikogo nie obchodzą i mają na swoim garbie starsze pokolenia z przywilejami odziedziczonymi po socjalizmie. I pytają się kto ma na to wszystko pracować? W Wielkiej Brytanii Polki rodzą na potęgę, a tu mało kogo stać na dzieci.
Pewnie spojrzałam na temat z subiektywnego punktu widzenia, ale cóż, mam takie prawo.
 
 
buldozer
+1 [1] #4 buldozer
2 lipca 2012, 20:35
Astrid ma rację, każdy patrzy na swoją sytuację osobistą, a nie na wskaźniki makroekonomiczne. Porównując swoje PIT-y z ostatnich kilku lat stwierdzam, że moje dochody stanęły w miejscu, zamiast rosnąć przynajmniej w tempie inflacji. Więc dobrze nie jest. Ale całkiem źle też nie jest, bo wciąż jednak mam dochody.

Wzrost PKB na poziomie 3 proc przy podobnej skali inflacji to w zasadzie stagnacja. I to niepokoi. Jakiś optymizm można jedynie czerpać z zestawienia sytuacji sprzed 20 lat i z dzisiaj. Ale do tego trzeba mieć przynajmniej ze 40 lat. Młodzi tego nie widzą.

Mimo wszystko wciąż jeszcze stać mnie na wczasy nad morzem. Nad Bałtykiem oczywiście, bo w dobie kryzysu należy popierać polski przemysł turystyczny. Chcecie spotkać prawdziwych patriotów - poszukajcie ich tego lata na bałtyckich plażach. Nad nasze morze pojadę nowymi drogami. Fakt, większość jeszcze w budowie - ale serce rośnie, bo jednak gonimy Europę. Pojadę niestety swoją starą, wysłużona skodą, gdyż z braku środków nie mogłem w tym roku wesprzeć naszego przemysłu motoryzacyjnego. Za każdy litr diesla do skody zapłacę 5.50 zł, albo więcej. Trudno, oszczędzę na smażalniach ryb, pogrążając naszych rybaków, ciesząc się jednakowoż ze wsparcia, jakiego udzielę polskiemu przemysłowi naftowemu. Po powrocie skodę trzeba pewnie będzie oddać do generalnego remontu - wspierając w ten sposób pana Mariusza, mojego zaufanego mechanika samochodowego. Pewnie się na to zadłużę, wspierając w ten sposób nasz sektor bankowy. Spłacę to jakoś z przyszłych dochodów, oszczędzając na jedzeniu, co niestety walnie lekko nasz przemysł spożywczy.

Ale, dopóki to wszystko się kręci, jest nadzieja.
 
 
Belfer
+2 [4] #5 Belfer
2 lipca 2012, 22:35
Tak sobie policzyłem. Od momentu gdy rządził nami światły prezydent z równie doskonałym premierem, a ja przeszedłem na wcześniejszą emeryturę, do czego mnie bardzo przekonał równie światły minister edukacji w tamtym rządzie, moje dochody na początku tego roku wynosiły 140% tamtych. W tym roku, licząc te ostatnie dochody jako 100%, dochody zmniejszyły mi się o 8%. Dostałem co prawda rewaloryzację i przeliczenie emerytury na nowo, ale straciłem fajną stałą fuchę.
A więc tak subiektywnie to powinienem się wkurzyć na rząd i euro, bo akurat te elementy czasowo się dziwnie powiązały. Ale jakoś nie narzekam.
W przeciwieństwie do "przedpiścy" nie bardzo chcę wspierać nasz przemysł turystyczny. Niedawno zaprosiłem pewną panią, znajomą spotkaną po latach do restauracji w modnym turystycznym kurorcie. Nic szczególnego, zwyczajny obiadek do tego soki, na koniec kawa i lody na deser. Porcyjki takie nieduże, lody takie bambino tylko wzbogacone bitą Śmietaną i wafelkiem, kawa niestety beznadziejna. Jak zobaczyłem rachunek (nie wypadało mu się przyglądać przy gościu, więc dopiero w domu), to mi ciśnienie podskoczyło. Było to blisko 250 zł. Za naprawdę świetną kolację złożoną z wielu "tapas", dzbana świetnej sangrii, doskonałej kawy i smacznych ciastek zapłaciłem niedawno w Barcelonie ok 170 zł (też na dwie osoby).
Zatem żałuję, ale wesprę przemysł turystyczny gdzie indziej, choć przez najbliższy miesiąc jeszcze mam trochę obowiązków, więc będę wspierał lokalne sklepy.
Ja widzę sporo minusów w naszej rzeczywistości, ale też i plusy zauważam. Może dlatego, ze pamięć wciąż mam jeszcze dobrą i pamiętam naprawdę paskudne dla mnie czasy. Ale Astrid ma rację. Zbyt mało się robi, aby zmienił się los młodych ludzi. Ten los młodych nie tylko u nas jest pozbawiony szans na przyszłość. Choć z tymi dziećmi głodnymi w szkole to bym nie przesadzał. Akurat tę sprawę znam od podszewki i znam ją do dziś, bo kontakt ze szkołami zachowałem.
Ale powiem tak. Są oczywiście takie aspekty życia, których młodym mogę pozazdrościć, jednak nie chciałbym być dziś w ich skórze.
Jednak w tych wszystkich naszych wypowiedziach chyba nie ma nic z tego, o co chodzi Simonowi.
Skąd pesymizm? To zjawisko ogólnoeuropejskie i do nas w sporej części zostało zaimportowane. Mieszkańcy Europy pamiętają jeszcze niedawne fajne czasy. Unia rosła w siłę, al ludziom żyło się dostatniej. Tfu.. tak jakoś dziwnie to zabrzmiało...
Potem przyjęto 10 nowych państw i pechowo okazało się, że wkrótce potem zaczęły się problemy. Kryzys bankowy na świecie, potem nasze typowo europejskie problemy. Bankrutująca Islandia mało kogo obeszła, ale już bankrutująca Grecja trzymająca się euro jak tonący brzytwy, to zupełnie inna bajka. Bezrobocie w Hiszpanii wśród młodych sięga 50%. Ale jest to też wina wychowania, czyli wina poprzednich pokoleń. Bo wtedy system dawał żyć każdemu, potrzebni byli robotnicy rozmaitych specjalności, których dziś już nikt nie potrzebuje, bo ta coraz bogatsza Unia powoli wyprowadziła całą produkcję do Chin.
Tak więc jest kiepsko, choć gdyby greckiemu emerytowi dać moją emeryturę, to by się powiesił natychmiast. Unia dziś jest zła i niedobra. Nie ma żadnego sensownego pomysłu na wyjście z sytuacji, bo wszyscy tylko kombinują w jaki sposób (w miarę bezboleśnie) zacząć "kurczyć" tę Unię. A jeśli nie dojdziemy do naprawdę sensownych wniosków, to Europa kompletnie przestanie się liczyć i będzie upadającym i coraz biedniejszym kontynentem, któremu Chiny i USA będą dyktować warunki.
Ludzie w wielu krajach narzekają na swoje rządy, bo klasa polityczna sprzed lat, która miała nie tylko ambicje personalne odeszła na emerytury. Nowa klasa polityczna jest typową klasą próżniaczą i myśli jedynie o samej sobie (coś jak słynne "rząd się wyżywi" Urbana).
Ale nabałaganiłem...
 
 
father boss
-8 [12] #6 father boss
3 lipca 2012, 07:51
W zasadzie analizując tak na zimno sytuację Polski po pierwszej 4-letniej kadencji rządów koalicji PO-PSL to trzeba przyznać obiektywnie, że istnieje stuprocentowa szansa, iż ta druga kadencja może być już tylko lepsza. Po co by było wyprowadzać słonia ze składu porcelany skoro porozbijał już wszystko, co było do rozbicia?
Przecież nie grozi nam to, że Tusk zlikwiduje ponownie przemysł stoczniowy skoro uczynił to już w pierwszej kadencji. Nie ma szans na podpisanie fatalnego i szkodliwego kontraktu gazowego z Rosją po raz drugi gdyż wszedł on już w życie parafowany przez Pawlaka.

Armia jest już w stanie takiego rozkładu, że można ją pomieścić na dwóch właśnie budowanych stadionach, a rosyjskie rakiety Iskander, którymi Kreml tylko straszył Polskę za rządów wrażej junty Kaczyńskich, właśnie zostały na nas skierowane dzięki polityce ocieplenia i pojednania w rewanżu za reaktywowany przez Tuska Festiwal Piosenki Rosyjskiej w Zielonej Górze.


Pod względem tak zwanej dzietności Polska spadła na 209 miejsce na świecie wśród 223 krajów, więc nie ma się, co obawiać, że naród będzie wymierał skoro właśnie wymiera na naszych oczach.
Prezydent nie lata już remontowanymi w Samarze u kolegi Putina tutkami, lecz wypożyczonymi od LOT-u Embraerami, więc co miało spaść na ziemię to już chyba spadło.

A skoro już spadło to przynajmniej przekonaliśmy się, jakie to piękne pogrzeby potrafi urządzać Tusk i jego ekipa zdając w ten sposób wspaniale trudny egzamin z odpowiedzialności za państwo.

Pod tym względem jesteśmy w samym czubie Unii Europejskiej podobnie jak pod względem inwigilowania przez służby specjalne własnych obywateli i tu nie trzeba w drugiej kadencji nic poprawiać.

W Polsce, czyli na obszarze rozdzielającym strategicznych partnerów, Niemcy i Rosję, nie istnieje już zgodnie z planem żaden znaczący przemysł, a głównie jakieś montownie zagranicznych produktów, więc nie ma obawy, że Polacy zepchnięci zostaną do roli taniej siły roboczej. Przecież już nią są.

No może warto by jeszcze zadbać o to, aby wrak samolotu gnijący na płycie smoleńskiego lotniska przetopiła jakaś ruska huta, bo niektóre odkształcenia materiału wyraźnie wskazują na wybuch, co zauważyli wścibscy specjaliści, ale to już przecież wszystko w dobrych rękach Władimira i nie będzie nasz premier musiał się zbytnio naprężać.
W zasadzie jedno, co mogłoby się zmienić na gorsze po wyborczym sukcesie partii Tuska to możliwość zmiany pozycji kolanowo-łokciowej, w jakiej porusza się po światowych salonach na czołganie się.

Ale czy to aż tak zasadnicza różnica?

No tak. Ciekawe, w jakim tempie będziemy się do poziomu średniej przybliżać, skoro mamy najwyższą od 10 lat, pięcioprocentową inflację i to liczoną na podstawie koszyka, w którym żywność to tylko 24 procent jego zawartości.

Skoro jednak żywność w przeciętnej polskiej rodzinie to nie 24, a 40 procent wydatków to trzeba śmiało sobie powiedzieć, że ta inflacja to bardziej 10 niż 5 procent.

Co z tego wynika? Ano tylko tyle i aż tyle, że jak wyliczyli dociekliwi internauci, w ciągu ostatniego półrocza według licznika podatku inflacyjnego zamieszczonego na stronie kupteraztaniej.pl/ straciliśmy, jako obywatele już ponad 20 mld złotych, a jak mówił John M. Keynes:
„Poprzez proces inflacji rząd może niepostrzeżenie i w tajemnicy skonfiskować istotną część majątku obywateli”

Jeżeli ten poziom życia będzie wzrastał w ten sposób i w tak zawrotnym tempie to, co zależy Tuskowi ogłosić, że za kolejne cztery lata Polska będzie już nie Irlandią, a drugim Katarem, najbogatszym państwem świata według PKB per capita, czyli produktu krajowego brutto przypadającego na jednego mieszkańca?

Myślę, że śmiało w następnych wyborach można bez większego ryzyka zagłosować na Platformę Obywatelską i Donalda Tuska, niewiele ryzykując.
Czy jest sens patrzyć na ręce alkoholikowi, który powynosił i posprzedawał już wszystko, co było w domu cennego? Po co? Trzeba to było to zrobić znacznie wcześniej.
Teraz możemy już śmiało, dumnie maszerować mądry polski narodzie z piosenką Elektrycznych Gitar na ustach:

„To już jest koniec, nie ma już nic
Jesteśmy wolni, możemy iść
To już jest koniec, możemy iść
Jesteśmy wolni, bo nie ma już nic”

źródło
kokos.salon24.pl/
 
 
buldozer
#7 buldozer
3 lipca 2012, 09:33
@belfer Trochę przesadzasz. W Polsce jest wiele miejsc, gdzie za 170 zł możesz zaprosić do restauracji nie jedną, ale nawet 3 znajome. :). Nie mam pojęcia gdzie sobie zafundowałeś obiad na dwoje za 250 zł. Pewnie sa takie lokale, ale unikanie takich miejsc nie jest trudne: jak wchodzisz i widzisz, że prawie wszystkie stoliki są wolne, to spieprzaj zaraz.
 
 
Belfer
-2 [2] #8 Belfer
3 lipca 2012, 14:10
@buldozer:
Pewnie, że przesadzam. Tylko w Barcelonie jest La Rambla a na niej kultowa Cafe de l'Opera. A ta knajpa - nie wymieniona z nazwy celowo - nie jest kultowa, a ma pretensje być na wysokim poziomie.
@father boss:
Od początku tak jakoś ten tekst mi do ciebie nie pasował.
@Derektor:
Sugeruję usunąć treść komentarza i pozostawienie jedynie linku. Trochę to nie na temat i na dodatek, ktoś może mieć pretensje o swoje treści...
 
 
father boss
-2 [4] #9 father boss
5 lipca 2012, 11:58
@Simon
Najbardziej się uśmiałem z tej "udanej polskiej prezydencji"
Nie tak dawno za największy sukces tej prezydencji uznawano to, że dzięki jej staraniom, Rada Unii Europejskiej podjęła decyzję o podpisaniu ACTA.
I teraz popatrz, największy sukces polskiej prezydencji (wg Tuska) poszedł się paść.
I jak tu nie być pesymistą?
swiat.newsweek.pl/.../
 
 
Simon
+3 [3] #10 Simon
6 lipca 2012, 00:19
Och, jakże rozkosznie się mylisz, jak zwykle zresztą, moje ty nieporadne słonko:)

Co do sukcesu prezydencji - ku ubolewaniu pislamu jest tak oczywisty, jak sukces z Euro - zatem nawet szanownego Prezesinę przyhamowali, jak wylazł i zaczął bredzić, że katastrofa. Że lud ciemny kupi, imć prezes wie, ale zdaje się, że nie nauczył się granic i stopniowania bzdetu: jak nie zna umiaru w zawiści i odwecie za mniemane sprzed lat przewagi, tak i niemądry w krytyce. Nawet Kurski z Ziobrą w końcu nie wytrzymali tej napuszonej głupoty:)

Że za największy sukces prezydencji uznawano - i dalej cytat? Takaż to piękna ludowa prawda, jak i ta, że father bossa w niektórych kręgach uznawano za łebskiego. Ani to z polotem, ani wiarygodne - za to grubymi nićmi szyte. Taka ot sobie retoryczna figura na miarę gościa tłukącego młotem rylec w glinianą tabliczkę - mozolnego namysłu sporo, ale niewiele się mieści.
Kto uznawał to za sukces? Gdzie? Kiedy? Tajemnica nie do rozwikłania, niczem popularność horoskopów - tak jest, i już, uznawano i tyle.
Oto jest słowo kłamcy:)

Trudną prezydencję, to ma teraz Cypr. Myśmy mieli, jak po maśle. Samo uznanie i śmietanka zostały. Mistrzowski rzut na taśmę w stronę Niemiec, jeśli chodzi o reformę w kryzysie - kapitał polityczny na parę pokoleń. Większość ludzi wiążących buty bez podręcznika takie rzeczy wie.
Ale nie w świecie, który jest na opak. Współczuję świata, w którym rzeczy proste są skomplikowane - a skomplikowane - proste:)


" Nie tak dawno za największy sukces tej prezydencji uznawano to, że dzięki jej staraniom, Rada Unii Europejskiej podjęła decyzję o podpisaniu ACTA. "

Otóż oczywiście niemotka wie, że gdzieś dzwoni, ale nie zauważyła, że pierdyknęła w latarnię - i to dlatego.

Otóż ACTA to nie: "dzięki jej staraniom", tylko dzięki staraniom jednej z komisji przy parlamencie europejskim - bodajże rolnictwa. Tam ktoś tego gniota wrzucił - i poszło. Zatem - ja wiem, to nie kłamstwo - tylko zwyczajny brak kumacji - ale po cóż, ach po cóż taki ostentacyjny?

Co do ACTA: gdyby PIS rządził, był przeciw ACTA, bohatersko je oddalił na wieki i bezpowrotnie - to zrobiłby to zapewne w takim stylu, że byłaby to kolejna akcja wyłażąca ludziom bokiem. Pislam jakoś tak ma, że nawet jak ma zacne intencje - to nie tylko strzela sobie w stopy i kolana - ale zazwyczaj kosi całymi rządami nieostrożnych, którzy podeszli zbyt blisko:)

Natomiast Tusk, to zarozumiałe dziecko szczęścia - nie dość, że głupio upierał się przy ACTA, nie wiedząc jeszcze o co chodzi - to w dodatku wiedział, kiedy odpuścić - i teraz chodzi w opinii publicznej w glorii salwatora internautów przed cenzurą.

Dlaczego?

Bo albo się politykę robić umie i wie po co się ją robi - albo wie się co prawda po co, ale ni w ząb się nie umie:)

To tyle.

Czytaj, analizuj, kombinuj, jak dotrze jakaś połowa, też sukces.
 
 
Simon
#11 Simon
6 lipca 2012, 00:21
A w ogóle dzięki za odzew.

Przedstawię swoją teorię, chociaż mi trochę wstyd - bo w konfrontacji z waszymi teraz wydaje mi się ciut... eeeech.
 
 
father boss
-2 [4] #12 father boss
6 lipca 2012, 12:42
Drogi Simonie, śmiem twierdzić, że raczej to ty jesteś niedoinformowany, bo nawet takie media o tym pisały:
tvn24.pl/.../...
Ja ciągle powtarzam, że TVN24 kłamie. Może coś w tym jest?
A tak reasumując ta cała nasza prezydencja to był picuś-glancuś-fotomontaż.
Duńczycy wydali 55 mln euro, podczas gdy łączny budżet polskiej prezydencji wynosił - 429,5 mln zł, w tym z budżetu państwa przeznaczono 380 mln zł.
Cypr ma zaś wydać na swoją 2 razy mniej.
No ale jak mafia rządzi, nie ma się co dziwić.
*
PS

Pamiętasz dyrdymały, cożeś wypisywał na "spieprzajdziadu" zwłaszcza te o UE. I cóż się teraz z tego sprawdziło? Wyszło na moje. A z tych wszystkich lemingów ostałeś się ino ty.
Dlatego myślę że leki, które bierzesz są za mocne. Może miast jest je zmienić, to odstawić precz? Albo pić przestać?
 
 
zlappande
#13 zlappande
6 lipca 2012, 18:26
na marginesie "polskiej inicjatywy" ACTA nalezy zauwazyc, ze sprawe pilotowal niejaki Michal Boni, ktory ma jako takie pojecie na temat wielu technicznych szczegolow i dlatego (tak podejrzewam) latwo mu bylo zrozumiec, gdzie lezy pies pogrzebany
niestety przez lata obaj bracia Kaczynscy pokazywali znana nam z polish jokes typowa polska tepote zmieszana z zarozumialstwem na wlasnym punkcie
pamietam wywiad z Lechem K. , gdzie prezio probowal sie wylowic na temat czegos, co przeczytal, ale ubrnal, bo nie wiedzial co oznacza w sumie slowo software
oczywiscie glab - jak ma dobrych ekspertow - moze byc glabem
tylko, ze Kuchcinski, Brudzinski, Kempa, Hofmann i Blaszczak do orlow nie naleza a jak narazie to ludzi dosc bieglych w tym, co sie w swiecie z technologii dzieje - na lekarstwo

przypomne fb, ze Kaczynski nawet nie wiedzial, ze poslowie PiSu glosowali karnie jak jeden maz w Parlamencie, aby ACTA przyjac, zaczal szczekac, ale szybko zamilkl: "to pomylka". I szczerze powiedziawszy, to ze zamilkl - tez mu sie chwali.
Problemem PiSu jest to, ze coraz bardziej skreca w kierunku faszyzmu. Tworzy bojowki "niepodleglosciowe", podgrzewa atmosfere w sprawach, ktore wiadomo, ze skazane sa na porazke (eksperci Macierewicza, teorie o wybuchach , kibole i ciagle krakanie jak to sie wszystko rozwala). Niestrudzony Jasiu Pietrzak (tak, ten sam antykomunistyczny rzekomo z kosci wieczny opozycjonista, ktory splodzil slynny przeboj "Za trzydziesci pare lat" konczacy sie pochwala, jak sobie siadzie i pomarzy "o cudownych pieknych dniach lat 60-tych" - przypomne, ze chodzilo mu o wspanialy PRL i komune) - otoz Jasiu Pietrzak dorwal jakas gazete (nie wiadomo nawet jaka), gdzie przeczytal o 400 bankructwach a "przewidywania mowia, ze do konca roku zbankrutuje 800 przedsiebiorstw" - to dowod upadku, bo "takiej ilosci bankructw jeszcze w Polsce nie bylo". W moim przekonaniu bankructwa to niestety nieodlaczny element podejmowania ryzyka, wazne jednak jest nie tyle totalna ilosc bankructw ale totalna ilosc sukcesow w zestawieniu z bankructwami.
W kazdym razie Jasiu wieszczy koniec swiata - "zaleje nas (?) tsunami - fala bankructw". No coz ekspert "za trzydziesci pare lat", urodzony wspanialy futurysta nie myli sie - radze wszystkim zwijac interesy i wyjezdzac z Polski, ale jesli dozyjemy konca roku szczesliwie i tsunami sie nie zdarzy - nalezy Jasiowi dac w koncu pieknego kopa, niech juz dluzej ani siebie, ani nas nie meczy.

Wracajac na koncu do pytania Simona - uwazam, ze oczywiscie Astrid ma sporo racji, ale zauwazylem rowniez, ze w Polsce - w kraju, w ktorym bardzo plastycznie udaje sie naginac rzeczywistosc do swoich teorii - tworzenie pesymistycznych teorii sluzy pragmatycznym celom, niekoniecznie zas musza one byc prawdziwe ani ( o dziwo) wyrazac poglady jego autora. Uwazac mozna np ze tworzenie takich teorii moze zmobilizowac wladzed, ktore - rzeczywiscie - staly sie dosc aktywne, a Polska przeciez nie-rzadem (nie nierzadem, ale nie-rzadem) stoi i tak ma byc i tak powinno zostac. Ludzie masowo narzekaja (wbrew samym sobie - uwazam) na ustawe emerytalna, ale podaja argumenty wlasciwie za (np ze emeryt zarabia tak malo, albo jak to cudownie bylo za Gierka,a przeciez to Gierek i Jaruzelski puscili nas i wszystkie fundusze emerytalne z torbami, w ramach zreszta slusznej ekonomii politycznej socjalizmu, wedlug ktorej tworzenie kapitalu, ktory by pracowal na siebie jest zbedne - jak trzeba wiecej pieniedzy to zaden kapital tylko sie dodrukuje i wszystko gra)

Ech, znow sie rozgadalem, bo mnie juz dawno nie bylo
 
 
zlappande
+1 [1] #14 zlappande
6 lipca 2012, 18:33
juz na marginesie:

fb - czytaj ze zrozumieniem, owszem, przytyk zlosliwy TVN24 jest na miejscu, ale nigdzie nie pisze , ze mial to byc "najwiekszy sukces polskiej prezydencji", jak imputowales

za kare napisz obecnie wypracowanie z jezyka polskiego, aby pokazac sobie samemu, ze rozumiesz roznice miedzy sukcesem a najwiekszym sukcesem

na przyklad: roznica pomiedzy zarobkiem a najwiekszym zarobkiem albo miedzy wakacjami a najdluzszymi wakacjami, miedzy rzeka a najdluzsza rzeka w Polsce - cos w tym temacie
 
 
zlappande
#15 zlappande
6 lipca 2012, 18:36
PS do PS:
dokladnie pisze o "kolejnym sukcesie"
szczerze powiedziawszy - sprawa ACTA ostatecznie zostala zalatwiona elegancko - nie wiem, czy to zasluga polskiej prezydencji czy umiejetnosci wspolnej negocjacji
i tez nie sptrawdzily sie kraczenia "ekspertow", ze tak naprawde to Tuskowi nie uda sie wycofac z tej umowy etc etc
znaczy sie - pogonic takich hiobowych ekspertow
albo niech beda: psy zawsze szczekaja, w koncu nie szkodza, po prostu sie na komende (partyjna) myla
 
 
euro-hill-billy
+1 [3] #16 euro-hill-billy
6 lipca 2012, 22:02
Skopiowane ordynarnie:

"Pytam księdza śmiele;
Czemu smutno patrzysz?
Przecież są w kościele
Cztery babki na krzyż.

Cztery babki na krzyż,
A tyś księże piąty,
Więcej nie wypatrzysz,
Choć przeglądasz kąty!

Mało kto dziś wierzy,
Z rzadka tu przechodzień,
Ateizm się szerzy
Dziś w polskim narodzie.

Stoi więc ksiądz smutny
Pomiędzy babkami,
Zna już los okrutny,
Pójdzie wnet z torbami!"
 
 
zlappande
#17 zlappande
7 lipca 2012, 02:54
contrafreeloading - tak to sie nazywa - zwierzecy odruch, aby chowac sie do lasu, udawac, ze "Ojczyzna jest zniewolona, zagrabiona" i ze wogole - wszystko jest trudne i niemozliwe
 
 
zlappande
#18 zlappande
7 lipca 2012, 02:55
 
 
fred
#19 fred
20 lipca 2012, 19:08
Minęło trochę czasu od kiedy pisałem tu ostatni raz, nie będę ukrywał, że do powrotu na portal podkusiła mnie ogólna sytuacja. Bo moim zdaniem jest ona zła, a nawet bardzo zła, a będzie jeszcze gorsza. Wymienię najbardziej irytujące mnie sprawy w kolejnych podpunktach

1. Czy w Polsce faktycznie jest źle

Twoim zdaniem generalnie w Polsce jest dobrze. Pewnie myślisz tak dlatego, że tobie samemu aktualnie się powodzi. Mnie akurat powodzi się raczej kiepsko więc mogę zostać uznany tutaj za stronniczego. Może i jest to nawet prawda. Statystyka wskazywałaby nawet na to, że jest to prawda, gdyż z mojego doświadczenia 90% Polaków nie potrafi w swej ocenie ogólnej sytuacji w kraju wyjść poza wąziutki pryzmat swojego własnego położenia. Mianowicie: Mnie się dzieje dobrze to znaczy, że jest dobrze, a ci wszyscy wokoło to tylko narzekać potrafią. Nie chcę cię straszyć Simon, ale znam jednego takiego, co jeszcze kilka lat temu gadał dokładnie tak samo jak ty, a teraz jest większym rewolucjonistą niż Bogusław Ziętek. Nie od dziś przecież wiadomo, że punkt widzenia zależy i zależeć będzie od punktu siedzenia.

2. Wskaźniki ekonomiczne

a) PKB i inflacja

Muszę cię tu rozczarować Simon, PKB nam wcale nie rośnie, to jest wzrost wyłącznie na papierze. Właściwie to mógłbym się założyć o własną wątrobę, że tak naprawdę mamy kilkuprocentową recesje. Realne PKB oblicza się poprzez korekcję PKB nominalnego o wskaźnik inflacji, a jak świat długi i szeroki nie ma bardziej oszukańczego i zmanipulowanego wskaźnika gospodarczego niż oficjalna stopa inflacji. Jeśli więc będziemy mieli niską inflację to będziemy mieli wysoki wzrost PKB. Proste, nie? Tutaj radzę przeczytać artykuł Michała Zielińskiego o wiele mówiącym tytule „Tajna inflacja”:

www.wprost.pl/.../?pg=0

Tym, którym się nie chce czytać przytoczę najważniejsze fragmenty:

„Tak w Polsce, jak i w całej Europie i świecie, żaden z rządzących nie chce zostać obarczony odpowiedzialnością za to, że dobre czasy dla konsumentów się kończą, a rosnące szybko ceny zwiększą koszty i pogorszą jakość życia. Aby nie zapłacić politycznego rachunku za inflację, uciekają się oni jednak do czegoś znacznie gorszego niż efektowne słowne potyczki – po cichu manipulują wskaźnikami dotyczącymi inflacji.[…] Coraz bardziej inflacja bazowa (przy rosnących cenach niemal zawsze niższa niż inflacja całkowita) zaczyna pełnić funkcję propagandową, służąc dowodzeniu, że wzrostu cen tak naprawdę nie ma.[…] Naiwnością byłoby przyjąć, że mając niemal nieskończoną liczbę możliwych do oszacowania wskaźników, rząd, NBP czy rachmistrze państwowego GUS wybierają te, które są dla władzy niekorzystne. Ale machinacji przy koszykach inflacyjnych nie dokonuje się jedynie po to, aby ukoić nerwy wyborców. Zaniżenie wskaźników inflacji to dla rządu czysty zysk. Po pierwsze, im niżej oszacuje się tzw. deflator, tym wyższe wyjdzie tempo wzrostu gospodarczego, a przecież zawsze przyjemnie jest politykom twierdzić, jak bardzo rozkręcili koniunkturę […]Gdyby ktoś w Polsce poszedł w ślady Waltera J. Williamsa, najprawdopodobniej dokonałby podobnego odkrycia: że faktycznie ceny rosną u nas niemal dwukrotnie szybciej, niż wmawiają nam politycy. Czyli inflacja roczna naprawdę sięga już 9-10 proc., co oznacza, że nie tylko wyciąga z naszych kieszeni sporo pieniędzy więcej, ale także zeżre ogromną większość naszych podwyżek płac. Pamiętać trzeba, że gdy oficjalne wskaźniki inflacji rosną, to ceny na pewno rosną – i to szybciej niż podano. Jeśli zaś wskaźniki inflacji pokazują, iż jej nie ma, to ceny – najprawdopodobniej – też rosną.”

Ten artykuł pochodzi sprzed 4 lat i uwierzcie mi nic się w tym czasie nie poprawiło. GUS co roku dobiera sobie taki koszyk produktów jaki mu akurat pasuje, jeśli coś w danym roku za bardzo zdrożało to po prostu z niego wyleci. I teraz prawdziwa perełka. Od pewnego czasu GUS nie liczy już ile drożeją poszczególne towary tylko ile na dany produkt wydała statystyczna rodzina, która zgodziła się wypełnić gusowską ankietę. Mianowicie produkt może zdrożeć nawet 1000%, ale jeśli w danym roku wydaliśmy na jego zakup o 10% więcej niż poprzedni to według GUSu jego cena wzrosła właśnie o 10%. Nie interesuje ich ile jednostek mniej kupiliśmy.

Skoro więc tak łatwo robić przekręty na inflacji wyjątkową naiwnością byłoby twierdzić, że nasi rządzący uczciwie wyliczają nominalne PKB. Nie ukrywajmy, że Platforma z Rostowskim na czele jest bardzo dobra w tej kreatywnej księgowości. Zawsze będzie można powiedzieć, że przecież w UE stosuje się takie techniki od lat.

b) Bezrobocie

Tutaj niestety nie posiadam konkretniejszych danych, ale przecież widzę, co się dzieje. Jako osoba będąca od 10 lat aktywna zawodowa i bardzo mobilna w tej aktywności stwierdzam, że sytuacja na rynku pracy jest tragiczna. W moim prowincjonalnym mieście nie ma pracy żadnej. W telewizji słyszy się, że prowincja prowincją, praca jest, ale w dużych miastach. Srajdu bajdu. Dość regularnie czytam warszawską Gazetę Pracę, z kwartału na kwartał jest coraz cieńsza i z kwartału na kwartał coraz większy odsetek jej powierzchni stanowią reklamy kursów i szkoleń.

Aktualna stopa bezrobocia wg Eurostatu wynosi u nas coś koło 10%, a jak wstępowaliśmy do UE to było to prawie 20%. Mniej więcej w tym czasie moi rodzice potrzebowali nowej pracownicy więc dali na dwa tygodnie ogłoszenie do lokalnego tygodnika. Zgłosiło się jakieś 15 dziewczyn. Niedawno otworzyli nowy biznes i potrzebowali kogoś na podobne stanowisko. Już następnego dnia od ogłoszenia czekała pod drzwiami ich chyba z pięćdziesiątka. Ok, w moim mieście jest większe bezrobocie niż średnia krajowa, ale 10 lat temu też tak było. Skąd się więc bierze tak niska stopa bezrobocia? Czegoś tu nie rozumiem…, a może jednak rozumiem.

2. PO i rząd

a) struktury lokalne

Głosowałem na nich w tych wszystkich wyborach, ale w następnych na pewno nie zagłosuję. Próbowałem nawet swego czasu należeć do partii, co skończyło się tylko uczuciem obrzydzenia. Już na pierwszym zebraniu byłem świadkiem wyjątkowo żenującej w swej formie walki o władze nad lokalnymi strukturami pomiędzy dwiema znienawidzonymi frakcjami. Nie chodziło tu nawet o jakikolwiek spór ideologiczny, to było nasi ludzie kontra ich ludzie. Kolejne „akcje” i zebrania tylko pogłębiały moje przygnębienie. Połowa członków zapisała się tam wyłącznie dla własnego zysku, mając nadzieje, że być może będą mieli okazje podlizać się komu trzeba i być może coś na nich skapnie. Oglądałem jak kolejne miernoty dostawały wysokie stanowiska w miejskich urzędach i spółkach. Kto nie z Mieciem tego zmieciem, TKM i niech nam żyje prezes naszego klubu – tak oto to wszystko wyglądało.

b) Ministrowie

Chyba nie będę tutaj jedynym, który uważa, że polityka kadrowa premiera jest co najmniej dziwna. Drzewiecki, Grabarczyk, Klich, Czuma, Gowin, Mucha, Arłukowicz, Nowak? Jakie te osoby miały i w przypadku niektórych nadal mają kwalifikacje aby kierować swoimi ministerstwami? Przypuszczam, że żadne poza bardzo mocną pozycją w partii. Ktoś powie, że przecież tak było we wszystkich poprzednich rządach. Ok, było, ale teraz miało być inaczej.

c) klasa polityczna

Gdzie się podziały ci prawdziwi przywódcy pokroju Bismarcka, de Gaulle’a czy Roosevelta(obu)? Przywódcy dla których najważniejszą rzeczą było dobro ich własnych krajów. Dzisiaj kiedy patrzę na klasę polityczną, nieważne czy naszą czy zagraniczną, to widzę niemal samych karierowiczów. Ludzi dla których rządzenie jest celem samym w sobie. Stanowisko do którego się doczłapią będzie dla nich życiowym trofeum i niczym więcej. Oczywiście w każdej partii są też ideowcy, ale akurat w Platformie jest ich chyba najmniej. Ktoś może powiedzieć, że owi ideowcy w niektórych przypadkach(PIS) mogą być znacznie bardziej niebezpieczni dla naszego życia społecznego. Zgoda, ale i tak ich bardziej szanuję. Co z tego, że wg mnie Tusk naprawdę chce dobrze gdy ze wszystkich stron otacza się niesamowitymi miernotami, a styl jego rządzenia wyznaczają wahania słupków popularności społecznej. W dodatku z roku na rok mam coraz silniejsze wrażenie, że to owo „chce dobrze” ma w jego przypadku coraz mniejsze znaczenie.

3. Struktura społeczna

a) Bogacze

Przynajmniej za opublikowanie tej listy będę wdzięczny Wildsteinowi. Nie było sporym zaskoczeniem, że znalazłem na niej niemal wszystkich największych bogaczy z mojego miasta. Wszystkie te największe interesy miały początek w latach 80-tych kiedy system już się walił lub na początku lat 90-tych gdy odpowiedni ludzie się odpowiednio uwłaszczali. Ktoś kupował walutę po oficjalnym kursie, ktoś inny dostał pozwolenie na prywatny biznes w czasach gdy nikt takiego pozwolenia nie dostawał, ktoś inny pośredniczył w handlu państwowej spółki, która żadnego pośrednika wcale nie potrzebowała, jeszcze inny będąc totalnym gołodupcem dostał kredyt na 2 miliony dolarów, którego to w dodatku nigdy nie oddał. Miałem okazję w różnych sytuacjach poznać mniej lub bardziej osobiście kilku z nich. Wygląda na to, że mentalności nigdy nie zmienili – jak nie przekręcisz to nie zarobisz. Tłuki z nich niesamowite, praktycznie nie ma wśród nich nikogo z wykształceniem wyższe niż zawodowe, ale sami siebie mają za nie wiadomo kogo. Bóg wyznaczył ich do czynów wielkich, całą resztę tej miernoty do czynów małych. Miał rację PIS, że na początku lat 90-tych powinniśmy byli przeprowadzić dekomunizację. Szkoda tylko, że w tej materii zabrakło kogoś rezolutniejszego od nich.
Drugą nie mniej irytującą mnie grupą bogaczy są tzw. biznesmenki. Zazwyczaj nie mają tyle szmalu co uwłaszczeniowa nomenklatura, ale potrafią sobie nieźle radzić. Startowali od zera, nie mieli ustawionych rodziców ani odpowiednich znajomości. Wszystko do czego doszli zawdzięczają własnemu sprytowi lub cwaniactwu jakby to inni nazwali. Swój kapitał zbijają główni na eksploatowaniu innych ludzi. Biznesmenek bardzo lubi zatrudniać na czarno, ale bardzo nie lubi wypłacać „pensji” dlatego zawsze szuka pretekstu do jej zmniejszenia bądź zupełnego jej niezapłacenia. Biznesmenek w ogóle nie lubi za cokolwiek płacić dlatego wszyscy jego kontrahenci powinni się mieć zawsze na baczności. Efektem jego działania są czasami wyjątkowo smutne historie z samobójstwami włącznie. O ile uwłaszczeniowej nomenklatury nie przybędzie nam liczbowo to nic nie stoi biznesmenkom na przeszkodzie do coraz większego namnażania się w społeczeństwie. Smutnych historyjek słyszę coraz więcej na mieście i są coraz straszniejsze w swym wyrazie.

Trzecią irytującą mnie grupą są najwięksi bogacze w Polsce, te wszystkie Kulczyki, Solorze i Krauze. Ci ludzie nie płacą swoich podatków w kraju tylko na różnych Cyprach, Monakach, ewentualnie Kajmanach. W procederze nie przeszkadza im to, że swoje interesy prowadzą głównie w Polsce, prawo po to jest dziurawe aby je obchodzić. Jak je jakimś cudem za 5 lat zmienią to w miesiąc wymyśli się nowy sposób. Kulczyki i Solorze bardzo lubią zarabiać na różnorakich przekrętach na giełdzie, która od kilku lat praktycznie do niczego innego nie służy. Np. Krauze wyrolował wszystkich na sprzedaży akcji swojego Petrolinvestu, który rzekomo miał wydobywać ropę, a Solorz uwłaszczył się na majątku Elektrimu poprzez zmuszanie go do brania niekorzystnych pożyczek od podmiotów Grupy Polsat pod zastaw jego spółek zależnych.

Oczywiście nie wszyscy bogacze są źli, miałem okazję poznać z tej grupy kilku naprawdę przyzwoitych gości. Mam jednak wrażenie, że dziki polski kapitalizm promuje jednak inny model dochodzenia do bogactwa.

b) etyka w biznesie

Dobrym przykładem z ostatnich dni jest pan Gessler, który od 20 lat jest poza zasięgiem polskiego prawa, a głośno o jego machlojach zrobiło się trochę przez przypadek i tylko dlatego, że jest celebrytą. Prawdą jest, że takich Gesslerów jest w Polsce tysiące, a w mniejszej skali dziesiątki tysięcy. Jakiś czas temu chciałem dokonać zakupu rzadko spotykanego u nas skanera mobilnego marki HP. Wyszukiwarka cen podała mi kilka sklepów, wybrałem najtańszą ofertę. Profilaktycznie czytam sobie komentarze i tutaj widzę coś dziwnego. 90% „klientów” dało najwyższą notę, ale te posty są jakieś dziwne, wszystkie pisane na jedno kopyto. Reszta komentujących wystawiła ocenę najniższą, a z ich opisów wynikało, że towaru nigdy nie otrzymali, a na zwrot pieniędzy musieli czekać równo 3 miesiące. Konkluzja jest prosta, to nie był żaden sklep tylko przekręt na wyłudzanie od ludzi pieniędzy i trzymaniu ich przez jakiś czas na lokatach. Coraz więcej słyszę o takich dziwnych interesikach na których sprytni ludzie robią duże pieniądze. Takie mamy czasy.

Jakieś 2 lata temu miałem okazje pracować w dość dużym zakładzie produkcyjno-handlowym gdzie między innymi zajmowałem się obiegiem dokumentów. Już na dzień dobry zostałem wprowadzony w proceder lewych faktur, których odsetek nie schodził poniż 20% całości. Część firm wolała ukrywać swoje zakupy więc oficjalnie kupowała mniej niż w rzeczywistości, inne wolały mieć na papierze większe koszty funkcjonowania więc na fakturze miały więcej towaru niż odbierały. Za cały ten proceder musiały odpalać właścicielowi odpowiedni „podatek”. Najsmutniejsze w tym wszystkim było to, że nikt się z tym nie krył. Raz się nawet zdarzyło, że przyszli z ulicy jacyś ludzie i zapytali wprost o lewe faktury… i je dostali. Połowa ekipy produkcyjnej w tej firmie była zatrudniona na czarno, a druga miała umowy na minimum krajowe. Wszystko, co zarobili powyżej tego minimum dostawali pod stołem. Co ciekawe tyczyło się to nie tylko szeregowych pracowników, ale także i kadrę zarządzającą. Warunki pracy były straszne, robotnicy pracowali po 12h lub 10h na dobę + 10h albo 8h w sobotę w zatykających płuca pyłach, cały czas na stojąco. Pomiędzy nimi krążyli poganiacze sokolim wzrokiem wypatrujący delikwenta, który choćby przystanął na chwilę. Brakowało im tylko bata – sami pracownicy mówili o sobie „niewolnicy”. Czasem się zastanawiałem czy gdybym doniósł komu trzeba to by to coś dało. Nic by nie dało – mówili, byli tacy, co donosili, efektów brak. Sam później byłem świadkiem jak personalna biegała po pracownikach produkcji i kazała im podpisywać oświadczenia, że pracują po 8h dziennie.


4. EURO

Powiem wam szczerze, że jak jeszcze raz usłyszę w telewizji o Euro, które przecież już się skończyło jakiś czas temu to się chyba porzygam. Wystarczy, że w czasie jego trwania oglądałem Wiadomościach tę nieustającą propagandę sukcesu i chyba niektórych boli, że się tak szybko skończyło. Ale nic to za chwilę będzie Olimpiada w Londynie i kolejny temat zastępczy.

Generalnie tutaj należałoby sobie zadać pytanie co nam poza dobrym samopoczuciem i jakimś niematerialnym wizerunkiem to EURO dało? Między bajki można wstawić sobie lansowany w mediach pogląd, że teraz będą nas odwiedzać turyści. Nie wiadomo też ile tak naprawdę zarobiła na tym nasza gospodarka? Wiadomo tylko, że rząd jak zawsze policzy sobie tak aby mu wyszło. Ponieśliśmy ogromny koszt budowy stadionów i infrastruktury budowanej już w pewnym momencie na wariata. Z tego co mi wiadomo w przyszłym budżecie nie będzie na ten cel złamanego grosza. Pomimo wyłożenia na budowę dróg miliardów złotych czeka nas fala bankructw w sektorze budowlanym. Samo PBG to dramat kilkudziesięciu tysięcy Polaków, którzy nie zobaczą już swoich pieniędzy. Jak to się stało to temat na osobny artykuł… Innym wielkim przegranym jest TVP, która musiała nadawać transmisje meczów. „Koszty licencji tych 35 meczów są tak wysokie, że choćby nie wiem, jak dużo reklam tam umieścić i nie wiadomo jak dużo by ich było, to nie da się uzyskać takich przychodów” – powiedział Juliusz Braun. Jak wieść gminna niesie straty telewizji wyniosą to od 40 do 60 milionów złotych.

Ale ktoś w końcu musiał na tym EURO realnie zarobić nie? Oczywiście, UEFA i PZPN. Ta pierwsza zawczasu zażądała od krajów kandydujących zwolnienia ze wszelkich podatków jakie teoretycznie może ponieść. Obie organizacje na mistrzostwach za które zapłacił polski ukraiński podatnik zarobiły miliony. Swoje zarobiły też odpowiednio ustawione osoby w spółce PL.2012 oraz Narodowym Centrum Sportu.
 
 
Belfer
-1 [1] #20 Belfer
20 lipca 2012, 20:17
Bo moim zdaniem jest ona zła, a nawet bardzo zła, a będzie jeszcze gorsza.
I tak trzymać. Żeby Polska była Polską...
Wszystkie te twoje tezy sobie możesz wsadzić, gdzieś tam,gdzie w poważaniu będą czczone przez maluczkich.
Co do interpretacji sytuacji przez pryzmat własnego losu. Mój los jest kiepski, chyba nikt mi zazdrościć nie będzie. Dochody co prawda względnie stałe, ale nieduże. Zdrowie coraz gorsze i lepsze już nigdy nie będzie (starość nie radość). W zasadzie to najdalej za jakichś 15 lat wykituję, bo tyle statystycznie mogę pożyć. Nawet jak pożyję parę lat więcej, to co to za życie. Nie doczekam czasów, gdy dogonimy inne kraje i będziemy mieli względny dobrobyt. Nawet jeśli jutro zniknie kryzys i będziemy doganiać inne kraje w tempie 80% rocznie, to ja i tak z niczego już nie skorzystam.
Ergo powinienem zapierniczać pod kościół z chorągiewką PiS i skandować coś o zdrajcach, którzy zabili nam najlepszego od czasów Mieszka prezydenta. A Rydzyk powinien mnie doić z resztek kasy, która mi zostanie po opłaceniu rachunków. Powinienem tutaj drzeć ryja głośniej od father bossa,że jest nędza i że naród wymiera, że to jest konzentration lager i "komoruski na szafot".
No i zadbać, żeby posłowie PiS dostali dużo głosów i mogli Polsce zapewnić taki "dobrobyt katolicki", żebym mógł się z was wszystkich śmiać jeszcze tysiąc lat po swojej śmierci. Ups, zapomniałem, że jestem ateistą. Zgniję, robaczki mnie zeżrą i tyle.

Drogi fredzie, piszesz że:
Statystyka wskazywałaby nawet na to, że jest to prawda, gdyż z mojego doświadczenia 90% Polaków nie potrafi w swej ocenie ogólnej sytuacji w kraju wyjść poza wąziutki pryzmat swojego własnego położenia. Mianowicie: Mnie się dzieje dobrze to znaczy, że jest dobrze, a ci wszyscy wokoło to tylko narzekać potrafią.
To by się zgadzało mniej więcej. 90% ma lepiej, a 10% narzeka ile wlezie.
Żyjemy w otwartym świecie. Jesteś wykształconym doskonałym fachowcem? To szukaj pracy poza swoją pipidówą na kresach wschodnich. Jedź do Warszawy, Gdańska, Wrocławia, Poznania, Londynu, Barcelony.
Nie jesteś? Masz kiepskie wykształcenie, nie znasz języków, nic konkretnie nie umiesz? Sorry Winnetou. Takie to życie już jest.
Inflacja jest i nikt jej nie neguje. To twoje spekulacje. Ale ja pamiętam prawdziwą inflację. Musiałem wziąć pożyczkę, to w rok samych procentów zapłaciłem, że do dziś mi się słabo robi... Inflacja w granicach dzisiejszych to jest pikuś. Pan Pikuś.

Piszesz o etyce w biznesie. A skąd się miała wziąć ta etyka? Od samego początku był z tym problem, ze przypomnę ideowych braci K. i spółkę "Telegraf". Wcześniej była komuna i nikt nie kradł - "załatwiało się", "zorganizowało się" - czy ktoś wtedy kupował? Niestety w stosunku do wielu krajów zachodnich mamy zaległości kulturowe. Tam etykę budowano setkami lat. U nas najpierw byli zaborcy przez 120 lat i "oszukać władzę" to był czyn patriotyczny, potem krótkie dwudziestolecie i znów narzucone siłą rządy i obce rozsądkowi rozwiązania ekonomiczne.
Jeden z dość dalekich moich znajomych zasuwa do kościoła co niedzielę, ale cały jego geszeft polega na oszukiwaniu. I tak od ponad 20 lat. Gdzie jest polski kościół? Dlaczego nie mówi głośno, że trzeba płacić podatki. Że dorabiać się jest dobrze, jeśli czyni się to uczciwie? Panowie biskupi nie mają czasu na takie pierdoły, bo zajmują się in vitro i związkami homoseksualnymi. To dla nich ważne. Uczciwość mają w .... właśnie w czym? Skoro do dziesiątki największych oszustów można zaliczyć pewnego pana księdza, któremu znikła kasa na ratowanie stoczni.
Teraz już wiesz drogi fredzie od kogo zacząć należy twoją rewolucję?

Piszesz też o mistrzostwach piłki kopanej. Od początku przede wszystkim było wiadomo, kto nam "załatwił" te mistrzostwa. A co byś dziś pisał, gdyby polityczni następcy prezesa zrezygnowali? Zapewne dziś mielibyśmy koncert pretensji w rodzaju "cofnęli Polskę w głąb XIX wieku", "stchórzyli przed pierwszym poważnym europejskim wyzwaniem", "nie mieli odwagi i determinacji jak nasz bohaterski śp. prezydent".
Tak to się już dzieje w kapitalizmie, że zawsze ktoś zarabia. W socjalizmie to był "prywaciarz", "krwiopijca", "kułak" - jednym słowem wróg publiczny. I wciaż parę procent nie może zrozumieć, że socjalizm kaput. Zbankrutował, zeżarł się sam razem ze śmierdzącymi skarpetkami.

Ech, mógłbym tak jeszcze parę godzin pisać i odnosić się do twoich fobii oraz uprzedzeń. Ale po co?
Polska to my wszyscy. Wszyscy odpowiadamy za wpadki i wszyscy możemy być dumni z sukcesów. Nie zawsze i nie wszystko jest dobrze. Jednak obywatele są i mogą być siłą nie do pominięcia. Pokazała to niedawna sprawa ACTA, do dziś zbieram od zagranicznych znajomych gratulacje, że to dzięki nam Europa się obudziła. Zamiast narzekać bezproduktywnie, może w takich lub innych bulwersujących sprawach należałoby rozpocząć "oddolne działania". Wystarczy czasami tak niewiele, szczególnie na poziomie lokalnym - szkoły, firmy, urzędu.
Trochę się już w życiu nawalczyłem, zawsze byłem tym durnym don kiszotem, który nigdy nie mówił "to nie moja sprawa" i często dostawał w kość, dlatego, to co piszę to nie jest tylko gdybanie staruszka siedzącego wygodnie w fotelu.
 
 
fred
+2 [2] #21 fred
21 lipca 2012, 01:17
Powiem ci szczerze Belfer, że zawiodłeś mnie totalnie, myślałem, że jesteś mądrzejszy. Poziom statystycznego blogera z saloonu24, nawet język podobny. Nie wiem czy ty w ogóle przeczytałeś dokładnie to co napisałem gdyż twój komentarz odnosi się do mojego tekstu jak pięść do oka – albo czegoś w ogóle nie komentujesz, albo tworzysz jakieś dziwne dygresje, albo odpowiadasz na tak żenuuująco niskim poziomie, że aż ręce opadają jak np. z tą nieszczęsną inflacją. No bo kiedyś była u nas hiperinflacja… A wiesz, że kiedyś u nas była wojna, a jeszcze wcześniej zabory, a jeszcze wcześniej najazd Hunów? I jeszcze kilka słów o tej inflacji z 1990, która ci tak dała po tyłku. W tamtym czasie było sporo osób wcale nie z nomenklatury, które zarabiały naprawdę spore pieniądze i też twierdzili, że tylko frajernia narzeka. Sorry Winnetou.

Nie będę ukrywał, że zamierzałem tym tekstem podgrzać tę sielankową atmosferę, którą tutaj poniektórzy lansują. Wcale nie uważam, że w Polsce dzieje się tylko źle, wcale też nie jestem jakimś krytykiem Euro, ale nie będę siedział cicho gdy ktoś będzie twierdził, że wszystko jest cacy. Tak wiem, że mamy w naszym jest od groma ludzi wyłącznie narzekających, ale mamy też i takich, którzy patrzą na świat przez różowe okulary i inaczej nie potrafią. Jest też od groma ludzi, którzy bardzo nie lubią przyznawać się choćby przed sobą, że cokolwiek nie gra. Jeśli wystąpią jakieś problemy to najlepiej je zamieść pod dywan. Niech się tam sobie grzecznie tuczą i czekają. Akurat w moim świcie problemy należy lokalizować i je rozwiązywać. Zdaję sobie sprawę, że dla niektórych to zbyt brutalny sposób rozumowania.

Niedawno stoczyłem ciekawą dyskusję z pewnym bankrutującym biznesmenem, który się swego czasu dorobił sporych pieniędzy stosując taktykę „hej do przodu”. Udało mu się to dwa razy pod rząd, za trzecim razem nie wyszło. Teraz chce wziąć kredyt, który go zniszczy na interes na który nie będzie popytu i nie przyjmuje do wiadomości, że może mu się nie udać. Pewnie skończy gdzieś pod mostem, ale nie moja sprawa. Każdy ma swój świat, ja mam ten maluczkich.

Tego kawałku o fatherach, bossach, Rydzykach, PISach i kościołach nawet nie skomentuję bo ani to mój poziom, ani na temat.

„To by się zgadzało mniej więcej. 90% ma lepiej, a 10% narzeka ile wlezie.”

Ciekawe przekonanie podparte prawdopodobnie niczym więcej niż własnym przekonaniem. Gdyby zrobić badania na reprezentatywnej grupie Polaków czy uważają, że faktycznie jest im lepiej niż kilka lat temu to za Chiny Ludowe nie osiągnąłbyś takich wyników. No, ale przecież odpowiedź jest prosta. Polaska jest Polską i wszyscy narzekają. Bardzo chciałbym sprawdzić realnie, na podstawie konkretnych danych o dochodach ilu Polakom faktycznie się lepiej powodzi. Niestety krajowym danym statystycznym wierzę równie mocno jak greckim czy włoskim sprzed kryzysu. Lubimy sobie kreować piękną rzeczywistość. Bardzo wielu z nas to lubi Belfer, naprawdę bardzo wielu. Zresztą nawet gdybym dysponował takimi danymi to jestem pewien, że i tak by cię to nie ruszyło. Ty masz swój świat, świat ludzi z wizją.

„Żyjemy w otwartym świecie. Jesteś wykształconym doskonałym fachowcem? To szukaj pracy poza swoją pipidówą na kresach wschodnich. Jedź do Warszawy, Gdańska, Wrocławia, Poznania, Londynu, Barcelony.
Nie jesteś? Masz kiepskie wykształcenie, nie znasz języków, nic konkretnie nie umiesz? Sorry Winnetou. Takie to życie już jest.”

Bardzo cię zdziwię jak ci powiem, że z wyjątkiem Wrocławia byłem we wszystkich tych miejscach:) OK, głównie turystycznie lub przejazdem, ale jednak. Ale w Londynie siedziałem 2 lata i nie jako robol od łopaty. Ale nie byłem też dyrektorem banku i wiedziałem, że nim nie zostanę. Cóż, nie skończyłem Oxfordu, nie byłem taki super jak ci goście o których piszą w gazetach czytanych przez specjalistów od wielkich wizji, mówiących później: „spójrz na tego gościa, twoje pokolenie ma takie niesamowite perspektywy, ja takich nie miałem” i już niedopowiedziane: „Dlaczego tobie się tak nie powodzi?”. Poniekąd mają rację, dzisiaj znacznie łatwiej dojść do rzeczy wielkich, tylko trudniej dojść do czegokolwiek. Jak czytałem kiedyś na portalu NYT(tak belfciu, znam język, zapomniałem wspomnieć) nastał czas supermanów. Ja supermanem nie byłem i wiesz co, założę się, że ty też byś nie był. Niestety jesteś teraz w tak wygodnej sytuacji życiowej, że nikt już nigdy nie będzie tego od ciebie wymagał. Możesz za to siedzieć i komentować. Ja za to skomentuje to cytatem głównego bohatera serialu „Hung”. „Moi rodzice urodzili się w zupełnie innym świecie, w świecie w którym jak byłeś uczciwy i ciężko pracowałeś to wystarczało”. Dzisiaj to nie wystarczy, dzisiaj trzeba być także sprytnym, albo supermanem.

O Warszawie też belfciu wspominałem, może akurat nie, że mieszkałem tam kilka lat, ale wspominałem więc czytaj ze zrozumieniem. Wiem jaka jest tam sytuacja nie tylko z gazet – wciąż mam tam przyjaciół. Właściwie to w tym mieście zarobiłem najlepsze pieniądze w swoim życiu, ale to był okres światowej koniunktury zanim ta piękna banieczka pękła. I jeszcze jedno: nie polecaj mi wyjazdów do krajów z ponad 40% bezrobociem wśród młodych!



„Inflacja jest i nikt jej nie neguje. To twoje spekulacje. Ale ja pamiętam prawdziwą inflację. Musiałem wziąć pożyczkę, to w rok samych procentów zapłaciłem, że do dziś mi się słabo robi... Inflacja w granicach dzisiejszych to jest pikuś. Pan Pikuś.”

Masz tutaj taką rację, że aż szczenna opada. W zasadzie wszystko to co wcześniej napisałem w świetle twoich słów jest absolutnie nieważne. Wystarczy założyć te odpowiednio podkoloryzowane okularki i dzięki temu bez trudu dochodzimy do wniosku, że fakt wysokiego wzrostu PKB jest bardzo ważny jak i do tego, że fakt zżerania tego wzrostu z nawiązką przez (realną) inflację jest już NIEWAŻNY. To jest pikuś, Pan Pikuś.


„Piszesz o etyce w biznesie. A skąd się miała wziąć ta etyka? Od samego początku był z tym problem, ze przypomnę ideowych braci K. i spółkę "Telegraf"…”

No i znowu to samo, wystarczy, że nasłuchałem się o tym PISie jak byłem w partii. PIS był w ogóle ulubioną wymówką wszystkich urzędasów z Platformy, jaki problem się nie podniosło na zebraniu to zawsze ktoś musiał rzucić rozgrzeszający komentarz, że za PISu było gorzej. Na jednym z moich ostatnich zebrań gdzie po raz enty towarzystwo wzajemnej adoracji skupiało się na wygranej w ostatnich wyborach parlamentarnych wypaliłem, że no tak, fajnie, wygraliśmy tylko, że dla mnie to jest już przeszłość i mało mnie obchodzi, skupmy się na przyszłości. Wszyscy zamilkli i spojrzeli się na mnie jak na wariata. Musiałem zdać sobie sprawę, że dla niektórych reprezentowałem zbyt brutalny sposób rozumowania.


„Wcześniej była komuna i nikt nie kradł - "załatwiało się", "zorganizowało się" - czy ktoś wtedy kupował? Niestety w stosunku do wielu krajów zachodnich mamy zaległości kulturowe…”

To prawda, tylko co z tego? Napisałem, co mnie złości, a ty faktu istnienia problemu nawet nie negujesz. To, że mamy zaległości kulturowe nie obchodzi mnie, to przeszłość, nieistotne. Odpowiadałem Simonowi dlaczego uważam, że jest źle, a te rzeczy akurat są dla mnie ważne, grzeją mnie. Jako, że dość uważnie śledzę serwisy finansowe i praktycznie cały czas dowiaduję się o kolejnych machlojach to jestem po prostu zły, tym bardziej, że wiele z tych spraw można by było szybko ukrócić gdyby tylko nasz aparat państwowy był bardziej ruchawy.


„Teraz już wiesz drogi fredzie od kogo zacząć należy twoją rewolucję?”

Tylko, że ja miałem ochotę napisać nie o tym, co każdy na tym serwisie wie tylko o rzeczach o których taki na przykład Belfer nie wie.


„Piszesz też o mistrzostwach piłki kopanej…”

Jak już napisałem wcale wielce nie krytykuje tego EURO. Akurat mnie ono ani ziębiło, ani parzyło. Dobrze wiedziałem od samego początku, że mnie te mistrzostwa nie nakarmią. Wkurzało i nadal wkurza mnie to co się w związku z nim wyrabia w mediach. Każda kolejna ekipa miała swój własny przepis na TVP. SLD TV wychwalała pod niebiosa Millera i partię rządzącą, PIS TV miała Misję Specjalną i nieustanną krytykę opozycji, w Platforma TV mamy wieczne igrzyska i propagandę sukcesu, a w czasie Euro osiągnęła ona swoje apogeum. Może komuś smakował ten lukier, mnie nie.


„Tak to się już dzieje w kapitalizmie, że zawsze ktoś zarabia. W socjalizmie to był "prywaciarz", "krwiopijca", "kułak" - jednym słowem wróg publiczny. I wciąż parę procent nie może zrozumieć, że socjalizm kaput. Zbankrutował, zeżarł się sam razem ze śmierdzącymi skarpetkami.”

Założę się Belfer, że bardzo dużo wiesz zarówno o kapitalizmie jak i socjalizmie, profesjonalny ton i głęboka wiedza w tej materii bije z każdego twojego zdania. Pewnie świetnie wiesz, że istnieje kilka różnych wersji zarówno jednego systemu jak i drugiego. Nie będzie dla ciebie wcale zaskoczeniem, że według dzisiejszej miary Stany Zjednoczone w czasach apogeum swojej hegemonii gospodarczej były krajem socjalnym choć w tamtych czasach twierdzono, że jest to najnormalniejszy kapitalizm. Swego czasu Deng Xiaoping powiedział, że nieważne czy kot jest czarny czy biały, ważne aby łapał myszy. Moim zadaniem jest to jedna z najmądrzejszych teorii gospodarczych jaką kiedykolwiek wymyślono. Niestety dla większości mieszkańców naszego globu najważniejsze jest aby kot był czarny(albo biały), nie ważne czy łapie myszy. Dzisiejsza wiara w światłą rolę kapitalizmu(czyli jego heynekowską mutację wedle dzisiejszych standardów) jest równie bezwarunkowa i dogmatyczna jak wiara w komunizm sprzed 50 lat. Pod żadnym pozorem nie będziemy kwestionować jego zasadności, idziemy słuszną drogą dobrobytu, którą wyznaczył nam Zachód. Mniejsza o to, że akurat tę wersję drogi wymyślono stosunkowo niedawno i od tego czasu rytmicznie generuje ona kolejne kryzysy, każdy następny większy od poprzedniego.


„Polska to my wszyscy. Wszyscy odpowiadamy za wpadki i wszyscy możemy być dumni z sukcesów. Nie zawsze i nie wszystko jest dobrze. Jednak obywatele są i mogą być siłą nie do pominięcia. Pokazała to niedawna sprawa ACTA, do dziś zbieram od zagranicznych znajomych gratulacje, że to dzięki nam Europa się obudziła. Zamiast narzekać bezproduktywnie, może w takich lub innych bulwersujących sprawach należałoby rozpocząć "oddolne działania". Wystarczy czasami tak niewiele, szczególnie na poziomie lokalnym - szkoły, firmy, urzędu.”

Akurat ja swoje podziałałem, może niewiele, ale jednak. Zastanawiałem się nawet nad przyłączeniem się do Palikota, facet choć prawdopodobnie sam ma konta w rajach podatkowych to sprawach gospodarczych jest nadzwyczaj rezolutny. Stawiał trafne diagnozy i recepty. Niestety stwierdził, że tematy gejów, zioła i wojującego ateizmu bardziej grzeją jego elektorat niż gospodarka więc dałem sobie spokój. Z ACTY dumny jestem nad wyraz – społeczeństwo pokazało, że nie da się wydymać w tej sprawie. Niestety mam wrażenie, że był to jednorazowy wyskok. Poza internatem niewiele rzeczy interesuje naszych młodych. Były jeszcze antykrzyżowe demonstracje gdzie pokazaliśmy, że Polacy to nie tylko „naród smoleński”. Tylko w ilu takich sprawach będziemy potrafili się jeszcze zmobilizować?
 
 
fred
#22 fred
21 lipca 2012, 01:23
Na koniec wyjaśnię jeszcze dlaczego uważam, że będzie gorzej. Poglądu tego nie wyhodowałem w sobie na podstawie mojego wewnętrznego pesymizmu, ale z zakładanego rozwoju wypadków w Europie i na świecie od których Polska nie będzie niezależna. Ostatnie prognozy gospodarcze dla Europy są naprawdę fajne i bądźmy szczerzy, one nie miały prawa być inne. Nie po tym co się wyrabia na świecie.
 
 
Belfer
#23 Belfer
21 lipca 2012, 10:53
Widzisz fred. Gorzej to ja już miałem. Wiem, ze mogłoby być lepiej, dużo lepiej. Niestety nie jest i nie będzie. Przyczyny tego stanu rzeczy leżą głownie poza Polską. Owszem, z naszych polityków też możemy i mamy prawo być niezadowoleni.
Politykom trzeba patrzeć na ręce. Wszystkim.
Jednak powtórzę - gorzej to już było. I nie wyobrażam sobie, co by musiało się stać, by było tak źle, że bym ja powiedział iż jest gorzej jak w PRL.
Przez te wszystkie lata od 89 roku dla mnie zawsze jest lepiej niż wtedy było.
 
 
fred
+1 [1] #24 fred
21 lipca 2012, 12:44
Może i najgorzej było w latach 80-tych, ja tego za bardzo nie pamiętam, ale założę się, że ogromny odsetek starszych Polaków z nostalgią wspomina lata 70-te. Wszystko miało swoje dobre i złe strony i wszystko ma swój złoty środek tylko każdy widzi go gdzie indziej.

Dzisiaj rano przeczytałem sobie inspirujący wywiad z Fukuyamą w którym zdradza swoje przekonanie, że następny kryzys jest już tylko kwestią czasu. Muszę przyznać, że z panem Francisem od jakiś kilku lat zgadzam się we wszystkim w 100%. Chyba kupię sobie jego najnowszą książkę, będę miał więcej ciekawych przykładów w dyskusji z uprowcami wieszającymi psy na tym "mitycznym państwie".
 
 
Belfer
+1 [1] #25 Belfer
21 lipca 2012, 14:26
Może i najgorzej było w latach 80-tych, ja tego za bardzo nie pamiętam
Skoro nie pamiętasz, to de facto nie masz żadnego porównania. Porównać możesz najwyżej czasy współczesne w Polsce i w bardziej rozwiniętych krajach UE. Bez wnikania w szczegóły historyczne będzie to czysta manipulacja.
ogromny odsetek starszych Polaków z nostalgią wspomina lata 70-te
Czy ogromny? Możemy liczyć tylko urodzonych przed 1970, a w zasadzie przed 1960, bo inaczej nie mają co wspominać. I już z ogromnego wyszedł średni, a odejmij tych, którzy nie wspominają dobrze, to wyjdzie może 10% wszystkich.
Wszystko miało swoje dobre i złe strony
Tak, dziadek X mówił, że za cara to było dobrze, a za Piłsudskiego źle.
A dziadek Y mówił, ze za Adolfa to był porządek, a nie taka anarchia jak teraz.
Z kolei dziadek Z - były ubek - mówi, że najlepsze były lata 50'.
To jest najzwyklejszy relatywizm. I w sumie nie ma to żadnego sensu, bo Wincenty Kadłubek uważał, iż najlepiej to było za Bolesława Chrobrego. A ile wtedy autostrad mieli? No i nie mieli szerokopasmowego internetu.
Jasno z tego wynika, że gadanie o tych dobrych i złych stronach to takie odwracanie uwagi, bo nie o takie argumenty chodzi.
PS. A ja pamiętam czasy jeszcze za Gomułki i czasem marzę o tym, by być czarodziejem i móc tych współczesnych "narzekaczy" cofnąć do tamtych czasów. Bez prawa powrotu. :P
 

Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze