Polub NaszePanstwo.pl na   

Poemat dla niedorosłych

Jarosławowi Markowi Rymkiewiczowi dedykuję

Poemat dla niedorosłych


Co wykształceńsi gardzą pospólstwem, znają wartość mitologii;
W tych pięknych, czarnych literach: Antygona, Ajschylos, TRAGEDIA;
Nie mieści się swąd palonego ciała, ból odmrożeń, skrwawione barłogi.
Cóż to bowiem z upływem czasu znaczy, ta pusta ludzka komedia?

Piękny topos zaiste: historia jakąś tam nauką, esteci stale jej głodni;
Ale wyłącznie tacy, którzy nie drwią z pochodni.
Pochodnie nie zawsze są takie same: nasze są lepsze w sposób oczywisty;
Ich płomień jest świętszy – ich płomień jest zawsze czysty.
***
Wystawić wszystkim pochodniom wspólną miarę;
To jak jadać nożem rybę, jak dawać płytkiej prozie wiarę.
Jeśli ma załkać historia, szlochać Olimp cały
To przecie po Idei, Poecie – nie po ludziach małych.
A wszak kimże byłby Poeta, jak pustym łaknienie
Gdyby znów nie uwierzył, że to już Zbawienie?
Gdyby swych lęków, uraz, złości, nienawiści,
Nie hartował, doskonalił, nie sposobił, czyścił?

***

Kto nie zna dialektyki dziejów, idei nie zapisał wprawnym w słowie piórkiem;
Kto nie pracował w pocie czoła, za swym mahoniowym biurkiem,
By budować idee, krwawy ich łachman pieścić w noc i we dnie
Ten nie wzniesie się nad prostackie cierpienie plebsu, wahań nie odetnie
Nie zrozumie nieśmiertelnego prymatu idej nad doczesnym truchłem,
A już szczególnie truchłem prostactwa, na zew ich ogłuchłym…

Ale nie myślcie sobie płytko: ten się pewnie czuje.
Ryzykując piórem – wszystkim ryzykuje.
Narazi się, i owszem, gdy powinność wezwie
lecz teraz jest potrzebny, by wiara nie sczezła.
W czyichś niewczesnych obawach, w czyichś wątpliwościach
Ma się zagubić Sprawa, skąpana w wartościach?!
Wszak jest nieśmiertelna, tylko ona żyje!
Platon już to wiedział: rzeczywistość gnije.
To podłe odbicie, fałszywe cierpienie:
Jakże to ma być warte, skoro marnym cieniem?
Po cóż się rozpływać nad bólem utraty,
Skoro ból jest prostaka – co to są za straty?
Na cóż analizować cierpienia, słuchać tych lamentów,
Skoro są tak trywialne wśród czasu odmętów?
Jakże bierna jest ludzkość, niewdzięczna, w przyklęku!
Jakże płytkie jest to to w swym kurczliwym lęku…
Żadnej fantazji w tej mierzwie, szaleństwa, ambicji !
By chronić, co najcenniejsze – martwych słów tradycji.
By piękny schemat idei znów tworzył w amoku:
By nabrał sensu i życia wraz ze krwią w rynsztoku.
Nie rozumieją, plebejscy, potrzeby poświęceń,
Nie pojmą, niczym krowa, że im bólu więcej,
Tym bardziej misję bożą wypełnią, uwznioślać to musi -
I tak martwi po urodzeniu – na poezję głusi.
Nie znają wartości mitu, nie uczy historia:
Ile może trwać ból po amputacji? A potem już gloria!
Ile trwa ból po zgwałconej córce? Po spalonym synu?
Zaprawdę: nie warto dać marności dla idej zaczynu?
Kto pomny cierpień matek, kikutów, wyłupionych oczu?
Kto całopalenia pamięta, groby jak miasta, gdzie się trupy tłoczą?
Kto, jeśli nie chce historia, zechce zapamiętać,
Że tam gdzieś potopiono te ludzkie szczenięta?
Kto pamięta środki niegodne, kiedy cel jest szczytny?
Ten, kto bluźni idei. Kto mało ambitny.

***

Przecie i tak zostanie pamięć prawdziwej HISTORII:
TRAGEDIA, wiersz nieśmiertelny, złote wersy glorii.
Bo owóż Poeta wie to; moc ma stwarzającą,
By jego idea przez wieki stała się wiodącą.
I na nic mu wiedzieć bzdury, że policzono jej dni.
Jak nieśmiertelna TRAGEDIA, tak jego idea chce krwi.

***

Kto chce pamiętać o gaciach rekruta, gdy ten dawno w grobie;
Zaprawdę, nie róbmy z historii podlotka, oszczędźmy znów sobie.
Piękna, soczysta pogarda rozkoszą zbyt wielu już bogów
Poeto! Chwytaj za pióro, kto wskaże ludowi wrogów?
Żyd, kapepowiec, lewak; pedał, liberał, złodziej –
Zaświadczy Pai Posłanka, Redaktor i Ksiądz Dobrodziej.
Niechaj nie ginie tradycja, Duch niech nie gaśnie przestary,
Niechże Prawdziwe Wartości znajdą znów tłumne ofiary.
Obłędny humor dziejowy, nigdy w dowcipie tym wyłom:
Ileż się zmienić musiało, by znów się nic nie zmieniło…
Jak kochać kazali czerwone, tak teraz każą brunatne.
Że też to gładko tak chodzi i w mózgach uwiędłych nie zatnie!
Żądaj wieszania ludu, bo starzec rokoszu łaknie.
W żadnym ustroju ni czasie wroga ci nie zabraknie.
I już się Poeta postara, by ludzie cokolwiek prości,
Wiedzieli, że wojny trzeba, jak zwykle, w imię miłości.

Gdy chcemy wojny, rokoszu – chcemy dla ożywienia:
Bo cóż jest warty ten naród, który się nie docenia?
Nic tak tradycji nie pasie, jako te ludzkie szczątki,
Dajmy więc wronom pokarm, a nowej historii wątki.
Dajmy znów satysfakcję naszej przedwiecznej idei.
Może na parę dekad jakoś się jeszcze ją sklei.
Dajmy też wreszcie ziemi, czego tak jej brakuje:
Już wieku połowę bez mała krwi w sobie niewinnej nie czuje…
***
Jak zaspokoić chucie starców, którym nie starcza podniet z patrzenia?
Jakże zaspokoić łaknienie, co żąda krwi i cierpienia?
Jaki etos zadowoli estetyczne chcenie?
Ile setek, tysięcy, na całopalenie?

Może kupieckim targiem – chociaż na połowę?
Ile dzieci, jak w Powstaniu, ma znów złożyć głowę?
Może poecie esteto, siejąc prac swych dary,
Pominiesz choć kobiety – kto zrodzi nowe ofiary?

***
I teraz uwaga, uwaga: chichot pokoleń zamarły…
Na cóż potrzeba ofiar, na cóż oplujem znów karły?
Jakaż to jest idea, co takich ofiar wymaga;
Po cóż nam wszystkim rokosz i patriotyczna odwaga?
Ano, moi kochani, jeśli jeszcze nie wiecie:
To dla Jarosława. I tego, co był na lawecie.

Komentarze  

 
Belfer
#1 Belfer
29 kwietnia 2012, 17:55
Simon! Ty… Ty… poeto.
Zacytuj
 

Dodaj komentarz

Zarejestruj się, aby nie mieć ograniczeń w komentowaniu:
- nieograniczona ilość znaków (niezarejestrowani mają limit do 1000)
- możliwość korekty swojego komentarza przez 5 minut od momentu publikacji
- możliwość wstawiania obrazków bezpośrednio w komentarzu (przycisk)
- możliwość oceny komentarzy innych użytkowników
- brak zabezpieczenia antyspamowego CAPTCHA, czyli wysyłasz bez podawania kodu z obrazka

Kod antyspamowy
Wygeneruj nowy, bo nie mogę się rozczytać