Dlaczego nie będzie spokoju

Ludzie nie różnią się zbytnio. Wszędzie powielają się społeczne i socjologiczne schematy.
Kto to jest kozioł ofiarny w klasie – wiemy. Kto outsider – także. Grupki wzajemnej adoracji – no, któż tego z autopsji nie pamięta? Dziwak? Jak najbardziej. Prymus? Obowiązkowo.
Koleś od gnębienia ofiar? Dziwne, że brak u nas jednoznacznego określenia. „Dręczyciel”, to może zbyt dosadne. W kulturze anglosaskiej to, o ile się nie mylę, „bully”. Profil osobowy wysłużony – mało zwojów, dużo mięśni. Tyle deprecjonujących określeń (kark, abs, dres i co tam jeszcze), że aż narastają podejrzenia o kompleks porównania masy mięśniowej u tzw. „okularowej inteligencji”.

Ale, ale – czy pamiętacie tę nieciekawą postać, która kryła się w szerokopleczystym cieniu dręczyciela? Możecie nie pamiętać, bo nie wszędzie była. Outsider był niemal wszędzie. Ofiara była wszędzie i to nie „niemal”. A ten typ bywa tu lub tam, ale założę się, że większość z Was go w życiu spotkała…
Zbrojny w siłę bully’ego, któremu się jawnie podlizuje, chętnie inwestuje w konflikt, konfrontację, napaść. Sam ustawia się w pozycji kogoś, kto mało ryzykuje, za to wiele powoduje. To jego zobaczycie w wielu konfliktach, jako ledwo widoczną w drugim planie postać, która skanduje, że „trzeba z tym zrobić porządek” i: „sami sobie byli winni”.

Zazwyczaj skaza na charakterze, manifestująca się małostkowością, pamiętliwością i przeraźliwą konsekwencją w zemście za rzeczywiste i urojone zniewagi, to coś, co pozostaje ukryte przed oczami. Nikczemny wzrost, i owszem, niemal regułą, ale przypisywanie temu czynnikowi roli decydującej byłoby uproszczeniem. Tam zazwyczaj tkwi coś głębiej – nienawiść do ludzi in gremio nie bierze się tylko z nikczemnego wzrostu. Wszak wtedy nie mielibyśmy tylu niewysokich poczciwin. Ten wzrost, to raczej katalizator wyzwalający wiele innych kompleksów.

Najważniejszy chyba z tych kompleksów, to nad wyraz wybujała ambicja, skonfrontowana z przerażającą wrażliwością na krytykę. I skonfrontowana z rzeczywistymi umiejętnościami.
Może być wiele innych czynników, ale ostatecznie to, co groźne, to to złośliwe, małe ego, które nie cofnie się przed niczym, by nasycić swój kompleks.
Nie cofnie się przed potwarzą. Przed kłamstwem. Przed zwodzeniem maluczkich. Przed napuszczaniem jednych na drugich. Przed niszczeniem, skłócaniem, podburzaniem i wyzwalaniem złych emocji. Nawet przed zaprzeczaniem samemu sobie, byciem chorągiewką na wietrze, ciągłą zmianą nastrojów i poglądów.
To ego czuje się dobrze tylko w centrum rozbudzonego konfliktu, bo tylko wtedy może wywierać zemstę na niedoceniającym je świecie. Ale – jak to samolubne i czułe na własnym punkcie ego – robi to tylko w cieniu silniejszego bully’ego.
Zaprawdę, darujcie mi opis małych złośliwości, podłostek, wysiłków, pracowitych krzątanin, by tylko innym nie dać spokoju, by zatruć życie, by dawać upust wiecznie nienasyconej i pomysłowej jak czort złośliwości…

Niemal każdy z nas zna lub pamięta taką osobę. Kto z nas nie zastanawiał się, skąd w takim typie tyle energii, żeby poświęcać mrowie czasu i energii wyłącznie na szkodzenie innym, dręczenie ich małymi, a podłymi złośliwostkami i napuszczanie jednych na drugich?
I nie ma możliwości uczciwej konfrontacji. Szybko można się przekonać, że ta małpia złośliwość i niesamowita przemyślność realizuje się także w braku odpowiedzialności za jakiekolwiek czyny. Okazaliście się za mało dojrzali, by wytrzymać ciągłe opluwanie kulkami z papieru przez rurkę, moczenie zeszytów w torbie, rozmazanie jogurtu na ławce, rozlanie tuszu na telefon? Nie liczcie, że z takim typem załatwicie coś siłą. Schowa się za bully’m. Nie przyjdzie walczyć w uczciwym pojedynku. Stchórzy, przypłaszczy się, chwilowo fałszywie podliże, ucieknie.
A potem swym stałym, pozbawionym honoru i wstydu zwyczajem rozpowie wkoło, że to wyście się bali i nie przyszli, gdy on gotów do konfrontacji przywdziewał bokserskie rękawice…

To ten typ, który niezawodnie i bez chwili przerwy czuwa nad tym, by nie przeoczyć u innych żadnej słabostki, którą można by rzucić na publiczny żer. To ten koleś, który, z węchem godnym najlepszego ogara, wywęszy każdą niepewność albo wstydliwą tajemnicę u potencjalnej ofiary, by potem wykorzystywać je w najbardziej wyrafinowane sposoby, nie przejmując się przy tym zanadto, że sam jest nosicielem o wiele większej ilości skaz charakterologicznych, wołających o pomstę do nieba. To ten kolo, na którego możecie niezawodnie liczyć, gdy wszystko już zaczęło się układać dobrze i wystarczy tylko przybić pieczątkę, ale w jego oczach posiadacie zbyt wiele albo nie zasługujecie na święty spokój, albowiem właśnie mu się ubzdurało, że obrażacie go samym faktem istnienia i stanem posiadania. To ten gostek, który zawsze, gdy już tłum się opamięta i zacznie myśleć, nie zapomni rozpalić żagwi na nowo, zakrzyknąwszy: „Winna, niewinna, ale palić jasno się będzie!”

A potem, gdy poleje się krew i ludzie zaczną ginąć NAPRAWDĘ (choć niekoniecznie ginąć, wystarczy śmierć cywilna lub udręczenie), zniknie po angielsku, by się objawić po jakimś czasie niewinny niczem lelija. I sam powie, żeby bulle’ego dobić, bo wszak on winien rozpętanego konfliktu.
Poznajecie typa? Dobrze, że dawno skończyliśmy podstawówkę, prawda?

No proszę, można napisać tekst bez polityki? Można? A co! :)

Dodaj komentarz

Zarejestruj się, aby nie mieć ograniczeń w komentowaniu:
- nieograniczona ilość znaków (niezarejestrowani mają limit do 1000)
- możliwość korekty swojego komentarza przez 5 minut od momentu publikacji
- możliwość wstawiania obrazków bezpośrednio w komentarzu (przycisk)
- możliwość oceny komentarzy innych użytkowników
- brak zabezpieczenia antyspamowego CAPTCHA, czyli wysyłasz bez podawania kodu z obrazka

Kod antyspamowy
Wygeneruj nowy, bo nie mogę się rozczytać