Polub NaszePanstwo.pl na   

Bankructwo małego Dżeka

Dawno dawno temu Janusz Korczak napisał książkę o małym amerykańskim chłopcu, który postanowił założyć w szkole kooperatywę. Kooperatywa, czyli inaczej spółdzielnia (uczniowska) miała pomóc uczniom nabywać taniej artykuły szkolne i w ten sposób pomagać swoim rodzinom, albowiem akcja powieści działa się czasach ciężkich. Kooperatywa Dżeka nie była nastawiona na zysk, chłopiec kupował produkty hurtowo, więc taniej i taniej sprzedawał kolegom. Taka też była przez lata idea szkolnych uczniowskich sklepików. Dlaczego małemu Dżekowi się nie udało?
To długa, mądra i trochę nudna historia.
Dziś, gdy świat wciąż zmaga się z konsekwencjami bankructwa dużego Sama (potocznie zwanego wujem Samem), który zresztą do bankructwa się nie przyznaje, może warto byłoby sięgnąć do pewnej uniwersalnej mądrości Janusza Korczaka.
Od kilku lat trwa ogólnoświatowy kryzys powoduje, że nastąpiło załamanie zaufania do kapitalizmu. Bogaci stali się dzięki kryzysowi jeszcze bogatsi, a biedniejsi stali się bezrobotni, biedniejsi i stracili nadzieję na w miarę stabilną przyszłość. Bezrobocie drastycznie się zwiększa. Na przykładzie Hiszpanii, w której bezrobocie wśród młodych sięgnęło prawie 50%, widać największy problem współczesnego świata. Załamanie perspektyw i nadziei dla młodego pokolenia. Kapitalizm jest do dupy - krzyczą dziś młodzi. Jednak większość z nich nie pamięta, bądź w ogóle nie wie, że socjalizm był jeszcze gorszy.
U progu XXI wieku świat stoi wobec największego kryzysu w historii i nie jest to bynajmniej znany wszystkim kryzys ekonomiczny. Kryzys ekonomiczny jedynie obnażył i wyeksponował istniejący problem.
Idealny model społecznego rozwoju jako główny element rosnącego dobrobytu wskazuje wytwarzanie dóbr. Oczywiście w łańcuchu rozwoju istotna rolę pełni pośrednictwo w dystrybucji, a także koszty społeczne, czyli istnienie grup wykonujących zadania niezbędne dla funkcjonowania społeczeństwa, choć nie biorących bezpośredniego udziału w procesie wytwarzania, ani dystrybucji. Jednak globalizacja światowej gospodarki stworzyła nową grupę biorącą udział głównie w podziale dóbr. To rozwinięty sektor bankowy. W teorii miał stymulować rozwój przez ułatwienie dostępu do funduszy inwestycyjnych i kredytów. W praktyce ostatnie lata wskazują, że sektor ten stał się tkanką nowotworową narastająca na gospodarce. Stało się tak w momencie, gdy usługi finansowe zaczęto traktować jak produkt równoważny materialnym efektom gospodarczej działalności człowieka. Gdy rosnąca od lat klasa finansowa zorientowała się, że można sprzedawać NIC i na tym zarabiać, a straty poniesione na tym NIC przerzucać na nabywców, był to pierwszy krok do rozpoczęcia procesu niszczenie rozwoju gospodarczego.
Każdy materialny produkt, który ludzie nabywają, musi mieć swoja użyteczność i we współczesnym świecie ma też pewną gwarancję przydatności. Buty muszą służyć do chodzenia i nie mogą rozpaść się w wyniku zamoczenia. Garnek nie może spalić się na ogniu podczas gotowania, musi być odporny na temperaturę. Telefon służy do dzwonienia, telewizor do oglądania programów. Jeśli przedmiot jest źle wykonany, konsument może składać reklamację i liczyć na wymianę lub zwrot gotówki. Jedynie produkty bankowe pozbawione są wszelkiej gwarancji i są sprzedawane z założeniem, że jedyną stroną mogącą odnieść z nich korzyść jest bank.
Wiek XXI zaczął się pod znakiem zwycięstwa demokracji w Europie i rozwoju gospodarczej potęgi Unii Europejskiej, ale już pierwszy kryzys pokazał skrywaną słabość tego projektu. Co zatem nas czeka? Wielki brat zza oceanu zdążył w ostatnich latach pokazać swą determinację w przerzucaniu skutków własnego kryzysu do Europy, choćby manipulując wskaźnikami agencji ratingowych. Z drugiej strony są Chiny - silne i bezwzględne, nie mające skrupułów w wyzyskiwaniu ludzi, a także podkradaniu nowoczesnych technologii. Europa może temu stawić czoła tylko zjednoczona, tylko silna wspólnym interesem i nowym porządkiem - ekonomicznym, politycznym i etycznym. Tylko czy Europa będzie potrafiła być mądrzejsza od zbankrutowanego małego Dżeka?

Komentarze  

 
Jiima
#1 Jiima
21 lutego 2012, 13:41
Jednak większość z nich nie pamięta, bądź w ogóle nie wie, że socjalizm był jeszcze gorszy.

Nie "socjalizm" ale "komunizm" to po pierwsze:

Soc jalizm (łac. societas - wspólnota) – wieloznaczne pojęcie, odnoszące się do prób zmniejszenia nierówności społecznych i upowszechnienia świadczeń socjalnych, lub poddania gospodarki kontroli społecznej (poprzez instytucje państwowe, samorządowe, korporacyjne lub spółdzielcze).
(Za: pl.wiki, nie chciało mi się tłumaczyć lepszej definicji z en.wiki)

Poza tym diagnoza mocno uproszczona, winne banki i już. Ja nawet mogę bardziej uprościć - winna bankowość inwestycyjna, londyńskie City, czy w wariancie prawicowo / nacjonazi - Żydzi (i masoni).

Tymczasem przyczyny są dużo bardziej rozległe, a jednym z winnych jest owa "niewidzialna ręka rynku" czy w ogóle ślepa wiara w to, że bez nadzoru będzie lepiej. Bez nadzoru Grecja prawie rozwaliła strefę euro (i nie jest powiedziane, że jeszcze nie rozwali), bez nadzoru zaszalała wcześniej Islandia (tu rzeczywiście pojawiły się wspomniane banki). Z drugiej strony bez nadzoru Chiny robią to co robią (w tym również wydmuszki inwestycyjne), ale powiedzmy sobie szczerze, to nie jest kraj na jakim należałoby się wzorować...
Zacytuj
 
 
zlappande
#2 zlappande
21 lutego 2012, 19:48
@Jiima

z tym ze ortodoksa liberalizmu bedzie sie klocic ( i bedzie mial racje), ze to nie "niewidzialna reka rynku" zawinila tu, ale gracze nie byli uczciwi, sprzeniewierzyli sie wlasnie regulom "niewidzialnej reki rynku" - dotyczy to szczegolnie Grecji, jak i jeszcze bardziej wciaz trzymanych twarda lapa aparatczykow Chin. Konkluzja wiec jest, ze nalezy sprawdzac graczy, czy graja czysto, ale wciaz nie ingerowac.
Ja mysle, ze przyszlosc nalezec powinien do "socjalizmu", tylko, ze nikt jeszcze narazie nie wymyslil, na czym ten "socjalizm" powinien polegac (slowo "socjalizm" pisze oczywiscie w nawiasie, bo nie wiadomo jakich narzedzi powinno sie uzyc i jakie nierownosci spoleczne likwidowac. Neoliberalizm pokazal, ze sa potezne wyrwy i luki i nie wszystko wyglada tak, jak sie na pierwszy rzut oka wydawalo. Racja, neoliberalizm uratowal wiele upadajacych gospodarek na swiecie, jednoczesnie wsadzil je w inne klopoty, do tego wszystkiego wszyscy gonimy za czyms, co tak naprawde nikomu poza kilkoma psychopatami nie przynosi zadnej satysfakcji.
Zacytuj
 
 
Belfer
+1 [1] #3 Belfer
21 lutego 2012, 20:11
Nie „socjalizm” ale „komunizm” to po pierwsze:
Nie zgodzę się, komunizmu to nie było nawet w ZSRR. Można ewentualnie z pewną umownością przyjąć, ze istnieje w Korei Pn. Nawet zacietrzewieni komuniści przyznawali, że do komunizmu to "dopiero dążymy". Oczywiście socjalizm może mieć też inne oblicze, takie bardziej duńskie, szwedzkie lub norweskie - nie jestem jednak pewny, czy mi się to podoba.
Uproszczona diagnoza? To w ogóle nie jest diagnoza, a raczej rzucenie problemu na żer. ;)
Zacytuj
 
 
Jiima
#4 Jiima
22 lutego 2012, 13:39
@Belfer
Ale generalnie wiemy o co chodzi, jak się mówi w ujęciu potoczno-historycznym o "komunizmie" (a nie w ujęciu socjologicznym, filozoficznym itp.) to zwykle ma się na myśli CCCP, najlepiej w wydaniu stalinowskim, bo potem się to wszystko zaczęło rozmywać (bo musiało).

@zlappand e
Ale właśnie to co mówisz zaprzecza samo sobie! Neoliberolo mówi że "niewidzialna ręka rynku" jest mechanizmem, który zadba o to by wszystko działało jak trzeba, bez konieczności regulacji. Skoro tak, znaczy się jest odporny na nieuczciwych ludzi, czy wręcz zwykłych idiotów, którzy niestety zgodnie z prawami statystyki stanowią jakiś tam odsetek, wcale nie mały, kadr zarządzających i decydentów. Tymczasem jak to ujął jeden mój znajomy, owa niewidzialna ręka urządziła większości graczy solidny fisting, tymczasem odpowiedzialni za ten stan rzeczy w większości wypadków nie ponieśli żadnej odpowiedzialności (no, chyba że założymy, że jedynym winnym był Madoff), stając się inspiracją dla kolejnych pokoleń cwaniaczków i idiotów, którzy, jeśli będą mogli, za kilkanaście - kilkadziesiąt lat zafundują nam kolejny kryzys.

Neoliberali zm jest w ogóle ciekawym podejściem do sprawy, zakłada bowiem (oczywiście nie dosłownie, ale jak się chwilę nad tym zastanowić, takie są konsekwencje), że najkorzystniejszy jest układ, w którym większość mieszkańców kraju to nędzarze (tania siła robocza), pozbawieni praw podstawowych (bez związków zawodowych, limitów, kodeksów pracy), zaś waluta jest słaba (ok, to ostatnie jest bardziej złożone, gdyż żaden kraj nie jest samowystarczalny).
Cy tując Belfra, nie jestem pewne czy mi się to podoba...
Zacytuj
 
 
Belfer
#5 Belfer
22 lutego 2012, 17:00
Problem w tym, że tzw. wolny rynek w stanie czystym nie istnieje. Podobnie jak nie istnieje wiele pojęć, których używamy, a są jedynie pewne zbliżone do ideału desygnaty.
Dlatego wspomniałem o pewnej osobnej grupie społecznej, która się wytworzyła we współczesnym świecie. Klasa bankierów miała w zamyśle wspomagać rozwój wolnego rynku, a wspomaga jedynie samą siebie.
Zacytuj
 
 
euro-hill-billy
#6 euro-hill-billy
23 lutego 2012, 19:12
Przemysl finansowy wytwarza i redystrybuje produkty bankowe (finansowe) w roznych kategoriach. I jest na to i podaz i popyt. Czy ktos kiedys wymyslil lepsza maszyne do produkowania bogactwa (pieniedzy)? W tym przemysle nie sa potrzebne zadne inne dobra... po prostu mamona robi mamone a kapitalizm, socjalizm i komunizm nie maja tu zadnego znaczenia. Tylko tyle i az tyle.
Zacytuj
 
 
buldozer
#7 buldozer
24 lutego 2012, 09:26
Niewidzialna ręka rynku jest dziś zwykłą utopią, w równym stopniu jak "sprawiedliwość społeczna". Wolny rynek działa w miarę poprawnie w społeczeństwach ludzi ubogich, czyli takich, dla których cena produktu jest podstawowym kryterium podejmowania decyzji o zakupie. Społeczeństwa zasobne (a więc do pewnego stopnia rozrzutne) rządzą się zupełnie innymi prawami. W szczególności obniżanie ceny produktu przestało być sposobem konkurencji o klienta. Konkurencja odbywa się na poziomie reklamy. Współczesny producent dóbr konsumpcyjnych ma niezwykle komfortową sytuację, porównywalną do sytuacji monopolu: jego towar schodzi po mocno zawyżonej cenie. Cena nie niesie w sobie już podstawowej informacji handlowej: o jakości i kosztach produkcji towaru. W cenę wliczone są natomiast koszty marketingu i marki. To wszystko powoduje, że rozważania Adama Smitha i Miltona Friedmana o "niewidzialnej ręce rynku" można w obecnych czasach spokojnie włożyć między bajki.
Zacytuj
 
 
Belfer
#8 Belfer
24 lutego 2012, 14:39
@buldozer:
Oczywiście masz rację. Wolny rynek to pewnego rodzaju model idealny. Współcześnie bardzo daleko nam do niego.
Ale właśnie to, co piszesz przyczyniło się do rozwoju nowej klasy "próżniaczej" - obok polityków są to bankowcy. Mało tego. Doprowadziło to do absurdów.
Cena nie niesie w sobie już podstawowej informacji handlowej: o jakości i kosztach produkcji towaru.
No właśnie. Niedawno chciałem kupić pewne urządzenie B&O. Było używane i przedstawiało dla mnie wartość nie większą niż 300 koron. Właściciel chciał więcej. Na moją propozycję cenową zareagował świętym oburzeniem: "Ależ to jest Bang & Olufsen!". Nie dogadaliśmy się.
To oczywiście jest tylko przykładem, jak pojedynczy konsument może mieć zmącone myśli marketingiem i budowaniem marki, ale to się zmienia. Polecam ciekawą książkę "No logo".
Zacytuj
 
 
euro-hill-billy
#9 euro-hill-billy
26 lutego 2012, 14:04
Jak okrutne sa statystyki dla mesjasza narodow. Mimo, ze jest trzecia najciezej "pracujaca" nacja... to jest jednak najmniej efektywna i wydajna. Nawet Grecja jest w tych statystykach lepsza.
bbc.co.uk/.../...
Znaczy, jak kreowac to kreowac i jak zaklinac rzeczywistosc to zaklinac.
Zacytuj
 
 
Troll
#10 Troll
29 lutego 2012, 12:22
@e-h-b:

Zanim zaczniesz szydzić, zastanów się, jak mierzona jest produktywność; to zresztą jest podane w linkowanym przez Ciebie artykule. Porównywanie produktywności w sposób tamże zaproponowany jest tyleż powszechne, co pozbawione sensu. Przykład: piekarz berliński i piekarz bydgoski. Ile dziennie upieką bułek? Załóżmy, że tyle samo. Za ile Euro sprzeda swoje bułki piekarz berliński, a za ile bydgoski? No i wychodzi, że piekarz bydgoski to śmierdzący leń w porównaniu z berlińskim kolegą - chociaż tyle samo się napracowali i tyle samo wyprodukowali.

Żeby Cię pocieszyć dodam, że nie tylko Ty wpadłeś w tę pułapkę - na podobne bzdury z całą powagą powołują się profesorowie ekonomii.
Zacytuj
 

Dodaj komentarz

Zarejestruj się, aby nie mieć ograniczeń w komentowaniu:
- nieograniczona ilość znaków (niezarejestrowani mają limit do 1000)
- możliwość korekty swojego komentarza przez 5 minut od momentu publikacji
- możliwość wstawiania obrazków bezpośrednio w komentarzu (przycisk)
- możliwość oceny komentarzy innych użytkowników
- brak zabezpieczenia antyspamowego CAPTCHA, czyli wysyłasz bez podawania kodu z obrazka

Kod antyspamowy
Wygeneruj nowy, bo nie mogę się rozczytać